O bieganiu, ale z morałem

/
19 Komentarzy


Wszyscy wiedzą, że ruch fizyczny jest dobry -  że potrzebny nam jak tlen -  bo natura nie stworzyła nas do siedzenia za biurkiem. Wszyscy wiedzą, ale niewielu się naprawdę rusza. W erze samochodu i windy, ten kto chodzi pieszo na przystanek wyrasta na bohatera; a ten kto nawet na 2 piętro wjeżdża w blaszanej skrzynce nie budzi niczyjego zdziwienia. Takie czasy. 

Ruchu wymaga nasze ciało (siedzący tryb życia prowadzi do problemów z nadwagą, zwyrodnienia stawów, problemów z kręgosłupem, perystaltyką jelit itp.) ale wcale nie mniej nasz mózg. Niedotleniony, nieprzewietrzony, zasklepiony w swoich nieustannych knowaniach i procesach myślowych, w bezruchu i nikłym świetle komputerowego monitora zaczyna bardzo często lekko fiksować, zacinać się i gubić. Ruch wyzwala produkcję endorfin -  czyli hormonów szczęścia -  rozluźnia przepracowany mózg, rozładowuje stres i pozwala ujrzeć świat w lepszych barwach. Bez ruchu ani rusz. 


Jak zabić radość

Sama wiem o tym świetnie, chociaż szczególnie zimą, nie zawsze mi po drodze z fizyczną aktywnością. Biegania nie lubiłam od dziecka, dlatego, że próbował mnie do niego przekonać mój tata. Robił to w najgorszy z możliwych sposobów: sam nie biegał, stosował system nagród  ( rzadkich, cieszących krótko -  np. nowy dres raz na sezon) i system kar oraz "motywację" poczuciem winy jeśli nie spełniłam jego trenerskich oczekiwań. W szkole było jeszcze gorzej. 

Współzawodnictwo, stres, że wypadnie się gorzej niż rówieśnicy, strach przed oceną (szóstka z polskiego, trója z wf- u ), wszystko to sprawiło, że bieganie znienawidziłam na lata. Jakiś czas temu, po ciąży, próbowałam znowu; ale narzuciłam sobie system, który mnie spinał, nie dawał żadnej radości i po niedługim czasie przyprawił o ból kolan.  Pewnie dałabym sobie już spokój na zawsze, ale czasami, w snach, biegałam bez wysiłku, bez problemu, z wielką radością. Te sny dawały mi trochę do myślenia. 


Przez całą tę zimę brakowało mi ruchu. Kiedyś chodziłam na fitness i siłownię, ale ostatnio nie bardzo mi się tam podobało. Do tego doszła tęsknota za powietrzem, za tlenem, zamkniętych pomieszczeń mam powyżej uszu. 

Trzeba było więc coś postanowić i działać. Zeszłotygodniowe słońce wygoniło mnie z domu - poszłam biegać. Pierwsze dwa razy były dość ciężkie, ale słońce i tlen zrekompensowały mi wszystko. Przestałam mierzyć czas, liczyć ile biegnę a ile maszeruję, odmierzać wzrokiem odległość do kolejnego słupa, zaczęłam po prostu cieszyć się tym, że moja głowa jest pusta, a serce spokojne. Kolejnego razu pobiegłam na sporą łąkę -  pole -  w okolicach mojego domu. Biegłam, biegłam, i ani się obejrzałam, aż byłam w połowie. Pomyślałam sobie, że szkoda się zatrzymywać, jeśli to takie przyjemne i truchtałam dalej. Po kolejnym sporym kawałku zaczęłam sobie uzmysławiać, że prawdopodobnie dam radę jeszcze trochę.. i tak, 3 dnia biegania przebiegłam za jednym razem, bez zatrzymywania się jakieś 2,5 km! Czułam się świetnie, nic mnie nie bolało.
Dla wytrawnych biegaczy to oczywiście dystans, który nie powali na kolana. Ale dla amatorki, która całe życie myślała, że bieganie jest głupie i trudne, nieprzyjemne i męczące -  to niesamowite odkrycie. 

Po co o tym wszystkim pisze? Po pierwsze: żeby namówić Was do wyjścia z domu, ale też z innego powodu. Bo w tej historii jest pewien morał - i można go rozciągnąć znacznie szerzej niż tylko na fizyczną aktywność i bieganie. 

Zmienić cel

To co nas w życiu najbardziej spina to cel i rywalizacja: także z samym sobą. Niby czegoś pragniemy, ale tak naprawdę to dominuje w nas strach, że nie podołamy, że ta droga będzie za ciężka i padniemy gdzieś bez sił i nadziei.   

