Kobieta ( nie ) pracująca

/
17 Komentarzy
O kobiecie (znacznie rzadziej mężczyźnie), która zajmuje się dzieckiem i nie realizuje się zawodowo mówi się, że „siedzi w domu”. Czas spędzony na wychowaniu nazywa się „ urlopem macierzyńskim" , a osoba, która z niego korzysta w potocznym mniemaniu i języku „ nie pracuje”.
Ktokolwiek spędził pierwsze miesiące życia dziecka w domu -  zajmując się nim i całą resztą spraw, do których życie nas zmusza; wie jak niesprawiedliwe i frustrujące są te określenia.  „Siedzenie w domu”  to w rzeczywistości praca na trzy etaty, bez urlopów, chorobowego i wolnych sobót. Rzadko, jeśli nie w ogóle, można liczyć na zastępstwo, a obowiązki i odpowiedzialność piętrzą się bez litości i bez nadziei na załatwienie niechcący, bez wysiłku, przy okazji.  „Urlop”  macierzyński z właściwym urlopem ma wspólną jedynie nazwę: bo pięć miesięcy spędzonych z maluchem to czas harówki co najmniej 15 godzin na dobę -  niewyspania, wyczerpania, bycia na każde skinienie, przewijania, karmienia i doglądania -  a nie błogiego lenistwa czy intelektualnej roszady – jaka z normalnym urlopem się kojarzy.
Po dziewięciu miesiącach bycia mamą, mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że nigdy wcześniej nie pracowałam tak ciężko. Wieczorem nie mam często siły nawet na książkę, a po prysznicu marzę już tylko o kilku spokojnych godzinach snu. Przespana noc jest tak odległym bytem astralnym, że nawet nie przechodzi przez moje myśli. Mój dom jest królestwem chaosu, którego w moim „wewnętrznym zen” już nawet nie próbuję w pełni ogarniać. Próby zmuszenia się do większej aktywności i zebrania w karby rozchodzącego się jak puzzle świata wywołują  we mnie reakcje alergiczne i toczące się w środku kamienie wściekłości, które wolę zatrzymać póki jeszcze nie rozpędziły się za bardzo. 
 Te najdłuższe w moim życiu wakacje skłaniają mnie do walki z określeniami, o których wspomniałam wyżej – a także do tego aby zachęcać inne kobiety do docenienia siebie bez względu na efekt finalny naszych starań. Bez pretensji, wymówek i niedojrzałych chwytów poniżej swojego styranego psychicznego pasa. Bez sarkastycznego „ mogłoby być lepiej, fajniej, czyściej i smaczniej” . Bez mrugania oczkiem i czającego się w kąciku ust „ jestem prawie idealną mamą”.
Jesteśmy drogie Panie mistrzyniami świata w swojej dyscyplinie i żyjemy najlepiej jak umiemy. Czasem też należy nam się urlop na żądanie i ucieczka od wszystkiego. Dla psychicznej higieny, dla własnego dobra, żeby nie zwariować.
Pogodzona z bałaganem i brakiem domowego obiadu postanawiam więc zrobić dziś maksymalnie dużo dla siebie.  Niech świat toczy swoje kółka bez udziału moich mięśni. Niech się raz sam wysili. Właściwie to niech dzieje się co chce. Mnie dziś naprawdę wszystko jedno.


Zobacz również

17 komentarzy:

  1. Musiałem w związku z diagnozą i terapią King Konga wypełnić jakiś milion ankiet i kwestionariuszy. Od samego początku w rubryce "Zatrudniony" wpisuję: "Pracuję w domu". Jeszcze nikt nie skomentował;)

    napisał: ojciec.karmiacy 2011/04/30 09:51:01

    OdpowiedzUsuń


  2. a moim zdaniem kobiety za bardzo robią z siebie niewolnice i ofiary w myśl "muszę być dobra żoną, matką, dom ma być posprzątany". same jesteśmy sobie winne. uważam, że codzienne sprzątanie, pranie, prasowanie i inne rzeczy same sobie narzucamy. nie ma w nas tego luzu "dobra, dziś nie zmywam, nie sprzątam, bo mi się nie chce". same wywieramy na siebie presję.
    co do pomocy mężczyzn w domu się nie wypowiadam, bo każdy facet jest inny - niektórzy z chęcią ugotują, inni potrafią zrobić tylko herbatę.
    a dziecko nie ma tu nic do rzeczy - wiadomo, że jest przy nim trochę pracy, ale to nas nie zobowiązuje do kolejnego etatu i zajmowania się domem :)

