Magia mleka czyli o karmieniu piersią

/
4 Komentarzy
Jest taki gest i takie spojrzenie, które roztapia moje serce i doprowadza temperaturę miłości do mojego dziecka do stopnia bliskiego wrzeniu.  Robi ze mnie sentymentalną kozę, którą nigdy nie byłam, wyciska małą łezkę wzruszenia i każe pociągać nosem – do znudzenia -  już prawie pięć miesięcy.  Ten gest i to spojrzenie zdarza się wyłącznie wtedy kiedy moja córka z lubością i pełnym zaangażowaniem przytula się do mojej piersi i z rajem w oczach je.
Człowiek poleciał w kosmos, wymyślił sztuczne zastawki serca, przeszczepia nerki, leczy większość występujących w naturze chorób -  ale  nie wymyślił i nie wymyśli lepszego i zdrowszego sposobu żywienia niemowlaka niż karmienie piersią. Jest to też sposób niezwykle wygodny, ekologiczny, tani i ekstatycznie przyjemny – dla malucha -  ale też jak widać z powyższego opisu dla matki.
Karmiąc piersią tworzymy między nami i dzieckiem niewidzialną nić miłości -  nigdy później nie przytulamy się tyle co przez te pierwsze kilka miesięcy karmienia, nigdy nie wsłuchujemy się tak bardzo w siebie i nie jesteśmy w taki piękny, naturalny sposób od siebie zależni.

Karmiąc malucha przekazujemy mu nie tylko przeciwciała, białka, witaminy i koktajl wszelkiej maści składników niezbędnych do optymalnego rozwoju  - dajemy mu również poczucie bezwarunkowego bezpieczeństwa i radość przebywania przy naszym sercu – skóra przy skórze, komórka przy komórce -  kapitał dobrych uczuć, który się nie dewaluuje i nie topnieje przez lata.
Kocham ten sposób karmienia i oczy mojej córki kiedy patrzy na mnie z tym słodkim oddaniem. Kocham -  ale chciałabym to napisać tutaj wprost -  daleka jestem od laktacyjnego terroryzmu i potępiania mam, którym karmienie piersią z różnych względów nie wyszło.

W wielu bardzo dobrych szpitalach nie można używać butelek -  zniechęca się mamy  do podawania dziecku smoczka, nadając mu diabelską moc psucia odruchu ssania u noworodka i  stosuje się  laktacyjną presję -  której nie wszystkie kobiety chcą ulegać. Podobna sytuacja zdarza się na wielu forach internetowych -  mamy karmiące sztucznie traktuje się jako te „drugiej kategorii”, a naprawdę rzadko kiedy niekarmienie piersią to wynik świadomej, popełnionej z premedytacją decyzji.
Karmienie piersią nie udaje się wielu kobietom, bo brakuje im wsparcia otoczenia, wsparcia personelu medycznego, wreszcie wokół tego tematu krążą tysiące błędnych i zniechęcających przekonań.
Na początku mojej drogi laktacyjnej usłyszałam od położnej, że karmienie piersią to poświęcenie i ciężka praca. Nikt nie powiedział mi, że może być przyjemne i proste -  jakby problemy, które stanowią raczej wyjątek od reguły stanowiły samą regułę.


Kłania się tu mit „matki polki cierpiętnicy” -  niedojadającej, zasuszonej na ryżu i gotowanym kurczaku,   spędzającej całe dnie i noce z wiszącym u piersi niemowlakiem -  bliskiej załamania ale twardo znoszącej wszystko.  A prawda jest taka, że dobre karmienie piersią – tak jak dobre życie – zaczyna się w naszej głowie i w dużej mierze zależy od naszego nastawienia.  Może być proste, miłe i przyjemne -  i może wymagać znacznie mniej zachodu, poświęceń i pracy niż karmienie sztuczną mieszanką.
Karmcie piersią jeśli tylko możecie -  to doświadczenie jest bliskie mistycznej jedności – jaką rzadko możemy w normalnym życiu spotkać i namacalnie doświadczyć; ale nie potępiajcie i nie oceniajcie mam, które karmią inaczej. 
Zostawcie język agresji, złośliwe rady i oceny – które niczego pozytywnego nie wnoszą. Każda z nas jednakowo kocha swoje dziecko -  i każda może je zaszczepić  na życie miłością. Nie tylko przy piersi, ale także w ciepłych kochających ramionach.  I chyba o to w tym wszystkim chodzi.


Zobacz również

4 komentarze:

  1. przypomniałaś mi straszny cycoholizm King Konga;) To były czasy! Młody po prostu odpływał:)

    napisał: ojciec.karmiacy 2010/12/28 12:18:49

    OdpowiedzUsuń
  2. hihihi Amelka też odpływa - czasem dosłownie -w sen - jeszcze mruczy przy tym hihi - oczywiscie z pełną paszczą - no nie do oddania słowami:)

    OdpowiedzUsuń


  3. Własnych mlekożerców jeszcze nie mam, ale czytając się wzruszyłam. Oby więcej takich głosów wśród naszych pedagogów, i w ogóle wszelkiej maści -logów, ktorzy mówią nam, jakimi powinniśmy być mamami. Od kiedy czytam Twojego bloga, coraz chętniej myślę o wlasnym macierzyństwie. Jeszcze sie co prawda nic nie zanosi, ale jak już się zaniesie, na pewno ciepło będę wspominać Twoje tu wpisy. Dzięki:)

    napisał: liberalnakonserwatystka 2010/12/28 13:11:15

    OdpowiedzUsuń
  4. cieszę się i dziękuję za dobre słowa:) na Ciebie też przyjdzie czas - pomysleć, że jeszcze 2 lata temu nie bardzo sobie wyobrażałam posiadanie "mlekożercy";)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)