O dziecięcej radości

/
2 Komentarzy
Myślę dziś sobie, że jedną z naszych głównych, rodzicielskich powinności (tfu, kiepskie słowo, ale nie znajduję lepszego), jest nauczyć nasze dzieci, że życie jest radosne. Albo inaczej: nie popsuć tej dziecięcej radości,  z którą wszyscy przychodzimy na świat, nie ugładzić jej, nie zastraszyć, nie stemperować na wiór. Kochać tak, żeby radość zawsze pływała na wierzchu, jak piłka w basenie, która czasem nurkuje pod wodę, trącona ręką codzienności, ale przecież zawsze wypływa na powierzchnię. 


Życie bez radości, bez tej iskierki w oczach, która każe nam się po kociemu uśmiechać, cieszyć, bawić,  zdobywać, tańczyć i wierzyć w każdy dzień, to życie smutne i desperackie.

Kocham patrzeć na uśmiech A. Na jej entuzjazm, wolę życia, bezkompromisową wolę tego, żeby z życia wziąć jak najwięcej. Chcę pamiętać, że za dużo zasad, to za mało frajdy. Że są rzeczy ważne i ważniejsze i takie, którymi szkoda sobie zawracać głowę. Nauczyłam się odpuszczać: sobie i jej i wierzę, że jest to jedna z największych i najważniejszych lekcji jaką udało mi się odrobić.

Moja mantra na dziś, na jutro, na za 10 lat, jest jedna: nie popsuć tej radości, nie popsuć.

Trzymajcie kciuki :)

Ilustracja: Lisk Feng


Zobacz również

2 komentarze:

  1. Święta prawda,która powinna być nie tylko w każdym rodzicu, ale i w każdym z nas...Nie tracić dziecięcej radości.Nie stawiać zbyt wielu naglących wymagać.Odpuścić.Raz na jakiś czas po ludzku odpuścić.Piękny tekst :) pozdr serdecznie i gratuluję mądrości

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja z kolei odkrywam, że nie tylko odpuścić, ale przyłączyć się :) Zobaczyć, co powoduje tą dziecięca radość, można wtedy zafascynować się prostymi rzeczami.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)