Biała flaga

/
7 Komentarzy
Kiedy na świecie pojawiają się dzieci, wszystko się zmienia między nami; rodzicami. Ci którzy uważają, że będzie lepiej, że dziecko naprawi relację albo ją scementuje niczym reklamowany super klej, przeważnie gorzko się rozczarowują: życie z nowym członkiem rodziny to wyzwanie dużego rzędu, to też milion i jeden okazji do konfliktów, cichych dni i rzucania talerzami. Zmienia się wszystko. Priorytety, dom, organizacja czasu, uczucia -  to nie wspólne zamieszkanie czy zawarcie związku małżeńskiego jest sprawdzianem dla pary – ale właśnie rodzicielstwo.
W ostatnich „Wysokich Obcasach”  ukazał się artykuł; wywiad z nią i nim -  matką i ojcem -  którzy opowiadają o swoich rodzinnych perypetiach i o tym jak zorganizowali sobie życie z dwójką maluchów.  Lektura bardzo ciekawa, ale też bardzo przygnębiająca, bo dowodząca, że bardzo często zupełnie siebie nawzajem nie rozumiemy, nie mamy pojęcia o swoich uczuciach, potrzebach, żyjemy jakbyśmy byli nie z Marsa i z Wenus, ale z zupełnie innych  galaktyk.
Kobieta mówi o ogromnym ciężarze jaki niesie: o odpowiedzialności za dzieci, za dom, za dobry humor męża, o poczuciu winy, które pojawia się za każdym razem kiedy bardziej pomyśli o sobie niż o członkach rodziny. Rodzinne życie w jej wydaniu to właściwie rajd obowiązków i slalom między potrzebami wszystkich uczestników wyścigu.  To też frustracja wobec rzeczy, które zostały jej narzucone i opowieść o partnerstwie, które jest nim właściwie tylko z nazwy.
Wypowiedzi mężczyzny wywołują moją konsternację. Otóż jego zdaniem domem nie zajmuje się nikt. Żona pierze i gotuje, „ale nie ma kogoś takiego kto dba o dom”, bo przecież raz w tygodniu przychodzi Pani do sprzątania. To co pojawia się bardzo często to zdecydowane postawienie swojego punktu widzenia: wołałbym, trzeba, lepiej żeby, chciałbym itp. On nie lubi, nie czerpie z jakiejś czynności satysfakcji, więc czegoś po prostu nie robi. Lubi bawić się z dziećmi, ale nie lubi ich kąpać, karmić, nie ma nawyku prania, czyszczenia łazienki, nie podaje lekarstw, bo to za duża odpowiedzialność. Najbardziej jednak irytuje obraz jaki  przedstawia w kontekście bycia z dziećmi w domu: „nie ma nic przyjemniejszego , niż o godzinie 11 wsadzić dzieci na rowerki i dyrdać z nimi do knajpki, gdzie one się bawią w piaskownicy, a ty pijesz kawkę, świeci słońce, czytasz gazetę. Wracasz do domu, kładziesz dzieci spać i sam ucinasz sobie drzemkę. Jecie obiad, który sam zrobisz albo zamawiasz pizzę. Wraca żonka (…)  kładziecie dzieci spać i idziesz do kolegów bo jesteś wypoczęty. I rano wstajesz wcześnie, ale potem się wyśpisz. Ja bym na to poszedł”.  Szkoda tylko, czemu pan nie pisze czemu na to nie idzie. Szkoda również, że zapomniał, czy raczej nie zdaje sobie sprawy z tego, że ten idylliczny obrazek z dziećmi w słoneczny dzień nie wygląda już tak słodko, kiedy dzieci są chore, zmęczone, w złym humorze, kiedy trzeba poświęcić im 200% swojej uwagi i o piciu kawy z gazetką można zapomnieć. Szkoda również, że nie wspomina o bałaganie, który w między czasie należy ogarnąć, o milionie małych  obowiązków, jak wycieranie buzi, rozlanego soku, wymiana ubrania czy wizyta u lekarza. Po tym wszystkim naprawdę nie jest się wieczorem wypoczętym. I rzadko znajduję się czas na drzemkę.
Jeśli nie zmieni się społeczny obraz rodzinnego życia; jeśli mężczyźni nie będą mieć możliwości i chęci do rzeczywistego  w nim uczestniczenia, to nasze domy będą poligonem, na którym rozgrywa się wojna domowa. Nie zmienimy naszych relacji także bez empatii i wrażliwości na potrzeby innych: trzeba mieć otwarte oczy i serca: trzeba chcieć zobaczyć, a nie kształtować widziany obraz według tego co byśmy chcieli oglądać.
Dlaczego Polska cierpi na niż demograficzny? Bo klimat wokół rodziny jest społecznie niekorzystny. Dlaczego Polki boją się rodzić dzieci? Bo wiedzą, że w ostatecznym rozrachunku, wszystkie ciężary z tym związane zostaną złożone na ich barkach. Pamiętajcie o tym kochani. I zanim ocenicie, czy wydacie opinie na temat słodkiego „siedzenia z dziećmi w domu” ugryźcie się w język.


