Ta historia zaczyna się jak Harlequin, a kończy jak kiepska telenowela. Co będzie dalej nie wiadomo. Nie ma jednej recepty na życie i dziś naprawdę nie wiadomo, czy można było zrobić coś inaczej, ale warto przynajmniej rozważyć, czy absolutne zaufanie i stawianie życia na jedną kartę zawsze ma sens. I uczyć się na błędach cudzych, niekoniecznie własnych. 


Kasia spotkała Marcina na ostatnim roku studiów, wiosną. Miłość buchnęła majem, ślub odbył się na Boże Narodzenie, a kolejne święta spędzali już w trójkę. Marcin, 8 lat starszy, prowadził firmę, dobrze im się wiodło, więc ustalili z Kasią, że nie ma sensu, żeby szukała pracy. Oboje chcieli mieć dużą rodzinę, ciepły dom, w ciągu 6 lat małżeństwa na świecie pojawiła się trójka maluchów. Wszystko super. Dobrana para, szczęśliwe dzieci, nowy dom, wspólne wakacje, trochę mało czasu razem, bo firma wymagała poświęceń, ale nikt nie narzekał. 


Z nieba do piekła jest bardzo blisko

W 2008 roku zmarła babcia Kasi i zostawiła jej dom w Krakowie, w dobrej dzielnicy. W kiepskim stanie, ale że akurat trwał boom na nieruchomości, dom udało się sprzedać szybko i za dobre pieniądze. Marcin wszystkim się zajął, założyli lokatę, to miała być ich finansowa poduszka powietrzna, gwarancja spokojnej starości. 

Ostatniej zimy pojechali do Tajlandii, odpocząć od chłodu i szarości. Wszyscy czekali na ten czas, 3 tygodnie razem, bez telefonów, terminów, spotkań.

Marcin źle się poczuł w niedzielę wieczorem, mówił że to chyba od słońca. Położył się spać, Kasia ogarniała dzieciaki. We wtorek już nie żył. Może gdyby wcześniej zgłosili się do lekarza, może gdyby Kasia od razu wezwała pomoc, może gdyby wiedziała, że zawał miał już wcześniej...

Kiedy Kasia z dziećmi wróciła do kraju, ledwo ochłonęła po pogrzebie i tornadzie, które wywróciło jej życie do góry nogami okazało się, że nic nie wyglądało tak jak miało wyglądać. 

Firma ledwo dyszała, kryzys pożarł oszczędności, poduszki finansowej, która miała dać spokój przynajmniej w tej jednej kwestii nie było, była za to inna kobieta i jeszcze jedno dziecko. Marcin chronił rodzinę przed złymi wiadomościami. Skutecznie. 


Co dalej?

Ta historia jest prawdziwa, chociaż ze względu na prywatność bohaterów zmieniłam w niej kilka faktów. 

Kasia składa swoje życie do kupy. Ma dzieci. Czuje, że nie może im odebrać jeszcze siebie, w końcu tyle już straciły. Rodzina męża stanęła na wysokości zadania i pomaga jak może. Wszyscy wspierają. 

Czy to wystarczy? Mam nadzieję. 


O kobiecej niezależności i ograniczonym zaufaniu


Jakiś czas temu, tu na blogu pisałamKobieca niezależność finansowa wiąże się bardzo z niezależnością w każdej innej dziedzinie życia i dlatego jest tak ważna. 
Teoretycznie już każdy wie co jest co i świadomie decyduje w swoim życiu o tym jak będzie wyglądało i jak ułoży sprawy materialnej i zawodowej (nie)zależności. A jednak jest jeszcze dużo do zrobienia. Nie mówię nawet o sytuacji kobiet na wsi: bo ta ciągle bywa katastrofalna. Niewiele lepiej jest w miastach i miasteczkach, do których z pozoru dawno dotarła nowoczesność.


Dlaczego kobiety bywają naiwne? 

Kobiety zgadzają się na finansową zależność, bo chociaż wszystkie znaki na niebie i na ziemi mówią, że bywa okropną pułapką, chociaż widziały los swoich matek i babek i wiedzą, jak zaplątane historie były ich udziałem, to same naiwnie wierzą, że u nich będzie inaczej.  

Rozmawiam z kobietami, słucham ich historii, rozglądam się wokół i często nie mogę wyjść ze zdumienia jakiemu "praniu mózgu", jakiej presji dajemy się poddawać. „Mąż nie zgadza się, żeby synek poszedł do żłobka, mąż woli żebym była w domu bo co ja zarobię, mąż nie zapłaci za przedszkole bo ja siedzę w domu, mąż nie chce wyjeżdżać na urlop, nie pozwala mi chodzić na fitness, decyduje o całym wspólnym budżecie bo sam zarabia, to są jego pieniądze, ja nic nie mogę zrobić itp”. 

Takich opowieści jest mnóstwo i bardzo mnie one bolą. Widzę cierpienie kobiet, ich brak wiary w siebie, porzucenie nadziei na lepsze jutro, czy wreszcie stany depresyjne, które w naturalny sposób wiążą się z sytuacją, którą postrzegamy jako „bez wyjścia”. 

Tak zaczynają się dramaty i katastrofy: tak bardzo często wplątujemy się w pułapki, z których ciężko o własnych siłach wyjść.


Zależność tak, ale...

Oczywiście że w związku, szczególnie w początkowej fazie macierzyństwa zależność finansowa, ta przejściowa, bywa naturalną sprawą. Jednak nawet wtedy, trzeba być czujnym, świadomym i z pełną determinacją podkreślać, że nawet jeśli na wspólne konto wpływa wynagrodzenie jednej strony, to nadal oboje o nim decydują i  nie ma tu miejsca na  sztywny podział na moje / twoje.