Jeśli patrzymy na to, co chcemy osiągnąć z dalekiej perspektywy, jeśli widzimy ile jeszcze przed nami, to z dużym prawdopodobieństwem porzucimy nasze cele; bo wydadzą się nam one tak odległe, tak trudne do zrealizowania, że możliwe co najwyżej dla herosów, a nie zwykłych ludzi.   W momencie w którym zapominamy o celu; a zaczynamy po prostu cieszyć się drogą; spada z nas całe napięcie, strach, przestajemy dywagować, snuć marzenia i bajki o tym co by było gdyby, a zupełnie naturalnie zaczynamy przesuwać się do przodu. I sami nie wiem kiedy, budzimy się gdzieś w połowie drogi, ze świetnym widokiem na nasz cel, który jeszcze chwilę wcześniej ledwo majaczył na horyzoncie. 

Jeśli nie wiesz jak dojść tam gdzie chcesz, jeśli nie wiesz którędy, to zrób pierwszy krok. Jeden. Wyjdź na drogę, spójrz na pierwszy drogowskaz, pobiegnij za ptakiem, który zerwie się z dachu, zrób cokolwiek, tylko nie czekaj już dłużej. 

W podróży, w drodze, dowiadujemy się o sobie nowych rzeczy. I zaczynamy dostrzegać to o czym wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja dowiedziałam się wiele o swoich przekonaniach, ale także doświadczyłam własnej siły i wytrzymałości. 

Czego doświadczysz Ty? Nie jesteś ciekaw? 


Zobacz również

19 komentarzy:

  1. Ha - ja zaczelam w listopadzie i w ten weeknd biore udzial w biegu na piec kilometrow. Tutaj jest swietny program przygotowujacy do tego:

    http://www.c25k.com/c25k_polish.html

    Bardzo polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie dla mnie takie programy. Ja nie chodzę jak w zegarku;) Wolę słuchać ciała i czerpać radość z tego co robię :) Tego mnie ta ostatnia próba nauczyła :)

      Usuń
  2. Malgosiu, mam prawie identyczna notke o bieganiu w postach "do publikacji" :)))
    Wszyscy jestesmy polaczeni :)))

    z biegowym pozdrowieniem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ładnie :) niesamowite :) Pozdrawiam i czekam na Twoją :)

      Usuń
    2. Oj jesteśmy ja dzis mysle cały dzien o bieganiu:-)

      Usuń
  3. To może w końcu odnalazłam kogoś, kto biega bo lubi?
    Bo ja właśnie lubię. A biegi na czas, poprawa życiówek, zawody - raczej mnie zniechęcają niż motywują. Taka dziwna jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bebeluszku, tak, czuję , że jesteś moją biegową bratnią duszą ;) Buziaki!

      Usuń
    2. Takich osób jest więcej, które nie potrzebują modnej aplikacji na smartfona która trochę zabiera przyjemność z biegania, tylko ''zapodają'' sobie fajną muzykę i truchtaja po chaszczsch:) Jednak dla wielu liczy sie dystans, pokonanie trasy w jak najlepszym czasie i koniecznie zamieszczenie tego na swoim wall'u na FB. Mój kolega, wielokrotny maratonczyk powiedział mi- wiesz, dla wielu z tych osób przebiec trasę i nie pochwalić się przed innymi to tak jakby w ogole nie przebiec trasy. Biegacze z aplikacją wyrastają jak grzyby po deszczu a później chowają się na kolejne miesiące, żeby w nowym sezonie pojawić się w nowych kolorowych butach. Zapał szybko mija, bo za bardzo chcieli pochwalić się przed samym sobą jacy są wspaniali i czekać na ''like it''. Nie krytykuje, bo najważniejsze, że szukają swojej drogi....
      Polecam wspaniałą książkę .J. Scott'a pt:'' Jedz i biegaj''. Pomimo, że przekraczanie barier wlasnego ciala, czyli ten rodzaj ekstremium jaki prezentuja ultramaratonczycy nie jest czymś co jest mi bliskie, tak niezwykły charakter, mądrość życiowa, skromność i pokora mogą imponować. J. Scott nie namawia do biegania ale do aktywności fizycznej, przekonuje jak wiele może nam dać w życiu sport plus zdrowe odżywianie, zarowno w sferze fizycznej jak i emocjonalnej. Ania G

      Usuń
    3. Aniu, czytałam, teraz skończyłam jeszcze "Urodzonych biegaczy" i jestem urzeczona :) Ja jestem biegaczem z aplikacją, więc się nie czepiajmy :) Nie chwalę się wynikami, nie biegam na czas, aplikacja służy mi za stoper bardziej, czasem się przydaje, nic poza tym, bez ideologii. Bieganie jest fajne i tak jak pisze autor "Urodzonych" , dla wszystkich, dla każdego... bo urodziliśmy się po to, by biegać :)))) Fajnie to sobie przypomnieć!

