O polityce z perspektywy szczęścia

/
5 Komentarzy
Nareszcie wróciły kolory. Serwisy internetowe kipią jeszcze wiadomościami o smoleńskiej tragedii, ale jednak odzyskały swoje naturalne barwy i Polska zdaje się wracać do normalnego życia.
Zmarli pochowani. Daj Boże i ojczyzno; pozostawieni w spokoju; jakby miłosiernie i na życzenie przysypani prócz ziemi dodatkową kołdrą wulkanicznego pyłu.
Życie toczy się dalej.  Wraca polityka: waśnie, spory, szara chociaż kolorowa rzeczywistość.
Myślałam przez ten tydzień jaka dwuznaczna jest nasza publiczna twarz: Polaków, polityków, dziennikarzy, mężów stanu. Wracamy do kampanii wyborczej, do starych programów, po tygodniu przerwy, jak po wakacjach od jadu i złośliwości.
Polityki nie lubię. Nieodmiennie się nią rozczarowuję, zadziwiam bezczelnością i jawną kpiną z mądrych ludzi, których traktuje się jak idiotów: jakby nie widzieli, nie czuli, nie byli świadomi.
Co będzie w programie następnego prezydenta? Pewnie to co zwykle. Nihil novi sub sole. Ważny jest w końcu urząd, prestiż, a nie obietnice, których i tak nikt nie ma zamiaru pokryć.
Jak wygląda nasze zależne od polityki życie?  Na co się łapiemy, czego oczekujemy? 
Obserwacja członka brytyjskiej Izby Lordów; Richarda Layarda, nie pozostawia nam wielu złudzeń co do rezultatu naszych oczekiwań: „Obywatele państw zachodnich w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat stali się bogatsi, lżej i krócej pracują, mają dłuższe wakacje, więcej i lepiej podróżują, dłużej żyją, są zdrowsi niż ich przodkowie, a jednak wcale nie są bardziej szczęśliwi”.
Layard jest ekonomistą i sugeruje, że politycy układając swoje programy mylą się w zasadniczej kwestii; mianowicie w celu do jakiego powinni dążyć aby prawdziwie przysłużyć się społeczeństwu. Stawiają przede wszystkim na rozwój narodowy, wzrost wskaźników ekonomicznych, PKB, płacy netto, brutto itp. – a wszystkie te czynniki są tylko i wyłącznie pochodnymi konsumpcyjnego stylu życia; który jak dowodzi doświadczenie i nasze wewnętrzne rozdarcie wcale szczęścia nie daje.
Layard zadaje ciekawe pytanie: wolicie być szczęśliwsi, czy tylko bogatsi? Jedno nie stoi na drodze do drugiego, ale przecież nie od dziś wiadomo, że same pieniądze szczęścia nie dają. Więc może celem polityków i państwa powinno być wpływanie na odczuwanie szczęścia przez obywateli, a nie tylko i wyłącznie pomnażanie bogactwa i siły nabywczej?
Cóż, szczęścia nie da się zmierzyć ani policzyć. Przeważnie nie jesteśmy także nigdy dość szczęśliwi, zawsze pojawia się jakieś ale, sąsiad, który ma lepiej, koleżanka, która jest piękniejsza, coś czego można zazdrościć i co ukrusza nasz ogarek radości.
Dlatego pewnie nikt szczęścia nie włączy do programu politycznego.
Taki już nasz los: musimy o nie zadbać sami. Róbmy to więc wbrew i obok polityki, bo nie mam złudzeń: ona jest i pozostanie odarta ze skrupułów.

Cytat i inspiracja za :"Mon programme, le bonheur" - J.L.Servan-Schreiber - "Psychologies" 03/2010


Zobacz również

5 komentarzy:

  1. A kto powiedział, że mamy być szczęśliwi...? Czy to się w ogóle da: być szczęśliwym? Czyli co? Żadnych zmartwień, problemów, kolców przy róży...?
    Szczęśliwym się podobno bywa, a nie jest:)

    napisał: sowa_nie_sowa 2010/04/23 20:04:25

    OdpowiedzUsuń


  2. Sowo, a czy szczeście wyklucza kolce, zmartwienia? Dla mnie nie. Przecież ma rożne odmiany, różny stopień nasilenia, różne barwy. Ja czuje sie szcześliwa co nie zmienia faktu , że gdzieś tam sobie nosze te moje małe smuteczki, zmartwienia, nierozwiązane sprawy. Nawet tego nie probuje czyścić do zera, bo wiem, że się nie da. Gdybym czekała ze szczęściem na moment kiedy nic mnie będzie uwierać to chyba obracałabym się i kręciła na moim życiowym posłaniu jak przysłowiowa księżniczka na ziarnku grochu - nie ma szans na absolutna, 100% wygodę:) A szczęście przecież mimo tego jest! Może własnie dzieki temu nawet - bo inaczej bysmy go nie rozpoznali, nie umieli odczuwać.

    napisał:2010/04/23 20:44:27

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm, ja nie powiedziałabym o sobie, ze jestem szczęśliwa... tak przez cały czas. Jestem zadowolona, mniej czy bardziej, ale szczęśliwe momenty jedynie miewam.
    Szczęście na co dzień? Jaki to stan? Bo może mówimy o tym samym tylko inaczej to nazywamy...?;)
    Skoro na co dzień jesteś szczęśliwa to co czujesz w momentach wyjątkowych? Hiper- szczęście?

    napisał: sowa_nie_sowa 2010/04/24 09:14:29

    OdpowiedzUsuń


  4. Sowo, sama nie wiem. U mnie to szczęście ma różne nasilenie, ale czuję je - raz mocniej , raz słabiej, ale jednak. Może wynika ono z docenienia tego co jest, z takiego czerpania z malych spraw, szukania radości w pierdołach takich jak swieżo otwarty słoik dzemu malinowego dzis rano? Może taka moja konstrukcja psychiczna, może to hormony ciażowe, moze poprostu świadomość tego, że nie zawsze było super fajnie i teraz łatwiej mi doceniać prozaiczne sprawy i czerpać z nich to szczęście? z czystym sumieniem mogę powiedzieć , że to cos więcej niż zadowolenie. Zadowolona też bywam, ale czasem mogę byc niezadowolona, zła, ale pod skóra i tak szcześliwa :) chyba za duzo filozofii w tym wywodzie. Może to poprostu kwestja decyzji i nastawienia? Może moj umysł produkuje więcej endorfin? Nawet jak narzeka i kaszle, tak jak teraz przy wiosennym przeziębieniu?
    Pozdrawiam sobotnio!

    napisał: 2010/04/24 10:12:39

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale ja mam tak samo! Cieszą mnie pierdółki, dżem też;)
    Myślę, że to kwestia nazewnictwa, bo w takich momentach rzeczywiście to więcej niż zadowolenie, ale jednak nie powiedziałabym, że jestem permanentnie szczęśliwa. To dla mnie stan chyba zarezerwowany dla pojedynczych momentów.
    A co do tych warunków zewnętrznych koniecznych do szczęścia, to mówi się, że szczęście jest w nas i chyba coś w tym jest... Chociaż trudno to zaakceptować a jeszcze trudniej tak żyć:) Łatwiej jest oczekiwać albo mieć pretensje;)
    Pozdrawiam i lecę do ogródka:)

    napisał: sowa_nie_sowa 2010/04/24 11:02:12

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)