Kobieca praca wychowawcza, opieka nad dzieckiem na pełnym etacie przez pierwszych kilka miesięcy czy nawet lat  jeśli dzieci jest więcej, jest wymierną wartością dla całej rodziny, mimo że nie liczy się jej w złotówkach i nie płaci od niej podatku.

Dlatego Kochane: jeśli chcecie mieć prawo do marzeń, chcecie samodzielnie decydować o ważnych dla was sprawach, uniknąć presji i rozczarowań, żyć takim życiem jakie same wybierzecie, to nie oddawajcie wszystkiego co macie pod cudze skrzydła. 

Nawet w najlepszym związku trzeba pozostawić coś tylko dla siebie: swoją przestrzeń emocjonalną, swoje własne marzenia, aspiracje, swoją pracę, za którą dostaje się pieniądze. 

Partner może odejść, może się zmienić, życie może wywinąć nam taki numer, że staniemy przed nim jak słup soli. Wtedy nasza niezależność, nasza świadomość, że damy sobie jakoś radę, jest orężem i tarczą, która pozwoli ustać nam na nogach, nie zwali nas na ziemię, ani nie zamknie w klatce ze złota.

Jest w tym pewne uproszczenie, ale uważam, że w dorosłym życiu, nikt od nikogo nie powinien być w zupełności zależny. 


Mężczyznom też jest ciężko


Chociaż rzadko o tym mówią. Chłopców wychowuje się według schematu "maczo", a taki ktoś jak wiadomo nie płacze, nie mazgai się, nie przyznaje do słabości, wszystko znosi, a "klatę" ma ze stali. 

Sytuacja, w której los całej rodziny, przynajmniej w aspekcie finansowym spoczywa na jednych barkach, na dłuższą metę jest także nie do pozazdroszczenia. 

Trudno nieść ten ciężar, zwłaszcza w czasach tak dynamicznych zmian, kiedy firmy padają, zdarzają się restrukturyzacje, zaległości płatnicze i wiele mniej lub bardziej skomplikowanych problemów. 

Mężczyźni, chociaż się nie przyznają, przeżywają  czasem w środku katusze. Stąd bardzo blisko do chorób psychosomatycznych, do problemów emocjonalnych, uzależnień, permanentnego stresu, nerwowości i sytuacji, w której w rodzinie, tak naprawdę nikt nie jest szczęśliwy. 


Epilog


Jesteśmy słabi, bywamy nadmiernie kontrolujący. Czasami zależność wyzwala w nas emocje i stany, których się po sobie samych nie spodziewaliśmy. Zaczynamy traktować drugiego człowieka przedmiotowo, przestajemy go cenić, odbieramy mu prawo do jego indywidualności. I to już jest nawet nie furtka, ale ogromna brama do nadużyć. 

Dlatego apeluję: ostrożnie, bardzo ostrożnie, z jakąkolwiek zależnością. I z zaufaniem, pełnym stuprocentowym zaufaniem też ostrożnie. 

Mam poczucie, że trzeba ufać, ale czasem dobrze także powiedzieć po prostu SPRAWDZAM. 




Masz koleżanki, którym ten tekst się przyda? Czujesz się poruszona? 

Podaj dalej!



Długotrwały stres może zabijać i nie ma w tym cienia przesady. Jest także czynnikiem wywołującym i zaostrzającym przebieg wielu poważnych chorób, w tym autoimmunologicznych, układu pokarmowego czy  nawet raka. Jeśli chcemy dobrze i zdrowo żyć, musimy umieć zarządzać swoim stresem. 


Każdy organizm reaguje inaczej. Jedni cierpią na bóle głowy, inni na bezsenność, bóle brzucha, problemy z nastrojem, rozdrażnienie, w przypadku niektórych osób pojawiają się nawet epizody lękowe czy przypominające nerwicę. 

W życiu nie ma nic za darmo. Za stres jakoś musimy zapłacić. Relaks, prawdziwy odpoczynek to konieczność. Jak? Podpowiadam!


1. Biblioterapia

Uwaga! To nie terapia Biblią, ale generalnie czytaniem, lekturą. "Proza nie Prozac jest receptą. Literatura, nie lit" - pisał Blake Morrison, w The Guardian. 

Już starożytni Grecy znali i stosowali pojęcie katharsis, czyli nagłego odkrycia, iluminacji, która wywoływała wielkie emocje i prowadziła do uruchomienia procesu uczenia się czegoś nowego o sobie i świecie. Ta "eureka" sprowokowana obcowaniem z dziełem sztuki, w tym także dziełem literackim, pomagała czytelnikowi w rozprawieniu się z własnymi ograniczeniami, odkryciu nowych rozwiązań, uporaniu się z ciężarem emocjonalnym. 

W konsekwencji prowadziła do zmniejszenia odczuwanego napięcia i poprawy stanu samopoczucia i stanu ogólnego. Człowiek, w gruncie rzeczy nie zmienił się tak bardzo przez ostatnie 3000 lat. Ciągle jesteśmy tymi samymi ludźmi i dziś może nawet bardziej niż kiedyś, potrzebujemy regularnego katharsis.

Co czytać? Zajrzyj do mojej zakładki CZYTAM.  Więcej o biblioterapii: TU


2. Medytacja

Praktykowanie stanów uważności, skupienia - medytowanie, porządkuje nasz mózg i wprowadza w nim trwałe zmiany strukturalne. Efekty te można oglądać na badaniu rezonansem magnetycznym. 

Wyniki neuroobrazowania u osób praktykujących różne formy medytacji wykazały wzrost gęstości substancji szarej w lewym hipokampie. Hipokamp jest obszarem mózgu zaangażowanym w procesy pamięci, uczenia się i kontrolowania emocji.

Osoby zdolne do chwilowego wyciszenia są na co dzień mniej zestresowane, bardziej obecne w tu i teraz, przez co podejmują bardziej świadome decyzje i są zwyczajnie szczęśliwsze. To na prawdę nie jest trudne. 
Jak zacząć, co możesz zyskać? Czytaj TUTAJ. 