    napisał: brown_aurelia 2011/04/30 13:03:53

    OdpowiedzUsuń


  3. Ja też uważam, że w domu nie musi być jak w muzeum ani kłaczka, ani paproszka. Nie przyzwyczajam teściów, że jestem super gospodynią i jak oni przychodzą na obiad to mój mąż gotuje i ciasto podaje. Nie zamierzam robić z siebie kury domowej. Sprzatanie to syzyfowa praca i mażna się tylko narobić a efekty są na b. krótko. Sprzątamy jak goście przychodzą (z grubsza) i po to aby nie zapuścić mieszkania ale warstwa "świerzego kurzu" mi nie przeszkadza.
    Denerwują mnie teksty typu, że trzeba pracę w domu wycenić i niby Państwo Polskie ma się dokładać do tego np. najniższą krajową. No kurcze ja pracując zawodowo aby mieć posprzątane muszę sama po pracy posprzątać albo kogoś wynająć. A żeby zjeść gorący posiłek iść do restauracji bo na zakupy nie strczyło już czasu a ktoś będzie siedział na forach, blogi pisał i twierdził jaki jest zmęczony "pracą w domu", która jest co prawda cięzka ale nie trzeba być Matką Polką i każdego śliniaczka prasować i szorować podłogi Domestosem bo bakterie....
    P.S reklamy z bakteriami w WC takie z oczami i rękoma sprawiają, że mam mniejszą ochotę je zabijać chemią...a niech żyją i mają się dobrze :) a dzieciak niech się uodparnia i je z psem z jednej michy wtedy alergii na nic nie będzie miał :)
    Pozdrawiam wyluzowane mamuśki co potrafią pogodzić pracę z domem i na tyle lubią swoją pracę (i potrafią coś robić zawodowo innego niż pranie i gotowanie), że nie wymyślają sobie, że kraj ma płacić za ich czysty kibel i poprasowane obrusy...i czas spędzony na forach i naszej klasie...

    napisał: malenstwo123 2011/04/30 14:04:23

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojcze,
    myślałam też o Tobie jak pisałam - dzięki za instrukcję postępowania z formularzami i złosliwcami:)
    Maleństwo,
    Aurelia,
    nie prasowałam rzeczy mojemu dziecku nawet do szpitala, nie mówiąc już o sliniakach, a w moim domu nie było sterylnie nawet kiedy nie mieliśmy dziecka, co dopiero teraz:)
    Nie zgadzam się, że dziecko nie ma tu nic do rzeczy. Niemowlak zajmuje wiele godzin dziennie - no chyba, że jest "egzemplarzem promocyjnym" , który dużo spi i cichutko sam się bawi - ewentualnie jest odkładany przez rodzica do kojca i ignorowany - w moim wypadku nie wchodzi w grę żadna z tych opcji.
    Nie uważam, że Państwo polskie ma płacić za domową pracę kobiet - ale piszę o tym abyśmy same siebie doceniły i nie pozwalały na to, żeby traktować to co robimy w domu jako siedzenie i "nicnierobienie".
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje dzieci są już dorosłe,
    ale pamiętam chwile kiedy mąż wracał z pracy, a ja mijałam go w drzwiach bez słowa i prawie biegłam przez 3 km żeby odreagować moje bycie w domu z 2 małych dzieci i dziękowałam Opatrzności, że nie spóźnił się 1/2 godziny bo albo zostałabym dzieciobójczynią albo popełniła harakiri.

