Szkoła

/
6 Komentarzy

Szkolny plac zabaw, późne popołudnie, rodzice jak pszczoły  w okolicach ula; krążą bliżej i bliżej, plac pomału pustoszeje, dzieci znikają głośno krzycząc „do widzenia!”.
Pani nauczycielka siedzi na ławce i podpiera rękami opadającą głowę.
 - Janek, nie rzucaj tej piłki tak mocno, ile razy mam ci mówić -  wrzeszczy, aż dudnią bębenki uszu.
Janek biegnie już w drugą stronę, piłka samotnie toczy się w najbliższe krzaki.
Przyglądam się jej z ciekawością, pomiędzy jednym, a drugim zjazdem mojej córki na zjeżdżalni. Dawno nie widziałam nikogo tak znudzonego i zblazowanego rolą, którą przyszło mu odgrywać.
Na ławce siada empatyczny siedmiolatek, z długimi włosami. Chwilę wcześniej pocieszał Amelkę, kiedy przewróciła się i z rozżaloną miną rozcierała bolące kolano. Próbuje zagadywać panią. Monolog chłopca przerywa staccato „tak”, „nie”, „oj nie wiem Igor”. Twarz nie zmienia wyrazu. Chyba nie może być już bardziej znudzona. 


***

- Mamo, mamo, ja nie chcę dorosnąć – dorosłość jest taka nudna – szepcze podkreślając słowa siedząca za mną kilkulatka. 
 - Nie marudź -  mówi matka.
***

UŁATWIAM MYŚLENIE.
ANGAŻUJĘ UMYSŁY.
SŁUCHAM PYTAŃ.
ZACHĘCAM DO RYZYKA.
WSPIERAM WYSIŁEK.
KULTYWUJĘ MARZENIA.
UCZĘ SIĘ KAŻDEGO DNIA.

NAUCZAM.
 ***
Nie sztuka siedzieć zblazowanym na ławce. Sztuka pokazać, że warto inaczej.





Zobacz również

6 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą, choć sama wiem jakie to trudne o czym piszesz :-) A poza tym w takich instytucjach jak szkoła czy przedszkole nauczyciele nie mają odpowiedniego wsparcia, superwizji czy coś takiego.
    Ja gdy byłam raz z synkiem na przedszkolnym placu zabaw i jakieś dziecko krzyknęło mi do ucha bo akurat znajdowałam się na jego wysokości (stałam przy zjeżdżalni) to miałam dość ;-) I uświadomiłam sobie, że to naprawdę nie jest prosta praca i mało doceniana :-(

    Fajnie, że przeszłaś na bloggera, na blox-ie śledziłam Twoje wpisy, ale jakoś nigdy nie mogłam przebrnąć przez hasła, zabezpieczenia żeby skomentować, Ale czytałam i czytam Cię namiętnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dag,
    a jednak są dobre szkoły i dobrzy nauczyciele, więc chyba jednak więcej niż myślimy zależy od nas i naszego nastawienia:) nie samą superwizją i wsparciem szkoła stoi, choć i to ważne....Oczywiście, że to jest praca dla ludzi, którzy czują do niej powołanie, nic co jest robione "na siłę" nie będzie robione dobrze i skutecznie.
    Cieszę się, że tu Ci wygodniej komunikować:) Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie ciekawi tylko dlaczego jest tak, że nauczyciele zawsze mają "źle" i z czego to wynika. Jakiś czas temu przeglądałam pisma pedagogiczne z początków XX wieku i wpadłam na artykuł, który dotyczył żałośnie niskich zarobków nauczycieli + porównanie ich z wydatkami jakie ma autor - nauczyciel.
    Ale wracając do naszych czasów, ostatnio od nauczycielek przedszkolnych najczęściej słyszałam, że to już nie jest praca z dziećmi, ale z papierami i niestety muszę się z tym zgodzić. Ale ja wiadomo wina leży po obu stronach bo druga sprawa to, to co się dzieje w przedszkolach np. między pracownikami i nie jest zbyt przyjemne, obgadywanie się i podstawianie sobie nawzajem nogi jest na porządku dziennym. Też bym była nieszczęśliwa i pozbawiona energii przychodząc w takie miejsce. Poza tym młodzi ludzie, przychodzący do pracy szybko zaczynają być gaszeni przez starych wyjadaczy bo nie daj Boże będą musieli się bardziej starać i to tyczy się również szkół. Trzeba naprawdę mieć powołanie, żeby temu sprostać.
    Dziwi tylko fakt, że od 100 lat (a kto wie czy nie więcej) nic się w tej materii specjalnie nie zmienia :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurko,
    to nawet nie chodzi o to, że rzeczywistość się nie zmieniła od 100 lat,ale bardziej o fakt, że ludzie się nie zmieniają i ich myślenie o pracy:)Na pewno jest dużo racji w tym o czym piszesz; relacje, papierologia, głupologia, to się stawia ponad to co tak naprawdę jest w tej pracy najważniejsze. Może dlatego wielu nauczycieli i ludzi z pasją szuka miejsc wolnych od tych przywar i chce pracować inaczej. Ja uważam, i do znudzenia to powtarzam, że jeśli się gdzieś męczysz i czegoś nie znosisz, to trzeba szukać gdzie indziej. Bo jeśli w fabryce źle złożysz karton, to może nic wielkiego się nie stanie; chcesz się męczyć, to twój wybór; ale jeśli pracujesz z ludźmi, z dziećmi,które zarażasz swoim marazmem, swoją niechęcią; to już jest poważniejsza sprawa...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja na lżejszy temat:
    Przyszłam Cię poinformować, że zostałaś przeze mnie nominowana:)
    http://zdrowa-kuchnia-sowy.blogspot.com/2012/08/versatile-blogger-award.html

    Uściski i zapraszam do zabawy:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Może najpierw "trzeba" w i e d z i e ć, że można I n A c Z e J? Mieć gotowość by przyjąć taką perspektywę. Nauczyć się, że można... Odmiennie. Wszak dzieci uczą się przez modelowanie. Mam nadzieję, że ten Ów maluch, który będzie kiedyś Mężczyzną, będzie wiedział, że ma W y b Ó r. I M o C i... że dorosłość wcale "nie musi" (nie lubię tego słowa, uważam, że można by go było wykreślić ze słownika)być nuuudna.

    Dobrego wieczoru życzę. Pozdrawiam,
    PS.Cieszę się, że trafiłam na Twój blog. I pierwsze co pomyślałam, jaki ten świat mały. Nie dawno jak wczoraj zamieściłam ten sam obrazek na swoim.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)