Szukasz sposobów na stres? Zwyczajność też relaksuje. 


3. Seks

Udany seks radykalnie obniża poziom stresu. Są na to badania  - między innymi publikowane w prestiżowym New Scientist. 

"Po udanym kontakcie seksualnym, najlepiej zakończonym orgazmem będziemy mieli podobny stan do tego jaki osiągamy po treningu relaksacyjnym, saunie, masażu"- mówi seksuolog Arkadiusz Bilejczyk. 

Jesteśmy wtedy  bardziej rozluźnieni, zmniejsza się poziom lęku, a poczucie własnej wartości wzrasta. To zasługa oksytocyny, hormonu wydzielanego podczas stosunku seksualnego. Według brytyjskich naukowców to korzystne dla nas działanie oksytocyny utrzymuje się  nawet przez tydzień. 

Uwaga! Długotrwały seks upośledza czynności seksualne i obniża libido. Nie traktuj więc seksu jako kolejnego zadania na liście czy sprawdzianu witalności. 



4. Sport

James A. Blumenthal przeprowadził badania z których wynika, że ćwiczenia fizyczne są skuteczne w zwalczaniu depresji w takim samym stopniu jak stosowanie leków.  Tak samo jest ze stresem. Już 20-30 minut pływania, spacerowania czy biegania obniża poziom naszego napięcia. 

Aktywność dobrze dobrać indywidualnie, tak aby sprawiała nam jak największą przyjemność. Naprawdę nie chodzi o to aby się zmuszać. Wybór jest ogromny, każdy znajdzie coś dla siebie. 


5. Podróże

Wcale niekoniecznie te ogromne. Zmiana miejsca, okoliczności, spotkania z tym czego nie doświadczamy na co dzień pozwalają oderwać myśli od codziennych problemów i spotkać się z sobą samym. To mogą być bardzo pouczające i oczyszczające spotkania. 

Więcej w serii "Podróż to rozwój". 


6.  Kolorowanki dla dorosłych

Zdobyły w ostatnim czasie ogromna popularność i można je dziś kupić w każdej księgarni. Wypełnianie mniej lub bardziej skomplikowanych wzorów kolorem może być cudowną lekcją uważności i chwilą relaksu. 

Kolorując korzystasz z terapii kolorem, uspokajasz oddech, odpoczywasz od hegemonii komórki i komputera. Warto!

Kolorowanie jest super! Nie tylko dla dzieci! Zdjęcie: Mamania


7. Gotowanie

Zwłaszcza latem jest niezwykle przyjemne i wcale nie musi być pracochłonne, trudne czy wymagające niezwykłych umiejętności. 

Na weekend polecam Wam bardzo pizzę z arbuza, albo chłodnik od Doroty :) 

Smacznego!



Podobało się? Podaj dalej! Zostaw w komentarzu swoje sposoby na stres! Dziękuję :) 






Niezawodny przepis na wakacyjną katastrofę? Mieć plan sztywny jak kołnierz ortopedyczny i przy każdym odstępstwie od niego irytować się tak, jakby ktoś nam złamał kręgosłup. 


Osobom, które planują zbyt skrupulatnie: i podróż i życie, ciężko przejść przez to co ich spotyka suchą stopą. 


Wszystko płynie. To też

Wielu z nas ma potężną potrzebę kontroli, która wynika głównie z braku poczucia bezpieczeństwa. Kiedy coś nie idzie po naszej myśli, tracimy głowę, nerwy, czasem sporo łez. Im mocniej się usztywniamy, tym bardziej nieadekwatność rzeczywistości nam uwiera. 

Kilka lat temu zapytano sporą grupę studentów, czego przede wszystkim życzą sobie na następne lata. Mówili głównie o stabilizacji, rozumianej jako stan braku zmian, niespodzianek. 

Tymczasem w życiu wszystko płynie. Nic nie stoi w miejscu. Jedyne miejsce, gdzie ludzie nie mają kłopotów... to cmentarz. A przecież większość z nas nie tęskni za śmiercią, a kocha życie. 

Nie ma sensu się usztywniać i w podróży i w życiu. Im mocniej wyćwiczymy się w sztuce elastyczności, im bardziej będziemy ją ćwiczyć tym łatwiej będzie nam znieść to, co nas spotka wtedy gdy działamy z planem i obok niego. 


Niemcy, niedoceniany kierunek turystyczny

W ubiegłym tygodniu odwiedziliśmy Dolinę Mozeli, gdzie od ponad dekady mieszka moja siostra. Już dawno zauważyłam, że nasz zachodni sąsiad nie jest postrzegany jako dobry kierunek turystyczny. Wynika to pewnie z naleciałości historycznych. Wielu z nas było w Grecji, Hiszpanii, Egipcie czy na Wyspach Kanaryjskich, natomiast oddalone o kilka godzin jazdy autem Niemcy, ciągle są kierunkiem turystyki co najwyżej zarobkowej.

Szkoda, bo są faktycznie niezwykle urokliwe i mimo różnic, znacznie bliższe nam kulturowo niż egzotyczna Turcja czy Tajlandia.

Do Niemiec lata się nie tylko z Warszawy, ale także z Wrocławia, Katowic, Gdańska czy Krakowa. Warte rozważenia są też połączenia Polskiego Busa z Berlinem, czy kolejowe, oferowane przez PKP. 


Dolina Mozeli, czyli szlak wina

Oddalona o półtorej godziny lotu z Polski (najlepiej do Frankfurtu, albo Frankfurt Hahn) Dolina Mozeli, to kraina zieleni, winnic i świętego spokoju. Większość miasteczek na szlaku jest niezwykle klimatyczna, trudno w nich o komunikację miejską i miejsca parkingowe, ale za to łatwo o wąskie, miłe dla oka ścieżki i wypożyczalnie rowerów. 


