Strefa (bez) życia

/
18 Komentarzy


Jeśli nie wyjdziesz ze swojego domu - pisze Clarissa Pinkola Estes w "Biegnącej z wilkami" - jeśli nie wejdziesz do lasu, nie przekroczysz rzeki, nie ruszysz się sprzed ciepłego ogniska, które daje ci ochronę i poczucie bezpieczeństwa -  to nic się nie zdarzy. Nigdy nie zaczniesz naprawdę żyć. Nie znajdziesz swojego "stada", nie spełnisz marzeń, nie poczujesz co to przygoda. Z dużym prawdopodobieństwem nie spotkasz również drapieżników, nie wpadniesz w pułapki, nie przekonasz się jakie przewrotne potrafi być życie. Pewności jednak nie masz. Nawet siedząc na kanapie i krążąc od kuchni do telewizora można złamać nogę czy serce. O życiu już nawet nie wspominam, bo w końcu nie urodziliśmy się po to, aby jeść i oglądać seriale. To byłaby parodia życia i kpina z cudu stworzenia. 

Gdzieś poza..

Niby to wszystko wiemy, niby huczy nam w uszach przygoda, a zalotny powiew wiatru zaprasza w podróże w te czy inne krainy. Ale coś nas trzyma. Coś nie pozwala nam wyruszać, każe odkładać podróż na mityczne "kiedyś", coś nie pozwala wyjąć walizki z szafy i podjąć decyzji o tym, żeby nasze życie wyglądało inaczej. Latami zapisujemy się na kurs, na studia, planujemy zmianę pracy, domu, partnera czy chociażby garderoby, która wisi w szafie. Cierpimy na daltonizm wyborów. Kiwamy się na wiecznej emocjonalnej huśtawce; z jednej strony chcemy i wyciągamy ręce do tego życia, co miga za rogiem, a z drugiej odpychamy je krzycząc: "idź stąd, nie wchodź tutaj, nie ciągnij mnie za ręce, to niebezpieczne, niewygodne, może jutro, może za tydzień." 

Strefę komfortu -  bo to ona w istocie jest odpowiedzialna za nasze umiłowanie ciepełka i świętego spokoju - tworzy nasz genialno - banalny mózg. Jego geniusz jest tu z pewnego punktu widzenia oczywisty. Dba o nas i nasze interesy. Ma być ciepło, bezpiecznie, przewidywalnie, brzuch ma być syty, nogi obute, a droga pod stopami znajoma. Nie bez powodu wolimy więc znane piekło od nieznanego nieba. Boimy się tego, co zdarzy się po drodze bardziej niż zmarnowanych na oczekiwanie dni i godzin. 

W strefie komfortu nic się nie dzieje. Życie mija i mija czas. Tam gdzie się za dużo gada o planach, a ich nie realizuje pozostają tylko fatamorgany. Z nich nie zbudowano jeszcze żadnego miasta. I w nich nie dostaniecie wody, która ratuje przed śmiercią z pragnienia. 

Dla tych, którzy szukają wymówek -  zawsze się jakieś znajdą.  Strefa komfortu jest najgęściej zaludnionym miejscem na świecie. Poza nią jest przestrzeń - prawie jak pustynia. Gładkie wydmy i dzikie lasy, które wybierają naprawdę nieliczni. 

Czemu się czepiam tego umiłowania świętego spokoju, tej strefy śmierci za życia, jak ośmielam się ją nazywać?  Bo z własnego doświadczenia wiem, że działa jak narkotyk -  i większość z nas czeka któregoś dnia bolesny odwyk. Nawet jeśli trzymamy się jej rękami i nogami, nawet jeśli odwlekamy wyprawę po nowe w nieskończoność, to kiedyś, metaforycznie, ktoś nas wyrzuci z naszego hamaka pod palemką, i chcieć czy nie, będziemy musieli ruszyć w tę podróż. Bo prawda jest taka, że co się odwlecze, to WCALE CIĘ NIE OMINIE.

Nie stój w miejscu

Życie to zmiana -  a zmiana to życie. Dlatego niezmienność, komfort i umiłowanie do tego co trwa w bezruchu, są antytezą życia. Tak, ja też lubię piękne miejsca, cudowne przedmioty i czas, kiedy jest wyłącznie przyjemnie. Ale czasem, rozwój wymaga decyzji, które są niepopularne. Wywołują konsternację, strach, obawę, stawiają nas oko w oko z niewiadomą i każe się mierzyć z tym, czego wcześniej nie znaliśmy. Nie można z tego rezygnować. Nie w imię tej metaforycznej palemki i ciepłych bamboszy.

Oczywiście znajdą się tacy, którzy powiedzą, że przecież nie trzeba się rozwijać, nie trzeba reagować na te wszystkie bodźce, które nam się trafiają, nie trzeba wiecznie szukać, odkrywać, czytać i zmieniać świata. Nie trzeba. Pamiętajcie tylko, że strefa komfortu, to miejsce, w którym nawet jeśli wiele się dzieje, energia krąży po stałych okręgach. Co okrążenie, to mniej. Co rok, to słabiej. W końcu robi się cicho. Przerażająco cicho. Życie ucieka, gdzie pieprz rośnie.

Jeśli wybierasz życie, przyjdzie ci opuszczać tę strefę nie raz. Jeśli jej nie opuścisz, stanie się to, co popycha cię do siedzenia w kółko w tym samym miejscu:   stracisz swoje własne, cenne i cudowne "ja". Stracisz wszystko. Ziści się to, czego się najbardziej boisz. Czy aby na pewno, właśnie o to Ci chodzi? 







