Brawo Edyta!

/
3 Komentarzy
W czasach podstawówki chodziłam do szkoły muzycznej.  Kiedyś – na jakiejś lekcji umuzykalnienia pan od śpiewu zrobił szybki przegląd aktualnych topowych artystek i artystów polskiej sceny muzycznej i powiedział między innymi, że Edyta Bartosiewicz zupełnie nie umie śpiewać i nie ma głosu. Z jego perspektywy nie miała więc zupełnie czego stracić, a jednak utraciła na prawie dekadę swój największy atut i źródło realizacji siebie.  Z punkt widzenia laika brzmi to śmiesznie. Bo co to właściwie oznacza stracić głos? Przecież mogła mówić, medycznie nic się nie działo, nie była diwą operową, która musi wspinać się na wyżyny trzeciej oktawy, nikt nie rozliczał jej z każdej na wpół fałszywej nutki.  
Uczucie, że coś nas blokuje od środka, zatyka i zapiera nie wydaje się być poważnym objawem chorobowym, większość osób w ogóle na nie nie zwraca uwagi. Problem z wydobywaniem głosu ma masę ludzi – wystarczy uważnie posłuchać jak artykułują wyrazy, jak szeleszczą, łapią powietrze wpół słowa, plączą się w stresie i dławią wypowiadanym zdaniem. Krzykacze i awanturnicy niby mają łatwiej – ale to tylko pozory -  emocje kipią z ich wypowiedzi jak zupa na gazie, powietrze świszcze, kiedy się im przyjrzeć z bliska widać, że zachowują się podobnie jak tonący łapiący ostatnim wysiłkiem woli małe kulki uciekającego gdzieś powietrza.
Ciało ludzkie to wrażliwy instrument. Nie tylko głos, ale słuch, powonienie, zdolność do poruszania kończynami, myślenia, patrzenia. Emocje wpływają na ciało, odbijają się w nim jak na papierku lakmusowym, barwią, wybarwiają -  widać jak na dłoni, że są. Źle zarządzane ciało i umysł, zaczynają sobie wchodzić w drogę. Stracić głos, smak, to połowa biedy -  w najgorszym razie można nawet stracić rozum.
Edyta Bartosiewicz poradziła sobie  - ale zajęło jej to wiele lat. Wycofana z życia publicznego, zamknięta w sobie i swoich czterech ścianach –  ilu z nas ma tyle samozaparcia  aby tak długo szukać siebie?  Ta historia jest jedną z wielu -  ale pokazuje dokładnie, że nie tylko my mamy problemy – i nie tylko nam trudno sobie czasem z nimi poradzić. Daje także nadzieję na to, że nawet po wielu latach tkwienia w marazmie i zapętleniu można wrócić do świata żywych.
Brawo Edyta!


Zobacz również

3 komentarze:



  1. Kochałam swego czasu Edytę, nie wiem czy nadal kocham, bo nie mam wglądu w to, czy nadal jest tą samą osobą. Co się z nią właściwie działo? Dlaczego na tak długo zniknęła?
    Tak czy siak wciąż czekam na jej nową płytę.

    A a propos głosu, słuchałam niedawno powiązanej tematycznie z Twoim wpisem audycji:
    www.polskieradio.pl/9/304/Artykul/385267,Glos-i-jego-wlasciciel-to-jedno
    Mnie się ona średnio podobała, ale może znajdziesz w niej coś inspirującego.

    napisał: wildfemale 2011/06/14 18:01:50

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki posłucham w wolnej chwili:) a o Bartosiewicz w ostatnim Zwierciadle - spory wywiad :)

    OdpowiedzUsuń


  3. Tak myślałam, że Zwierciadło Cię zainspirowało.
    Widziałam okładkę. Do wnętrza jeszcze nie zajrzałam, ale zamierzam, po pracy, wieczorem, jak synek pójdzie spać.

    napisał: mammasta 2011/06/15 15:55:41

    To jak już zajrzycie to mi streśćcie.
    Nota bene, dziś rano słyszałam w radio kogoś, kto brzmiał jak Edyta. I nie wiem czy zasugerowałam się tym wpisem, czy też ta artystka rzeczywiście wydała coś nowego.

    napisał: wildfemale 2011/06/15 17:30:42

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)