Zadusznie

/
0 Komentarzy
Rzeczywistość współczesna to bal na cześć życia. Niby wiemy, że kiedyś się kończy, puszczamy oko do czarnych myśli, wypychamy za kotarkę nieświadomości prawdę o tym, że przyjdzie nam umrzeć,  kolorujemy pawie pióra naszych kostiumów jakby te kolory, ten hałas wokół miał nas uchronić przed śmiercią, czarujemy się i otumaniamy życiem – a wszystko to na próżno.
Śmierć jest. Umieranie trwa całe życie, rodzimy się z pewnością końca, gwiazdy świecą nam nami, a czas mija. Strategie na ten ostatni egzamin jaki nas czeka są różne: najgorsze co możemy wybrać to zaprzeczać i truchleć ze strachu -  nie tędy droga, nie o to chodzi.
Mistycy, mistrzowie w umieraniu, mówili, że śmierć jest wyzwoleniem, jest jak wisienka na torcie, niespodzianka, ukoronowanie życia.  Radzili by być na nią gotowym w każdej chwili: żyć tak jakby koniec czaił się za każdym zakrętem; nie ze strachem, ale z ufnością, że cokolwiek będzie  - będzie tak jak być powinno. Jak jednak pogodzić się z nieuchronnością, która nas przeraża, z wielką trwogą, nawet nie o nas samych, ale o naszych bliskich, z niesprawiedliwym końcem, który zabiera dobrych, nie zna umiaru, z pustką, jaka zostaje po tych co odeszli? To trwa w nas, często latami, buduje się cegiełka po cegiełce; najtrudniejsza lekcja jakiej przyjdzie nam się nauczyć.
Jeszcze nie tak dawno, w pokoleniu naszych dziadków, pradziadków, śmierć była czymś zwykłym; obrzędy, obcowanie ze zmarłym ciałem, ostatnia posługa- wszystko to toczyło się bliżej życia – pożegnanie było częścią życiowej drogi; dziś śmierć widzimy tylko przez szybę, z daleka, może stąd nasze irracjonalne obawy, może dlatego nie jesteśmy w stanie się z nią oswoić?  Nie chcemy słyszeć o tym, że nas nie będzie, a jednocześnie igramy z demonami: nie szanujemy naszego ciała, naszych związków z bliskimi, żyjemy jakby to co mamy miało trwać bez końca, jakby życie było grą komputerową, którą zawsze można rozpocząć od nowa, a błędy i zaniedbania wymazać gumką myszką. Tymczasem tu nie ma usuń i zastąp, co było to będzie, rachunki zapłaci ten, kto zaciągnął długi. Nie będzie wyjątków, nie minie nas to co być musi.
Zapalcie jutro świeczkę za tych, którzy odeszli, ta pamięć o korzeniach jest nam potrzebna jak tlen, ale  znajdźcie też chwilę na refleksję nad tymi co pozostali: nad sobą, swoimi deficytami, swoim życiem. Z czym idę w kierunku śmierci? Co jeszcze muszę zrobić?   Czemu tak bardzo się boję? Czego muszę się nauczyć? 
Wiele lekcji jeszcze przede mną. Wierzę, że zdążę je odrobić, ale wiem też, że dla spokoju mojego ducha, nie mogę zwlekać zbyt długo. A Wy?


Zobacz również

Brak komentarzy:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)