O dobroci dla siebie samego

/
3 Komentarzy
Istnieje coś takiego jak zbiorowa świadomość, inaczej mówiąc poczucie, sumienie publiczne, które każe być dobrym dla innych. Większość z nas odczuwa zażenowanie i smutek jeśli umyślnie lub nie, sprawi komuś przykrość. Generalnie, żyjemy i mówimy do bliźnich tak, aby nikogo bez potrzeby nie urazić.  Niestety, inaczej sprawa ma się ze stosunkiem do samych siebie.
Jak często zdarza się Wam mówić komplement komuś  obojętnemu, koleżance z pracy, pani w sklepie, dziecku w piaskownicy? Pocieszać życiowego "losera", zachęcać do kolejnej próby upadającego po raz wtóry?
A ile razy - tak dla kontrastu - zdarza się powiedzieć sobie dobre słowo, pochwalić się i pogratulować sukcesu, pięknego promiennego uśmiechu, udanego dnia, zaangażowania czy po prostu dobrych chęci?

Tak, dla siebie nie jesteśmy mili i dobrzy. Dla siebie jesteśmy bezlitośni. Krzywimy się przed lustrem i wytykamy sobie każdą niedoskonałość. Jestem prawie pewna, że takich słów wyrzutu, takich obelg, jakie mówimy czasem sami sobie nie usłyszeliśmy nigdy z żadnych obcych ust - a to dlatego, że sobie samym nie  szczędzimy tego co  wolimy oszczędzić innym. 

Siebie samych nie lubimy.

Jest tylko jedna konkluzja w tym zapętleniu:  czy my sami - dla siebie nie jesteśmy najważniejsi? Czy mamy coś cenniejszego i bliższego niż własne ciało i własne "Ja"?  Czy to czego potrzebuję mogę dostać od kogoś bliskiego czy obcego, kto przecież nigdy nie pozna mnie do końca, tak jak ja siebie znam? Czy ktoś inny może dać mi coś co będzie porównywalne z tym czym ja sam siebie mogę obdarować? 
Moja imienniczka p. Małgosia Domagalik napisała w "Siostrzanych Uczuciach" :  "To czego nie zrobię dla siebie sama, tego nie zrobi za mnie i dla mnie nikt inny".
Nie zrobi. Nie da rady. Jeśli nie będziemy kochać siebie , to chociażby cały świat chodził wokół nas na palcach i nas hołubił to do końca życia pozostaniemy "niedokochani".  Nieszczęśliwi i niezadowoleni - w końcu zgorzkniali i zamknięci za opadającymi wiecznie kącikami ust.

Tak jak umiemy tłumaczyć i wybaczać innym, tak samo musimy nauczyć się wyrozumiałości względem nas samych.  Niezbędnie nam to potrzebne: do szczęścia, do pogodnego życia, do miłości, wreszcie do zdrowia psychicznego.
Spójrzcie w lustro i uśmiechnijcie się do siebie. Prawda, że od razu lepiej? 


Zobacz również

3 komentarze:

  1. Wiesz ze nigdy tak na to nie spojrzalam, ale tak faktycznie jest! Znam ten problem z autopsji - staram sie zawsze wszystkich pocieszac, ale dla siebie jestem strasznie surowa i wymagajaca i nigdy nie rozumialam dlaczego nie potrafie sie cieszyc ot tak bez powodu, ale dalas mi do myslenia tym wpisem.
    Pozdrawiam

    napisał: martica 2010/02/26 14:21:33

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasza niska samoocena wynika ze sposobu wychowania, bo rodzice byli z nas nieustannie niezadowoleni. Wychodząc pozytywnie do innych, podświadomie liczymy na pochwały ze strony innych. Z poczucia winy trzeba się wyzwolić emocjonalnie, co nie jest łatwe ale możliwe. Nie można mieć do siebie pretensji za własne życie. Zawsze mogło przebiec gorzej niż przebiegło.

    Randalk blog

    napisał: randalkk 2010/02/26 16:50:33

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za wizytę na moim blogu.

    I chciałabym zwrócić uwagę na to, że surowość wobec siebie, a (nadmierna nawet) pobłażliwość wobec innych - to może być również przejawem poczucia własnej mocy. Dlatego najlepszy jest przepis "kochaj bliźniego swego jak siebie samego". (Uwaga, kolejność obiektów do kochania nie jest przypadkowa)

    napisał: dumdumdum 2010/02/27 13:00:16

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)