Syndrom rozmemłania

/
1 Komentarzy
Przyznaję się, dopadł mnie. Chodzę nieuczesana, podciągam spodnie, pokładam się po łóżkach i krzesełkach, otaczam bałaganem, który uchodzić nie może za artystyczny nieład, szuram kapciami i rozglądam bez sensu po kątach. 
Byłabym się może i przejęła, zasmuciła, zastanowiła nad tym stanem "rozchodzenia w szwach", "rozmemłania", wyzbycia z ambicji, z poczucia obowiązku, ze zwyczajnego ludzkiego porządku i zebrała się raźno do kupy, ale szczęśliwie natrafiłam w nowym "Zwierciadle" na felieton Pani Kasi Miller pod wszystko mówiącym tytułem "Nie bój się być rozlazłym". No i tak to poszło. Co się będę zbierać w sobie, krzyżować litanią obowiązków, "muszę i powinnam", "trzeba i wypadałoby". Może jutro. Może pojutrze. Narazie snuję się po domu i cytuję za Panią Kasią: "Podziękujmy naszemu ciału, naszej nieświadomej mądrości, że zamiast zachorować i zmusić nas do poddania się, przysyła nam wiadomość znacznie zdrowszą: zatrzymaj się, zajmij sobą, a nie osiągnięciami, bądź człowieku dla siebie dobry!"
Z tej dobroci dla rozmemłanej Małgosi we mnie, zafundowałam sobie dziś kapuśniak w emaliowanym garnczku i śledzie z olejem lnianym, na które to miłosiernie zawiózł mnie mój mąż, bo sama chyba bym się nie wybrała.
Pozdrawiam!


Zobacz również

1 komentarz:

  1. U nas to się nazywa Dzień Piżamowy;)

    napisał: sowa_nie_sowa 2009/12/21 11:13:48

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)