Otwarte drzwi

/
1 Komentarzy


Skończyła się zima, a wiosna jak to nastolatka, jeszcze dobrze nie odrosła od ziemi, ledwo zakręciła spódnicą, nie może się zdecydować, czy zostanie z nami na dobre, czy jednak pobiegnie gdzieś daleko, w krainy, gdzie mocniej świeci słońce, a ziemia i ludzie  są cieplejsi i mocniej uśmiechnięci. To zdecydowanie sezon infekcyjny: osłabieni po zimie łapiemy bakcyla za bakcylem, pociągamy nosem, chodzimy niedoleczeni po świecie i trujemy się dodatkowo ciężkimi emocjami.

W zachodnim kręgu kulturowym, choroba jest postrzegana jako zrządzenie losu: dopadła nas bakteria, wirus, ktoś nas zaraził, przyniósł nam chorobę, los nas doświadczył, nic nie dało się zrobić. Na wschodzie, w Chinach, nie używa się zwrotów „ zarazić się”, „ zainfekować”. Chińczyk, który źle się poczuje, którego zmorzy choroba mówi często, że „zostawił otwarte drzwi”.

W istocie,  psychoimmunologia do spółki ze zdrowym rozsądkiem dowodzą, że tak właśnie jest. Bo jak wytłumaczyć, fakt, że żyją w nas latami setki złych bakterii, które dopiero pod wpływem jakiegoś czynnika sprawiają, że podupadamy na zdrowiu? Czemu w grupie dziesięciu osób, które miały do czynienia z wirusem grypy, tylko kilka zachoruje, a reszta nie doświadczy nawet kataru?  Jak uzasadnić, czemu jedni pociągają nosem w sezonie zimowym co 3 tygodnie, a inni latami nie znają stanu „przeziębienia”?

Trudno się do tego przyznać, zaakceptować, że tak jak w innych sferach życia, także tu, w domenie naszego samopoczucia i zdrowia to my mamy decydującą rolę do odegrania i od nas zależy jak będzie funkcjonowało nasze ciało. „Zostawiamy otwarte drzwi” bo jemy byle jak i byle co, bardzo trudno jest nam zaakceptować zmiany w sposobie odżywiania czy dołożyć należytej staranności do sposobu przygotowania posiłków. Trujemy się latami gniewem i urazami, nie śpimy tyle ile potrzebujemy, nie odpoczywamy dosyć, nie ruszamy się, za to spędzamy hektolitry godzin przed telewizorem, czy komputerem.

Choroba bardzo często wynika z przepracowania. Nasze umysły i ciała są mądrzejsze od nas samych. Jeśli miesiącami domagają się uwagi, strzykają, bolą, proszą i żebrzą o wysłuchanie , a my gramy złego pana co to pogania nieszczęśnika bacikiem, to w końcu nasz mózg stwierdzi, że nie ma innego wyjścia; musi nas rozchorować, musi nas zatrzymać, zanim zapędzimy siebie i swój organizm na śmierć.

Jesteśmy całością: ciało to nie samochód, który jest narzędziem do realizacji zadań, czy komputerem, który ma działać sprawnie i się nie zacinać. Ciało czuje: ciało żyje. Czasmi musi stanąć i odpocząć. Ma lepsze i gorsze momenty. Zamknięte drzwi to szansa na to, że unikniemy błahych infekcji, ale także ustrzeżemy się przed gorszymi chorobami. Dzisiejsze cywilizacyjne zmory: w tym rak, zawał, ciężkie choroby neurologiczne nie biorą się z powietrza. Jeśli już nas dopadną, to nie czas na to, aby się obwiniać i popadać w czarną rozpacz; ale moment na to, aby się zastanowić czemu jestem tu gdzie jestem, co mi szkodzi, co mogę zmienić, żeby pomóc mojemu wyeksploatowanemu organizmowi i żyć lepiej, zdrowiej.

Ciało zna odpowiedź i ciało do nas mówi. Szkoda byłoby zatykać uszy i czekać, aż otwartych drzwi nie da się już niczym zamknąć.


Zobacz również

1 komentarz:

  1. Totalnie się zgadzam. Gdy tracę kontakt z ciałem, gdy o nie nie dbam i zapominam o sobie, wtedy dzieje się źle...

    napisał: Gość: Aurora, 89-73-17-124.dynamic.chello.pl 2012/04/03 11:25:25

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)