Na przednówku - o nadziei, głodzie i sensie

/
14 Komentarzy


Jak świat światem, w marcu bywało ciężko. Głodno, zimno i smętnie. Po ostatnim lecie zostało byle co, do następnego daleko, a zima, jak to zima, trzymała wszystko twardą ręką. Przednówek. Czas postu, czas oczyszczenia, moment roku, w którym prawdziwa siła wychodziła na wierzch, a słabość okładała się poduchami -  bywało że na zawsze. 



Mówiło się, ze "kiedy starzec przeżył marzec, to będzie żył". Jeśli przeżyjemy marzec - będziemy żyć. Będzie też bliżej wiosny - to pewne. A marca zostało jak na lekarstwo, niedużo. 

Dziś nie ma przednówka. Przynajmniej nie w mieście. Może gdzieś głęboko, na wsi. Tam, gdzie się jeszcze żyje dosłownie z pracy własnych rąk i tego co da ziemia, a nie wyłącznie wymieniając swój czas i wysiłek na pieniądze. 

Przednówek padł. Tak samo jak post. Żyjemy w czasach wiecznego karnawału. Nie czujemy jak bije zegar przyrody. Jesteśmy oderwani od naturalnych cykli przyrody i przez to, także od siebie. I to w gruncie rzeczy, wcale nie tak wspaniale jak się na pierwszy rzut oka wydaje, a bardzo źle. 


Przednówek, czas postu

O przednówku, w KUKBUK -u  Agata Wojda. Ciekawie, z sensem, od kuchni. Bo jakkolwiek mówić o tym czasie, kiedy w kopcu mało co, a na grządce jeszcze śnieg, to przecież  -  miało to wszystko pewien sens. 

Był czas jedzenia do syta i czas, kiedy należało sięgnąć do zapasów. Czas jabłek i lebiody, czas pokrzywy i rabarbaru. Był głód, nie ma o czym mówić, nie ma czego zazdrościć. Ale był też  pewien sens - i była radość z tego co było, której, mam wrażenie wielu z nas - przejedzonych i z tamtej perspektywy niezwykle bogatych - brakuje. 



Po co nam cykle życia, cykle przyrody?

W tradycji katolickiej, post, 40 dni wstrzemięźliwości -  miał podobny cel. Człowiek miał się oczyścić -  mentalnie i fizycznie. Pozbyć tego co zbędne. Nie przez przypadek Wielki Post wypadał zawsze na przednówku. 

Dziś cykle przyrody, cykle życia to tylko slogany. Są w końcu tacy, którzy cały rok jedzą banany i kanapkę z pomidorem. Wiosna, lato, jesień, zima, jeżdżą do pracy klimatyzowanym autem i tylko czasem płaszcz się zmienia. Kto by tam chciał jakiegoś przednówka? Choćby takiego, który oznacza odrobinę rezygnacji z tego, co i tak nam nie służy?

Kto by chciał buraków i kiszonej kapusty kiedy w sklepie można znaleźć wszystko? A jednak ten czas - to wszystko, ma sens. Ta jednostajność, to okrojone menu przed obżarstwem Wielkanocy, to wracanie do źródeł, które jak dobrze poszukać, zawsze się gdzieś znajdą. 


Wiosna, po zimie, nawet takiej której prawie nie było, to nadzieja i radość. To wiara w to, że my też, nawet na najgorszym przednówku, na najgorszym "głodzie", pustce, która jest w środku, też możemy się odrodzić. 

Jeszcze tydzień temu, narzekałam na zimę. Dziś siadam i czekam w spokoju na moją wiosnę. I zbieram siły na przednówku. Przydadzą się na wiosnę i lato.  

W kuchni pyrkocze fasola. Na kolację będzie kapusta. Przednówkowe menu jest proste. Składa się z tego co jest. Nie trzeba wymyślać. Nie kombinuj. 

Czasem warto wrócić do źródeł. 

Także w kuchni. Także na progu wiosny.




