„Dzieci to radość czy harówka”

/
3 Komentarzy


„Dzieci to radość czy harówka” zapytał ktoś internetową wyszukiwarkę i wszedł na mojego bloga. I jest to naprawdę dobre pytanie! Myślę, że zadawane, w tej czy innej formie przez wiele osób, które już są rodzicami, planują nimi zostać, albo dopiero zastanawiają się czy warto.  

Bo dzieci, jakkolwiek by o nich nie mówić i jak mocno je kochać, są i radością i harówką. I nie da się postawić między tymi dwoma słowami łącznika „czy” lub  „albo”.  

Nie chodzi tu o to, aby kogokolwiek zniechęcać czy namawiać do posiadania potomstwa. Uważam, że jeśli ktoś nie jest pewien, nie bardzo widzi się w roli rodzica i decyzję o dziecku podejmuje wyłącznie z powodu obawy przed społecznym ostracyzmem, nacisków rodziny, czy tykającego zegara, który potem nie pozwoli już zmienić zdania, to postępuje nierozsądnie. 

Nie każdy nadaje się na zegarmistrza, tak samo jak nie każdy powinien być rodzicem. I nie ma się o co zżymać i gniewać. Tak jest i to zwykła rzecz.

Dzieci dają masę radości: kiedy patrzę jak moja córka się uśmiecha, jak wstaje rano i zbiera swoje pluszowe zwierzęta aby całować je po kolei: od świni po krowę w sam pyszczek; kiedy biegnie cała zapamiętana w tym biegu na plac zabaw, albo chowa się chichocząc za praniem, to sama się uśmiecham i rozlewa się po mnie fala miłości i tkliwości. 

Uwielbiam jej gromkie: MAMA! I słodkie MAMI.  

Uwielbiam oglądać jak wita tatę, zdejmując mu w progu buty i krzycząc:  "Tatuś, Tati"!  Lubię z nią jeść śniadania, obserwować jak eksploruje świat,  udaje, że rozmawia przez telefon, albo zasypia w moim ramionach.

Ale przecież bywam też zmęczona, niewyspana, nudzi mnie codzienne chodzenie na plac zabaw, tęsknię za chwilą ciszy, spokoju. 

Czasami wspominam z rozrzewnieniem czasy „sprzed” kiedy byłam panią swojego czasu, ciała, kiedy wiedziałam ze znacznie większym niż teraz prawdopodobieństwem co będzie jutro; nie martwiłam się każdym kaszlnięciem małego człowieka i decydowałam głównie o sobie. 

A przecież to dopiero początek drogi. Na razie małe „nie” -  chociaż stanowcze, można w razie potrzeby jakoś spacyfikować, odpuścić sprawy mniej ważne, przeforsować zasadnicze -  schody zaczną się trochę później -  i możliwe że będą bardziej strome.  

Dzisiejsze zbierane z podłogi jedzenie czy zabawki mogą irytować, ale przecież to tylko bałagan. Adaptacja do przedszkola, szkoły, lata towarzyszenia w dorastaniu, to wszystko przed nami i  chociaż cieszy mnie każdy dzień, to wiem także że oprócz radości napracuję się przy tym wszystkim zdrowo i czasem przemknie mi przez myśli  obrazoburcze „ a po co mi to było”.

Dlatego drogi poszukiwaczu odpowiedzi: dzieci to radość i harówka. Dwa w jednym. Ale jeśli nastawisz się bardziej na radość, to i harówkę jakoś wytrzymasz.

Powodzenia :) 




Zobacz również

3 komentarze:



  1. Pięknie powiedziane

    napisał: Gość: kaczkadziwaczka2012, 093105189112.sierpc.vectranet.pl 2012/03/23 15:49:22

    Ja sądzę, że jakiekolwiek nasze myślenie na temat tego, jakimi rodzicami będziemy i co nam da lub zabierze rodzicielstwo jest tylko spekulacją. Doświadczenie nauczyło mnie, że dopóki czegoś nie spróbuję, dopóty nie będę wiedzieć jak jest naprawdę i jak się w tym poczuję. W przypadku posiadania dzieci jest to jednak decyzja nieodwracalna, nie można tego zrobić na próbę i ew. się wycofać, bo mi jednak nie pasuje....
    Myślę jednak, że wiele z osób, które rezygnują z rodzicielstwa mogłaby się okazać wbrew ich obawom świetnymi rodzicami, tak jak są rodzice, dla których rodzicielstwo jawiło się jako spełnienie marzeń, a okazuje się trudnym bardzo doświadczeniem...
    Podobnie zresztą (tylko odwracalnie bardziej) jest z małżeństwem, pracą i wieloma naszymi wyborami. Jakkolwiek byśmy tego nie przemyśleli, to i tak rzeczywistość potrafi nas zaskoczyć:)

    Postawione w tytule pytanie jest skazane na brak odpowiedzi, bo jaka miałaby być niby? Że jest tak, albo tak? A jakie jest nasze życie: trudne czy łatwe? A miłość, a praca, a młodość...?
    Skoro nic nie jest czarno-białe, to dlaczego takie miałoby być rodzicielstwo...?

    napisał: sowa_nie_sowa 2012/03/24 20:35:40

    OdpowiedzUsuń
  2. bo to uproszczenie, oczywiście. Może byśmy chcieli tak trochę w środku, żeby były tylko dwa kolory, albo tak, albo tak, ale nie ma i trzeba siebie odnaleźć gdzieś po środku! Jak zwykle dziękuję i pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały tekst, mądre słowa . . .
    Mam nadzieje że kiedyś dam rade pogodzić tą miłość i harówke:)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)