Kapuściński, oceny, wolność

/
5 Komentarzy
W 2010  roku ukazała się na rynku wydawniczym biografia Ryszarda Kapuścińskiego, pióra Artura Domosławskiego. Wzbudziła ogromne kontrowersje, przed księgarniami ustawiały się kolejki; rodzina próbowała wycofać książkę z dystrybucji, groziła procesami sądowymi, a wydawca liczył pieniądze. Sprawdziła się stara zasada; że im większy ferment, im większa wrzawa, tym bardziej spektakularny sukces. Jeśli dodać do historii pikantne szczegóły z alkowy i okrasić wszystko nutką komunistycznego kontrwywiadu - rzecz musi się sprzedać, nie ma co do tego wątpliwości. 

Kapuściński nie był postacią jednowymiarową, a Domosławski nie miał intencji budowy literackiego pomniku ze spiżu i stali, na którym będą powiewały złote skrzydła. Wyszło więc ciekawie, życiowo, wielowymiarowo i jak to bywa w rzeczywistości nielukrowanej białą pomadą  -  krwiście i kwieciście, chociaż momentami także szaro i smutno.

Kapuściński ostatnie lata życia spędził w towarzystwie nieoswojonego lęku przed demaskacją. Bardzo się bał, że spadnie z piedestału, na który z takim trudem się wdrapał. Szarpał się z obawą, że jego socjalistyczne przyjaźnie odbiją się mu czkawką, że wieloletnia spolegliwość wobec panującej w Polsce przez dziesiątki lat komuny stanie się przyczynkiem do odebrania mu czci i dobrego imienia, które cenił i na które, bez wątpienia zasłużył.

Czy miał się czego obawiać? Czy nie było w tym raczej pewnej paranoi?  Sądząc po czarno - białych doświadczeniach lustracyjnych wielu ludzi tamtych czasów, po okropnym ostracyzmie, który uprawiały rządne sensacji media - obawy te miały swoje solidne podstawy i z pewnością zatruły mu ostatnie lata życia.   

Kapuściński nie miał kryształowego sumienia, ale też nie był zbrodniarzem socjalistycznym, czy sprzedawczykiem, który oddał duszę czerwonemu diabłu. Był człowiekiem. A człowiek wybiera lepiej lub gorzej -  i w swoim widzeniu fragmentarycznym działa często pod prąd moralności, dobrego smaku czy zwykłego zdrowego rozsądku. 

 ***

Mamy tendencję do bezlitosnego osądzania bliźniego.  Mimo, że w większości jesteśmy świadomi swojej omylności, własnego konformizmu, siły pożądania, które sprowadza nas na manowce, chciwości, zazdrości i  nieczystych myśli; udajemy, że człowiek jest istotą z gruntu prawie doskonałą, jak brylant, który wyszlifowały nieomylne dłonie Twórcy.  Doszukujemy się sensacyjnego występku w oczach innych, często rozgrzeszając się z podobnych, lub gorszych poczynań machnięciem ręki. 

Dzisiejsza Polska to kraj bardzo radykalnych ocen i zdecydowanie zbyt wielu podziałów. „Oni to, oni tamto, oni zrobili, oni się sprzeniewierzyli, zdradzili, oszukali, wykorzystali” -  dobrze , że MY to co innego.  To „My” ma błyszczeć i zachwycać, to „My” jest bez grzechu poczęte  i nigdy się nie omyliło, to  „My” świeci na nieboskłonie jak gwiazda północna i wyznacza kierunek, w którym należy iść. 

Oceny są bardzo zwodniczą bronią. Ocenianie bardzo pokrętnym zajęciem. A mimo to, każdy dzień, każda godzina jest pełna opinii, które nic nie wnoszą, przelewa się od nich i pęka jak mydlana bańka. Nim skończy się jeden dzień, to „Uważam, że..”, to „Ty jesteś..”,  stanie się tak samo nieaktualne jak poranna gazeta i tak samo pozbawione znaczenia. 

Żyj tak, żebyś czuł w sobie spokój i siłę, pamiętaj o swoim  źródle mocy, o swojej wewnętrznej energii -  bierz pod uwagę własną moralność -  mówią, Ci którzy wiedzą co mówią.  Bez względu na to, w co wierzysz lub w co nie wierzysz; zawsze w głębi serca i rozumu wiesz, co się godzi, a co nie. 

Pamiętaj, że oceniając sam wystawiasz się na ocenę. Stawiając pod pręgierzem, rezerwujesz miejsce, które z pewności poczeka i na ciebie.   

Myślisz, że Ty się nie pomylisz, nie zdradzisz, nie oszukasz, nie skłamiesz? Pewnie są ludzie czyści jak kryształ, których czarna strona ludzkiej natury ominie z daleka, ale oni,  w swojej mądrości nie dbają ani o oceny, ani o laurki, nie tracą też czasu na lustrowanie tych, którzy żyją obok. 

Świat jednowymiarowy, prosty, odbity w lustrze - to fikcja. Rzeczywistość przypomina raczej pryzmat, który rozkłada promień światła na setki drobnych promyków, który lśni milionem odcieni i wraca, tam gdzie wszystko się zaczyna.  

Ludzie wolni są przede wszystkim wolni od nieustannych ocen. Tych zewnętrznych i tych, które jak sąd dwudziestoczterogodzinny trwają w środku. To ty decydujesz, co do siebie dopuszczasz i co w sobie otwierasz. Wybieraj. To twoje życie.



Zobacz również

5 komentarzy:

  1. "Nie może ręczyć za swoją odwagę kto nigdy nie był w niebezpieczeństwie" (nie pamiętam autora)
    Właśnie...
    Dopóki czegoś nie doświadczymy sami, dopóty możemy tylko opowiadać bajki jak byśmy się zachowali...
    Ja nigdy... ja zawsze... ja w życiu bym tego nie zrobił...
    Czasem człowiek sama dla siebie jest największą tajemnicą i odkryciem zarazem - jeśli tylko na to odkrycie siebie ma odwagę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst, podpisuję się też pod komentarzem Sowy-nie-sowy: "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono."

    A książka Domasławskiego świetna, Kapuściński to jeden z moich ulubionych pisarzy, ale po tej książce pokazującej go w takim właśnie niepomnikowym, ludzkim wydaniu, stał mi się jeszcze bliższy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przeczytać tą książkę :-) Kapuścińskiego uwielbiam :-)
    A oceniania innych staram się unikać - choć bywa rożne ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. ''Ludzie wolni są przede wszystkim wolni od nieustannych ocen. Tych zewnętrznych i tych, które jak sąd dwudziestoczterogodzinny trwają w środku. To ty decydujesz, co do siebie dopuszczasz i co w sobie otwierasz.'' dzięki Ci za te słowa.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)