Kiedy zły czas robi dobrze

/
4 Komentarzy
Złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom -  tak przynajmniej mówią Ci, którzy na próżno szukają dla nich usprawiedliwienia i słów pocieszenia. Złe rzeczy po prostu czasem się dzieją  - zgodnie z zasadą świetnie wyrażoną angielskim „shit happens” i kiedy dotykają nas albo naszych najbliższych, trudno dostrzec coś co z traumy wystaje: a mianowicie pozytywny wpływ kryzysu i kiepskiej passy na dotychczasowe życie.
Kiedy piszę te słowa, w Chile trwa akcja wydobywania na powierzchnię zasypanych ponad 2 miesiące temu górników. Pogrzebani za życia, czekający z nadzieją na ratunek, na koniec zapakowani do kapsuły o wymiarach mniejszych od standardowej trumny, nigdy już nie będą tacy sami. Można powiedzieć bez zbędnej przesady, że wychodząc na ziemię rodzą się do życia na nowo i jestem pewna, że będzie to już zupełnie inne życie niż to przed katastrofą.
Trauma, spowodowana wypadkiem, chorobą, rozwodem, stratą czy śmiercią kogoś bliskiego to zupełne odwrócenie naszych sposobów patrzenia na świat, odczuwania, systemu wartości i przeżywania tego co wokół nas się dzieje. Często ludzie, którzy przeszli przez momenty graniczne w życiu: stanęli oko w oko ze śmiercią, albo doświadczyli wielkiego, zwierzęcego strachu mówią, że ich stare życie zostało zamknięte gdzieś za drzwiami  - że od momentu tego trudnego, złego przeżycia stali się kimś zupełnie innym.  
Badania psychologiczne potwierdzają tę zależność. Trauma nas leczy i w dłuższej perspektywie, wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi wpływa pozytywnie na nasze losy. Sprawia, że bardziej doceniamy życie, zmieniamy swoje priorytety, ocieplamy nasze stosunki z najbliższymi, zbliżamy się do siebie nawzajem, zdobywamy świadomość swojej własnej wytrwałości i wewnętrznej siły, a także doznajemy wglądu w głębszą istotę życia i  odkrywamy jego duchową, a nie tylko materialną wartość.
Trauma jest jak techniczny reset. Wymazuje to co wiemy o sobie i daje nam nowe otwarcie. Po ciężkich doświadczeniach wiemy już ile tak naprawdę ważą nasze codzienne problemy; przestajemy zadręczać się błahostkami; w końcu zaczynamy doceniać prawdziwe dary od losu i  to wszystko pozwala nam pokonać stres i ból jakiego w związku z kryzysem i traumą doświadczyliśmy.
Kolarz- Lance Armstrong, który przeżył raka jąder z przerzutami do płuc i mózgu- a przy tym wygrał siedem razy wyścig Tour de France, powiedział, że  rak był najlepszą rzeczą jaka mu się w życiu przydarzyła i że bez niego nie byłby tym samym człowiekiem i tak skutecznym sportowcem.
Może nie każdego z nas stać na takie wyznania i na taki wgląd w traumę jaką przeżywamy, ale warto to przynajmniej rozważyć.
Warto pamiętać, że nawet po najdłuższej i najczarniejszej nocy przychodzi dzień, a co nas nie zabije to zwykle wzmocni.

Inspiracja: "When bad times can do you good" - H.Kirwan -Taylor / Psychologies UK 10/2010


Zobacz również

4 komentarze:



  1. chociaż nigdy nie mam n atyle czasu, aby przewertowac blog od pierwszej strony, to bardzo lubie tu zaglądać.
    pozdrawiam

    napisał: tequila_lancaster 2010/10/13 15:47:06

    OdpowiedzUsuń


  2. Świetny tekst, choć nie zgodzę się z nim. Moim zdaniem są takie traumy, które powodują w nas wewnętrzne załamanie i sprawiają, że nigdy już nie odzyskujemy wiary w ludzi, pogody ducha i optymizmu. Tak niestety było w moim przypadku. Myślę o bitych dzieciach, o gwałtach, chorobach i innych sytuacjach. I myślę, że jednak wielu ludzi się po prostu zasklepia w cierpieniu, zamiast odkrywać głęboki sens życia. Smutne to, ale tak też się dzieje. Życzę jednak wszystkim wariantu opisanego przez Ciebie :)

    napisał: myviridis 2010/10/13 21:45:15

    OdpowiedzUsuń
  3. Padło w tym tekście trochę niepotrzebnych komunałów, ale generalnie trudno się z tym nie zgodzić. Rzeczywiście, nader często z traumy wychodzimy silniejsi, choć na początku wydawało nam się to niemożliwe. A nawet jeśli nie silniejsi, to z pewnością inni.
    Pamiętajmy, że kryzys to inaczej przełom.

    napisał: wildfemale 2010/10/13 23:00:20

    OdpowiedzUsuń


  4. Życie to banał i komunał dlatego pisząc o nim ciężko się nie ocierać o to co wszyscy wiemy tylko niekoniecznie świadomie czujemy i stosujemy:)
    Są takie traumy z których ciężko się podnieść, ale chyba wiele zależy od nas i jak zawsze od wyboru jakiego dokonujemy: albo życie w wiecznym cierpieniu, albo jednak walka o lepsze, mniej bolesne jutro. Czytalam kiedyś artykuł o rodzinie Janka Meli, która w krótkim czasie straciła w pożarze dom, jednego syna, który utopił się nad jeziorem i wypadek Janka. chcociaż to niewyobrażalne, pozbierali się i ich syn wyrósł na mądrego, odpowiedzialnego społecznie faceta; a przecież mógł pogrążyć się w rozpaczy i rozpamiętywaniu tego co się stało i na zawsze zamknąć się na radość... Dlatego wierze, że możemy się z cierpienia podnieść. Czasem nie sami - czasem trwa to wiele lat, ale życie bez nadzieji na lepsze jutro to jednak dla mnie wybór potworny.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)