"Instrument zwany człowiekiem"

/
2 Komentarzy
To że żyjemy, jesteśmy, istniejemy w czasie i przestrzeni: posiadając materialne ciało i niematerialnego żywego ducha, powinno być dla nas oczywistym powodem do świętowania i radości. Powinno także budować w nas poczucie wdzięczności za te przyziemne, aczkolwiek doniosłe fakty -  i dumę z tego co dostaliśmy przecież zupełnie za darmo; ciało i umysł -  spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością – nasze dualne JA -  wszystko i nic – dar niewyobrażalny– chociaż często wydaje się za mały.
Jest jednak inaczej. Wyrastając z pieluch: czasem nawet wcześniej, zaczynamy odczuwać oderwanie od naszego ciała i dzielić się na dwie części: jedna bez kontaktu z drugą. Zaczynamy obserwować ludzi i uczyć się reakcji zadowalania otoczenia i nie słuchania siebie.  Zamiast grać ze sobą w jednej orkiestrze, gramy dla innych, czyniąc z siebie instrument; narzędzie, które samo w sobie nie jest ważne, ma posłusznie wykonywać rozkazy, słuchać mądrego rozumu, zginać kark i nie łapać przeziębień. Ścieżka rozwoju została wytyczona, wiadomo co jest dobre, a co złe, wiadomo którędy się chodzi, a których dróg unikać, choćby śniły się nam po nocach i chwytały za kostki. Szkoły, studia, aspiracje, wymagania, oczywistości oczywiste i jasne tak bardzo, że nawet nie przychodzi do głowy z nimi dyskutować. Trzeba to i tamto. Zarabiać, osiągać, wspinać się, wychowywać, rodzić; doba z gumy i ciche pogodzenie, bo przecież tak musi być. Niepowiedziana, a przecież wisząca w powietrzu pogarda dla uciekinierów z  Krainy Wiecznej Powinności i szumiący zachęcająco podziw wobec tych co dają radę. Przekonanie, że przecież życie jest ciężkie i trzeba się z tym pogodzić. I tylko ten smutek co łapie za gardło, i tylko ten dzień, który zawsze kiedyś nadchodzi; kiedy mówimy sobie, że już więcej nie damy rady, albo ciało, ten cierpliwy acz śmiertelny nauczyciel  odmawia współpracy, podcina nogi i wiąże palce w supły.
Nie jesteśmy narzędziami, nie mamy duszy robota, nie żyjemy za karę. Coraz więcej osób to dostrzega i wyłamuje się ze schematu życia, który narzuca społeczeństwo. Słuchanie siebie i swoich emocji jest dla nas jedynym ratunkiem. Choroby cywilizacyjne, depresja, chroniczne poczucie bezsensu, to hamulce, które zamontowała nam natura, abyśmy nie roztrzaskali się jak mucha na autostradowej balustradzie życia.  Dotarliśmy, jako ludzkość do dziwnego punktu; im bardziej siebie nie lubimy i im mocniej nie słuchamy naszego wnętrza-  dając dowód na to, że można żyć wbrew sobie – tym większą dumę odczuwamy i tym bardziej podziwia nas zewnętrzny świat. Droga z powrotem wiedzie od siebie do siebie. Innej nie ma. Do nas należy jak zwykle ostatnie słowo i decyzja, którędy podążyć. 

Do tej notki zainspirowała mnie Radiowa Trójka i link znaleziony u Andzi, od blogowego już tylko mam nadzieję, Nieboraka. Dziękuję inspiratorom!
Do posłuchania tutaj: http://www.polskieradio.pl/9/304/Artykul/270594,Instrument-zwany-czlowiekiem


Zobacz również

2 komentarze:

  1. Żyję. Oddycham. Jestem swoim ciałem i swoją duszą. A jeśli zdarza mi się stać z boku i nie widzieć siebie wracam do źrodeł i znów żyję...oddycham...

    napisał: zyrafamonika 2011/08/27 09:15:52

    OdpowiedzUsuń
  2. zgadza się, najtrudniej być naprawdę ze sobą:) chyba siebie najprościej zgubić:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)