Rywalizacja

/
4 Komentarzy
Wszyscy chyba pamiętają, jak kilka lat temu w szczycie popularności skoków narciarskich i najlepszego jak dotąd skoczka z Wisły, Adam Małysz zaczął przegrywać. Posypały się oczywiście gromy, wróżono mu szybki koniec kariery, debatowano o powodach, spekulowano o czasie powrotu do formy, obliczano trajektorie lotu, kąt nachylenia i milion innych parametrów, które mogły mu pomóc albo zaszkodzić w odnoszeniu zwycięstwa. Tymczasem kluczowe stało się pozbycie presji na wygrywanie: forma przyszła kiedy zawodnik przestał o niej obsesyjnie myśleć, a zamiast o zwycięstwach i długich skokach, mówić o tym, że skupia się na tym żeby dobrze wykonać swoją pracę i   jak najlepiej wykorzystać to czego nauczył się na treningach.

Rywalizacja i presja, które są obecne w każdej chyba dziedzinie życia i na każdym etapie naszej egzystencji, zamiast nas stymulować i podwyższać naszą skuteczność i wydajność działają przeważnie odwrotnie. Badania przeprowadzone na sportowcach dowodzą, że samo używanie takich słów jak : mocniej, szybciej, wyżej, zwycięstwo itp. aktywuje w naszym mózgu ośrodek stresu i wpływa na ponad dwukrotne przekroczenie normy kortyzolu. Niektórzy badacze wyciągają z tego daleko idące wnioski, mówiące, że dla osiągnięcia najlepszych rezultatów, należy porzucić rywalizacyjne myślenie w kategoriach „przegrać -  wygrać”, a zastąpić je indywidualnymi celami, opartymi na intencji przekroczenia swoich własnych ograniczeń, pokonania swoich słabości czy wspięcia się na wyżyny swoich możliwości.

Rywalizacja zakłada, że aby wygrać musimy kogoś pokonać. Nasz sukces, musi  być czyjąś porażką, nasze zwycięstwo, czyjaś klęską. Rywalizacja hamuje naszą kreatywność, mechanizm uczenia się i spostrzegawczość, ponieważ skupiamy się głównie na tym, co robią konkurenci, obmyślamy taktyki uwiedzenia sędziów, brniemy w podstępy i mniej lub bardziej etyczne sposoby na to, aby szalę sukcesu przechylić bardziej w nasza stronę. Strategia Tak/ Nie – kosztuje nas zbyt wiele. W końcu nie zawsze wygrywamy, a każda porażka aktywuje dodatkowy stres i sprawia, że kolejna próba staje się jeszcze większym wyzwaniem i jeszcze mocniejsza presją.

Wyścig szczurów i wieczne parcie na sukces to ścieżki donikąd. Żaden chomik nie przebiega całego życia w kołowrotku, nie ma ludzi, którzy wiecznie wychodzą w życiowym rozliczeniu na plus, nie o wszystko warto się bić, tak jak nie każde zwycięstwo jest warte swojej ceny.  Wielką życiową nauką jest umiejętność powiedzenia sobie: „nie ścigam się z tobą”, robię swoje, staram się na tyle na ile mogę, i daję sobie prawo do tego, żeby być dziś lepszym niż wczoraj, chociaż zdarzy się przecież, że będę i gorszy.

Życie w wiecznym militarnym rynsztunku, w wiecznej gotowości do startu, do biegu, ponad siły, ponad miarę, bez chwili refleksji to wcale nie jest wybór ambitnych. To raczej ścieżka osób, które mają problemy z własnym poczuciem wartości i wygrywają po to, aby udowodnić sobie i innym, że się liczą, że ciągle mają znaczenie. Osoby, które lubią siebie i żyją w jako takiej zgodzie z losem wiedzą, co mogą, marzą, sięgają w snach gwiazd i zamiast konkurentów szukają w życiu możliwości. Bo przecież w życiu nie chodzi o zwycięstwo; ale o to, aby czuć się wygranym.


Zobacz również

4 komentarze:



  1. Społeczeństwo rywalizacji budujemy od samego początku, często ten proces zaczyna sie jeszcze rzed narodzeniem dziecka, kiedy nie sluchamy muzyki poważnej dlatego, żle lubimy, ale dlatego, że dzieci, które słuchają takiej muzyki w łonie mamy są wrażliwsze, maja więcej pomysłów i zdobywaja wyznaczone cele, od tych, których rodzice muzyki klasycznej nie cierpią więc się nią nie katowali:) potem przychodzi system naklejek, pieczątek, motywatorów i dziecko już wie, że lepszy jest ten kto po rytmice dostał naklejkę.

    napisał: zyrafafa 2012/03/29 14:03:56

    Bardzo to trudny temat, bo od rywalizacji, mniejszej lub większej raczej nie uciekniemy... Nawet jak się jest bardzo mało rywalizacyjnym, to i tak gdzieś się odezwie ta nasza (naturalna czy kulturowa?) skłonność.
    Przyjemnie jest wygrywać i nie ma sensu temu zaprzeczać, chodzi o to, żeby wygrywanie nie stało się sensem życia.
    Faktem (?) jest natomiast, że łatwiej rywalizować, niż czuć się wygranym bez stawania do wyścigu. Bo gdy się nie staje do wyścigu, to trzeba zadbać o swoje reguły i zasady i uznać je za ważne...

    napisał: sowa_nie_sowa 2012/03/30 08:23:52

    OdpowiedzUsuń
  2. odpowiem cytatem: nie ucikniemy od rywalizacji, ale "zamiast gonić wciąż za oddalającym się szczytem, trzeba nauczyć się filozofii słodkiego sukcesu, dzielonego z innymi, poświęcania uwagi własnemu życiu oraz osobom, które kochamy". Wtedy jakoś mniej się nam chce rywalizować i bić o to, żeby moje było "na wierzchu" ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo co nam w sumie daje to "moje na wierzchu"...? Jak się tak zastanowić, to nic;)

    napisał: sowa_nie_sowa 2012/03/30 16:22:01

    OdpowiedzUsuń
  4. a są i tacy, którzy za to "nic" gotowi bić i zabijać....

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)