Bajka o czekaniu

/
6 Komentarzy


"I wciąż się na coś czeka, na coś, co nie chce przyjść"
K.Jędrusik


Całe życie czekałam. Na coś, na kogoś, na zmianę, na nowe, na koniec i początek. Kiedy byłam dzieckiem, czekałam na święta i śnieżne sople zakwitające w oknach o świcie. W latach szkolnych na wakacje; potem na wyjazd z domu, na studia, na miłość, na ślub, na dziecko. Cała byłam tym oczekiwaniem, cała w kawałkach, które wyglądały do przyszłości jak ciekawskie sroki wypatrujące na horyzoncie lśnienia, blasku  złota, drobiny światła,  która je poruszy.   

Rzeczy przychodziły i odchodziły, lata mijały,  ludzie zaskakiwali albo nieśli rozczarowanie. 
Ja też nie byłam przecież ciągle ta sama; czekałam i odchodziłam od siebie w tym czekaniu, wiecznie w rozkroku nad czymś co było i czego jeszcze nie ma.  Ciągle mówiłam: „kiedyś..”; zdania zaczynałam od „jeśli”, warunkowałam przez  „jak” i zaklinałam rzeczywistość mantrą „żeby tylko”. 

Aż któregoś dnia; kiedy już byłam stara, trochę chora, trochę zastana w latach; zobaczyłam słoneczne światło wpadające do domu. Siedziałam w fotelu, otulałam nogi kocem; obok dymił kubek herbaty; koty spały. 
Zobaczyłam i zrozumiałam; że jestem tylko tu; w tej sekundzie, która mija, w tym mgnieniu światła, które odchodzi; w nanosekundach złudzeń, które produkuję sama. 
Zrozumiałam, że czekanie to marnotrawstwo życia;  pojęłam że być naprawdę można tylko teraz, tutaj, w  całości, w jedności, kolano przy kolanie, a myśl przy myśli. 

Chodzę czasem do parku i patrzę na małe dzieci; na ich zabawę, na ich radość życia, na ich mądrość. One wiedzą to, czego ja nie wiedziałam przez całe lata; one jeszcze mają dostęp do absolutu, do świata, w którym najważniejsze dzieje się właśnie Teraz, do mądrości, która wkrótce wyparuje z nich jak woda z garnka. 

Kiedy w parku jest pusto i wieje wiatr, idę tam, noga za nogą, podpieram się laską; a potem odstawiam ją pod parkan, siadam na huśtawce; odrywam nogi od ziemi i huśtam się aż łzy radości popłyną mi z oczu, aż zaschnie mi w ustach, a stare kości ścierpną i zamarzą o domu.   
Stara wariatka, o krok od śmierci; jak gołąb biała, w rozkroku między teraz, a tu – śmieje się do nieba i klaszcze w ręce.

Nie dbam o śmieszność.  Nie czekam, nie wyprzedzam, nie planuję. Bo jestem, nareszcie jestem. 






Zobacz również

6 komentarzy:

  1. Mądry i bardzo potrzebny post...
    Ciągle na coś czekamy, tak jakby prawdziwe życie miało się dopiero zacząć za jakiś czas. Później się więc okazuje, że życie nam upłynęło na ciągłym czekaniu.
    Mimo tej świadomości, wiem, że głównie tak właśnie żyję.
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobry, potrzebny wpis.Dziękuję.
    Ankieta wypełniona:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ankietka wypełniona :-)
    "Ale Jezus przywołał je do siebie i powiedział: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie zabraniajcie im. Takich jest bowiem królestwo Boże."
    - Łukasz 18:16
    Tak tylko mi się skojarzyło :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. HMMM-CZLEK CHCE WYPRZEDZIC CZAS....W SZKOLE UCZA GO LOGICZNEGO PLANOWANIA,REAGOWANIA ITD,W DOMU BYWA ROZNIE....BYC SWIADOMYM SWEGO ISTNIENIA TU I TERAZ-WIELKA SZTUKA....CIESZYC SIE DNIEM POWSZEDNIM,KAZDYM PROMIENIEM SWIATLA,POLUBIC SIEBIE,ZAAKCEPTOWAC SWOJ WYGLAD...I INNYCH TAKZE....JESTESMY TYLKO GOSCMI NA TEJ ZIEMI....

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)