Rzeczy ważne

/
0 Komentarzy
Odpowiadanie na pytania zasadnicze nie jest przyjemne. Wymaga gimnastyki umysłu, przedzierania się ścieżkami myśli, których nie lubimy, które nas bolą i uwierają, wysiłku niosącego egzystencjonalny ból i czasami nawet uczucie skopania po psychicznym podbrzuszu. Jak jednak żyć bez takich pytań? Bez odpowiedzi na nie, bez prawdy, która nam się objawia zamglona, albo przeciwnie świetlista i od razu jasna?  Można, oczywiście, tylko czy chodzenie po wierzchu zaspokoi nasze wewnętrzne głody, nakarmi, wesprze i pozwoli się rozwijać?
Jednym z takich egzystencjonalnych, ważnych pytań jest to o nasze ideały i wartości: o to co jest dla nas najważniejsze.  Zadawane rzadko, weryfikowane jeszcze rzadziej, niezmiernie istotne i odkrywcze, bo pomagające porządkować świat. Odpowiedź przychodzi nieraz z nienacka;  w oczyszczającym gniewie, kiedy zaczynamy widzieć jasno, w obliczu straty albo groźby, że nastąpi, w momentach przełomowych; albo przeciwnie: w zmaganiach, które trwają i trwają, w procesie, który jest jak poszukiwanie złota: przesiewanie piasku, ziarenko po ziarenku, kawałek za kawałkiem, żmudnie i nudno. Czasami wystarczy usiąść i wypisać na kartce: po prawej ważne, po lewej mniej – wykreślać i wymazywać to bez czego możemy żyć, żeby dojść do spraw tak elementarnych dla nas, tak podstawowych jak węgielny kamień, bez którego nas nie ma i rozlecielibyśmy się w proch.
Goethe, ten romantyczny znawca ludzkiej natury pisał, że to co najważniejsze nie może być na łasce tego co mniej ważne.  Kiedy już wiemy co jest co: możemy stopniować nasz wysiłek i zaangażowanie, możemy wybierać i układać taktykę: żadna brudna podłoga nie oderwie nas od twórczości, a pogoń za sukcesem nie wciągnie tak mocno, że zapomnimy o relacjach rodzinnych. Niestety problem leży w tym, że po pierwsze nie wiemy co jest dla nas ważne, a po drugie nie możemy się zdobyć na wysiłek aby o to co najistotniejsze w naszym życiu walczyć i popierać swój wybór czynami. Rozmieniamy się na drobne, dajemy się ciągnąć za rękaw w tysiąc różnych stron, trawimy energię, jakby pochodziła z niewyczerpywanego źródła: potem nie starcza jej na to na co powinna pójść w pierwszej kolejności; potem cierpimy bo czujemy, że znów daliśmy się podejść, wykiwać, słyszymy złośliwy chichot losu i tracimy cały zapał.
To co najważniejsze nigdy nie może znikać nam z oczu. Kiedy już się dowiemy co to jest: kiedy zobaczymy czarne na białym jak się sprawy mają, musimy układać nasze życie wokół tego; nigdy odwrotnie. Oczywiście, że ten który odkrył w sobie powołanie do muzyki nie przestanie jeść, sprzątać czy całować dzieci na dobranoc. Proporcje muszą być zachowane; ale to co nasze, istotne, powinno pływać na wierzchu – jak boja, która wskazuje kierunek, jak ratunkowe koło, które zawsze nas wyniesie na powierzchnię.
Wiedza o tym co najważniejsze daje jeszcze jeden prezent: pozwala nam przestać marnować nasz czas i zaangażowanie na sprawy, które spokojnie możemy odpuścić. Awantury o czystą bluzkę są ważniejsze od zadowolenia z zabawy i satysfakcji z posiadania szczęśliwego dziecka, zwady małżeńskie o idee od spokojnego pełnego ciepła wieczoru? Kłótnie o błahostki, wojenki na niby, chyba tylko dla wprawy w używaniu słownego oręża, takie rzeczy przestają nas w obliczu tego co istotne bawić i obchodzić.
Życie w zgodzie z własnym wewnętrznym kompasem, w cichym lesie myśli, które idą tam gdzie chcemy, w poczuciu bycia we właściwym miejscu i czasie to właśnie pełnia człowieczeństwa i droga ku pogodnej radości. Wymaga wysiłku, zatrzymania się nad sobą, zapatrzenia we wnętrze -  ale kiedyś zawsze przychodzi taki moment, kiedy musimy to zrobić. Lepiej więc wcześniej niż później, bo to co ważne, najważniejsze, nigdy nam nie odpuści. Zaniedbane będzie deptać za nami krok w krok.


Zobacz również

Brak komentarzy:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)