Choroba czyli czas postoju

/
2 Komentarzy
Dopadła mnie choroba, mała słabość, uległam fali bakterii, które czekały tylko na mój gorszy dzień. Moje ciało rozpaliła gorączka, a ja sama dygotałam jak jesienny liść. Sny były lepkie od potu, gwiazdy świeciły pod powiekami, czułam się jak miotana wiatrem roślina, obca swoim myślom i uczuciom. A potem poczułam się lepiej. Słabość ustępowała jak wiosenna rzeka, pomału zaczynałam wracać do swoich ram i wtedy poczułam tę tkliwość, tę delikatność, której sobie odmawiałam, a która leczy lepiej niż najmocniejszy koktajl pigułek i cudownych medykamentów. Jadłam gorącą zupę  i czułam jak lekko ogrzewa mnie całą; mocne, aromatyczne ciasto z orkiszowej mąki, bakalii i miodu; piłam herbatę i kontemplowałam chwile, w których mój czas tak bardzo zwolnił, tak gwałtownie zahamował, zatrzymał mnie właśnie po to, żebym poczuła znów swoje zmysły, swoje ciało, swoją codzienną, bagatelizowaną siłę i dobre samopoczucie.  Leżałam w łóżku, było cicho, trochę jasno, trochę ciemno, moja dusza została w tyle, usłyszałam kroki, to ona  – teraz miała czas by mnie dogonić.
Ciało jest jak łódź, która niesie nas przez życie. Zmysły śpiewają nam po drodze, tkliwość kołysze nas do snu. Powinniśmy być dla siebie dobrzy jak dla małych dzieci,  a kiedy przyjdzie choroba, zaopiekować się sobą, utulić i  zapytać siebie czemu, właściwie po co, muszę się w tym momencie mojego życia zatrzymać.  
Bo postoje dają siłę.


Zobacz również

2 komentarze:

  1. No właśnie, jak siebie sama nie utulisz, to natura zadba o należny Ci czas dla siebie:)
    A przecież można bez choroby to sobie samej dać, czyż nie?:)

    napisał: sowa_nie_sowa 2011/11/29 17:25:53

    OdpowiedzUsuń
  2. a jak się szybko o tym zapomina, o tym dawaniu, błyskawicznie:) codziennie trzeba sobie przypominać:)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)