Zobacz również

18 komentarzy:

  1. Bardzo, bardzo ciekawy i trafny wpis - dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  2. To chyba jednak nie o mnie. Mi życie w sferze komfortu po jakimś czasie bardzo ciąży. Muszę coś zrobić, planuję i działam. Z reguły to jakieś większe sprawy, tak duże, że konieczne jest wyjście ze strefy... Nigdy jednak nie patrzyłam na to z tej perspektywy o której teraz piszesz. Ciekawe doświadczenie. Dla mnie to takie naturalne, że planuję sobie coś (emigracja, nowe studia etc) i po prostu to robię. A może to moja sfera komfortu? ciągły ruch? :) Pozdrawiam Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, nie to chyba nie o Tobie :))) Pozdrawiam

      Usuń
  3. Przez okolo 50 lat prubuje zapewnic sobie komfortowe zycia.i ciagle brakuj mi czasu aby tego dokonac.

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest tekst o mnie. Tak prawdziwy, że aż przeraża. Od wielu lat dźwięczy mi w głowie myśl "zmień pracę, zmień pracę", a ja tkwię w tej dotychczasowej. No ale ja jestem zwolennikiem małych kroczków, więc wszystko musi mieć czas, żeby dojrzeć...
    Poza tym z maluchem przy boku zbyt szybkie opuszczanie strefy komfortu może być szkodliwe nie tylko dla mnie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Viki,
      są takie rzeczy, które robi się krok po kroku: np. trudno założyć, że się schudnie 20 kg, najpierw trzeba 1 czy 2, czy że się wyjedzie do Azji w ciągu tygodnia pakując się i porzucając wszystko.. To się zaczyna i działa krok po kroku.. Są jednak takie sprawy, które po prostu trzeba zrobić raz, bo inaczej się nie da :) Jeśli decydujesz np.zmienić pracę to albo zaczynasz szukać innej i ją zmieniasz, albo nie. Nie da się krok po kroku; bo niby jak; w 1 % zmieniam pracę, w 2 %? Albo decyduję zmienić, albo decyduję zostać -inny stan jest pewnym rodzajem usprawiedliwienia dla tkwienia w sytuacji, która z takich czy innych powodów nam nie odpowiada. Uważałabym na to : ) Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Tu chyba chodzi o podjęcie decyzji, mam wrażenie, że jej Viki nie podjęłaś, że jesteś na etapie: chciałabym, ale boję się.
      A dopóki "chciałabym" nie przejdzie w pewne "chcę" to nic się nie będzie działo i nie ma co mówić o małych kroczkach, bo w jakim kierunku one mają prowadzić?

      Usuń
    3. Dzięki za komentarze dziewczyny. Dają dużo do myślenia.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Wychodzenie ze strefy komfortu to nie tylko wielkie czyny, podróże i zmiany pracy.
    To może też być - i jest najczęściej - zmiana codziennej rutyny: inna droga do pracy, zagadanie do nieznajomej osoby w sklepie czy na ulicy, inne danie przygotowane na obiad, wyjście samemu do kina.
    Wszystko co jest dla nas jakąś niewiadomą i obawą: jak się w tym nowym doświadczeniu poczuję? Praktyka takich nowych drobnych (chociaż dla wielu osób one wcale drobne mogą nie być) czynności niebywale wzmacnia, może nawet bardziej niż jedna duża zmiana;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi się, że to nie do końca jest tak... Po niektórych życiowych doświadczeniach cudownie jest być w strefie komfortu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale im większą się ma strefę komfortu (czyli de facto ciągle się ją powiększa), tym łatwiej przychodzi nam radzić sobie z różnymi doświadczeniami:)
      Bo strefa komfortu to obszar, w którym czujemy się swobodnie i bezpiecznie, obszar naszych zachowań, w obrębie których poruszamy się w sposób naturalny.

      Usuń
    2. Bo też nie chodzi przecież o to, żeby ją porzucić na wieki i raz na zawsze; tylko żeby nie była to słodka pułapka, z której boimy się wyściubić nosa, bo a nuż nam zmarznie i dostaniemy kataru... Ja lubię czasami moją strefę ciszy.. ale wiem, że to miejsce na chwilę, a nie na całe życie..

      Usuń
  7. Bardzo mądry wpis! I bardzo mi dziś potrzebny - dziękuje!

    OdpowiedzUsuń
  8. Najgorzej nie walczyć z wilkiem, ale ruszyć się z fotela ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem co o tym myśleć? Może za bardzo analizuje to o czym piszesz i staram się to umieścić w czaso-przestrzeni, a moze inaczej patrzę na ten temat. Z jednej strony mam w pamięci Twoje słowa w których piszesz, że czekanie, ''stanie w miejscu'' czemuś służy, a z drugiej że trzeba działać, że trzeba wyjść ze strefy komfortu. Ja rozumiem, że przeczekanie jest chwilowe, a brak działania rozumiesz jako stalą czynność, ale w'' komforcie'' też można się rozwijać, też można mieć ciekawość dziecka i odwagę. Może mój racjonalny mózg nie potrafi tego zrozumieć, a może inaczej to widzę. ... Ania G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówimy o dwóch różnych rzeczach. Strefa komfortu to obszar, w którym operujemy tylko w obszarze tego co znane i oswojone. Nie podejmujemy działań, które wykraczają poza nasz stały repertuar. Tu nie ma miejsca na rozwój, no bo jak?? To taka postawa: lepsze Stare piekło niż nowe niebo, bo nie wiadomo co po drodze. Podejrzewam, że myślisz o czymś innym. O komforcie w znaczeniu wygody życia?

      Usuń
    2. Chyba rzeczywiscie myślałam o komforcie, jako o wygodzie, ktora też może być czyms znanym i oswojonym a nie oznaczac od razu czegoś o negatywnym zabarwieniu. Ania G

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)