Zobacz również

7 komentarzy:



  1. Ktoś kiedyś powiedział, że macierzyństwo jest zawsze samotne - przy pełnej rodzinie - też.
    Mocne, ale szalenie prawdziwe.

    Serdeczności.

    napisał: istotarzeczy 2011/11/02 17:47:17

    Każdą kobietę, co czuje się odpowiedzialna za humor męża, partnera, ojca jej dzieci... wyślij na terapię!

    Każdą kobietę, która nie może zrozumieć, że macierzyństwo to nie jest tylko stosik plusów... wyślij do diabła! Bo terapia nie pomoże.

    napisał: dc_hexe 2011/11/02 20:38:55

    OdpowiedzUsuń
  2. zgadza się, hexe, z tym, że jeszcze dobrze byłoby żeby społeczeństwo, na które składają się mężczyźni, inne kobiety, tabuny ludzi, którzy się przewijają w rodzinnych sprawach też widziała prawdę, a nie wyróżowione i wyszminkowane obrazki.. bo mnie się wydaje, że jest przyzwolenie i wielkie milczące może, może niewypowiedziane tak, na to, żeby tak wyglądały związki, podział obowiązków itp. I tu jest problem....
    Istotorzeczy,
    po części się z Tobą zgadzam, chociaż na szczęście są chlubne wyjątki:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń


  3. Ja dostaję szału jak czytam takie rzeczy.

    1) Jeśli "klimat wokół rodziny jest społecznie niekorzystny", to nie mam pojęcia wokół czego jest korzystny? W tym kraju "rodzina" to świętość, która może Cię zabić, ale "świętość".

    2) Kobiety, kobiety, kobiety! Edukować! Od nich zależy, czy będą swojego partnera traktować jak króla lwa. I nigdy nie przestanę pytać: dlaczego na to pozwalasz w swoim domu? dlaczego pozwalasz by twój związek wyglądał właśnie tak? I wiesz... dla wielu kobiet to jest... po prostu wygodne.

    Pozdrawiam cieplutko, bo rozpaliłaś mnie fragmentem: (...) to nie wspólne zamieszkanie czy zawarcie związku małżeńskiego jest sprawdzianem dla pary --- ale właśnie rodzicielstwo.
    bo... sprawdziany to są w szkole, a jeśli coś jest już sprawdzianem dla pary to czas i co z nim zrobią. Dla niektórych elementem łączącym ten czas są dzieci, ale to nie musi być świętym graalem związku.

    napisał: dc_hexe 2011/11/02 21:08:41

    Wiesz, myślę, że mamy coś wspólnego... walczymy o kobiety, które dokonują wyborów, które są spełnieniem ich marzeń. A mężczyźni? No cóż... dostosują się? No, jeśli kochają, znajdą szczęście we wspólnym wybijaniu rytmu kolejnych kroków. :))))

