Dorosły na korepetycjach. Czego możemy nauczyć się od dzieci?

/
9 Komentarzy



Moja córka jest moją nauczycielką. Bez niej nie byłabym tu gdzie jestem. Uczyła mnie o mnie samej jeszcze zanim pojawiła się po drugiej stronie brzucha. Uczy nieustannie. Nie mam ferii ani wakacji. Moja wdzięczność za tę naukę jest niemierzalna w żadnej skali. 


Nasze własne dzieci, ich wyobraźnia, ciekawość świata, wytrwałość w dążeniu do celu, budzą nasz zachwyt. Niestety tylko na chwilę.

W miarę dorastania bagatelizujemy dzieciństwo, mówimy o nim z przymrużeniem oka, kształtujemy małego człowieka na swój obraz i podobieństwo, zupełnie zapominając o tym, że to nie tylko my jesteśmy ważni w roli nauczyciela i objaśniającego świat, ale i dzieci mają nam bardzo wiele do zaoferowania i to od nich, możemy  się wiele nauczyć.



Odwaga zaczynania ciągle od nowa. Ile razy jeszcze spróbujesz?

Dziecko nigdy nie nauczyłoby się chodzić, siedzieć, mówić, czy panować nad fizjologią, gdyby zrażało się porażkami.  Dorosłe podejście jest następujące: spróbuję jeszcze trzy razy,  będę ćwiczył do końca tygodnia, zapytam, zajrzę, jak nie wyjdzie to trudno. 

Popatrzcie na dzieci: ile razy muszą upaść na pupę, aby nauczyć się chodzić; ile razy powtórzyć bezkształtne sylaby aby złożyć je w sensowne słowo, ile błędów popełnić, aby wreszcie wyszło dobrze?? 

To są tysiące prób!!!! Wytrwałość na którą niejednokrotnie nas dorosłych nie stać!! 

Wspierając dzieci w ich poczynaniach możemy też brać z tego coś dla siebie. I wyciągać wnioski!


Wiara w siebie

Dzieci wierzą w siebie i swoje umiejętności: przedszkolaki zapytane o to, czy umieją rysować, tańczyć, śpiewać albo recytować wiersz chórem odpowiadają : TAK. 

Dorosły boi się, że nie dość umie, nie do końca potrafi, drży przed kompromitacją i oceną. Mali ludzie są elastyczni i radośni. Nie psuje im nastroju deszcz ( przecież też się można bawić, co z tego, że inaczej niż zamierzaliśmy ), jakimś cudownym zrządzeniem losu nie cierpią na meteopatię i nie spada im ciśnienie. 

Ufają, widzą pozytywy, bawi ich wszystko i wszyscy. 





Zadowolenie z tego co jest


Dorosły, dzień zaczyna od narzekania: to jest nie tak, znów korki, znów deszcz, bardzo zimno, bardzo gorąco, nie takie to lato, robota nudna, a szef wredny. Dzieci rzadko narzekają. Zniechęcenie porzucają równie szybko jak nudną zabawkę, nie kręci ich chodzenie z krzywą miną i robienie z siebie cierpiętnika.


Nauka przywództwa! 

Dzieci mają  także wszystkie niezbędne cechy dobrego przywódcy:  są prawdomówne, potrafią czytać między wierszami i dostrzegać to co jest niewidoczne gołym okiem. Szybko się uczą, umieją stopniować ryzyko i  świetnie dogadywać się z różnymi ludźmi.

Dorosły często uważa, że dziecko nic nie potrafi, nic nie umie; że jest jak kartka, którą należy zapisać. Tymczasem jak dowodził wieki temu Plutarch: „umysł nie jest naczyniem, które należy napełnić, lecz ogniem, który trzeba rozniecić”.


Tak zajęty 

Dzisiejsi rodzice wierzą, że im więcej bodźców dadzą dziecku, im mocniej zorganizują mu czas, im więcej zajęć pozna tym dla niego lepiej. A to nieprawda. 

Dzieciństwo, samo w sobie, jest okresem wytężonego wysiłku. Dziecko rosnąć, biegając, doświadczając, pracuje intensywniej niż większość z nas! 

J.J. Rousseau  pisał o tym paradoksie tak:  „ Martwisz się , że spędza wczesne lata nic nie robiąc? Czy bycie szczęśliwym jest niczym? Niczym jest skakanie, zabawa i bieganie dookoła przez cały dzień? Już nigdy w życiu nie będzie tak zajęty.”

Paula Poundstone, amerykańska gwiazda kabaretu żartuje, że dorośli często pytają dzieci o to co chciałyby robić kiedy dorosną, bo sami szukają pomysłu. 





Fascynacja światem


Dzieci mają w sobie fascynację światem i pasję, którą my sami musimy odkopać, aby dowiedzieć się co nam jest potrzebne do szczęścia: co nas interesuje, co chcielibyśmy robić w życiu i jak realizować siebie i swoje pomysły.  
I tutaj dzieci są więc dla nas inspiracją!

