O słodyczy z łyżką dziegciu

/
4 Komentarzy
Podróżując z maluchem dostaje się taką falę pozytywnej energii – że chodzi się właściwie permanentnie uśmiechniętym.  Obcy ludzi zaczepiają dziecko i gilgoczą je w bosą stopę. Panie w średnim wieku opowiadają wierszyki: nic to że obiekt zainteresowania ni w ząb nie mówi po duńsku, niemiecku, grecku czy angielsku. Właściwie to nie mówi w żadnym języku -  ale roześmiane oczy i układające się w wesołą łódkę usta przemawiają językiem uniwersalnym. Dziecku wybacza się prawie wszystko: rozrzuconą w hotelowej restauracji bułkę, rozgniecionego na zasłonie banana, rozlaną wodę i radosne piski o siódmej rano. Dziecko jest tematem uniwersalnym -  nawet starsi panowie miękną i oglądają się za wychylającą się z wózka wesołą buzią. Fajnie podróżować z dzieckiem.
Jest w tej całej słodyczy jednak łyżka dziegciu, która muszę dodać.  Życzliwość wobec „dzieciatych”, czy raczej jej brak.  Nadęte miny w kolejce do odprawy, złośliwe komentarze rodaków o wpychaniu się bez kolejki, przepychanie łokciami do wyjścia. 
Kochani bezdzietni: tu nie chodzi o mnie, ani mój komfort -  mimo, że 11 kg słodkiego bobasa na biodrze odrobinę ciąży ku ziemi. Chodzi o dzieci. Spójrzcie na świat oczami niemowlaka, który jest niewyspany i chciałby przytulić się do maminej piersi w jakimś spokojnym kąciku, zamiast stać w tłumie ludzi przed okienkiem odprawy. Zobaczcie dwulatka, który biega wokół rodziców jak niezmordowany satelita, bo nie jest w stanie stać w miejscu przez pół godziny. Popatrzcie na pięciolatkę, która pierwszy raz widzi z bliska samoloty i nie może pojąć czemu nie może już teraz, natychmiast iść przykleić nosa do szyby i oglądać te niesamowite monstra.  Nie każdy z nas będzie miał dzieci – ale każdy dzieckiem był. Dlatego jeśli nie lubicie być życzliwi dla dorosłych – zróbcie to przynajmniej dla dzieci.



Zobacz również

4 komentarze:

  1. Dziwnie to trochę jest, bo jak piszesz bawią się z dzieckiem obcokrajowcy, a rodacy już tylko marudzą;) Ale też mi się wydaję, że dziegieć, to przyprawa narodowo polska;) Dla osłody zacytuję współczesnego wieszcza o korzeniach romantycznych Andrzeja Poniedzielskiego:
    " Teoria
    Dla metrykalnie dorosłych
    zdradziecka
    Tyle nas w nas - ile w nas dziecka"
    Więcej na blogu Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego: chlip-hop.bloog.pl/

    napisał: ojciec.karmiacy 2011/06/07 09:53:34

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, to jest znane. Wiadomo też, że kobiety specjalnie w ciążę zachodzą, żeby wymusić pierwszeństwo w kolejce. Kiedy byłam w ciąży z bliźniętami i z wielgachnym brzuchem szukałam kasy pierwszeństwa w supermarkecie, podeszłam do jednej z kas, żeby przeczytać, czy to tu (jestem krótkowidzem). Usłyszałam, żebym się nie pchała, bo obowiązuje kolejka. A ja po prostu chciałam przeczytać napis. Ten jakże uprzejmy komunikat wystosowała do mnie baba lat około 50, czyli nie tylko dzieciata powinna już być, ale i wnuczata być mogła.
    Kobiety w ciąży i matki z dziećmi robią to społeczeństwu specjalnie. Żadne tam, że nie ma z kim dziecka zostawić. Specjalnie je taska na pocztę i wymusza. Taka wredna jest jedna z drugą.

    napisał: kruszyzna 2011/06/09 14:05:40

    OdpowiedzUsuń

  3. Pozdrawiam kruszyzno:) najważniejsze się nie dać:)
    Poniedzielski jest cudowny:) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kruszyna a ja mam wrażenie że jeszcze w ciązy to Cie puszczą i sie usmiechną, ale z dzieckiem... olaboga "a ta gdzie się z tym bachorem pcha, no wez sie jeszcze rozrycz" x/ :(((

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)