Z miłości do sztuki ... kulinarnej

/
0 Komentarzy
Od kilku lat kuchnia i sztuka gotowania przeżywa prawdziwy renesans. Książki, blogi, restauracje, programy telewizyjne. Gwiazdy gotują, politycy pichcą, prawie cały świat opowiada o swojej pasji do jedzenia. Dzieje się tak może dlatego, że oderwani od rzeczywistości; żyjący coraz bardziej w środku i w świecie wirtualnym, potrzebujemy gestów, które przywołują nas do codzienności. Mamy też wreszcie dosyć świata "instant" i gotowych dań, które wzbudzały największe zainteresowanie w pierwszych kilku latach po transformacji jako tania i smaczna alternatywa dla domowego jedzenia.  
Gotowanie, jeśli czynione z przyjemnością a nie z obowiązkiem, przywołuje dziecko w nas: wywołuje emocje, stawia obiema nogami na ziemi, wprawia w dialog z naszym ciałem. Kuchnia, nasz sposób przygotowywania posiłków, mówi wiele o naszym pochodzeniu, charakterze, naszych korzeniach.  Jest metaforą naszego materialnego i zmysłowego pomieszania wpływów: tych rodzinnych, ale także tych nabytych; zewnętrznych, przyjętych w miarę rozwoju i dorastania.
Nasza biologia jest do tego stopnia połączona z psychiką, że kiedy jemy, nasz organizm nie  wie dokładnie czy robimy to po to aby odpowiedzieć na potrzeby biologiczne komórek, które potrzebują "paliwa", czy też aby  wypełnić nasze braki psychoaktywne. Stąd jedzenie leczy także duszę: ważne by znaleźć w tym wszystkim równowagę: słuchać swojego ciała na tyle, by wiedzieć co służy zaspokojeniu głodu - a co jest wyłącznie zapychaniem "dziur" i niedociągnięć w naszym wnętrzu.
Z tego samego powodu co blogi kulinarne - uwielbiam oglądać książki kucharskie. Łakomstwo miesza się z ciekawością, nowe pomysły zapadają w pamięć, apetyt rośnie w miarę oglądania.
Wczoraj przyniosłam z biblioteki książkę kucharską Nigelli Lawson -  tej od programu kulinarnego w angielskiej telewizji. Poza ładną buzią i promiennym uśmiechem, spodobały mi się trzy rzeczy:  nieskomplikowane, ciekawe przepisy bez sztampy i uprzedzeń; opisy pełne humoru i wyrozumiałości dla ludzkich słabości kulinarnych; zero odwołań do kalorii,  dietetycznych zapędów i przypominania o tym, że masło niezdrowe, a czekolada za tłusta. Nie jest to kuchnia  na codzień, nie jest też na pewno zdrowa i lekkostrawna, ale w weekendy, w dni, w które potrzebujemy się ogrzać w kuchni, zjeść coś co jest po prostu pyszne, ciepłe i dobre - przepisy Nigelli i jej sposób gotowania sprawdzają się bardzo dobrze. 
Chyba jestem staroświecka, ale gotowanie to dla mnie to proces po trosze tajemny: składający się z pomieszania wszystkich zmysłów: dotyku, wzroku, zapachu i smaku.  Uwielbiam wyrabiać ciasto dłonią - nie w maszynie czy melakserze. Kroić sałatki, składnik po składniku, zaglądać do piekarnika czy na gorącą patelnię pełną smakołyków; zapominać się w tych prostych czynnościach, wąchać, dodawać i próbować.
Dziś niedziela - pewnie większość z Was ma czas -  może zafundować sobie fajny obiad - w fajnym towarzystwie, pyszny, wzbogacający, napełniający nie tylko żołądek, ale i duszę dobrą ciepłą energią na kolejny marcowy tydzień.
Zima nie popuszcza, trzymajcie się więc i zapoczątkujcie wiosenne przesilenie jeśli nie na zewnątrz - to chociaż w środku - w WAS.


Zobacz również

Brak komentarzy:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)