Madchen Zimmer

/
18 Komentarzy
Niemki, szczególnie w zamożnych zachodnio – niemieckich miasteczkach, mają swoje „madchen zimmer” czyli dziewczęce / kobiece pokoje. Mowa tu o dorosłych, często wiekowych paniach, a nie o dziewczynkach i nastolatkach, zajmujących różowe, oplakatowane kilka metrów na poddaszu rodzicielskiego gniazdka.  Dziewczęcy pokój jest azylem, terytorium stricte prywatnym, do którego nie ma wstępu ani mąż, ani dzieci, ani nawet anonimowa pani, która sprząta. To oaza kobiecości, miejsce odpoczynku, tworzenia; ocean, na który wypływa się po inspiracje i siły na kolejne dni.

Polki nie mają swoich dziewczęcych pokoi. Wyrastając z pieluch i szkolnych lat, przeważnie wkraczają na terytorium wspólne, na którym wszystko jest czyjeś, ale nigdy tak naprawdę, do końca ich. Wiele z nas nie ma możliwości lokalowych; małe mieszkania, domy zamieszkiwane przez dwu czy trzypokoleniowe rodziny nie ułatwiają sprawy -  ale przecież także w przestronnych apartamentach i okazałych willach brak terytorium kobiecego -  symbolu dbałości o siebie i zdrowego egoizmu. Obmyślając życiową przestrzeń znajdujemy miejsce na dziecięce pokoje, na pralnię, suszarnię, spiżarkę i garaż, ale brakuje nam kilku metrów kwadratowych na kobiecą ciszę. Może dlatego tak ciężko nam potem walczyć o siebie, o swoje potrzeby, indywidualizm, przestrzeń emocjonalną, może dlatego tak trudno nam być w pojedynkę?

Kobiety jak wilki, potrzebują odosobnienia, odpoczynku, bycia sam na sam ze sobą. Ich dusza jest duszą silną i nieustraszoną, ale czasami wymaga opłukania w zdroju spokoju, pożywienia z krainy kobiecej kreatywności, ciszy, drapania się po łydce, poczucia, że coś, gdzieś, jest naprawdę jej, na własność -  w sensie metaforycznym ale i materialnym. Kobiety oddają siebie całe:  czasem nie zostaje im nawet biurko, potrzeby domowników zdominują ich potrzeby, bitwa o niezależność kończy się zanim jeszcze na dobre rozgorzały wojenne okrzyki. Wspólna sypialnia i salon nie załatwiają sprawy. Czasami przecież marzymy o tym, żeby trzasnąć drzwiami, przekręcić klucz, a na klamce wywiesić tabliczkę: „wstęp kategorycznie wzbroniony”. Jak to zrobić, jeśli nawet w łazience dopadają nas domowe nawoływania, jak odciąć się od wszystkiego, kiedy ktoś wiecznie czegoś od nas chce?

Ten wpis nie wywoła pewnie rewolucji w waszych domach, ale warto o nim pamiętać kształtując swoją życiową przestrzeń. Nikt za nas nie zadba o siebie, nikt też, tylko my same, nie zapamięta zdania – klucza do dobrego życia: że to JA, właśnie JA, powinnam być dla siebie ważna, jeśli nie najważniejsza.


Zobacz również

18 komentarzy:

  1. Oj, bardzo ważny i praktycznie niezauważalny dla większości temat poruszyłaś! Nawet jak w jakimś domu jest gabinet, to z kim się on kojarzy...? Przecież nie z kobietą!
    Z kobietą kojarzy się kuchnia najczęściej;)
    Zauważ, że to samo dotyczy rodzinnego (przynajmniej z nazwy) auta. Czyli jeśli jest jedno w domu, to najczęściej automatycznie mężczyzna się czuje jego właścicielem.
    Najciekawsze w tym jest to, że to bardzo często my same się spychamy na taką pozycję...

    napisał: sowa_nie_sowa 2011/10/18 11:15:42

    OdpowiedzUsuń
  2. o tym też właśnie piszę.. kobiety często planują domową przestrzeń, facetów nie kręci robienie aranżacji wnętrz, rozkład pomieszczeń, często pozostawiają decyzję partnerce, a tej nawet do głowy nie przyjdzie, że może też zaplanować kąt tylko dla siebie. Pokoje dla dzieci są w domach zawsze, kącik, nawet taki 2 na 2 metry, w którym można trzymać swoje skarby, fotel, gdzie można się zaszyć i być ze sobą - to ewenement.. Dlatego zaimponowały mi te Niemki....