    napisał: jmdobrowolska 2011/04/30 21:12:30

    OdpowiedzUsuń


  6. Dziecko to wyzwanie i ciężka praca i tego nie kwestionuję ale czasem trzeba pomyśleć i dziecko spróbować oddać pod opiekę niani czy żłobka- jakoś znam wielu wspaniałych ludzi, którzy to przeżyli i nie mają żalu do swoich matek i na złe im to nie wyszło wręcz przeciwnie- lepiej sobie w życiu radzą niż ci co do wieku szkolengo trzymali się maminej spódnicy a potem wstydzili się mówić co robi ich mama... (cytat: "nic") A kobiety również realizując się zawodowo nawet jeżeli to co zarobią oddadzą opiekunce i wydaje się, że jest to nie opłacalne mają przynajmniej coś ciekawego do opowiedzenia mężowi niż to "że dziś rysowała, prała, gotowała" no sory po tygodniu sama bym popadła w depresję choć niektórym to może stać się życiowym celem...i radością życia.
    Znam wiele kobiet które "przesadzają" i na własne życzenie się umęczają. Obserwuję to na okrągło w rodzinie, u znajomych i dlatego sama nie chcę stworzyć sobie takiego obrazu rodziny. Stado facetów siedzących przy stole i czekających na kolejną porcję "papu" i marudzących, że coś nie smakuje...i biegające wokół nich kobiety i wymieniające talerze na czyste.
    Niektóre kobiety na własne życzenie stają się niewolnicami ale nie mówię, że niewolnicami facetów czy dzieci ale same wpędzają się w to niewolnictwo. Chcą być zbyt idealne ale idealności nie da się osiągnąć nigdy.
    Jak dla mnie priorytetem nie jest np. czystość piekarnika od środka kiedy w tym czasie mogę spędzić miłą chwilę np. w kąpieli. Szkoda paznokci i czasu bo i tak po następnym pieczeniu będzie brudny. A znam takie osoby co odmówią sobie przyjemności "bo piekarnik nie poczeka".
    Uważam, że należy dać się wykazać partnerowi i nie zastępować go na każdym kroku i nie mówić mu, że coś robi źle...bo tak niektóre kobiety robią - wtedy nawet najbardziej gorliwy osobnik się zniechęci i zostawi wszystko na głowie "wszystkowiedzącej żony". Ojciec nawet jeżeli czegoś nie dopilnuje to krzywdy dziecku nie zrobi jeżeli nie tym mydełkiem umyje, czy nie tą kurtkę założy na spacer.
    Trzeba dać na luz i tyle i więcej uśmiechu...życie jest krótkie, ideałem nie będę i nawet nie chcę być i nikt ode mnie tego nie oczekuję... A jak już "zarośniemy brudem" dam zarobić bardziej potrzebującej Pani (albo Panu- aby nie było że dyskryminuję kogoś) i pomoże mi w porządkach.
    P.S mój mąż to ideał ale w akademiku mieszkał więc potrafi wiele i poprasować i ugotować więc mamy dobrze razem...

    napisał: malenstwo123 2011/05/01 01:05:11

    bez przesady, ja wychowałam dwoje dzieci pracując i w pracując w domu i jakbym tylko zajmowała się dziećmi i domem, to czułabym się jak na wakacjach. organizacja, koleżanki!

    napisał: klarak 2011/05/01 09:22:30

    OdpowiedzUsuń


  7. Jak tak przeczytałam tę notkę to włosy mi się wszędzie zjeżyły bo dlaczego ma być tak, że "Rzadko, jeśli nie w ogóle, można liczyć na zastępstwo". A gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla ojca, babci, dziadka, cioć, wujków czy niani? Dlaczego to ma być ciężka harówa, a nie chwila oddechu od standardowej pracy? A co z powrotem do normalnego stanu sprzed ciąży - nie tylko do normalnej sylwetki ale też czasu tylko dla siebie? I jeszcze przecież są rodzice (tak, RODZICE a nie tylko mamy), którzy posiadają kilkoro dzieci ...

    napisał: aatlanika 2011/05/01 10:43:22

    Nie wyobrażam sobie w takim razie jak u Ciebie wygląda organizacja pracy. Urodziłam i wychowałam czterech synów, przy czym trzeci urodził się gdy jego starszy brat miał rok i cztery miesiące, więc miałam pod opieką dwoje niemowląt w pieluchach. Teraz mój najmłodszy ma 5 lat, i swoje urlopy macierzyńskie i po kawałku wychowawcze wspominam jako urlopy, jako czas poświęcony sobie i dziecku. Mając pod opieką dwu i trzyletniego chłopca i ich sześcioletniego brata zrobiłam zaocznie maturę, a najmłodszy urodził się kiedy byłam na trzecim roku zaocznych studiów - nie przerwałam studiów nawet na tydzień i skończyłam ten rok ze średnią 5,0. Nie rozumiem co to znaczy, ę można nie mieć dla siebie czasu i tak się umęczyć przy jednym dziecku. Właściwa organizacja pracy - to podstawa!