Zobacz również

14 komentarzy:

  1. Dobre przypomnienie. Ja, od jakiegoś czasu zafascynowana Kuchnią Pięciu Przemian, opartą w skrócie na tym, co w danej chwili jest naturalnie w przyrodzie, od jesieni nie jadam pomidorów, ogórków, banany i pomarańcze poszły w odstawkę. Mam nadzieję na przypomnienie sobie smaku pierwszego wiosennego pomidora, jak w dzieciństwie cieniutko pokrojonego w plasterki i posypanego cebulką:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, u mnie też 5 przemian :)

      Usuń
    2. Woow, serio??? Tak trudno znaleźć bratnią duszę w tym temacie:) Ja niestety nie mam ani czasu ani zapału, żeby całkowicie przejść na ten sposób żywienia, ale strasznie mnie kusi, fascynuje i jak tylko mam chwilę gotuję PP zamiast tradycyjnego schabowego;) Zapraszam w takim razie na mój pięcioprzemianowy blog:)

      Usuń
  2. Nie, sa jeszcze tacy co staraja sie wbrew tej technologii i cywilizacji wsluchac w madrosc cyklow natury:):):0 Nie jest latwo, ale mozna chociaz troszke:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słowo przednówek kojarzy mi się z głodem, niedożywieniem, brakiem witamin, a więc krzywicą i anemią u dzieci i dorosłych. Oby nigdy nie wrócił! Pamiętam czasy PRLu, kiedy trzeba było robić na zimę weki, bo nigdzie nie można było dostać niczego poza marchwią i pietruszką, a przecież daleko tym czasom do okresu głodów z wojen (albo okresów tużpowojennych), kiedy ludzie uciekali z miasta na wieś, bo tam jeszcze można było pozbierać ziemniaków na polach. Zdecydowanie wolę całoroczny karnawał, pełen barw. Post jest mi zupełnie niepotrzebny! I nie praktykuję w ogóle, na szczęście nie muszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lavinko, ja też nie muszę. Ale chcę. Chcę bo wiem, że za długa balanga, zawsze odbija się czkawkę ;) Pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Nie moge sie z tobą nie zgodzić Malgosiu:-) super post

      Usuń
    3. kapusta z wyboru to nie to samo to kapusta z przymusu. Nie tęsknię absolutnie do doświadczenia przednówkowego głodu, uważam że tu i teraz jest zupełnie niepotrzebne. Tak samo jako obżeranie się do wypęku na święta takie czy inne.

      Usuń
  4. Marzec, marzec. I choć zimno, wiatr wieje, to i słoneczko świeci. Nadal ciepłe pantalony, ale spacer obowiązkowy. Wyczekiwanie na pomidora z cebulką... Warto czekać. Ale warto też otworzyć słoik z pomidorem z września, kiedy to wielki garnek czerwonej pulpy bulgotał w kuchni, opryskując wszystko dookoła, czekając na zapakowanie do słoików. A zupka pomidorowa po spacerze... albo micha spaghetti. Regionalnie. Lokalnie. Ja też 5 przemian. Wszyscy się dziwią dlaczego nie jem cytrusów? Wsuwam jabłka i chrupię marchewki. A do herbaty sypię goździki i skrawam kilka plasterków jabłka, lekko podsuszonego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja właśnie zajadam pracowo owsiankę ze słonecznikiem i żurawiną:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja lubię do Ciebie wracać i dowiadywać się czegoś nowego. RADOŚĆ wypełnia mą duszę czytając Twe posty. Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pani Od Kotów15 marca 2015 21:38

    Ja właśnie w marcu nabieram pewności, że przeżyję. Szczególnie po tej zimie, dosyć nieprzyjemnej finansowo i psychicznie, ale kiedy odkryłam, że chyba mogę liczyć na ludzi, w których chciałam móc pokładać nadzieję, że potrafię podejmować decyzje może jednak głupie, może tylko nieoczywiste, ale własne. I zawsze ten czas, kiedy świat jest jeszcze szary i brzydki, ale już zaczyna istnieć jakby realniej i pachnieć palonymi ubiegłorocznymi liśćmi, których zapach do złudzenia przypomina ten, jaki wydziela przypalona skórka pieczonych w ognisku ziemniaków - ten czas miał znaczenie. Nie czynię postanowień noworocznych, nie wydaje mi się, że północ pośrodku zimy to dobry czas, by zacząć być lepszą wersja siebie. Mój pierwszy dzień nowego roku, dzień odrodzenia, to dzień, kiedy można założyć lżejszą kurtkę i pójść na spacer. To już niedługo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Też czekam na wiosnę, inny zapach w powietrzu, słonko, aż nogi same się wyrywaja na spacer. Podczas czytania przed oczami stały mi sceny z "Chłopów", tam jest odwierczy rytm przyrody. Mieszkam na obrzeżach miasta, za płotem pola, które niestety juz się kurczą bo osadzają nas domki, ale zawsze powtarzalną, ze moje dzieci widzą chociaż poery roku, miały szansę poskakac po słomie , wiedza kiedy jest orka, kiedy jeździ kombajn. Male rzeczy a cieszą. Lubię wszystkie pory roku i teraz w tym pędzie próbuje zwolnić, żeby nie przegapic wiosny��.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)