    napisał: dc_hexe 2011/11/02 21:36:23

    OdpowiedzUsuń


  4. ten klimat wokół rodziny, o którym Ty piszesz, to jest zupełnie inna sprawa: tym się wyciera bruki w polityce, mediach, ale tak naprawdę to chodzi o to, że my niby tak kochamy te rodziny, te dzieci co się mają rodzić, tak szanujemy te kobiety, a jak przychodzi co do czego to mamy obrazek sprzed 50 lat, w którym ona stoi przy garkach z dziećmi przy spódnicy, a on wraca po pracy i siada przy zastawionym stole. I potem jest poczucie winy, że ja tak nie daje rady, że powinnam może, że tak trzeba, i zgoda na to, że facet nie uczestniczy prawie w niczym bo tak jest mu wygodnie.... a czy tym kobietom jest wygodnie? nie, nie uważam tak. Czasem po prostu nie przychodzi im do głowy, że może być inaczej, albo nie mają sił i odwagi walczyć o inne życie. I jeszcze jedno: czasem to jest wybór kobiety, bo można przecież takie życie lubić i czerpać z niego satysfakcję, i to trzeba również uszanować. Chodzi nam obu o to samo: o to, żeby można bez poczucia winy decydowac i wybierać jak chcemy żyć - i nie czuć się nikim tylko dlatego, że wybieram najpierw siebie i swoje potrzeby, a nie chcenie męża czy niemęża. Oczywiście, że dzieci nie są elementem koniecznym, czy graalem związku jak piszesz. Sprawdzamy się w życiu wobec różnych rzeczy, spraw, także wobec siebie: i o to mi chodziło w tym zdaniu. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń


  5. bliski mi temat, bo właśnie w weekend miałam bitwę na słowa z moją mamą o to, że może być inaczej...Moja mama teraz się użala, że tata jej nie pomagał przy dzieciach, że miał wszystko w nosie. Ale też nie do pomyślenia u niej było, mimo że sama te "wszystko" robi, że od czasu do czasu nie ugotuje obiadu, bo nie ma już siły. Nie potrafiła odpuścić. Sama się w tą sieć wpędziła, za dużo wzięła sobie na głowę, ale to już do niej nie dociera. Ja jako najmłodsze dziecko miałam okazję zbierać "żniwa" jej nerwicy, dzieciństwo miałam dość burzliwe. Dlatego ja chcę żeby w mojej rodzinie było inaczej, i jak powiedziałam mamie, że to na własne życzenie zajmowała się dziećmi i domem sama, to usłyszałam od niej, że się nie dało inaczej, że ja się jeszcze przekonam, ...wrrr. I ten żal. Moja mama całe życie żyła dla kogoś, o sobie raczej nie myślała, pewnie dlatego jest dziś taka upierdliwa ze swoimi dobrymi radami, bo nie potrafi przestać... Mi taki model nie odpowiada, i wiem, że będę popełniać błędy, bo bez tego trudno. Ale nawet jeśli mam mieć tylko odrobinę lepiej niż moja mama, to uważam że warto :)

    napisał: Gość: Kaś, 89-73-42-217.dynamic.chello.pl 2011/11/02 23:43:20

    WItam, to mi dałaś do myślenia! Ja mam termin porodu za tydzień i od 9 miesięcy nie robię nic innego, tylko się zastnawiam, jak to będzie i jak się wszystko zmieni, kiedy potomek w końcu łaskawie się urodzi. Zastanawiam się, czy mój mąż będzie dzielił ze mną obowiązki, czy raczej tak jak napisałaś, wybierał sobie te wygodne dla niego. I jak ja z osoby nastawionej na siebie i swoje potrzeby ewoluuję do roli matki.
    Boję się, że obudzi się we mnie syndrom mojej własnej mamy, która totalnie oddała się macierzyństwu, zupełnie zapominając o własnych potrzebach. Boję się, że mój mąż będzie jak mój tata, który wygodnicko zamienił się w trzecie dziecko mojej mamy.
    No cóż niedługo się okaże.
    Dzięki za tekst dający do myślenia!

    napisał: viki_on_line 2011/11/03 21:06:28

    OdpowiedzUsuń


  6. Viki,
    przede wszystkim trzymam mocno kciuki Kochana:) Będzie dobrze!! Wielkie dni przed Tobą, bardzo mocno kibicuję i ściskam!!!


    Kaś,
    warto , zawsze warto - dla siebie, nie dla mamy czy kogokolwiek innego:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń


  7. "Nie zmienimy naszych relacji także bez empatii i wrażliwości na potrzeby innych: trzeba mieć otwarte oczy i serca: trzeba chcieć zobaczyć, a nie kształtować widziany obraz według tego co byśmy chcieli oglądać." - taka myśli codziennie każe mi wstawać i walczyć o siebie, o Niego, o Nią. Walczyć bez wytaczania działa. Walczyć bez rozlewu krwi. Walczy z z otwartymi ramionami. Hm...nie znlazłam lepszego czasownika. Za wcześnie jeszcze, choć już po kawie

    napisał: zyrafafa 2011/11/04 05:59:32

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)