W ramach atrakcji, można popłynąć statkiem po Mozeli 

W tym regionie uprawia się właściwie tylko winorośl. 
Wystarczy się rozejrzeć.

Mozela świetnie sprawdza się w transporcie, nie tylko turystów :) 

Niedźwiedzie w Bernkastel Kues

Jeśli zależy Wam na nieszablonowym miejscu na krótki wypoczynek, warto rozważyć ten region. Nie liczcie jednak na adrenalinę i emocje. Nie po to się tam jedzie. 

Tym razem, zwiedzanie utrudniła nam choroba Amelki, ale coś jednak udało się zobaczyć. 


Wiele domów może poszczycić się wielowiekową historią

Wino, wszędzie wino :) 

Jeśli ktoś z Was uważa, że Niemcy nie mają fantazji, 
powinien zweryfikować swój pogląd.


A kiedy nad doliną rozpościera się mgła, można kręcić horrory :) 

A najważniejsze w tej podróży było spotkanie 
z moją siostrą :) 

Bo tak naprawdę w podróżowaniu nie chodzi o to, co się zobaczy i gdzie się pojedzie, ale o wspomnienia, spotkania z ludźmi i zmianę perspektywy. 

A te są bezcenne. I nie zapłacicie za nie żadną kartą. 



Po więcej zdjęć i wrażeń, zapraszam Was jak zawsze także na mój Instagram i VINE. 

Więcej wpisów z serii "Podróż to rozwój", także TUTAJ. 


Pewien chłopiec chciał się dowiedzieć, jak słyszą pająki. Wpadł więc na pomysł testu. Badanie przeprowadził, odpowiedź uzyskał, tylko rzeczywistość trochę pękła w szwach. Jeśli Wam też skrzypi i pęka, przeczytajcie. 


Chłopiec złapał pająka, położył na blacie, a potem krzyknął "uciekaj". Zwierzak posłuchał. Następnie pozbawił biedaka nóg i znów krzyknął "uciekaj". Pająk ani drgnął. Wnioski?  Pająki słyszą nogami. Nie usłyszał to i nie uciekł. Logiczne? No w sumie tak. Co z tego, skoro to wierutna bzdura. Czy ta historia coś Ci przypomina? Może w swoim życiu wierzysz w podobne rzeczy?



Fałszywe wnioski, lukrowana rzeczywistość

To co wiemy o sobie i świecie, to wcale nie jakiś sztywny, niepodlegający dyskusji fakt, ale pewna wypadkowa rzeczy, które nam powiedziano, których się nauczyliśmy, spotkań, związków i okoliczności, które miały w naszym życiu miejsce. 

Czy gdybyś urodził się ten sam ale w innym miejscu, w innym czasie, w innej kulturze, myślałbyś, czułbyś dokładnie tak samo? Z pewnością nie. 

Badacze szacują, że raz na siedem lat wymieniamy wszystkie komórki ciała. Wszystkie, wszyściutkie. Oczywiście nie na "hura", ale stopniowo, w różnym tempie. 

Czasami jednak ciało się zmienia, a w głowie jak w muzeum. Zabetonowane na amen. Chociaż wszystko płynie, trudno dać popłynąć własnym ograniczeniom i przekonaniom. Nawet jeśli wynikają z równie nieprzemyślanych eksperymentów.


Tylko krowa nie zmienia poglądów

Aczkolwiek mam przeczucie, że to powiedzenie jest bardzo krzywdzące dla krów. 

Wiele przekonań które mamy, które niesiemy na plecach, okazuje się nie przetrwać żadnego testu siły. Znikają pod podmuchem wiatru, pod ciepłym spojrzeniem, pod uściskiem dłoni. Ale bywa, że odbudowujemy je uparcie, nadając przeczącym im zdarzeniom rangę jednorazowych wyjątków. "Ludzie są źli i samolubni, a że ktoś mi pomógł, to pewnie więcej się nie powtórzy". "To że mi się dziś UDAŁO, to o niczym nie świadczy". 

Wyrywamy nogi pająkom, zamiast dowiedzieć się o sobie czegoś co NAPRAWDĘ będzie wartościowe, jasne, klarowne i użyteczne. Pozorne rozwiązania i pozorne poszukiwania prowadzą zawsze w to samo miejsce: donikąd. 

Widzimy ludzi i rzeczy takimi jacy sami jesteśmy


Jak zmienić własne przekonania? Czy warto je zmieniać?

Jeśli Ci służą, jesteś zadowolony, życie nie trzeszczy w szwach, pewnie nie. 

Jeśli jednak jak ten chłopiec z opowieści, w kółko szukasz odpowiedzi, a trafiają Ci się co najwyżej protezy prawdy, na których da się ujść do najbliższego dołka, kryzysu, czy rogu, to dobrze zweryfikować: 

1. Czy to w co wierzysz jest prawdą? Czy na pewno? Czy jesteś tego pewien? 

2. Czy możesz mieć do tej prawdy absolutne zaufanie? Bo jeśli nie, to wróć do punktu pierwszego. 

3. Kim się stajesz, kiedy wierzysz, że to prawda?

4. Kim byś był, była, gdybyś wierzyła w coś dokładnie przeciwnego? Gdzie byś doszedł bez tej myśli, przekonania?
( Inspiracja Byron Katie)  


Nie udawaj, że szukasz

Chociaż masa osób tak robi. Codziennie podejmują trud autosabotażu. W tej grze wcale nie chodzi o to, żeby się dowiedzieć naprawdę, aby znaleźć, ale o to, żeby udowodnić sobie i innym, że to w co się wierzy, faktycznie jest prawdą. Teza jest pierwsza, a badanie ma to potwierdzić. W ten sposób można udowodnić prawie wszystko, problem w tym, że będzie to wniosek z gatunku "pająki słyszą nogami".  

