Mroczna moc sekretów

/
9 Komentarzy
Człowiek składa się z tego co chce pokazać, co obnosi na zewnątrz z dumą pawia na wybiegu,  z tego co ma w środku, co pozostawia w swojej sferze intymnej, a także z tego, czego się wypiera, co w sobie dusi, czym nie chce żyć.   
Sekrety: ma je każdy. Osnute na tragedii małej i dużej, na smutku, występku, radości, na zaniedbaniu, egoizmie, na czyjejś krzywdzie, własnym niefortunnym wybuchu, rodzinnej tajemnicy, o której wolno mówić tylko szeptem.  Mają moc  i  jest to moc przeciwną do tej,  za którą tęsknimy i której nam potrzeba. 

Nosimy je ukryte w sercu, w głowie.  Kiedy coś lub ktoś nam o nich przypomni czujemy falę gorąca, która zalewa nas od czubka głowy po pięty. Wstydzimy się. Jest nam z nimi źle. Nie chcemy znać siebie takich. Często; bardzo często są to sprawy błahe, którym ktoś, lub coś, czasami my sami, nadaliśmy znaczenie, którego z perspektywy racjonalnego rozumu nie sposób uzasadnić. Wszystkie tradycje duchowe; w tym chrześcijańska, namawiają to oczyszczania się z wyrzutów sumienia, z tajemnic, do wyznawania ich i pozostawienia za sobą, zaraz po pokucie i zadośćuczynieniu.

Niestety niektórzy, żyją tak, że czasem całe życie staje się pokutą, a oni sami, w swoim wstydzie i pomieszaniu płoną na stosie, pod który sami podłożyli ogień. 

Z sekretami i tajemnicami, które żyją w nas i w naszych rodzinach trzeba się mierzyć. Trzeba z nimi stawać twarzą w twarz, rozeznawać je, spisywać, opowiadać; uwalniać się z ich sideł. Dlaczego  to takie ważne?  Pięknie pisze o tym C. Pinkola Estes.  „ Jeśli w psychice zalega czarny sekret to kobieta (mężczyzna oczywiście też)   nie chce i nie może się do niego zbliżyć  i w konsekwencji unika jak ognia wszystkiego, co wywołuje najlżejsze  z nim skojarzenia i powoduje, że chroniczny ból zaczyna  nieznośnie narastać.  Ten manewr obronny jest bardzo powszechny i podobnie jak skutki uboczne urazów, w niedostrzegalny sposób wywiera presję na wszystkie decyzje kobiety w zewnętrznym świecie; jakie książki będzie czytać, jakie filmy oglądać, w jakich wydarzeniach brać udział, z czego się będzie lub nie będzie śmiać, czym się zainteresuje.”

To czego nie widać, może działać mocniej, niż to co mamy pod ręką. Wpływa na nasze przekonania, na poczucie własnej wartości, na podejmowane decyzje, zawierane związki, powoduje, że żyje się w permanentnym poczuciu jakiejś nie do końca wypowiedzianej hańby, którą  niesie się przez życie. 

Jak przyjmować miłość, jeśli w głębi duszy pamięta się o tym, że się tej miłości komuś odmówiło,  albo jej nadużyło? Jak cieszyć się sukcesami, osiągać zamierzone cele, kiedy mroczna tajemnica szepce w środku „ ależ nie zasługujesz na nic dobrego! Ty z taką przeszłością?!” .  Szyderstwo nie ma ust ani rąk, a jednak mówi najgłośniej i trzyma najmocniej.

Jung, dawno temu, zauważył, że sekrety odcinają od nieświadomości. Blokują, ranią, zatapiają, zanim jeszcze odbiło się od brzegu.  Popatrzcie na ludzi nieszczęśliwych; na tych, którzy mają szare twarze i opadające ku ziemi kąciki ust.  Chodzą często przygarbieni, opuszczają ręce i łopatki. Ciężar, chociaż go nie widać wisi nad ich życiem jak senna mara z bajki o złym czarowniku. 