    napisał: mj69 2011/05/01 14:22:55

    OdpowiedzUsuń


  8. Usmiałam się smutno czytając te komentarze.. rzeczywiście nie ma to jak zrozumienie jednej kobiety przez druga:) I te porady organizacyjne...
    Inna rzecz, że ta notka nie była o tym o czym większość z Was pisze - a o tym, że kobieta zajmująca się niemowlakiem bywa zmęczona i nie godzi się na stwierdzenie, że nic nie robi, oraz właśnie o tym aby umieć sobie pewne sprawy odpuścić i o siebie zadbać. Ale taki już jest los notek, które trafiają na stronę główną gazety - czytają je osoby często przypadkowe i co tu ukrywać niezbyt dokładnie.
    Dziecko dziecku nie równe, sytuacja sytuacji również nie. Wiele rodzin tak jak my nie mieszka w swoich stronach i nie ma zupełnie nikogo do pomocy - rady o babciach, cicociach i armii pomocników są więc nie trafione. Ojcowie pomagają, ale tak jak ojciec mojego dziecka spędzają poza domem często ok 11 godzin dziennie, trudno więc mówić o realnym i sprawiedliwym podziale obowiązków w tygodniu. Nie we wszystkim są też w stanie matkę wyreczyć: np karmienie piersią.
    cóż mogę napisać więcej: empatia nie jest najbardziej rozwiniętym z naszych talentów.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń


  9. Witam. Czytam tego bloga od niedawna, tak właściwie na bieżąco dla odmiany od tych od których zaczęłam szukając ludzi w podobnej sytuacji do mojej. Czytanie o wiośnie tudzież o pozytywnej psychologii bardzo się przydaje ;) Chciałam tylko dodać swoje trzy grosze- jak to czytając niektóre komentarze zgadzam sie że nie posiadamy empatii. Nie wiem na czym polega ta chęć udowadniania przed innymi matkami że jest się lepszą, lepiej zorganizowaną itp. Dobre rady są świetne kiedy daje się tym którzy ich potrzebują. Raczej nigdy nie będą trafione jeśli znajomość sytuacji ogranicza się do przeczytania paru zdań.
    Życzę miłego odpoczynku. Matka siedząco-biegająca ;)

    napisał: olga.oliwkowa 2011/05/01 16:06:37

    Małgosiu, dobrze że masz dystans do sprawy...
    Czytam tego bloga, jak wiesz, od pierwszego wpisu i pewnie dlatego ten wpis zrozumiałam zupełnie inaczej niż niektóre osoby, które się tutaj wypowiadały.
    Ale tak to bywa jak się wpada do kogoś przypadkiem i na pięć minut i po tej mikro wizycie wyciąga daleko idące wnioski i w dodatku natychmiast udziela daleko idących rad;)
    Pozdrawiam:)

    napisał: sowa_nie_sowa 2011/05/01 18:07:56

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki Sowo:) Też mam wrażenie czytając "rady nie od parady", że nie o tym napisałam, ale może to ja nie czytam ( piszę) ze zrozumieniem;)? Takim jesteśmy społeczeństwem trochę, że lubimy się poczuć lepsi od innych - dlatego na każdy temat mówimy o sobie i swoich osiągnięciach:) a to, że jedna kobieta, drugiej kobiecie potrafi dokopać jak mało kto to też niestety smutna rzeczywistość.. Dystans to podstawa, bez niego nie byłoby tego bloga:)
    Dzięki że jesteś, pozdrawiamy z A. niedzielnie!

