O sztuce przez małe „s” i odprężeniu przez duże „O”

/
1 Komentarzy



O tym, że dzieci w swojej twórczości są nieskrępowane i wolne, wie każdy kto oglądał kilkulatka przy pracy. O tym, że trochę starsi stawiają przed sobą i sztalugą, pędzlem i każdym innym artystycznym narzędziem wyrazu, mur z „ ależ ja nie umiem”, „nie potrafię”, „wyjdzie śmiesznie” – wie prawie każdy kto w dorosłym życiu próbował cokolwiek namalować. A twórczość; malowanie, decoupage, klejenie, nawlekanie koralików; to świetny sposób nie tylko na wyrażenie siebie i swoich uczuć, ale także na odstresowanie umysłu; pójście zupełnie innymi ścieżkami myślenia, zagubienie i odnalezienie się w sobie.

Wczoraj miałam okazję stanąć przed sztalugą, spróbować po raz pierwszy w życiu ozdabiania przedmiotów z drewna przy pomocy papierowych serwetek i malowania na szkle. Pierwsza, dorosła myśl, jaka zaświtała w mojej głowie dotyczyła tego, że zmarnuję nowe płótno. A potem puściłam moje ograniczenia; zostawiłam za sobą oceny, kryteria i oczekiwania wobec efektu, którym i tak nie sprostam i oddałam się dobrej zabawie.

Bardzo zachęcam. Do sztuki, do dziecięcej ciekawości różnych środków wyrazu, do zabaw z wyobraźnią; która chociaż po dorosłemu skostniała i sztywna; to w zderzeniu z otwartością i ochotą na eksperyment zaczyna płynąć i podskakiwać na wybojach jak górska rzeka.  Bardzo oczyszczające doświadczenie.
A efekty?  Sami zobaczcie!






Zobacz również

1 komentarz:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)