Jesteśmy mistrzami w oszukiwaniu samych siebie i jesteśmy zdolni uwierzyć w prawie każde kłamstwo, które wymyślimy sobie na nasz własny temat. Nikt nie oszuka Cię równie skutecznie jak Ty sam. 


Bądź uczciwy sam ze sobą

Wtedy masz szansę odkryć coś naprawdę niepowtarzalnego. I pójść do przodu. Życie się zmienia, okoliczności się zmieniają, wszystko płynie. Nie ma sensu przemocą trzymać tego, co chce odejść, nie ma sensu reanimować trupa, ani upierać się przy kłamstwie, które zabrało nam wiele cennych lat. To już było, nie wróci, dni mijają.

Z uczciwości z samym sobą wynika czasem wiele gorzkich łez, ale lepiej je przełknąć i iść nową drogą. Zwłaszcza gdy gołym okiem widać, że na starej zupełnie nic już na nas nie czeka. Żadne pająki, żadne nadzieje, żadna prawda, nawet ta kulawa. 

Czegokolwiek chcesz się dowiedzieć, pytaj i bądź krytyczny, gdy słyszysz odpowiedź. To jedyna droga do prawdziwej wiedzy. Zdecyduj sam, czy NAPRAWDĘ warto chodzić na skróty. 




Doły i dołki zdarzają nam się wiele razy w życiu i nie ma w tym nic dziwnego. Cała rzecz w tym, żeby się w nich niepotrzebnie nie grzebać i tym samym nie pogarszać swojego stanu. 


Niestety większość z nas, zamiast wyolbrzymiać to co dobre, ma tendencje do tego aby widzieć głównie to co złe i to w karykaturalnie wielkim rozmiarze. Nie bez powodu mówi się o tym, że strach ma wielkie oczy, a nasze obawy rosną jak nasz cień - tym bardziej im mocniej się na nich skupiamy. 

Natura wbudowała nam w "oprogramowanie" mechanizm rozdmuchiwania zagrożeń. Robimy to z lubością. O ile w dobie dinozaurów i tygrysów szablozębnych była to rzecz niezwykle przydatna, o tyle dziś, często martwimy się bez sensu i na zapas. Tym samym dołek zamiast się zmniejszać, robi się coraz głębszy, a im niżej jesteśmy tym trudniej z niego wyjść. 


Czym się równi dołek od depresji? Jak wyjść z dołka?

Dołek to nie depresja i należy to z całą mocą podkreślić. Jeśli doświadczasz długotrwałego (kilka tygodni, a nie kilka dni) wszechogarniającego smutku, nie jesteś w stanie odczuwać radości, nic, zupełnie nic cię nie cieszy, nie chce Ci się wstawać z łóżka, najchętniej zakopałbyś się gdzieś głęboko, twój stan nie poprawia się, a raczej pogarsza, to koniecznie odwiedź lekarza psychiatrę. 

Kiedy boli noga, albo grypa nie odpuszcza, bez zwłoki idziemy do lekarza. Czemu więc gdy boli dusza nie szukamy pomocy? 

Depresja bardzo często wymaga leczenia farmakologicznego i nie należy się tego wstydzić. Sama farmakologia to jednak często tylko niezbędny, pierwszy element leczenia.  Dobrze pamiętać, że leki na depresję nie naprawią naszego życia, nie rozwiążą naszych problemów rodzinnych, nie odczarują złych relacji, ani nie zmienią nam pracy. 

Na całym świecie rośnie liczba diagnozowanych depresji, rośnie też liczba osób stosujących leki przeciwdepresyjne z innych niż depresja powodów.  Sporo  osób sięga po nie z powodów takich jak zaburzenia snu, nastroju, przygnębienie czy deficyt sił. Po zastosowaniu leków doświadczają chwilowej poprawy, wierząc że to lek na całe zło, ale wiara w zmianę instant, w cudowną pigułkę, która nas znieczuli, ogłuszy i zrobi coś za nas bywa bardzo zwodnicza. 


W dołku nie szukaj dna

Jeśli czujesz, że jest blisko, tym bardziej nie kop się po kostkach. Bardzo często kiedy doświadczamy spadku nastroju, problemów, zamiast minimalizować ich szkodliwy wpływ na nasze życie, jeszcze sobie dokładamy. Niestety często kopią z nami jeszcze nasi bliscy. Zamiast naprawdę pocieszyć, jeszcze dokładają nam zmartwień. "No tak, straciłeś pracę, a teraz takie bezrobocie, syn Krysi 3 lata szukał zajęcia, teraz to tylko po znajomości" itp. 

Jeśli czujesz, że niebezpiecznie lecisz w dół, a znajomi i rodzina serwują Ci takie komunikaty, mów wprost: "Nie pomagasz mi, proszę nie opowiadaj mi tych historii, możesz mi pomóc napisać nowe cv, ale nie chcę więcej słuchać o tym, jak jest ciężko". 


Co poprawia nastrój w dołku?

Kiedy czujesz, że jest tak sobie, albo źle, zastanów się co pomoże Ci wyjść z miejsca, w którym jesteś. Stawiaj na rzeczy, które poprawiają Ci nastrój i unikaj tych, które działają przygnębiająco. 

Jeśli wiesz, że film, książka niosą za sobą ciężki ładunek emocjonalny, nie sięgaj po nie w kryzysie. Dodatkowe umartwianie się naprawdę nie pomoże Ci odzyskać sił.

Tak, pewne sprawy trzeba przemyśleć, wypłakać, uczuciom, które pojawiają się w dołku nie wolno zaprzeczać, ale nie oznacza to, że pomoże Ci taplanie się z lubością we własnym lub cudzym nieszczęściu. Nie karm lęków, nie dmuchaj tego plastikowego smoka. 

Pamiętaj o śnie: jeśli nie masz kłopotów z zasypianiem, traktuj go jak lekarstwo. Nie żałuj sobie, nie trąb o własnym lenistwie. 