    OdpowiedzUsuń


  11. Do malenstwo123 : nie masz dziecka to pewne. Cholera, ty nawet kota nie masz. Lubisz porządek, ale najlepiej gdyby ktoś go zrobił. W pracy jesteś tylko średnia, bo tak generalnie to leniuszek z ciebie.

    napisał: haniku72 2011/05/01 21:41:35

    Jasne. organizacja itp itd etc. Przy dzieciach?Organizacja to irracjonalne. to nie roboty,ktore mozna zaprogramowac. Przyklad: jedno siedzi na wc i wola,zeby pomoc, drugie idealnie w tym samym czasie wymaga blyskawicznej zmiany pieluchy, a pies obok zwymiotowal..Cos jeszcze?no tak, nastolatka, ktora jest rownie wazna i MUSZE wysuchac nowin. Organizacja to puste slowo, ktore lubia ci,ktorzy nie maja bladego pojecia o PRAWDZIWYM ZYCIU:)

    napisał: bumbumkabum 2011/05/01 23:37:08

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja uwazam ze dzisiaj matki robia z siebie swiete krowy - krocej pracuja (jesli sa w pracy), zero nadgodzin czy pracy w swieta nawet jesli w firmie w swieta sie pracuje, pierwszenstwo w urlopach. Efekt taki ze 'normlane' kobiety siedza po 10-12 h w pracy bo damulki z dziecmi sa zmeczone. Nie mozna wyjsc wczesniej teoretycznie ale damulka z dzieckiem moze nawet po polowie dnia pracy wyjsc, bo dziecko chore i jakos nikogo nie dziwi ze dziecko jest chore zawsze wtedy jak jest wiecej do zrobienia. A oczywscie w kazde wakacje dziecko jest tak ciezko chore ze dwa tygodnie zwolnienia sie pojawia i znowu mama blokuje inym urlopy i olewa robote. Normalnie paluszek i glowka. Wpychacie sie z landarami wozkami do komunikacji w godzinach szczytu i nie dociera do was ze NIE MA MIEJSCA. Jezdzicie ludziom po nogach, rozpychacie sie lokciami i nawet przepraszam nie powiecie.
    Nie pojmuje - mama urodzila mnie jak miala 40 lat, a po 2 miesiacach byla juz z powrotem w pracy na pelen wymiar, a bylo to 30 lat temu. Ale dzis przeciez w ramach skrzywionej polityki prorodzinnej mama z dzieckiem powinna siedziec w domu a inni maja na nia pracowac.
    Wy ciezko pracujecie? Nie moge - siedzicie w domu, mozecie robic co sie wam podoba a mi nawet w pracy nie wolno ksiazki wyjac na biurko. Lezycie brzuchem do gory i do dziecka ruszycie tylek ja sie drze co najmniej 15 minut - mialam takie ochajace mamusie sasiadki. W kazdej chwili mozecie wyjsc na spacer i to wszystko za pieniadze i kosztem pracujacych bezdzietnych kobiet. Sadziecie ze tylko wy, z dziecmi, macie prywatne zycie?

    napisał: martica 2011/05/02 09:51:54

    OdpowiedzUsuń
  13. Martico,
    myślę, że dyskusja z Tobą będzie miała sens kiedy będziesz miała dziecko. Ja mam więc wiem o czym mówię - pracowałam też wiele lat zanim zostałam mamą i wiem jak wyglądały w firmach relacje mama - pracodawca. Prawda jest taka, że będąc pracownikiem w wielu miejscach takich patalogicznych przypadków wykorzystywania swoich przywilejów znam słownie: JEDEN. A przewinęłam się przez kilka firm i widziałam wiele kobiet -matek. Widocznie masz inne doświadczenia - zresztą z tego co pamiętam to już o tym tu pisałaś.
    Co do pozostawienia 2 miesięcznego dziecka i powrotu do pracy na cały etat i reagowania na płacz po 15 minutach - cóż mogę powiedzieć -oba te przypadki są dla mnie czarną pedagogiką i przejawem zupełnej ignorancji w sprawach rozwoju i potrzeb dziecka.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń


  14. @Martica. wyluzuj. Nie wiem z kim pracujesz, ale bardzo często rodzice kilkumiesięczne dzieci MUSZĄ zostawiać na czas pracy opiekunkom, bo muszą pracować. I nikogo nie obchodzi, że zdarzają się przypadki patologii, jak np. podawanie środków uspakajających maleńkim dzieciom przez opiekunki (przypadek autentyczny).
    Przypadki opisane przez Ciebie wcale nie są częste, chociaż pewnie najbardziej widoczne. Cóż, przemyśl może to jeszcze raz :) - a poza tym żyj i daj żyć innym. Kumulowanie tak mocnych emocji może tylko źle wpłynąć na Ciebie.

