Narcyz

/
2 Komentarzy
Kto nie zna historii pięknego Narcyza; łamacza serc niewieścich, myśliwego, który tak długo opierał się zalotom i miłości, że w końcu ściągnął na siebie nieszczęście? Utknął nad sadzawką, w której ujrzał własne oblicze. Zakochał się bez pamięci w samym sobie i wreszcie umarł z miłości. Pozostał po nim kwiat, na sztywnej łodyżce z kielichem wzniesionym ku niebu. Narcyz stał się symbolem chorobliwego przywiązania do swoich przymiotów, nieczułego serca, które spotyka kara. Tak długo hulał po świecie, ganiał wiatr, kpił sobie z mdłego powiewania rzęsami i przesyłanych tajemnie pocałunków, aż rozgniewał odrzucone kobiety i srogo za swą nieczułość zapłacił.

Narcyz żyje w każdym z nas. Klątwa Afrodyty spadła na ludzi jak czarcie lustro, w każdym sercu pozostał odłamek. Wpatrujemy się w siebie jak w obraz i szukamy akceptacji. Kochamy się i nienawidzimy jednocześnie. W tej miłości własnej i we własnym odrzuceniu stajemy się samotni; szukamy innych sadzawek i innych luster; grzęźniemy w spojrzeniu cudzych oczu; wypatrujemy konturów, mieszamy wodę. Narcyz w nas wpada w złość kiedy świat go nie docenia, przeraźliwie pragnie poklasku, pcha przed sobą bańkę, na której wygrawerował przez lata maksymę: „moje zawsze na wierzchu”. Jak mityczny Syzyf uparty, jak olimpijscy bogowie kapryśny. Tupie nogą i wrzeszczy. Potem płacze i drży. Często się obraża. Rzuca w wodę i tam z rozpaczy umiera.

Nie musi tak być. Narcyza trzeba pokochać, ale nie można dać się mu zawładnąć. Jego moc i jego rozpacz bierze się z niedokochania, niedotulenia, z samotności. Odrzucony kopie i gryzie; zakochany; zrywa kwiaty i pielęgnuje to co w nas najcenniejsze. Narcyz patrzy tylko w siebie; kiedy poczuje, że nic mu nie grozi, że nie musi, zwróci oczy ku światu, a ten, kto wie, może zachwyci go równie mocno jak własne oblicze? 
Ciąg dalszy mitu napisze życie


Zobacz również

2 komentarze:

  1. Manufakturo Radości
    Twój wpis o Narcyzie przypomniał mi moją refleksję, której doznałam pewnego hojnego dnia. A była ona i nadal jest bardzo cenna dla mnie i uwalniające od przeglądania się w swojej cząstce Narcyza.

    Refleksja ta odkryła dla mnie samej, że nie jestem "wyjątkowa", w tym sensie, że życie to nie jest film w którym gram rolę pierwszoplanową i nigdy jej grać nie będę - bo takich ról jest tyle, ile nas wszystkich. A kadry dni i nocy będą się przesuwać dalej na taśmie życia, z moim albo bez mojego udziału.

    To uwolnienie pozwala mi budować jeszcze większą przestrzeń zapachów, smaków i dotyków życia :-)
    Pozdrawiam!

    napisał: zielonagaladriela 2012/05/22 14:22:21

    OdpowiedzUsuń


  2. Zielona, bardzo dziękuję za Twoją refleksję. Tak, masz rację; zachowujemy się czasami jak gwiazdy z LA;) I nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy... Sama się na tym łapię czasem...

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)