Istnieje niebezpieczny mit, który mówi, że sięgając po używki, doświadczamy niezbędnego "resetu". Tymczasem takie chwilowe poprawianie sobie nastroju, może być prostą drogą do uzależnienia.  Dziś może poczujesz się lepiej, ale jutro spadniesz jeszcze niżej. 

Cudownie na nasz nastrój działa ludzka bliskość i dobrze o nią prosić i jej szukać. Podobno człowiek aby przeżyć, potrzebuje około 4 przytuleń dziennie, aby czuć się dobrze ośmiu , a aby się rozwijać dwunastu. Nie szczędźmy sobie więc dobrego, czułego dotyku, bo on jest jak lina, po której możemy się wspinać w kierunku słońca. 

Jak wyjść z dołka? Na pewno nie drogą do dna.
Wszyscy mamy lepsze i gorsze dni, ważne, żeby pamiętać, że
po deszczu zawsze wychodzi słońce. Inspiracja: John Marston


Uważaj, smutek uzależnia!

I takich uzależnionych od smutku, narzekania, funkcjonowania w sferze cienia jest wśród nas bardzo wielu. Jeśli twój fokus jest nastawiony głównie na to co ciężkie, złe, wszędzie szukasz dowodów na to, że życie jest ciężkie, ludzie złośliwi, a los przewrotny, z pewnością je znajdziesz. Pamiętaj tylko, że to nie poprawi twojego samopoczucia ani nie zmieni twojego życia. 

Smutek, chociaż wielu ciężko to przyjąć, bywa po prostu formą tchórzostwa.  Osho pisze, że "każdy absolutnie każdy potrafi być nieszczęśliwy. Ale do poczucia błogości potrzebna jest ogromna odwaga – a żeby ją poczuć, trzeba nad sobą popracować.” 

Wielu ludzi latami żyje w stanie permanentnego rozczarowania i rezygnacji. Wielu też nie robi zupełnie nic, aby stamtąd wyjść. 


Dołek = okazja

Chociaż na pierwszy rzut oka często tego nie widać. Bycie w kryzysie, w momencie granicznym, może być cudowną okazją do tego, aby się sobie przyjrzeć i wreszcie, często po latach zaniedbań, coś zmienić. 

Złe samopoczucie, smutek, rezygnacja, poczucie bezradności, to niekoniecznie dopust boży, ale sygnał, że nasze życie woła o uwagę. 

Jeśli się wysilimy, zrobimy coś aby przezwyciężyć to co nas uwiera, być może chwila kryzysu okaże się być trampoliną do nowego lepszego życia. 

Kiedy jesteśmy sami dla siebie po prostu dobrzy, wtedy życie przychodzi nam jakoś łatwiej, a wszystkie góry i doliny traktujemy jako niezbędny element życia. 

Jesteś teraz na górze? Pamiętaj, że jakiś dołek kiedyś na pewno przyjdzie. Jesteś w dołku? Pamiętaj, że góra ciągle istnieje. W końcu po deszczu, zawsze wychodzi słońce. Czasem zdarza się nawet tęcza. Dobrze to mieć z tyłu głowy. Także wtedy, kiedy życie kopie po kostkach. 



Czujesz się zainspirowany? Podaj dalej, powiedz znajomym :) Dziękuję:)!



Jeśli coś w środku mówi Ci, że nie dasz rady, że się nie nadajesz i generalnie nie ma się co wygłupiać, to prawdopodobnie jest to wewnętrzny krytyk. Taki ktoś, kto zamiary ma może i dobre, ale metody najgorsze z możliwych. Dlaczego? Bo im bardziej w siebie wątpisz, tym bardziej Ci nie wychodzi, a im bardziej nie wychodzi tym szybciej rośnie twoje zwątpienie. 


Można w tym błędnym kole przeżyć długie lata, tylko z pewnością szkoda na to czasu. 


Blair Singer, amerykański pisarz i nauczyciel twierdzi, że całe swoje życie spędził na wojnie, toczącej się między jego prawym a lewym uchem. Uważa również, że to właśnie jest odległość dzieląca ludzi od sukcesu. Czy zdołasz ją przebyć?



Głosy w mojej głowie...


Każdy człowiek prowadzi sam ze sobą dialog. Często jest to właściwie monolog, bo coś w środku w kółko gada i gada. Komentuje rzeczywistość, ludzi, zdarzenia, plany i marzenia. 

Krytyk wewnętrzny może być uważnym obserwatorem rzeczywistości, suflerem w istotnych sprawach, kimś kto chroni przed niepotrzebną brawurą, albo... kulą u nogi. 

Intencją krytyka jest chronić nas przed niebezpieczeństwem, rozczarowaniem, smutkiem  -  ale prawda jest taka, że jego działania, szczególnie w ostatnim wypadku trudno uznać za budujące. Zanim zdążysz się rozczarować, sparzyć na tym przed czym ostrzega, już nic Ci się nie chce. W takim stanie naprawdę ciężko o jakąkolwiek konstruktywną zmianę w życiu, nawet jeśli jest nią ledwie zmiana butów. 


Co mówi wewnętrzny krytyk?

To się nie uda, nie ma szans, to żadna opcja, czy jesteś absolutnie pewna, pewien, że to ma sens, a może lepiej się nie narażać, nie wygłupiaj się, jesteś śmieszny, ależ w życiu Ci jeszcze to nie wyszło, przestań się łudzić. 

Wewnętrzny krytyk miażdży twoje poczucie własnej wartości i  niezwykle często zabiera się za krytykę tego co na zewnątrz: trochę boi się ludzi i zamiast widzieć w nich sojuszników, dostrzega głównie wrogów. Tępi naszą wewnętrzną intuicję, która nas wspiera. Prowadzi także na manowce relacji międzyludzkich. 