    napisał: katarymka 2011/05/02 10:34:02

    E tam. Ja zasypialam w butach, jak mialam takie male dziecko. Pani ma chyba grzecznego dzidziusia, skoro jeszcze sily na blog znajduje.

    napisał: wenusipatelnia 2011/05/02 16:48:37

    Czytając niektóre komentarze mam wrażenie, że piszą je osoby, nie posiadające potomstwa...
    Mam prawie dwuletniego synka i nie dam sobie wmówić, że same się tak umartwiamy, udręczamy, robimy z siebie "sieroty", męczennice etc. Dziecko przewraca życie do góry nogami. Zmieniają się priorytety, co innego staje się ważne. Jeszcze będąc w ciąży, nie spodziewałam się, że tak wiele się zmieni. Wyobrażałam sobie małego rozkosznego, spokojnego szkraba, dającego mamie choć chwilę odpocząć. Stało się inaczej. Trzy miesiące kolek, ciągły płacz. Byłam sama z niuniem w domu przez większość dnia. Rodzice daleko, teściowie pracujący. Brak czasu dosłownie na wszystko. Może to taki ekstremalny przykład i w naszym przypadku argumenty o dobrej organizacji dnia nie miały racji bytu. Poświęcam dziecku mnóstwo czasu. Ale nie nazwałabym tego urlopem. Dziecko nie jest piekarnikiem czy podłogą, których sprzątanie można sobie darować. Często kawa stygnie w filiżance, bo w ciągłej krzątaninie, wspólnej zabawie nie ma czasu, by ją wypić.
    Czytając Twój post Magdo mam wrażenie, że to samo "gra mi w duszy". Nie jest to umartwianie, taki jest po prostu obraz współczesnej matki. Mimo tego zmęczenia, zasypiania razem z dzieckiem i budzenia się w środku nocy na prysznic, braku czasu dla siebie, nieprzespanych nocy, kocham stan bycia matką. Za parę lat sobie odbijemy;)
    Czytam Twoje wpisy bardzo często i komu jak komu, ale Tobie daleko od umartwiania. Mnóstwo w Tobie optymizmu, radości życia i idę o zakład, że mimo wszelkich trudów, trosk i zmęczenia daje Ci to macierzyństwo.
    Pozdrawiam Cię serdecznie:)

    napisał: magdalena.sss 2011/05/02 21:41:01

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzięki Magdaleno:)
    nie nie jestem typem umartwiacza i mimo czasowych napadów zmęczenia uwielbiam moje macierzyństwo i mała rudą złośnicę:)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń


  16. Nie mam dzieci, gdzie tam, ale ... jestem dzieckiem, już wprawdzie dorosłym, ale mieszkam jeszcze z rodzicami. Cóż, moim zdaniem nawet jeśli dziecko jest chwalami 'ciężarem', to ciężarem chyba najsłodszym, jaki można 'posiadać'. Doceniam bardzo moją mamę, w końcu trafiłam na najlepszą na świecie ;d Wiem, że czasem poświęca się dla mnie, być może za bardzo, ale sądzę, że i ona czerpie z tego szczęście, nawet trudne. I pewnie żadna z Was, Mamuśki, nie zamieniłaby nigdy uśmiechu swojego dziecka na dzień wolnego.
    A docenianie, szacunek... to wszystko tkwi w nas, nie wiem, czy warto o to walczyć, ale na pewno warto mieć świadomość swojej wartości, to samo przez się wzbudzi szacunek. Choć pewnie rzeczywiście, czasem trzeba powiedzieć coś wprost i wyraźnie, świat bywa obojętny jak my wszyscy.

    napisał: aniooool 2011/05/03 22:51:10

    Myślałam, że tu spotkają się kobiety, które są bardziej empatyczne niż te, które grasują na forach. Myliłam się.
    Rozumiem Cię m.dawid. To pewnie kwestia podobnej wrażliwości.
    Podpisuję się pod Twoim świetnym tekstem.
    :)

    napisał: mammasta 2011/05/06 12:47:09

    OdpowiedzUsuń
  17. Mamasta, ten tekst był na "głównej" stąd nieco bardziej niż zwykle przypadkowe towarzystwo:) Pozdrawiam Cię serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)