Hańba i wstyd, nawet świetnie ukryte, obwiązane sznurkiem i zabezpieczona stertą kamieni, prędzej czy później wyjdą z ukrycia. Nie chodzi o to, że się wyda, że zostaniemy wyśmiani i wyszydzeni ( choć tego chyba najbardziej się boimy). Za zakopane w psychice nieczystości, radioaktywne wspomnienia, płaci się ceną melancholii, depresji, nałogów, nieszczęśliwego, udręczonego życia i chorego, umęczonego ciała. 

Już dziś wysyp na stół wszystko co tam w zakamarkach masz. Znieś ten fetor tajemnicy, obejrzyj, jak potworka w formalinie. Spójrz temu w oczy, opowiedz temu, który zrozumie. Jeśli możesz przeproś, jeśli chcesz, opisz. Uwolnij się od tego co ciebie więzi, pozwól sobie na życie bez zbędnego bagażu.

Co było, a nie jest nie pisze się  w rejestr.  Już.




Zobacz również

9 komentarzy:

  1. Ojoj...
    Piękny wpis ale ja pokornie chylę czoła przed fenomenem mechanizmów obronnych, gdyż bywają ostatnimi wiązaniami atomów, które trzymają nas przed rozsypaniem się.
    Są jak misternie skonstuowana mapa i ze świecą szukać religii tudzież terapii, która mogłaby zaproponować coś równie precyzyjnego.
    Konfrontacja ze swoim cieniem to jak skok w wierze (?), że duch (?) trzyma rozciągniętą sieć... czasem nie ma jednak ani wiary, ani ducha, ani sieci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Więc nie konfrontować? Nie skakać? Czasem, jak pisała moja ulubiona poetka wśród pisarek prozy, skrzydła rosną po drodze...

    OdpowiedzUsuń
  3. ... do nieba :) Żartuję ;)... i trochę nie żartuję...
    Nie wiem, nie znam odpowiedzi, chyba każdy sam musi jej sobie udzielić.
    Mnie moja Mama uczyła, swoim przykładem, by się podnosić, odradzać się, jak Feniks z popiołów. Widziałam to, byłam blisko, i gdy przyszła moja kolej to się podniosłam.
    Ale moja Mama byłam życiem samym w sobie, esencją życia, bo i jej mama taka była.
    Pozytywne myślenie to wiano jakie dostałam :) Ale pracuję z ludźmi, którzy takich wzorców nie dostali... i widzę teraz jak wiele od tego zależy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak się leci w dół to się na pewno przydają:)
    Cudownie jest mieć takie wiano i jesteś bardzo bogatą osobą z taką Mamą i taką przeszłością:) Ale bez tego też się da. Wiem po sobie!!!! Można nawet powiedzieć, że jestem żywym dowodem;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ... który dodaje nam tu sił w trudnych chwilach, który rozświetla pochmurne dni, zagrzewa do działania i uśmiecha się do nas czytelników zza ekranu.
    Dlatego uwielbiam tu wpadać :)
    Gdybym mogła to naopowiadałabym Ci, oj naopowiadała jaka jesteś niezwykła i dlaczego, ale wiem, że nie wypada więc zamilknę. I tak ślę moc uścisków! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. M.
    dziękuję:) To bardzo miłe, trochę chyba na wyrost, ale biorę jak swoje i dziękuję raz jeszcze:)
    Również ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny wpis i życzliwości wzajemne :)
    Ciekawa jestem co to za"ulubiona poetka wśród pisarek prozy"..?

    OdpowiedzUsuń
  8. Tajemnice rodzinne bywają często takim balastem, i w końcu któreś pokolenie musi się z tym zmierzyć, a nawet powinno :-)
    Zgadzam się w 100 % z tym co napisałaś :-) Żeby się oczyścić trzeba wyrzucić z siebie to co w nas zalega, tak samo trzeba zidentyfikować problem ( w sobie), dostrzec go, żeby móc coś z nim zrobić :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Alice Miller też o tym pisała.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)