Kapota mocy

/
0 Komentarzy
Bohaterka „Czarnego mleka” Elif Safak, czyli de facto sama autorka, utrzymuje że mieszka w niej cały tabun, właściwie harem kobietek różnej maści i proweniencji. Jedna jest pacyfistką, wielbicielką duchowej strony życia, inna gotuje puddingi i haftuje serwetki, inne wydymają usta i wojują w obronie lepszej sprawy. Mniejsza o podziały. Każda z nich -  ma swój styl -  który najwyraźniej chyba odzwierciedla się w ubiorze.
Ja mam podobnie. Jakaś część mnie lubi szmatki i wstążki, inna kpi z niej i nerwowo macha rękami dowodząc, że zajmowanie się kolorem spódnicy i noszenie różowych rajstop to zupełnie niegodne myślącej bądź co bądź intelektualistki.
Ubrania są dla nas ważne. Ubrania nas śmieszą, mamy z nimi problem. Można śmiało powiedzieć, że to co na siebie wkładamy, albo to czym się od świata odgradzamy jest w pewnym stopniu przekazem naszego wewnętrznego bytu i lustrem, w którym odbija się nasze życie.  Wielokrotnie doświadczyłam tego, że kolory jakie mam na sobie, to jak jestem  ubrana i jak się z tym czuję wpływa na moje samopoczucie i mój odbiór rzeczywistości. Wielokrotnie także w określony sposób  odbierałam inne osoby, które łatwiej mi było polubić lub zaszufladkować na podstawie tego co miały na sobie.
Ciuch to swoista tarcza: może nam dodać odwagi, może nas onieśmielić, może uczynić z nas króla lub kalekę. Znacie tę opowieść o krawcu, który szył garnitur tak, że sam łach wyglądał nieskazitelnie, a noszący go jegomość sprawiał wrażenie ciężko chorego?  Podobnie my: przebieramy się w nie swoje pióra, odbieramy sobie moc, często nie wiemy sami czemu latami nosimy ten sam kolor, ten sam fason, jakbyśmy na zawsze wrośli w jeden schemat i nie potrafili już wyjść z raz obranych ram.
Ubranie może być swoistą przepustką do innego,  nowego sposobu myślenia. Kupiłam kiedyś, dawno temu, używaną bluzę, w kolorze ognistej czerwieni, która krzyczała do mnie napisem w obcym języku.  Nigdy wcześniej nie nosiłam czerwonego. Mówiono mi, że czarny jest twarzowy, a szary mnie wyszczupla. Kiedy ją zakładałam, tę moją  ognistą szmatę, czułam jakbym przywdziała baśniową „kapotę mocy”, coś we mnie buzowało i grało, byłam widoczna, byłam ważna, byłam mocniejsza.
Stosunek do ubrań i naszej materialnej części życia zmienia się wielokrotnie. Zaczynamy nosić inne fasony, otwieramy się na modę i szaleństwo, albo zamykamy w oknach sztywnych konwenansów. Wszystko ma swoje powody i warto siebie pytać jakie.
Ubranie może nas chronić przed zimnem, przed ciekawskim wzrokiem; może nas też mentalnie wzmacniać i organizować nasz sposób myślenia o sobie i swoim ciele. Dlatego noszę czerwone płaszcze, różowe czapki i  szale w kolorze przybrzeżnych wodorostów. Im zimniej i ciemniej, tym częściej. Dlatego zaopatrzyłam się dziś w bluzkę,  na której dwa różowe króliki obwieszczają światu, że „droga do sukcesu jest zawsze w budowie”. Każdy sposób jest dobry, aby o tym pamiętać.


Zobacz również

Brak komentarzy:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)