Szołbiznes w dziecinnym

/
0 Komentarzy
Do niedawna, posiadanie dzieci i mówienie o nich w kręgach gwiazd i gwiazdeczek polskiego firmamentu; było postrzegane jako swoisty obciach i choroba. Co śmielsi określali ten stan mianem odpieluchowego zapalenia mózgu. Matki – gwiazdy były z góry skazywane na zapomnienie, mało kogo interesowały ich problemy, towarem cennym były jedynie zdjęcia z pociechami, lub te z nadprogramowymi kilogramami, publikowane przez tabloidy ku uciesze i zaspokojeniu ciekawości gawiedzi. Jakiś czas temu, sprawy odmieniły się diametralnie. Dzieci stały się modne. Polski baby boom dogonił również znanych i lubianych:  gazety znów mają o czym pisać. Dzięki tej swoistej popularności macierzyństwa,  na wierzch wypłynęły problemy matek i ograniczenia z jakimi się zmagają. Wcześniej poczytne pisma dla kobiet skupiały się na artykułach o seksie i karierze, przeplatanych felietonami o uwodzeniu, zdrowiu i urodzie.  Dziś nawet top czołówka nie boi się dziecięcej kupy, baby bluesa i  rozstępów po ciąży. Niby dobrze, ale niestety  tylko z wierzchu. Temat jest jak zwykle trywializowany, kolorowany na różowo i zamieniany w marketing, który sprawi, że normalne, niefirmamentowe mamy, kupią to, czego używają dzieci z telewizji.  
 Z posiadania dziecka można zrobić medialne emploi; można mówić o tym z takim uwzniośleniem i rozanieleniem, że zakrawa to o fanatyzm i ciężką do strawienia ideologię. Po ciąży można napisać książkę dla mam o powrocie do formy: co z tego, że sama gwiazda miała do pomocy trenera, dietetyka i kosmetyczny przemysł? Można także opowiadać o sposobach na poporodową depresję, urządzaniu dziecięcego pokoiku i castingu na nianię -  wszystko to w cenach i sposobach przeważnie niedostępnych zwykłej zjadaczce polskiego chleba.
Te wszystkie piękne panie na wysokich obcasach w zaawansowanej ciąży, z nogami bez śladów opuchlizny, te modelki o nieskazitelnych ciałach,  na wybiegu po trzech miesiącach od porodu, te uśmiechnięte, nigdy nie zmęczone panie, które opowiadają o tym, jak to ich bobas jest rozkoszny i nigdy  nie płacze -  to nie jest prawdziwy świat. 
Zainteresowanie mediów macierzyństwem, to niestety w dużej mierze krecia robota. Codzienne życie nie wygląda tak samo jak to wystylizowane do zdjęcia; nie da się go poprawić photoshopem. W normalne poniedziałki i środy dzieci płaczą, mają brudne bluzeczki i marchewkę na buzi. Zwykłe mamy bywają czasem zmęczone, złe, marzą o chwili dla siebie i  nie mają kiedy chodzić na siłownię i do gabinetu Spa.
Dzieci przyprawiają o wzruszenia i ogromną radość. Te gwiazdorskie i te zwykłe. Nie dajmy sobie jednak wmówić, że jeśli nie wyglądamy i nie przeżywamy naszego macierzyństwa tak jak w gazetowych i telewizyjnych baby newsach to coś z nami jest nie tak.  Świat sprzedawany w mediach ma być lekkostrawny i smaczny. Rzeczywistość czasem skrzeczy. Ale mimo tej niedooliwionej maszynerii, mimo skaz na idealnym obrazie mamy i dziecka, mimo nadwagi i niedowagi ciała i emocji -  macierzyństwo jest i może być piękne. Także -  a może przede wszystkim to zwyczajne  -  w którym nikt i nic – poza nami samymi nie macza swoich ciekawskich palców.


Zobacz również

Brak komentarzy:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)