Pół roku

/
3 Komentarzy
Kiedy patrzę wstecz na miniony rok to rozlewa się on na miesiące oczekiwania, sunące jak chmury po niebie i na czas „po”. Dni, tygodnie, w końcu miesiące mijają w podobnym do siebie jak dwie krople wody jednostajnym rytmie dorastania mojej córki.  Zdarza mi się budzić i nie wiedzieć jaki jest dzień tygodnia. Odseparowana od świata witryną dziecięcego mikrokosmosu czasami czuję się w nim samotna, wyalienowana, śni mi się pociąg, który pojechał beze mnie -  ale częściej nie myślę o tym i nie dumam nad tym co straciłam; rozpływam się w codzienności, w uśmiechach, w chwili za chwilą, w tym co następuje za sobą i ciągnie się samo przez się, bez planu, bez scenariusza -  kłębek nici puszczony  z górki.
Rachel Cusk, angielska pisarka znana ze swojego kontrowersyjnego sądu na temat macierzyństwa twierdzi, że kiedy rodzimy dzieci, umieramy jako kobiety, grzebiemy na zawsze jakąś część siebie. Jednym przychodzi to lżej, innym trudniej, jednak zawsze pozostaje nam coś poświęcić. Nie da się być w stu procentach tam gdzie się było przed narodzinami dziecka -  nie da się wrócić do tego miejsca -  może po dłuższym czasie -  ale przez pierwsze miesiące jest to zadanie niewykonalne i szkoda czasu i energii, żeby próbować mu podołać.
Czuję się czasem obywatelem kategorii drugiej -  obywatelka kategorii Superior ma w końcu we wszystkim pierwszeństwo -  ma też same prawa -  do obowiązków poczuwać się zacznie pewnie za dobrych parę lat. Wstaję w nocy – mimo że kiedyś spałam co najmniej bite osiem godzin -  karmię, przewijam, zabawiam, nawet wściekłość paruje gdzieś niepostrzeżenie, zniecierpliwienie nie trwa dłużej niż kilka chwil  -  cudowna esencja niemowlęcia sączy się z niego nawet kiedy wierzga i kopie, natura zadbała w ten sposób o ludzki rodzaj -  gdyby nie ta magiczna właściwość – dawno pewnie byśmy wyginęli.
Pierwsze miesiące z dzieckiem są i magiczne i trudne.  Poświęcenie, kryzysy tożsamości, totalne podporządkowanie potrzebom malucha -  rezygnacja z czasu i swoich potrzeb -  to cena jaką płaci się za miłość otrzymywaną od dziecka, za spojrzenia, uśmiechy, pierwsze klepnięcia łapką, przytulanie, radosne piski i ochocze wrzaski.
Jestem pewna, że za parę miesięcy spojrzę na ten czas z wielkim wzruszeniem, uśmiechnę się i powiem, że chociaż było trudno to jednak ponad wszelką wątpliwość było warto.

A oto proszę Państwa, sprawczyni całego zamieszania:





Zobacz również

3 komentarze:

  1. "Więc żyj nam sto lat i uśmiech miej na twarzy, niech życie Ci da to wszystko o czym marzysz:)" A rodzicom dystansu do tego co myślą inni i mistrzostwa w rozpieszczaniu:) Pozdrawiam:)

    napisał: ojciec.karmiacy 2011/02/01 19:52:35

    OdpowiedzUsuń


  2. pozdrawiam sprawczynię zamieszania, prezentuje się nad wyraz sympatycznie

    napisał: zalotnicaniebieska 2011/02/01 21:46:54

    Super córa:)
    A jakie zawadiackie spojrzenie! Da Wam popalić już wkrótce;)

    Pozdrawiam:)

    napisał: sowa_nie_sowa 2011/02/09 16:07:48

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Sowo! miło Cię widzieć po przerwie!!! Młoda już daje czadu;) aż się boje co będzie dalej:)
    Swoją drogą ciekawe czy taki smyk o czymś marzy, jakie są te marzenia;)? Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)