Najęty Bryś

/
0 Komentarzy
„Był raz człowiek, który nie lubił widoku śladów swoich stóp i swego cienia. Umyślił sobie, że ucieknie od nich. Ale kiedy tak biegł, pojawiało się coraz więcej śladów stóp, a cień bez wysiłku dotrzymywał mu kroku. Myśląc, że biegnie za wolno, przyśpieszał coraz bardziej, nie zatrzymując się, aż wreszcie padł i umarł. Gdyby stał w miejscu, nie zostawiałby śladów stóp. Gdyby usiadł pod drzewem, jego cień by zniknął. Wydaje się, że można ich spotkać na każdym kroku.”
Dzisiejszy świat, pełen urządzeń oszczędzających nasz czas, maszyn, które przenoszą nas za ocean w ciągu kilku godzin, pociągów pędzących tak szybko, że nie ma już szans na podziwianie widoku za oknem, wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi cierpi z powodu .. braku czasu.
Mądrzy ludzie dzielą swoje życie na czas siania i zbierania, na czas aktywności i czas odpoczynku. "Najęte Brysie",  ostatnio szczególnie częsty  typ człowieka, czują się natomiast  tym ważniejsze i tym lepsze, im mniej czasu pozostaje im między codzienną gonitwą i snem.  Nie mają czasu zerknąć za okno i dostrzec, że już wiosna, albo zima.  Nie zatrzymują się na poboczu, aby podziwiać bujną zieleń lasu albo zamknięte błyszczącą w słońcu taflą jezioro.  Kiedy jeżdżą na wakacje , nie potrafią przeżyć jednego dnia bez aktualnej gazety, odcięte od Internetu wpadają w panikę, graniczącą z paranoją, że bez ich uczestnictwa w wiecznym wysiłku i biegu ludzkości , świat z całą pewnością się zawali. "Najęty Bryś" zatrzymuje się przeważnie dopiero, kiedy dotknie go starość lub ciężka choroba. Taka oto smutna historia o tym jak mija życie, jak marnotrawią się  godziny i lata.
 A może przecież być inaczej, chociaż prawie nikt z nas nie żyje w małym domku pod lasem, hodując kozy i uprawiając pole. Postępu, jakkolwiek go oceniamy, nie jesteśmy w stanie zatrzymać, ani tym bardziej cofnąć. Nie ma sensu z  nim walczyć. Wszelka walka to raczej domena Najętego Brysia. Co więc robić? Zaśpiewać za Anną Marią Jopek „niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam”? Uciec, zaszyć się gdzieś, gdzie życie płynie wolniej? Zrezygnować z dodatkowego zajęcia albo marzeń o samochodzie lepszym od sąsiadów?
Nie wiem. Może wystarczy po prostu zacząć dzień od usmażenia pachnących domem naleśników? Otworzyć drzwi na balkon i pooddychać  świeżym powietrzem? Poobserwować ociężałego, puszystego ptaka, który lata nad naszą ławką w parku? Pozwolić, żeby wiatr dzwonił w naszych uszach? Wystawić twarz do słońca stojąc na betonowej ulicy?
Każdy z nas -  nawet Ci uznający się za „zwierzęta miejskiej pustyni” potrzebuje czasem powrotu do natury. Chwili zatrzymania się, w której można poczuć swoje ciało, wsłuchać się w to co do nas mówi, czego potrzebuje.  Momentów samotności, siedzenia po ciemku.
Nie można przez życie jechać wyłącznie na piątym biegu, w wiecznym pośpiechu i poczuciu, że coś nam ucieknie. Szkoda czasu. Nie warto. Nie bądźmy "Najętymi Brysiami"!

Termin „Najęty Bryś” i cytat pochodzi  z książki Benjamina Hoffa pod  tytułem „ Tao Kubusia Puchatka”, która była inspiracją do powyższego tekstu. Książkę wydało wydawnictwo Zysk i Spółka.


Zobacz również

Brak komentarzy:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)