Z drugiej strony

/
2 Komentarzy
Zanim otworzyłam oczy, już czułam w kościach, że ten dzień nie będzie taki jak planowałam. Zamiast pracować, pisać, bawić się i korzystać z uroków maja, będziemy musiały pojechać do lekarza, a resztę dnia spędzić zamknięte w czterech ścianach. Przeziębienie A. , które trzyma ją od soboty, nie zamierza sobie niestety samo pójść, trzeba mu się przyjrzeć bliżej, bo dziewczę  zwykle pełne werwy i animuszu, bez znieczulaczy zachowuje się jakby jej ktoś wyjął baterie. Trudno. Nic nie poradzimy. Na nic moje nerwy i rozczarowania, trzeba brać co dają i patrzeć też od drugiej strony. 

Bo przecież, oprócz tego co nas w codzienności wkurza i uwiera, co zwykle, zajmuje pełne spektrum naszych myśli i znacząco wpływa na emocje, jest masa rzecz, które są zwyczajnie dobre, fajne i uroczyste. Po co zajmować się myśleniem o tym co być miało, ale nie będzie? Po co koncentrować się na emocjach, które zamiast obniżać ciśnienie, dokładają nam ciągle do  przysłowiowego kotła i sprawiają, że czujemy się wyłącznie gorzej? 

Zawsze, nawet w najmarniejszym dniu, jest coś, z czego można się cieszyć i na fundamentach czego można odbudować dobre myśli i spokój ducha. Wymieniać można w nieskończoność.  U nas, dziś rano są to:  

  • Cudownie niebieskie niebo, które aż zaprasza do marzeń o lataniu. Można usiąść i medytować patrząc tylko w ten kolor. Gwarancja spokoju zapewniona. Dostępne gdziekolwiek jesteś. 
  • Zieleń drzew, które codziennie ubierają się w nowe liście. Kojąca, łaskocząca nerwy, pobudzająca i relaksująca jednocześnie. 
  • Mina A., która je śniadanie w majtkach na głowie. Takie przeznaczenie bielizny zdaje się jej najbardziej odpowiadać. Jak tu się nie śmiać ;) ?
  • Jajecznica, dobra liściasta herbata, świeża, młodziutka sałata od mojej teściowej, którą podgryzam z radością jak królik, ku uciesze obecnej tu gawiedzi w składzie A. i kot. 
  • Kwiaty na balkonie i mój pasiasty leżak, w którym usiądę po południu, w chwili świętego spokoju. Jeśli będzie ciepło, oprę nogi o barierkę i pozwolę, żeby łaskotały mnie promienie słońca; jeśli powieje chłodem, owinę się w kolorowy koc i pozwolę, żeby chmury opowiadały mi bajki, o dniach, które dopiero nadejdą. 
  • Muzyka, do której można się uśmiechać, można też płakać, jeśli potrzeba.
  • Śpiew ptaka za oknem, który przypomina sobie o świecie w okolicach 5:40   i dzielnie obwieszcza zainteresowanym i nie, że oto idzie nowy dzień. 

A u Was?  Co u Was sprawi, że to mimo wszystko, będzie DOBRY DZIEŃ? 




Zobacz również

2 komentarze:

  1. Kwitnące bzy:) Codziennie mijamy je w drodze do pracy i przedszkola i podziwiamy, jak się pąki rozwijają, i wąchamy, czy już pachną:)
    Ptaki śpiewające za oknem (u mnie zaczynają już przed 4, sprawdzone!)
    Filiżanka pachnącej kawy (uch, to taka grzeszna nieco przyjemność;) )
    Słońce za oknem:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielki bezzębny uśmiech Młodszego i szalony bieg po domu Starszego.
    Przytulanki i fikołaje ze Starszakiem.
    Pełne głębi rozmowy z młodszym (przeważa UUUUUU i AUUUUU).
    Filiżanka zielonej herbaty z granatem.
    I wspaniała zieleń za oknem.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)