Wszyscy jesteśmy uwikłani

/
4 Komentarzy
Rodzina jest jednostką społeczną, z której czerpiemy najwięcej radości, spełnienia, ale także  źródłem cierpienia i największej bodaj frustracji. Rodziców nie wybieramy, rodzimy się w określonym miejscu i zdefiniowanej wcześniej konstelacji, z bagażem genów wymieszanym przez przodków, z określoną z góry historią, która nam towarzyszy od dziecka. Nie mamy wpływu na to co zdarzyło się przed nami, a przecież każde doświadczenie rodziców, dziadków, dalekich z pozoru krewnych, gdzieś w nas głęboko mieszka i czasami odzywa się nieproszone, nie pytając nawet czy chcemy, czy potrzebujemy, czy w ogóle warto.
Bert Hellinger, niemiecki eks zakonnik, psycholog, twórca metody ustawień rodzinnych uważa, że większość naszych życiowych traum, kłopotów, z którymi nie możemy sobie poradzić, ma źródło w pogmatwanych, pełnych bólu i tajemnicy więzach z bliskimi. Hellinger określa pewne zasady, których łamanie doprowadza do rodzinnych zaburzeń; do trwających latami powtórzeń w historii rodziny, do tworzenia schematów działania ( lub zaniechania działania), które nas niszczą i nieświadomie czynią nieszczęśliwymi.
Pierwsza, najistotniejsza zasada Hellingera opiera się na szacunku dla rodziców. Podkreśla on znaczenie  tego swoistego hołdu względem nich, nawet w sytuacji, kiedy niewiele, poza samym życiem im zawdzięczamy.  Terapeuta tłumaczy, że wykluczenie, zepchnięcie w odmęt nieświadomości, nawet tych, którzy logicznie nie zasługują na pamięć, robi nam krzywdę, spłyca nasze aktualne relacje i zbliża w kierunku ciemnej, człowieczej natury, od której pozornie uciekamy. Zdaniem Hellingera – człowiek nie ma prawa osądzać i wydawać wyroków. Przynajmniej nie w swoim sercu, przynajmniej nie wobec tych, którzy powołali go na świat. Teoria ta wzbudza wiele kontrowersji, bo czym innym jest wybaczenie, które uzdrawia i z którym nie dyskutujemy; a czym innym szacunek wobec mordercy, rodzinnego kata, czy członka rodziny, dopuszczającego się seksualnych nadużyć.
Hellinger pisze również o bardzo istotnym porządkowaniu rodzinnych relacji, które można określić zdaniem: „następny opiera się na poprzednim”. Uważa, że rodzinne uwikłania, w których dochodzi do zmiany miejsc: dziecko wchodzi na miejsce rodzica, rodzic zamienia się w dziecko, krzywdzą jednostki i wywracają ich relacje.
We współczesnych rodzinach, wiele spraw jest postawionych na głowie. Ojcowie są słabi, albo despotyczni, matki nieobecne, albo nadopiekuńcze. Sens naszego życia, sens pochodu pokoleń nie mierzy się miarą czasu i pieniądza: nie rozlicza w poczuciu winy, które jedni fundują drugim – pierwsi; rodzice; dają życie; drudzy - dzieci je biorą, długi spłaca się nie wobec poprzedników, ale względem kolejnych pokoleń.
Alicja Bednarska, terapeutka, pracująca metodą ustawień rodzinnych zachęca do powrotu do pierwotnych, właściwych naturze ról:  niesienie losu rodzica na swoich barkach, bo ten zmaga się z nałogiem, trudnym losem, życiową niezaradnością, obraca nas w przeciwną do zamierzonej stronę: „Jeśli dziecko niesie za matkę jej ciężar – bo ona choruje, ojciec był dla niej niedobry, pił, bił – to bierze na swoje barki jej los. To dotyczy zresztą obojga rodziców – trzeba być ich dziećmi – nie partnerami czy opiekunami.” Ciągłe odwracanie się w kierunku przeszłości  i przodków, oznacza stanie tyłem do swojego życia -  a to nigdy nie wychodzi nam na zdrowie.
Porządkownie rodzinnych traum, spojrzenie na swoją historię z lotu ptaka, z właściwym dla oddalenia dystansem,  zaakceptowanie pewnych pierwotnych porządków, może być dla nas naprawdę uzdrawiające.
Czy jednak to o czym pisze Hellinger działa, czy ustawienia rodzinne są metodą leczenia zaburzeń, czy bliżej im raczej do pierwotnych rytuałów plemiennych; czarów, złudzeń, które na dłuższą metę niczego nie załatwiają? Autorka tych słów, ma pewne wątpliwości, ale zgodzi się z apelem samego Hellingera: „O jednym pamiętajcie w swojej pracy: o szacunku wobec tajemnicy, która istnieje wszędzie i o zgodzie na własną miarę. Uczymy się, patrząc. Patrzenie ma na względzie skutki i koniec, nie dba o to, co przekazały nam teorie”.

Dziękuję Sowie i Kasi, za podzielenie się ich doświadczeniami w temacie Hellingera.


Zobacz również

4 komentarze:



  1. Piszesz: "czy bliżej im raczej do pierwotnych rytuałów plemiennych; czarów, złudzeń, które na dłuższą metę niczego nie załatwiają?"
    Te czary i rytuały czasami bardziej "załatwiają" niż nasze zachodnie, naukowo sprawdzone metody. Tak uważam, choć akurat w tym momencie nie mam na myśli Hellingera.
    I jeszcze jedno: "Rodziców nie wybieramy" - jest teoria, że jednak tak, że nie rodzimy się w przypadkowej rodzinie...
    Niech każdy wierzy w to, co mu pomaga i z czym mu się lepiej żyje:)

    napisał: sowa_nie_sowa 2011/10/18 17:31:01

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładny, inspirujący, wstęp, ale... tylko wstęp. O Hellingerze pozwoliłam sobie nie czytać, bo to dla mnie postać bardzo wątpliwa, bez paradygmatu teoretycznego i mało wiarygodna.

    napisał: wildfemale 2011/10/18 23:18:17

    OdpowiedzUsuń
  3. trochę szkoda Wild, bo nie piszę z pozycji zachwytu nad Hellingerem, ale z poziomu dyskusji. Jego osoba jest rzeczywiscie kontrowersyjna, sama do końca nie wiem, co o tym myśleć, ale kilka jego spostrzeżeń mnie zainteresowała i dlatego o tym piszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mądra maksyma mówi - że zadaniem rodziców jest wychowanie szczęśliwego dziecka. Zgadzam się z Bert Hellingerem, że całość naszej psyche-zależy od koligacji rodzinnych. Uważam, że pewne cechy dziedziczymy, ale tyle samo nabywamy, a może i więcej, wszak przyzwyczajenie jest również naszą naturą. A te zależą od rodziców i rodziny.

    napisał: kultekiewiczanka 2011/10/19 12:58:23

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)