Nie po drodze

/
8 Komentarzy


Zawsze kiedy coś się zmienia w życiu, na dobre, na złe,  na takie sobie; możemy zaobserwować jak  działa  samoistnie mechanizm, przypominający kółka zębate w budowie zegarka. Jedna śrubka porusza kolejną, zębatki nachodzą na siebie i wprawiają w ruch jedna drugą, kółka kręcą się, czas płynie. 

Dlatego najlepsza rada jaką można dać osobie, która nie  wie jak zacząć; brzmi: zrób cokolwiek; zacznij, działaj. Nigdy nie wiesz jakie mechanizmy w tobie i życiu uruchomi ten ruch: jakie śrubki zaczną się kręcić i jak daleko poniosą cię koła, które ten mały gest wyzwoli w całej majestatycznej machinie losu.

Nawet najlepsza, najwartościowsza zmiana, ma swoją cenę. Lubimy myśleć, że jest inaczej, że dobra zmiana, to bilans wyłącznie dodatni, że nic nie trzeba będzie poświęcać, że poza tym co zmienić chcemy wszystko inne pozostanie tak jak było. Często bywa jednak inaczej i dobrze zdawać sobie z tego sprawę.

Najczulszym barometrem zmian, przewartościowania, rewolucji w naszej postawie są inni ludzie. Nasi przyjaciele, mężowie, żony, rodzice, dzieci.

Na włosku

Zauważyliście jak często  relacja ulega zachwianiu kiedy pojawia się nowy partner, nowa praca, nowe miejsce zamieszkania, dziecko, potrzeba przepracowania własnych ograniczeń?  Tak już jest, że relacja niekoniecznie nadąża za zmianą i czasami jest z nią w takiej sprzeczności, że ulega zerwaniu.

Przyjaciele z dzieciństwa nie wytrzymują próby dorosłości, a znajomości z korporacji nie da się przenieść na inny grunt, kiedy zmienimy tryb życia, czy pracę. Czasami bywa tak, że próbujemy zachować relację za wszelką cenę: starając się, budując pomosty do osoby, na której nam zależy, powiewając biała flagą i zaprzeczając prawdzie, która spod tej flagi wygląda i znacząco spogląda nam w oczy. Przyjaźń, miłość, koleżeństwo -  są bardzo ważne. Ale na pewnym etapie życia przyjdzie nam się czasami rozdzielić z tymi którym z nami nie po drodze, pójść osobno, porzucić dziecięce marzenia o wiecznej trwałości.

Egoizm to norma

Lubimy wierzyć, że relacje międzyludzkie wyższego kalibru: takie jak miłość i przyjaźń są bezinteresowne i oparte wyłącznie na tym co wypowiedziane i jasno określone. Że jesteśmy od początku do końca zdefiniowani i zawsze fair. Rzeczywistość wygląda inaczej. Miłość w ogólnym rozumieniu opiera się na wzajemności: nie kocham cię dla samego kochania, ale także dlatego, że ty mnie kochasz. Lubię być kochana. Lubię siebie oglądać w twoich oczach. Doceniam to, jak wygląda moje życie razem z tobą -  i vice versa. Przyjaźnię się z tobą, bo daję ci coś co jest dla ciebie cenne i  otrzymuję od ciebie coś czego sam potrzebuję. Podzielasz mój punkt widzenia, jesteś moim lustrem, dajesz mi wsparcie, nie czuję się przy tobie samotny.

Nie zawsze partner relacji jest w stanie pójść za naszą zmianą: nie zawsze on sam jest na nią gotowy; bywa, że robimy w życiu coś czego on w skrytości ducha potwornie się boi i przed czym woli uciec na koniec świata. Jak więc nasza relacja miałaby dalej trwać, jak moglibyśmy iść tą samą drogą, kiedy zmieniły się drastycznie nasze priorytety, nasze odbicie, struktura tego co daję i biorę? Bywa też oczywiście przeciwnie: przestajemy rozumieć naszego męża, żonę, przyjaciółkę bo oni poszli krok dalej, zmienili język , mapę myśli, przeszli na wyższy poziom w katalogu uczuć: a my stoimy tam gdzie staliśmy i pokrzykujemy: „halo, halo, chodź do mnie, wróć gdzie byłeś, przecież tutaj było nam tak fajnie”.

