Onirycznie

/
0 Komentarzy
Pokój jest zalany mrokiem, a jednak nie całkiem ciemny.  Kontury stołu, kredensu o ciężkich łapach i muślinowych kotar łamią cień i zagrabiają przestrzeń. Podchodzi do stołu, na którym stoi świecznik. Stary, jednoramienny, może srebrny, kto to wie. Zapalniczką z metalowym dzióbkiem wyczarowuje płomyk, przykłada do świecy;  przez chwilę pali się ogień, mrok rozświetla miękkie światło, po krótkiej chwili jasność gaśnie.  Próbuje znowu; za każdym razem płomyk znika tak szybko jak się pojawił.  Odchodzi. Opada kurtyna.
Życie to sztuka rozpalania ognia, pielęgnowania płomyka, niedopuszczenia do ciemności. Jednak ogień nie płonie za darmo. Nie istnieje bez powietrza; wszechmogący i silny – ginie od podmuchu. Kiedy go brakuje, serca są zimne i puste, a umysły drżą. Trzeba wtedy otworzyć okno i zrobić miejsce na nowe. Wpuścić trochę powietrza. Rozbić szklany klosz, wyłamać zamki, wyczyścić komin.
Taki sen, a jak w życiu.


Zobacz również

Brak komentarzy:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)