Koniec. Finito. Never ever

/
1 Komentarzy
Remont w formie brutalnej i w zakresie prac ciężkich można uznać za zakończony. Pozostał bałagan do sprzątnięcia, jakieś meble do przewiezienia i skręcenia, dekoracje, dopieszczanie, i czas na cieszenie się nowym i celebrację ciszy. Tak, ciszy brakowało mi najbardziej. I świętego spokoju. Mam uczulenie na markety budowlane, na wybieranie, na wychodzenie wieczorami z domu, na kurz i okruchy cegły na prześcieradle. Jeśli kiedykolwiek zdecydujemy się na dom, to nie wyobrażam sobie budowania go po "gospodarsku" przez rok -  dwa lata, decydowania o milionie istotnych szczegółów, mierzenia się z problemami natury: urzędy, pozwolenia, krzywe ściany, odpadające rury, cieknące syfony i cała reszta. Podziwiam wszystkich, którzy przez to przeszli i nie osiwieli, nie stracili resztek spokoju i którym chociaż raz dziennie nie puszczały nerwy. Chyba za bardzo lubię uporządkowanie, brak kłopotów, ciszę, spokój, a może to po prostu taka przypadłość ciążowa i potrzebuję bardziej skupić się na wnętrzu niż na całej reszcie. Za tydzień zaczynam długi 3  tygodniowy urlop, będę czytać, pisać i cieszyć się wolnym czasem. Póki co ogarniam chaos, ale już spokojnie, z poczuciem sensu i radością ze zmian w otoczeniu. Byle do piątku..


Zobacz również

1 komentarz:

  1. fantastyczne teksty, mam nadzieję że finałem tej strony będzie równie udana ksiażka;)
    pozdrawiam cieplutko

    napisał: harryz123 2010/02/22 21:18:42

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)