Skąd się wziął? Często jest pewną wypadkową rad których nam udzielono, opinii jakie otrzymaliśmy na swój temat, doświadczeń jakie zebraliśmy i pewnym odbiciem tego co zobaczyliście w cudzych oczach. 

Często to głos bardzo krytycznych rodziców czy nauczycieli staje się naszym wewnętrznym głosem i dlatego tak ważne jest aby odpowiedzialnie i z dużą uwagą ferować wyroki i kierować komunikaty do własnych i cudzych dzieci. 

Czasem jest w nas bardzo wiele złych słów o nas samych. 
Wewnętrzny krytyk nie pomaga,
 ale sabotuje nasz wysiłek. 

Gdy przestajemy go słuchać dzieją się niezwykle rzeczy. 


Co zrobić z wewnętrznym krytykiem? 

Walczyć nie ma sensu. To także część Ciebie, a sobie nie wypada robić krzywdy. Dobra wiadomość jest taka, że krytyka można przerobić na sojusznika, a gdy wątpimy w siebie, to najlepszą rzeczą, jaką możemy dostać jest właśnie wewnętrzne wsparcie. 

Po pierwsze przyjrzyj się swojej myśli i zastanów się skąd się wzięła. Weź ją pod lupę. Czy ktoś tak kiedyś do Ciebie powiedział? Czy ta osoba ma rację? Czy mogła mieć? A może wcale nie jest twoim autorytetem, ekspertem, a Ty w kółko bez sensu powtarzasz jej opinię, wypowiedzianą w złej wierze, albo w złości? 

Czy musisz w to wierzyć? Czy to obiektywnie ma sens? Kim jesteś bez tego obciążającego dziedzictwa?

Zwykle już samo przyjrzenie się treści wewnętrznej rozmowy odbiera jej całą niszcząca moc. To są strachy na lachy i miny kogoś, kto grubo przesadza. Naprawdę nie musisz go słuchać. 


W co chcesz wierzyć, co chcesz sobie powiedzieć?

Kiedy już wiesz skąd się biorą twoje krytyczne myśli możesz zastanowić się jakie byłyby te, które by Cię wspierały. I je sobie dawać. Po prostu. Spróbuj jeszcze raz, to może sie udać, potrafię, jestem zdolny, umiem, poradzę sobie, zrobię to, a jak nie to przecież zawsze mogę coś poprawić itp. 

Kiedy wewnętrzny krytyk zaczyna robić miny, przedrzeźniać, sączyć jad, można go szybko uciszyć, a jeśli delikatne perswazje nie pomagają, powiedzieć zdecydowane STOP. Sprawdź co na niego działa. Jeśli trzeba to krzyknij.  Im bardziej wyćwiczysz się w tej wewnętrznej dyscyplinie, tym mniej ten terrorysta będzie wchodził Ci na głowę. 

Najgorsze co możemy zrobić ze swoim życiem to spędzić je w strachu przed porażką i śmiesznością.

Kiedy nic nie działa i złe myśli przychodzą jak zwykle, odpowiedz sobie tylko na jedno, zasadnicze pytanie: 

Kto tu rządzi? Czy to Ty masz złe myśli, czy one mają Ciebie? Czy Ty masz mózg, czy mózg ma Ciebie? 

Kiedy przywrócimy właściwe proporcje i miejsce temu co jest, nagle większość spraw robi się o wiele prostsza. 

Spróbuj, a poczuj różnicę. 




Jedna ze ślepych uliczek feminizmu, prowadzi do ściany, na której napisano, że kobieta może wszystko. To w gruncie rzeczy prawda, ale jest i "ALE". To przekonanie zamiast dawać nam więcej wolności, czasem prowadzi w miejsce, w którym wszystko ląduje na naszej głowie i zamiast lepiej, mamy jeszcze gorzej. Czy naprawdę zawsze warto?


Niedziela popołudnie, upał leje się z nieba, a w pociągu ... popsuta klimatyzacja. Dwie panie, na oko koło 40 przeciskają się do przedziału, ocierają pot z czoła, a potem próbują ulokować ciężkie walizki na górnej półce. 

 - Can i help you?  - pyta młody człowiek siedzący naprzeciwko mnie, ale panie  nadal bez słowa mocują się z walizką. 

- Może pomogę?  - lituje się biznesmen w markowym garniturze.  - Nie, jakoś może sobie dam radę - odpowiada jedna z kobiet. 

Za chwilę walizka prawie ląduje na naszych głowach, a bez pomocy ani rusz. 

To prawda, możemy prawie wszystko, ale nie zawsze warto się przy tym upierać. Potrzebujemy siebie nawzajem i prosić o pomoc to nie grzech, ani objaw słabości. Cudownie, że ktoś jeszcze chce pomagać. 



Pułapki "dam radę"

"Umiesz liczyć, licz na siebie" - mówi przysłowie, które nie pierwszy już raz, niekoniecznie jest mądrością narodu. I my tak na siebie liczymy, aż bywa, że lądujemy w jakimś dziwnym miejscu, z dziwnymi ludźmi, obarczone obowiązkami, których mamy serdecznie dosyć i z poczuciem odpowiedzialności za świat, które zwaliłoby z nóg nie jednego, ale z 10 strongmenów. 


A czy Ty, kiedykolwiek robisz coś tylko dla przyjemności? Rysunek: za Rana Waxman

Niestety popkultura jeszcze utwierdza nas w takich przekonaniach. Ostatnia reklama jednego z dezodorantów, w którym piękna, wymuskana kobieta daje radę i pracy i obowiązkom domowym, opiece nad dziećmi, wygląda jak milion dolarów kołysząc się na seksownych obcasach i jeszcze wspiera i podnosi z łopatek biednego, słabego mężczyznę, który ledwo żyje, to właśnie ten chory nurt, mówiący, że cokolwiek by na Ciebie życie nie zrzuciło to Ty Kobieto i tak DASZ RADĘ. Masz dać! Choćby się waliło i paliło. 

