Umysł, który szkodzi

/
2 Komentarzy
Od wieków i zarania historii medycyny, zachorowania na wiele chorób łączono nie tylko z dysfunkcją ciała i jego organów, ale także ze stanem umysłu. Dziś, mimo że znamy odpowiedzi na setki pytań dotyczących funkcjonowania naszych organizmów; pozostała nam ciemna luka niewiedzy i nieświadomości, która łączy w sobie właśnie związki materii z psyche i odpowiedzi na pytanie dlaczego właściwie chorujemy?
Znamy niezliczone ilości bakterii, wirusów, potrafimy rozpisać czynniki chorobotwórcze, a jednak nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czemu jedni są bardziej odporni od drugich; niektórzy nosiciele  złego genu  umierają młodo, a inni dożywają starczych lat; czemu na pozór zdrowi ludzie nagle podupadają na zdrowiu, a prowadzący hulaszczy tryb życia cieszą się świetnym samopoczuciem.
Trywialnie brzmi zdanie, że klucz do odpowiedzi na te pytania drzemie w naszym umyśle.  Jednak mimo, że akademickie i racjonalne środowiska naukowe wolą ostrożnie obchodzić się z tą tezą, to wychodzi na to, że istnieją bardzo wiarygodne dowody na to, że to nasz umysł może nam fizycznie szkodzić.
Udowodniono naukowo, że najwięcej zachorowań na choroby wirusowe i bakteryjne odnotowuje się w okresach największego  pobudzenia emocjonalnego człowieka. Stres psychiczny i życie pod presją, sprawiają, że układ immunologiczny działa gorzej i zaczyna popełniać błędy. Intruzi mają do nas łatwiejszy dostęp:  sprawdza się stare porzekadło, że nieszczęścia chodzą parami.
Podobnie rzecz ma się z chorobami serca i innymi bezpośrednimi przyczynami śmierci. Zbadano, że w czasie wojny w Zatoce Perskiej, w czasie kiedy miały nastąpić irackie naloty na izraelskie miasta wzrost umieralności wyniósł aż 58 % - mimo, że w pierwszych dniach nikt nie zginął na skutek działań wojennych. Gwałtowny wzrost liczby zgonów wiązał się z podniesieniem poziomu lęku i poczuciem zagrożenia, jakie do ciała wysłał umysł. Oczywiście musiały istnieć wcześniej inne czynniki, które predestynowały delikwenta do śmierci -  ale strach i stres okazały się przysłowiowym i dosłownym gwoździem do trumny.
Ciekawie przedstawiają się również badania nad przyczynami zachorowań na raka i skutkami takich, a nie innych stosunków emocjonalnych w rodzinie, które do tych zachorowań prowadzą. Badania na myszach i małpach udowodniły, że oddzielenie od matki we wczesnym etapie życia dziecka, a także oschłość i brak emocjonalnej bliskości między potomstwem, a rodzicami skutkuje w dorosłym życiu mniejszą ilością limfocytów czyli mniejszą odpornością na choroby. Już ponad dwa tysiące lat temu, grecki lekarz Galen dostrzegł zależność między melancholijnym charakterem, a podatnością na zachorowania na raka. Można też mimo wielu kontrowersji mówić o swoistej „osobowości nowotworowej”, na którą składają się skłonność do tłumienia emocji, brak stanowczości i poddawanie się woli innych, unikanie konfliktów i troska o samopoczucie innych bardziej niż o własne, fasada tzw. „miłego człowieka”, poświęcanie się, dławienie gniewu, rozczarowania itp.
W obliczu tych faktów, niezwykle ważne staje się dbanie nie tylko o ciało, jako bezpośredni podmiot choroby, ale także panowanie nad myślami, środowiskiem emocjonalnym życia, stresem i tym, jak i z kim się wiążemy.
Oczywiście nie można stwierdzić, że szczęście i bezlękowa  egzystencja uchroni nas przed wszelkim fizycznym zagrożeniem. Umysł -  choć jak widać może bardzo wiele, jest tylko jednym z czynników chorobotwórczych. Nie nad wszystkim jednak możemy w życiu panować, a na nasze życie emocjonalne i sposób doznawania i odbierania uczuć  mamy zasadniczy wpływ.
Dbajmy więc o codzienną dawkę radości, słońca i pozytywnych emocji. Działają lepiej od farmaceutycznych tabletek. Czas wziąć swój umysł w swoje ręce i sprawić by pracował na naszą korzyść. Marnotrawstwo takiego narzędzia byłoby wielką głupotą i na pewno nie uszłoby nam na sucho.

Więcej o chorobach, mózgu i odporności w fascynującej książce Paula Martina „Umysł, który szkodzi”/ Rebis


Zobacz również

2 komentarze:



  1. Bardzo lubię czytać Twojego bloga. Wyszukujesz bardzo ciekawe tematy i świetnie je opisujesz. Dzięki i proszę o więcej :)

    napisał: justynaskr 2011/05/02 15:48:25

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki, miło słyszec:) cieszę się, że się podoba - pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)