Radości codzienności: dom

/
8 Komentarzy


"Mądrzy ludzie siedzą w domu" - pisał kilka lat temu Wojciech Eichelberger. Nie chodziło oczywiście o zamknięcie w czterech ścianach, czy rezygnację z wszelkiej aktywności rozrywkowej, podróżniczej czy towarzyskiej, ale o potraktowanie domu, swojego miejsca na ziemi, jako czegoś więcej niż hotelu, do którego wraca się spać i ewentualnie zjeść śniadanie. 

Bo dom -  własne 4 ściany -  określone metrażem wielkości garażu lub mierzone w setkach metrów -  to miejsce niezwykłe i bardzo ważne dla psychicznej higieny i ogólnego dobrostanu.

W bajkach, legendach i rytuałach inicjacyjnych, bardzo często pojawia się motyw "powrotu do domu", jako symbol odrodzenia, nawiązania do własnych korzeni i zespolenia z tym co w nas zupełnie podstawowe. 

Dom to my, a my to dom. Urządzamy  go w oparciu o własne pragnienia, potrzeby, często niezrealizowane kiedyś marzenia, tworzymy na bazie związków, w których uczestniczymy. Nie jest przypadkiem, że ludzie, którzy żyją w wiecznych rozjazdach, śpią w hotelach, wynajętych na chwilę mieszkaniach czy kątem u przyjaciół, wszędzie próbują tworzyć namiastki domu. Stawiają zdjęcie, zabierają swój koc, albo poduszkę, układają własne książki. Robią to, aby nadać bezdusznemu miejscu trochę indywidualnego charakteru. 

W domu ładujemy akumulatory, spotykamy się sami z sobą. Dlatego warto w nim czasem posiedzieć; przyjrzeć się sobie, bez maski, bez figury, którą przyjmujemy na zewnątrz. 

W domu -  jeśli jest to dobry dom -  jest bezpiecznie, spokojnie i twórczo. Kiedy uciekamy przed sobą i natrętnymi myślami może być nawet za spokojnie; cisza, rozbrzmiewająca w czterech ścianach staje się nie do zniesienia. Wtedy puszcza się muzykę na pełny regulator, włącza telewizor i jednocześnie zaprasza znajomych, którzy rozproszą tę pustkę, która mieszka obok. Chociaż tak naprawdę, ona mieszka w nas.  

Lubię swój dom: swój bałagan, swoje ściany, sypialnię, łagodność, która zbiera się po kątach jak kurz. To jest dobry dom. Może dlatego z przyjemnością do niego wracam, może dlatego nie uciekam zbyt często? 

Dom może być źródłem wielkiej radości: sam fakt, że go mamy, powinien ustawiać nas w pozycji dziękczynnej; w końcu nie każdy ma takie szczęście. Dbanie o to najbliższe otoczenie, traktowanie jak azylu, który w potrzebie chroni przed hałasem i zgiełkiem panującym na zewnątrz jest przyjemnością i odskocznią od aktywności innego rodzaju, które prowadzimy w codzienności. 

Mądrzy ludzie budują mądre domy. Mieszkają w nich z miłością, wracają z przyjemnością, a wychodzą naładowani dobra energią i spokojem. 

Takich domów Wam życzę. 



foto: loveforhomessac.wordpress.com


Zobacz również

8 komentarzy:

  1. Lubię siedzieć w domu. Nie zawsze tak było. Nauczyłam się tego, gdy ciąże zmusiły mnie do bycia w domu. Zasmakowałam i już nie chcę tak pędzić jak kiedyś, gdy dom był hotelem:-)
    Eichelberger ma rację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Ja lubiłam zawsze i dom - ten mój własny - ciągnął mnie jak magnez:) Miałam też i miewam chwile przesytu domem, ale wtedy wiem, że trzeba na chwilę uciec z gniazda;) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Święte słowa. Dziwię się, że w codziennych wiadomościach na dowolnym kanale telewizyjnym nie są odczytywane kojące fragmenty Pani blogu (bloga?) Żyłoby się lepiej społeczeństwu. To nie żart - lektura Manufaktury Radości jest lekturą z gatunku "must read" - survival :) Serdecznie pozdrawiam i czekam na dalsze wpisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HaHa, rozbawiłeś mnie Anonimowy :) Wszystko przede mną;) Myślę, że to ciekawy pomysł, pomyślę, jak go sprzedać;))) Pozdrawiam serdecznie i dziękuję :)

      Usuń
  3. Dokładnie - zaczynam wręcz chorować, gdy za mało mnie w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. tak tu cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się ze słowami W. Eichelberga, które przytoczyłaś. Myślę, żeby zrozumieć je i potrafić zaadoptować w swoim życiu, trzeba osiągnąć spokój ducha.
    Uwielbiam spędzać czas w swoim mieszkaniu, które jest dla mnie azylem, w którym mogę pić pyszną kawę w jednym z wielu kubków jakie sobie przywiozłam z wyjazdów, albo przywiezionych specjalnie dla mnie przez moich znajomych. Jestem dumna z książek które mam, bo są one największym bogactwem. Spokojne kolory, tekstury tkanin, zapach i jedwabistość naturalnych mydeł, świeczki dające ciepło nie tylko podczas zimowych dni. Obrazy, obrazki i zdjecia w ramkach mają swój klimat i są częścią mnie i mojej przeszłości, a nie pretensjonalnym wołaniem, które ma przyciągnąć wzrok gości. Mam szczęście że mogę przyprawić posiłki ziołami które przywoźe sobie z wakacyjnych wyjazdów. W kuchni pachnie wyhodowana bazylia i pietruszka, wyjątkowo dorodna w tym roku. W szafie w sypialni saszetki z naturalnymi zapachami wciśniętymi między szufladki z ubraniami. Salon duży i przestronny- częściej niż czasami stoi rozłożona deska do prasowania. Unikam z nią kontaktu, a raczej mam z nią inny kontakt niż zwykły użytkownik- znalazła zastosowanie do stretchingu nóg :) Balkon nieduży z krzesłami, stolikiem, kwiatami i co roku nową tuja :) Wczesną wiosną i późną jesienią duży, ciepły pled z tygrysem, prezent od mojej kilkuletniej siostrzenicy towarzyszy mi od kilku lat.
    W mojej łazience stoją flakony z perfumami których zapach mógłby być lustrem mojego nastroju..... Serce moje się raduje kiedy słyszę, od bliższych lub dalszych mi osób, że moje mieszkanie ma dusze i jest klimatyczne, a wino smakuje wyśmienicie :) Ania G

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)