Jak dbać? 

Człowiek jest zwierzęciem stadnym i w samotności trudno mu osiągnąć pełnię i satysfakcję.  Dlatego o relację, o miłość, przyjaźń trzeba się troszczyć, dbać, chuchać i doglądać. Ale nie za wszelką cenę. Zwykle w głębi duszy wiemy kiedy powinniśmy przestać. Kiedy natrafiamy na mur niezrozumienia, kiedy wiemy, że nie da się dalej jednocześnie wchodzić pod górę i ciągnąć za sobą kogoś kto wcale tam z nami iść nie chce;  albo przekonywać tego kto się wyrywa, żeby jednak został. Trzeba znaleźć w sobie siłę i odwagę, żeby odpuścić. Żeby powiedzieć: idź, dosyć. To uczucie bywa rozdzierające. Z wieloma osobami zżyliśmy się tak, że rozstanie wydaje się być amputacją części naszej duszy. Boli. Bardzo boli. Jest jak skok do lodowatej wody: najpierw nas zupełnie oszołamia, ale potem, po chwili, jest już lepiej i lepiej.

Jesteśmy jak czułe instrumenty, których do końca nigdy nie znamy. Ludzie, których spotykamy, poruszają w  nas jedną strunę, grają jedną melodię, bywa że idą potem dalej, czasem zostają z nami na cały koncert. Nigdy nie wiesz do końca, co ta jedna nuta w tobie otworzy. Nawet jeśli zabrzmi fałszywie, nawet jeśli zabrzmi wyjątkowo dobrze. Akceptuj to, że coś się zaczyna i to że się kończy. Bądź wdzięczny, nigdy wypełniony pretensją. Wybaczaj. Idź dalej.



A tę żółtą karteczkę Beaty Pawlikowskiej znalazłam już w trakcie pisania tego wpisu. Pasuje idealnie więc pozwalam sobie ją tu umieścić.


Zobacz również

8 komentarzy:



  1. I tego mi było trzeba.
    Właśnie kończę 10-letnią przyjaźń (a trwa to już rok bo długo starałam się sobie wmówić, że da się to uratować), a przy tym męczyło mnie koszmarne poczucie winy, bo tyle mi kiedyś dawała itd. Wydaje mi się jednak, że już dojrzałam do zmiany, choć będzie ciężką bo tak się ze sobą zżyłyśmy i tak ułożyłyśmy sobie życia, że trudno nam będzie się nie spotykać. Mimo wszystko dziękuje za ten tekst, dodał mi jeszcze więcej pewności, że moja decyzja jest słuszna :)

    napisał: kurka.wasylisa 2012/08/09 20:15:15



    Dzięki, szczególnie za fragment o wzajemności. Jakiś czas temu zauważyłam ze trudno mi dawać w proznię. Źle sie czułam z ta świadomością.

    napisał: Gość: Agata, 158-mia-5.acn.waw.pl 2012/08/10 05:58:11

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurka, trzymam kciuki, nic na siłę.Poczucie winy to kiepski doradca. Pozdrawiam serdecznie!M.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja dzisiaj trafiłam na Ciebie Małgosiu. Cofając się do daty tego postu zastanawiam się czy wtedy by mi pomógł. Bo chyba wtedy już był aktualny. Dużo wcześniej reanimacja trwała też już od jakiegoś czasu. Ale na odejście lub odpuszczenie trzeba być gotowym. Może byłabym po takim impulsie jak ten tekst bardziej już wtedy gotowa i oszczędziłabym sobie i drugiej stronie tej rozpaczliwej reanimacji.
    Pogodzić się ze stratą jest ciężko. Ale tylko dopóki się zmianę poczytuje za stratę.
    A ten post pokazuje ową okoliczność z całkiem innej strony.
    Czasami myślę sobie, że my to magia. My wszyscy. Czemu tak na codzień nie pamiętamy o tym.....