Dzieci mają w sobie również akceptację: dla zmian, dla błędów, dla obrania nowej ścieżki. Konserwatywny dorosły wstydzi się powiedzieć, że się pomylił: woli uparcie brnąć w znane błoto, niż zawrócić i przyznać się, że zabłądził i trochę się pobrudził.

Dziecko daje sobie prawo do pomyłki: tak myślałem, że chcę, ale jednak mnie to nie interesuje. Potrzebowałem spróbować, ale jednak pójdę inną drogą. 

Pewnie niektórzy powiedzą, że to idealizowanie dzieci i ich zalet jest pewną przesadą. W końcu bywają także złośliwe, uparte, bezkompromisowe, głośne i przekorne. Jednak czy my właśnie tacy nie jesteśmy?  

Jung, zauważył i słusznie doradzał rodzicom: jeśli coś chcą w dziecku zmienić, powinni najpierw sami się temu przyjrzeć i zastanowić, czy aby nie powinni tego najpierw zmienić w sobie.


Moja książka -  kup dla SIEBIE nie tylko na Dzień dziecka! 




Inspiracja i cytaty za: "Znajdź w sobie dziecko" - Monika Maciejewska / Coaching 6/2011


Zobacz również

9 komentarzy:



  1. ajlawju Manufakturo :)

    napisał: stukk 2012/02/25 17:59:36

    Dorośli widzą to piękno dziecięcego postrzegania świata,zachwycają się... ale tak szybko się na ten świat zamykają. Ale są jeszcze tacy co pielęgnują w sobie bycie dzieckiem, tą radość i pasję. Kiedyś jednego za to skrytykowałam, ale przeprosiłam i ciągle mu zazdroszczę.

    napisał: Gość: Agata, staticline57419.toya.net.pl 2012/02/25 23:50:16

    Świetny wpis! Świetny!
    Mnie przyszło do głowy, że trudnością może być, i pewnie jest, umiejętność zachowania w sobie tych dziecięcych cech i jednocześnie bycie dojrzałym człowiekiem. I to nie w sensie wypada - nie wypada (choć to gra dużą rolę, niestety, w naszym życiu), ale w sensie odpowiedzialności, której dziecko nie ponosi. I zwykle jest tak, że stawiamy na jedną opcję: albo wieczne dziecko, albo poważny dorosły, przy czym częstsza jest opcja druga chyba.
    Chciałoby się więc powiedzieć: bądźmy dorosłymi, dojrzałymi osobami, odpowiedzialnymi za siebie i rodzinę, ale zachowajmy w sobie ciekawość świata, wiarę, wytrwałość i umiejętność zabawy dziecka:)

    napisał: sowa_nie_sowa 2012/02/26 10:19:53

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo to chyba trzeba by rozróżnić dziecięcość od dziecinności, czy zdziecinnienia. Można być dorosłym, odpowiedzialnym a pozostawić sobie tą dziecięcą radość życia, prostolinijność itp. Bycie dorosłym z pierwiastkiem dziecięcości to coś zupełnie innego niż syndrom wiecznego dziecka ( Piotrusia Pana, co to nie chce dorosnąć..).. a nam się chyba często wydaje, że trzeba albo jedno albo drugie: że dorastanie oznacza porzucenie wszystkiego co dziecięce; tu jest kłopot.

    OdpowiedzUsuń
  3. a i nawet jeśli jesteśmy śmiertelnie poważni; to zawsze można w sobie tego ukrytego dziecka poszukać: więc Agato, nie ma czego zazdrościć, tylko trzeba szykować wyprawę poszukiwawczą;)

    OdpowiedzUsuń
  4. super podejście, trzeba pielęgnować swoje wewnętrzne dziecko tak samo lub czasem bardziej niż potomstwo:) w ogóle to bardzo mi się podoba jak piszesz i będę zaglądać na pewno

    napisał: agapee 2012/02/27 12:05:42

    OdpowiedzUsuń
  5. G E N I A L N Y W P I S !!!
    Pozwolisz, że go sobie skopiuję, wydrukuję i powieszę w widocznym miejscu.
    Właściwie już to zrobiłam :)

    napisał: wiklasia 2012/02/27 23:20:58

    OdpowiedzUsuń
  6. zapraszam:))) o tak, jak się ma potomstwo, to tym bardziej nie wolno zapominać o swoim wewnętrznym dziecku:)
    Wiklasia,
    proszę bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
  7. swietny post.
    a najbardziej podoba mi sie ostatnie zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. świetny tekst, aż sobie udostępnię na Fb, dobrze?
    pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  9. Dołączam coś w temacie: http://www.ted.com/talks/adora_svitak?language=pl Mam nadzieję, że większość już zna, bo wystąpienie z 2010 roku.

    pozdrawiam

    Lidia

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)