Rodzic na baterie

/
3 Komentarzy
Dzisiejsze rodzicielstwo  różni się zasadniczo od tego sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Nie chodzi o zmiany w sposobie myślenia rodziców czy zachowanie dzieci, ale o całe otoczenie jakie mu towarzyszy.
Oglądałam ostatnio program telewizyjny, w którym mówiono o niezbędnych lub zalecanych rodzicielskich gadżetach, bez których wiele osób nie wyobraża sobie wychowania potomka.  
Peleton otwierała laleczka z zarejestrowanym dźwiękiem bicia serca – podobno niezbędna przy zasypianiu. Zaraz potem była Przytulanka, bo jak wiadomo dzieci lubią się przytulać (  radzono aby mama najpierw wyściskała zabawkę i przesyciła ją swoim zapachem), elektroniczna niania, monitor oddechu, kołyska z funkcją automatycznego bujania, leżaczek z wibracjami i jeszcze kilka innych przedmiotów.
Obejrzałam ten program, spojrzałam na moją córkę i pomyślałam ze smutkiem: a gdzie w tym wszystkim jest rodzic? 
Dzieci potrzebują miłości. Nie bujania na baterie i przytulania pluszowych lalek. Potrzebują zasypiać w ciepłych ramionach, słuchać bicia żywego serca, patrzeć w prawdziwe oczy, dotykać śliskiej skóry i miękkich włosów.  Potrzebują doglądania, poczucia bezpieczeństwa, świadomości obecności mamy i taty, a nie wyprawki za kilka tysięcy złotych.
Mówi się nam, że nasze dzieci nie będą szczęśliwe jeśli nie damy im wszystkiego co najlepsze. Mówią to oczywiście producenci zabawek, coraz to nowych wynalazków ułatwiających rodzicielskie obowiązki i gwiazdy pokazujące swoje różowe życie w plastikowych domach. 
Cieszę się, że moja córka może oglądać kolorowe zabawki w karuzeli nad łóżeczkiem, że buja się czasami w  swojej małej huśtawce, ale wiem, że są to tylko rozrywki, zapchajdziury na czas parzenia herbaty i jedzenia śniadania, a nie sposoby na wychowanie i zagospodarowanie połowy dnia z dzieckiem.
Prawdziwy kontakt to kontakt żywy: w cztery oczy, skóra przy skórze, oddech koło oddechu.
I nie dajcie się nabrać że można to mieć prościej i łatwiej.
Mamy już tak wiele, ale Bogu dzięki nie ma i nie będzie nigdy prawdziwej  miłości na baterie.


Zobacz również

3 komentarze:



  1. Skojarzyło mi się - kiedy małe kociaki piją mleko mamy, to mruczą i ugniatają łapami jej brzuch - ten gest zostaje im na całe życie, kiedy czują się dobrze to mruczą i ugniatają łapami:) Kot Gandalf Kubusia Puchatka na baterie jeśli już to chwyci za kark i spróbuje mu rozszarpać brzuszek tylnymi łapami;) My ludzie czasem zapominamy ską jesteśmy. Trzeba jednak pamiętać o tym, że to właściwie wiek XX wynalazł dzieciństwo - wcześniej bywało różnie.

    napisał: ojciec.karmiacy 2011/01/14 20:32:12

    OdpowiedzUsuń


  2. Gandalf mądra bestja;) wiem, że różnie bywało - ale jakoś ludzie pierwotni, indianie z jakiejś puszczy z dala od cywilizacji nie mieli takich pomysłów jak wspolczensi rodzice:/ instynkty też mamy na baterie... takie wyczerpane:(

    OdpowiedzUsuń
  3. masz rację, w społecznościach pierwotnych prawdopodobnie wyglądało to inaczej. ale przypomniał mi się jeden odcinek Cejrowskiego z dorzecza Amazonki:) i tam wyluzowany native american twierdził, że domy się zawalają od zawsze,taki ich los, o stare nie warto dbac, bo jak sie zawala buduje sie nowe, natomiast cecha dzieci jest to, ze sa chore i głodne, i że z tego wyrosną. Ludzkość jest dziwacznym gatunkiem i czasem sam nie wiem jak to przetrwało...

    napisał: ojciec.karmiacy 2011/01/14 23:43:01

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)