      Usuń
    4. Oj tak ''Urodzeni biegacze'' to kolejna dobra książka :) Nie ma nic złego w aplikacji jak się uprawia sport trochę zadaniowo (nie przekreśla to pasji) czy zależy nam na poprawie wyniku :) Chodziło mi o to że aplikacja ma nam pomagać, a nie być narzędziem umożliwiającym pochwalenie się wynikiem :) Oby jak najwiecej ludzi żyjących zdrowo i aktywnie :) Pozdrawiam serdecznie Ania G

      Usuń
  4. Ja od jakiegoś czasu myślę o bieganiu, ale że kondycja hmmm...baaardzo kiepska, to jakoś mnie hamuje. Ze dwa razy próbowałam jesienią, ale ciężko było, a potem przyszła zima...Przerzuciłam się na nordic walking, ale to bieganie gdzieś w tyle głowy siedzi. Może wiosną znów spróbuję? Bez mierzenia dystansu i czasu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam!! Nawet bez czekania na wiosnę :)

      Usuń
    2. Aleksandro, 3 lata temu zaczynalam przygode z bieganiem, od (uwaga!) 30 sekund TRUCHTU i 9,5 minuty marszu x 3. Malymi kroczkami, przeciez nam sie nigdzie nie spieszy.

      Usuń
  5. kiedyś (przed ostatnią ciążą) biegałam dla przyjemności, z koleżanką, brzegiem Wisły:)
    brakuje mi tego bardzo, zmęczenia, samopoczucia w trakcie i po:)
    z wiosną mam nadzieję zacząć znowu, choć logistycznie będzie to trudniejsze.
    oraz nawet najdalszą drogę rozpoczyna pierwszy krok:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Biegam (z pewnymi przerwami) od 2 lat. Zawsze sama, nie mierzę czasu ani dystansu - traktuję to jako odstresowywacz, zaczynałam od 10- 15 minut, kiedy biegam głowa się wietrzy, kiepskie myśli odchodzą
    kiedy zrobię kilka tygodni przerwy brakuje mi tego jak diabli - uzależnienie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet jeśli, to zdrowe i pożyteczne;) nie odzwyczajaj się :)

      Usuń
  7. Czuję to i myslę o tym i czasami wykonuje pierwszy a nawet kolejny krok stając się nie załamać, nie zapomnieć celu.

    OdpowiedzUsuń
  8. A mnie ujął morał. Właśnie to jest we mnie teraz żywe o czym jest w morale. Strach przed tym co będzie. Zrobiłam już pierwszy krok i było przyjemnie, choć myśl o celu mnie paraliżuje, więc wybieram radość z kolejnych małych kroczków by cieszyć się daną chwilą a dojdę do celu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzień dobry Pani!
    Świetny, bardzo interesujący wpis dla kobiet i o kobietach! :-)
    Ujął mnie morał i w ogóle Pani historia.

    Przepiękny blog. Naprawdę... Z dużą pogodą ducha i optymizmem :-)

    Jestem redaktorką portalu www.maratoninspiracji.pl
    Nasz cel jest prosty: zmotywuj innych dodając swoją historię dotyczącą sportu lub innej aktywności fizycznej. Zgłoś tzw. inspirację! Pani już inspiruje inne kobiety! Tutaj

    Moim zadaniem jest przekonanie kobiet, by dzieliły się z innymi kobietami - Czytelnikami swoją pasją do sportu na naszym portalu.
    Bardzo chcielibyśmy opublikować Twoja historię :-)
    Pokazać, że można być aktywną fizycznie "po swojemu", bez zegarka :-) i czerpać z tego radość oraz zdrowie. I jak motywować przy tym innych :-)

    Jeśli czujesz, że Twoja historia zmotywuje jeszcze więcej kobiet do działania, do aktywności fizycznej - opisz ją i wyślij do nas, do mnie...
    W swojej historii możecie napisać o prowadzonym przez siebie blogu :-)

    Będę bardzo wdzięczna. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego dla Ciebie, Twoich bliskich i Twoich Czytelniczek

    Joanna M. :-)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)