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowita jest nasza podświadomość. Wczoraj w jednym z Twoich postów które przeczytałam, pięknie i mądrze napisałaś o naszej podświadomości, o tym, że naukowcy dowiedli, że nasze myślenie, wizualizowanie, może mieć moc sprawczą. I przywiodłam w pamięci moje dwa związki które są już przeszłością. Jak to najczęściej bywa za rozpad związku ''winne'' są obie strony...... Ten post uświadomił mi jeszcze bardziej jak wielkie miałam szczęście, bo fundamentem w każdym związek byla przyjaźń i na niej budowało się relacje. Miałam wielkie szczęście bo bylam z niezwykle inteligentnymi, blyskotliwymi, obdarzonymi fantastyczym poczuciem humoru mężczyznami, którzy mnie kochali. Ich kodeks moralny, mieszanka cech charakteru i osobowości byla taką o jakiej marzyłam. Ukształtowali mnie, nauczyli jak smakuje świat, pokazali różne barwy związku. Oczywiście nie zawsze bylo iddyllicznie, ale autentycznie. Nauczyłam się dziękować za nich Opatrzności. Nie mam żalu, za to że nie poszło zgodnie z planem, przynajmniej już nie mam. I gdzieś w podświadomości wierzę, że bogatsza o te wszystkie doświadczenia zbuduję jeszcze dom, na mocnym fundamencie.
    Dziękuję Ci za wiarę którą mi dajesz. Ania G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie to napisałaś, to ja dziękuję. Wielka przyjemność czytać takie komentarze.

      Usuń
  5. Serdecznie dziękuję. Ania G

    OdpowiedzUsuń
  6. A co z odpowiedzialnością za drugiego człowieka np. za dziecko. Gdy na przykład w pewnym momencie "nie po drodze" mi z mężem, co wtedy z dziećmi? Ale na przykład nadal męża kocham, ale ja wyprzedziłam go w rozwoju, co wtedy? A co gdy mi "nie po drodze" z własnymi dziećmi czy własnymi rodzicami? (wykluczam tu ewidentne przypadki jak przemoc czy alkoholizm)
    Wydaje mi się to nie takie proste jednak :-o Gdy się jest singlem to jest zdecydowanie łatwiejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dag,
      za dzieci jesteśmy odpowiedzialni, póki nie osiągną dorosłości, to jasne. To kwestia więzi, przyzwoitości, dojrzałości i paru innych rzeczy.
      Z mężem: jeśli jest miłość i dobra wola, to sprawa jest jasna, czasem wymaga to pracy - dużo pracy, aby znaleźć płaszczyznę porozumienia, ale przecież jest możliwe. Nie sztuka udawać, że stoimy w miejscu.
      Z członkami rodziny, przyjaciółmi, to kwestia komunikacji i stawiania granic. Jeśli ktoś nas krzywdzi, nadużywa - a robią to przecież także ci najbliżsi, to powinniśmy stanąć po swojej stronie. Póki jesteśmy dziećmi, nie mamy wyboru, niewiele możemy, ale dorosłość to już inny czas. Czasem także na to, aby ograniczać lub ciąć to, co nas bolało i dotykało przez wiele lat, gdy nie mieliśmy wyjścia.
      Co do singli, cóż, żaden nie jest całkiem sam na tym świecie: każdy ma rodzinę, bliższą, dalszą, znajomych, zobowiązania - zawsze się nam zdarzają rozstania, zmiany, rewolucje:) Nie ma tu wiele do rzeczy fakt bycia bez pary.

      Pozdrawiam!

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)