Bajka o życiu

/
3 Komentarzy
Oj życie  - powiedziałam -  nie ciągnij mnie za rękaw, nie łap za rąbek płaszcza, nie bądź takie natrętne. Wyszłam z domu, minęłam róg, chłodny obłok powietrza otulił mnie i zamajaczył tuż przy twarzy, zasnuł świat na kilka sekund, potknęłam się lekko; uśmiechnęłam do swojej nieporadności. Szłam szybko, noga za nogą, jak dobosz na paradzie, tak lubię najbardziej; płytki chodnika wystukiwały rytm, moje buty jak pałeczki, a krok jak muzyka. A ono szło za mną. Ostatnio nie opuszczało mnie ani na krok, nie było od niego ucieczki i mimo, że czasem chciałam powałęsać się bez celu, bez planu; bez natrętnych myśli o tym co potem, co za chwile, jak, czemu i dlaczego to takie trudne, to nie chciało mnie opuścić, czasem pokornie drepcząc za plecami,  czasem zaglądając przez ramię, czasem bezczelnie tokując jak polityk na paradzie.
Patrzyłam na ludzi, większość szła jak ja, raz dwa, dmuchała sobie w szalik, opatulała się materiałem jak miłością. Błądziłam po ich twarzach, zaglądałam do oczu, niektórzy się uśmiechali, inni byli głusi  na moje spojrzenia, muzyka moich kroków nie obchodziła ich wcale, zdawało się, że w ogóle mało spraw ich dotyczy -  a może zwyczajnie uciekali jak ja, dreptali, z dala od domu, żeby ich życie nie łapało za kołnierz, nie potrząsało z wyrzutem, żeby przestało wreszcie gdakać jak natrętna kura, jak mały, dziki ptak;  patrzeć tymi szklanymi oczkami, o tak; bywa ciężko z tym życiem, coś o tym wiem, czasem jest doprawdy nie do zniesienia.
A ja szłam. Nie to, że uciekałam przed nim. Nie. Czasami męczyła mnie jego kategoryczność. Te rozkazy, ta postawa generała i ja jak mały ołowiany żołnierzyk. Nie chciałam mu potakiwać, wiedziałam, że ma rację, nie chciało mi się wysłuchiwać tych tyrad, oglądać min, wiedziałam czego ode mnie oczekuje, a ja nie czułam się gotowa, byłam jak drzewo, miałam mocne korzenie, a ono mówiło o lataniu; chciałam grzać się w ciepłych promieniach słońca, rosnąć, dawać owoce, dzielić się sobą, a ono opowiadało o przeznaczeniu, o horyzontach, które mnie ograniczają; czasami zdawało mi się, że jesteśmy z innej planety; a przecież to było moje życie, własne, prywatne, z nim się urodziłam, nie mogliśmy się od siebie różnić tak diametralnie, musieliśmy znaleźć wspólny język; kiedyś w końcu trzeba będzie się dogadać; myślałam.
Odwróciłam się do niego; stanęło, jak ja; spojrzało zdziwione. Chyba bało się słów ciężkich jak kamienie; wymówek, drętwych myśli co plączą język, przewracania oczami. Kiedy zrobiłam krok w jego kierunku, przez chwilę zachowywało się jak lustro; przeraziło się, zachwiało.
- Czego chcesz ode mnie -  zapytałam. A ono uśmiechnęło się do mnie, podeszło bez słowa, wzięło moją rękę i pokazało przed siebie.
 - Nic nie musisz – odparło -  tylko chodź za mną. Tyle mówiłem, tyle wyjaśniałem, ale nie chciałaś mnie słuchać. A ja wiem gdzie iść,  którędy, poprowadzę Cię, tylko mi zaufaj; to wszystko jest prostsze niż myślisz; tylko wy ludzie; lubicie wszystko komplikować.
Uśmiechnęłam się, odetchnęłam; obłok pary zasnuł na chwilę nasze twarze; wiatr rozwiał go, liście pod nogami zaczęły szeleścić; świat się nie zmienił, tylko ja byłam już inna -  inna bo zrozumiałam, że czasem trzeba po prostu słuchać, a droga, ta droga u naszych stóp, sama nas wszędzie poprowadzi.


Zobacz również

3 komentarze:

  1. Dlaczego tak trudno słuchać i słyszeć skoro natura dała nam dwoje uszu?

    napisał: Gość: Zyrafafa, 87-205-135-186.adsl.inetia.pl 2011/11/13 12:36:20

    OdpowiedzUsuń
  2. może właśnie dlatego Żyrafo:) za dużo dźwięków do nas dociera:)

    OdpowiedzUsuń
  3. i sie czesto zdaza ze chcemy byc sluchani a nie sluchac to wielka roznica i naprawde to takie proste ,troche cierpliwosci ktorej nikt nie chce

    napisał: Gość: sofia, net-93-151-144-205.cust.dsl.teletu.it 2011/11/13 14:38:24

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)