Przeżyć święta

/
1 Komentarzy


Zaczął się ostatni, dla większości z nas gorączkowy i rozedrgany tydzień przedświąteczny. Sprzątamy, kupujemy, stoimy w korkach i kolejkach.

Boże Narodzenie to święta rodzinne i obnażają bezlitośnie nasze wzajemne relacje, problemy i niedogadania. Wiele osób z wielką radością i miłością spotyka się przy wspólnym stole. Ale spora część z nas, jak pisze Kasia Miller „po świętach spędzonych z rodziną nadaje się do zbierania łyżeczką.”

Po pierwsze skupiamy się przede wszystkim na materialnej sferze świąt. Urobieni po łokcie pieczemy kolejną porcję sernika i szorujemy z zapałem maniaka podłogi; jakby te czynności miały moc sprawczą wywołania i utrzymania pod naszym dachem magicznego ducha świąt Bożego Narodzenia.

Napędzeni konsumpcyjną machiną, biegamy w tłumie podobnych nam nieszczęśników po przepełnionych supermarketach i kupujemy tony jedzenia, które się zmarnuje i setki prezentów, które niejednokrotnie powiększą stertę rzeczy nieużywanych, niechcianych i niepotrzebnych.

Nie znajdując czasu i ochoty na rodzinne relacje przez okrągły rok, mamy nadzieję że świąteczny czas odbuduje i odczaruje nasze wszystkie kłopoty, że jak za pociągnięciem bajkowego pędzla, odmaluje się przed nami sielankowy obraz kochających rodziców i dzieci – słowem bożonarodzeniowa idylla.

Jednak podstawowy problem ze świętami jest taki, że niejednokrotnie czujemy się zmuszeni do spędzania ich w określony sposób.  Chodzimy na pasku tradycji i nie mamy odwagi powiedzieć, że nie mamy na nią ochoty, że jedyne o czym marzymy to święty spokój. Odwiedzamy więc wszystkich krewnych, biegając od drzwi do drzwi, jemy więcej niż możemy, żeby nie sprawić komuś zawodu, kupujemy, przesypiamy, prześlizgujemy się po tych świętach – aby obudzić się potem ze swoistym psychicznym kacem, na który składa się przejedzenie, życzenia, których nie chcieliśmy usłyszeć, ludzie, których nie chcieliśmy zobaczyć i miejsca, w których nie chcieliśmy być.

A może być przecież inaczej.

Święta, które dla katolików są okazją do spotkania z maleńkim Bogiem, bezbronnym jak dziecko, to przede wszystkim czas odbudowania dziecka w sobie, zaczynania od nowa, pojednania, wyciszenia i odnalezienia tego co się w nas urodziło dawno temu, a zanikło, zagubiło się przez lata.

Dla niewierzących w betlejemską opowieść, święta mogą spełnić podobną rolę. Bez względu na wyznania, światopogląd i podejście do życia, potrzebujemy sfery sacrum, w której możemy się obmyć jak w wodzie, odnowić, uspokoić i poskładać do kupy rozbiegane myśli.

Życzę Wam odwagi spędzania świąt tak jak tego w środku pragniecie i odnalezienia ciszy betlejemskiej nocy, która jak każda dobra cisza, nie straszy, nie przeraża, ale zabiera nas do źródeł tego czym jesteśmy i pozwala zwyczajnie BYĆ.

Nie dajcie się wpędzić w kierat. Osły i woły co prawda dotarły do biblijnej stajenki, ale my jako ludzie, wcielając się w ich role nie dojdziemy gdzie trzeba. Umęczeni, padniemy przed progiem.





Zobacz również

1 komentarz:



  1. Popieram i dodaję:
    www.wprost.pl/ar/223217/Straszne-swieta/

    napisał: ojciec.karmiacy 2010/12/20 13:13:11

    Popieram:)

    napisał: liberalnakonserwatystka 2010/12/20 13:17:42

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)