    OdpowiedzUsuń
  3. I wiele kobiet nie ma nawet dobrego miejsca na torebkę w domu! Kiedyś zeszła na ten właśnie temat rozmowa i do takiego wniosku doszłyśmy! Makabra!

    napisał: sowa_nie_sowa 2011/10/18 12:54:17

    OdpowiedzUsuń
  4. Sodomia i Gomoria jak mawiała pewna moja pani profesor....

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając ten wpis właśnie słucham za plecami popołudniowego pochrapywania mojego faceta, z którym dzielę jeden pokój.
    Ani skupić się na ukochanej muzyce, ani poczytać książkę, nawet w spokoju nie mogę zajrzeć na inne wpisy na tym blogu, bo mnie to chrapanie doprowadza do szału.To chrapanie to tak na prawdę tylko pretekst do wpisu.Kocham mojego faceta ale ...
    Odkąd mieszkamy razem doświadczam pomniejszonej prywatności, nie ma we mnie egoizmu, jest poświęcenie lecz w imię czego ?

    OdpowiedzUsuń
  6. To ja chyba jestem "szczęściarą",bo mam swój pokój,swoje łóżko i miejsce na torebkę...i nie mieszkam sama.W domu mieszka mój mąż i nie mąż,bo w separacji ,dorosły syn pracujący całe dnie ,bo w korporacji i ja.Każdy w swoim pokoju...Myślicie, że jest fajnie? Otóż nie.Nie jest fajnie,bo czasem smutno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście nie o taką samotność chodzi.. i nie o takie "szczęście" w cudzysłowie ... Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Ale przecież w artykule nie chodzi o ciągłe bycie razem, chodzi o odskocznię...

    OdpowiedzUsuń
  8. Eh, chciałam napisać,że w art. nie chodzi o ciągłe przebywanie samemu, a o odskocznię.Ciągłe przebywanie samemu jest na dłuższą metę smutne, wierzę Ci na słowo..

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje marzenie więcej przestrzeni dla siebie,potrzebuję jej dla spokoju ducha ,latem taką świątynią dumania jest dla mnie balkon pełen kwiatów,zimą duszę się we wspólnym metrażu,ale mam i swoje biurko i miejsce na torebki kilka haha i sporą bibliotekę tylko ciszy mi brak hahah ,myślę,że zapominamy o sobie a potem dziwimy się,że i inni o nas zapomnieli?

    OdpowiedzUsuń
  10. mało która kobieta wie, że tak naprawdę potrzebuje tej przestrzeni dla siebie. Czytam Biegnącą z Wilkami i odkrywam, że przedtem zawsze bałam się samotności, podczas gdy to dopiero w samotni zdaniem autorki możemy odkryć, naprawić, uzdrowić, odpocząć..
    jeszcze nie próbowałam zanurzyć się w rzece, a czytając ten post, poczułam niepokój, bo potrzebuję jasności, wiedzy, bezpieczeństwa. Chciałabym wiedzieć, czy chłopcom też potrzeba takiej przestrzeni?

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że tego każdemu potrzeba, tylko nie każdy zdaje sobie z tego sprawę... Myślę też, że jeśli nie czujemy się sami ze sobą dobrze, bezpiecznie, komfortowo, to znaczy, że trzeba się zastanowić co nam w tym przeszkadza. W końcu bycie ze sobą powinno być najbardziej oczywistą i naturalną formą bycia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda. a co z chłopcami?

      Usuń
    2. A czemu miałoby być z nimi inaczej? Myślę, że to ogólnoludzka potrzeba:)

      Usuń
  12. marzy mi sie takie miejsce od dawna,na razie pozostaje spacer.

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiem tak. Uwielbiam swoją kuchnię. Przy remoncie projektowałam ją tak, żeby wszystko było pode mnie. Wiem, że to nie to samo, a jednak. Odkryłam ostatnio, że jeśli mnie coś wkurzy tuż przed przygotowywaniem obiadu właśnie w kuchni odnajduję spokój. Tam zaszywam się z babeczkami i ambitnymi planami dekoracyjnymi i tam powstają dania codzienne. Dzięki remontowi mamy też oddzielną sypialnię. Tam zaszywam się z książką. W drugim pokoju szaleje mąż na konsoli, a ja... książka, drzemka, laptop. To cudowne tak móc. Wiele lat mieszkaliśmy w jednym pokoju, najpierw u teściów, potem z babcią. Taka podzielona przestrzeń naprawdę daje dużo. Zarówno związkowi, jak i mnie samej. Sama świadomość, że mam gdzie trzasnąć drzwiami i się zaszyć... bezcenne

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)