Po podróży

/
1 Komentarzy


Wróciliśmy z naszych krótkich, deszczowych wakacji.  Odwiedziliśmy dawno niewidziane góry i Zakopane, zaliczyliśmy w drodze powrotnej Sandomierz i z uczuciem nasycenia i zmęczenia także, mościmy się na nowo w codziennej rzeczywistości.
Góry mnie rozczarowały. Zakopane z dawnych czasów jest tylko modnym kurortem, bez klimatu, bez duszy, z komercją powiewającą na każdym kroku jak chorągiewka na wietrze. Reklamy, wolne pokoje, oscypki, stragany z tandetą, bilety wszędzie i na wszystko, drogo i jakoś tak smutno. To nie są zdecydowanie moje klimaty i prędko tam nie wrócimy. Boję się myśleć co dzieje się tam w tzw. sezonie i dziwi mnie niezmiernie, że ludzie chcą odpoczywać w takim tłumie, ciasnocie i jeszcze płacą za to duże pieniądze. Może gdzieś daleko poza głównymi szlakami jest inaczej; gdzieś gdzie nie spotyka się na szlakach pielgrzymek, gdzieś gdzie nie depcze się pięt innych turystów, tam wysoko, gdzie chociaż przez chwilę można pooddychać w rytmie natury, usłyszeć śpiew ptaków, szelest kamieni i zapomnieć się w szumie strumieni co płyną nie wiadomo dokąd. Tam niestety nie dotarliśmy. Pogoda nas nie rozpieszczała, a spacery po mokrych kamieniach z niespełna dwulatką nie należą do łatwych i bezpiecznych.
Miłym zaskoczeniem był Sandomierz; który także modny i tłumie odwiedzany za sprawą telewizyjnego serialu, zachował klimat i oddech historii; romantyzm, urok i wydaje się być idealnym miejscem na spokojny weekend czy kilkudniowy wypad – oczywiście poza wielkim sezonem.
Podróżowanie jest wybiciem z rytmu, z zastanych kolein myśli, może dlatego tak je lubię. Daje nowy oddech, nowe pomysły, inspiracje i pomaga docenić to, co się na co dzień ma. Zazdroszczę trochę tym, którzy zaraz wyruszą w nieznane, ale też cieszę się, że już jestem u siebie. Inaczej smakuje zwykły poranek, inaczej się śpi, inaczej robi to co zwykle; codzienność nabiera nowego wymiaru. I chyba o to właśnie chodzi.


Białka


Droga na Morskie Oko


A. nad Morskim


Wysłannik tego co jeszcze w górach dzikie


Chmury, chmury, no i góry


Sandomierz

W miniaturze
Serialowy
I dowód na to, że nawet w bardzo deszczowe dni, czasem wychodzi słońce:)


Zobacz również

1 komentarz:

  1. milo na was patrzec z tymi usmiechami:)

    mieszkalam kiedys w Olczy, dzielnica Zakopca:)

    to bylo cos... wtedy jeszcze Zakopane nie bylo takie komercyjne, takie obrzydliwie glosne i sztucznie kolorowe.

    Coniedzielne targi na Krupowkach wciaz milo wspominam i oscypki uwielbiam do nadal!

    :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)