Przewartościowanie

/
3 Komentarzy
Victor Frankl był austriackim psychologiem i psychiatrą. W czasie wojny trafił do obozów koncentracyjnych: przeżył Dachau, Auschwitz i obóz w Teresinie. Po wojnie napisał książkę:  „Psycholog w obozie koncentracyjnym”, w której opowiada  o tym co pomogło mu przetrwać obozowy koszmar i pójść dalej przez życie. Frankl twierdził, że tym co odróżniało go od wielu innych więźniów obozu, było skoncentrowanie na przyszłości. Wypełniał swój umysł nie śmiercią i potwornością, która go otaczała; ale przyszłością, której pragnął. Wyobrażał sobie siebie po wojnie; na sali wykładowej, opowiadającego o swoich przeżyciach, wspierającego osoby, które tak jak on znajdą się w sytuacji z pozoru beznadziejnej. W myślach pisał scenariusze; dotykał słów, które dopiero wypowie, wyłapywał z rzeczywistości obozowej to co jego zdaniem będzie przydatne w późniejszej pracy. 
Jednym słowem dokonał zupełnego przewartościowania sytuacji, w której się znalazł.

Oczywiście znalazło się wielu sceptyków, którzy uważali, że nie miało to absolutnie znaczenia dla faktu, że zdołał on przetrwać obóz; ale niewątpliwie myśl ma moc, aby ożywiać ciało, ma również moc, aby to ciało osłabić i skazać na śmierć. 

Grecki filozof, Epiktet zwykł mawiać:  „To nie konkretne sprawy mnie martwią, ale opinie jakie mam na ich temat”.  Opina i etykieta, jaką naklejam na każde zdarzenie działa jak kostka domina, która uruchamia następne myśli i wypadki. Dobre, albo złe. 

Przewartościowanie polega na tym, że każdą sytuację, pozornie wspaniałą, lub pozornie beznadziejną odwraca się do góry dnem i potrząsa aż wypadną z niej wszystkie oznaki pierwotnego nastawienia. A potem patrzy się na nią z boku i pyta się: czego mnie to uczy, co może mi dać na przyszłość, przed czym mnie ostrzega?  Nie chodzi o to, aby cieszyć się z opresji w jaką się wpadło, ani fetować dniem i nocą sukcesiki pojemności naparstka;  ale oto, aby próbować uznać każde swoje doświadczenia za wartościowe. I wyciągać z nich nauczkę na przyszłość.

Kiedy źle się dzieje, obejrzyj swoje "źle" ze wszystkich stron i działaj. Najgorsze co możesz zrobić to usiąść i się załamać. To zawsze jeszcze zdążysz.  Rozejrzyj się i zobacz co jest jeszcze do zrobienia. A potem to zrób. Jeśli nie wyjdzie, wrócisz do punktu wyjścia i rozejrzysz się raz jeszcze. Może wtedy zobaczysz to co wcześniej było ukryte. I spróbujesz raz jeszcze.  To prawie zawsze się udaje. I nie jest to kwestią szczęścia, cudu czy dobrych wiatrów, ale statystyki.
Desperacja nie ratuje życia. Ona je odbiera.


Zobacz również

3 komentarze:

  1. Jak Ty mądrze piszesz Kobieto :-))) Bardzo mi pasuje do mojej obecnej sytuacji ten tekst :-) Dziękuję :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och dzięki Ci za to, co napisałaś. Oddaje to mój sposób postępowania. Pół roku temu moje "źle" albo to, co uważałem za "źle" obejrzałem z kilku stron i podjąłem decyzję. Rzuciłem kamień w wodę i patrzyłem jak kręgi się rozchodzą, dowiedziałem się, że to "źle" urodziło wielkie "dobrze" z innej strony.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dag, dziękuję, cieszę się, że się przydało.
    Piotr, fajnie jak to widać w życiu, dzięki!

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)