Sprawa jest bardziej uniwersalna niżby mogło się na pierwszy rzut oka wydawać, bo faceci, dziś też ciągle czują, że muszą DAĆ RADĘ. I w pracy i w łóżku, na korcie tenisowym czy na siłowni. 

Jeśli nie dajesz, jesteś słaby. A słabych nikt nie lubi. Tylko czy do dobrego życia naprawdę potrzebujemy tych wszystkich supermenów i supermenek? Czy musimy tacy być? 



Nie opłaca się być za silnym

Dlaczego? Bo każdego w końcu dopadnie słabość. W grupie osób chorujących na depresję i cierpiących na inne, poważne zaburzenia psychiczne, są właśnie te, które zawsze, za wszelką cenę usiłują "dawać radę". Nie proszą o pomoc, nie szukają jej, duszą w sobie własny ból. 

Jesteś zmęczona? Odpocznij!!!
Rysunek: MATKA PO GODZINACH. 


Wśród kobiet, które padają wieczorem na twarz, na wypolerowaną podłogę, nie mając siły ani czasu na to, żeby naprawdę o sobie pomyśleć, są właśnie te siłaczki, które zawsze mówią, że sobie poradzą i nie będą nikogo o nic prosić. 

Wśród mężczyzn z zawałami i wrzodami żołądka, próżno szukać asertywnych typów, którzy powiedzą: "wiesz, lubię tę robotę, zależy mi na niej, ale nie dam rady pracować po 14 godzin dziennie, bo nie mam na to ani siły ani ochoty". 

Kobiety bardzo często mówią, że muszą być NADODPOWIEDZIALNE, bo nie mają innego wyjścia. Rzecz jednak w tym, że udając siłaczkę gdy w środku mała dziewczynka łka i prosi o chwilę wytchnienia ściągają na siebie jeszcze więcej obciążeń. 

Siła za wszelką cenę kosztuje po niewczasie bardzo drogo. 


Bądź wystarczająco dobra i wymagaj tego od innych

I to naprawdę wystarczy. Nie wyręczaj całego świata, nie szarp się bez sensu. My kobiety, niezwykle często wpadamy w pułapkę "zrobię to lepiej" i w ten sposób kastrujemy naszych mężów, partnerów i przyjaciół. Później wszystko robimy za nich, a same ledwo dyszymy od nadmiaru obowiązków. 

Często naprawdę nie potrzebujemy żadnego IDEALNIE, a wystarczy nam w zupełności WYSTARCZAJĄCO DOBRZE. 

Wszyscy mamy chwile mocy i słabości. Potrzebujemy wiedzieć, że możemy sobie pozwolić i na jedne i na drugie. W słabości czerpać siłę z tego, że ktoś nas wspiera, a w momentach mocy przenosić góry, których w innych okolicznościach nie poruszyłybyśmy nawet o milimetr. 

O pomoc trzeba prosić. Tak, czasem nam odmówią. Tak, czasem ludzie będą dla nas nieżyczliwi, oceniający. Ale jeśli nie poprosisz, nie przekonasz się. Przeważnie, prośby o wsparcie spotkają się z serdecznym wysłuchaniem.  Nie zapytasz, nie dostaniesz. A szarpiąc się sama, co najwyżej nabawisz się mentalnej przepukliny. 

Czy bycie SUPERWOMEN naprawdę Ci się opłaca? Czy naprawdę MUSISZ WSZYSTKO? 







Jak to się dzieje, że się dzieje? Dni mijają tak szybko, pory roku zmieniają się jak w kalejdoskopie. Czasem dobrze zatrzymać się miejscu i podsumować, żeby w pełni zobaczyć gdzie się jest. 



Przecież dopiero była zima. Wyglądaliśmy ciepła jak kania dżdżu. Odliczaliśmy dni do wiosny, tropiliśmy znaki. Niczym pies z nosem przy ziemi, obwąchiwaliśmy rzeczywistość, czy aby idzie tam gdzie trzeba. A potem buchnęło kwietniem i majem, stało się samo, nie wiadomo kiedy. 


Zimą było tutaj trochę bardziej nostalgicznie, a to chociażby za sprawą wspomnień. 
Aby przeczytać o moich, kliknijcie TUTAJ. 

Kiedy pogoda nie rozpieszcza, dobrze pomyśleć o dopalaczach. 
Moim są również kwiaty. A do tego ruch, dużo ruchu. Więcej TUTAJ. 

Czas mija wszystkim nam tak samo. 
Ale z dojrzałości też można się cieszyć. Naprawdę :) KLIK. 

5 rzeczy, które możesz zrobić, nie tylko w marcu, aby przestać marudzić.
 Na początek, kup sobie kwiaty:)

Marzec i kwiecień, to na Manufakturze rekordy frekwencji. Wiele osób wpadło przypadkiem, za sprawą pewnego hitowego postu, ale większość została na dłużej. 

Pamiętajcie, że to Wy także tworzycie to miejsce i że bez waszego zaangażowania, komentarzy, polubień, udostępnień, sama niewiele mogę. Za każdą łapkę do góry, za każde życzliwe słowo, jestem Wam zawsze nieskończenie wdzięczna! Bloger bez publiczności, jak bez ręki, mówię Wam :) 



Moja córka jest moją cudowną nauczycielką codzienności. 
Od dzieci możemy wziąć co najmniej tyle ile sami im dajemy. 
Jeśli oczywiście mamy otwartą głowę. 

W tym roku skończyłam 34 lata. I wiecie co? 
Całe szczęście, że nie 18!  :) SERIO!


Nawet w niesprzyjających warunkach można wybierać. Bohater, czy ofiara? 

Bez książek, bez czytania, nie byłoby Manufaktury.
 O książkach, które czytam i polecam, przeczytacie TUTAJ. 
Bo pełnia życia i szczęście, 
to raczej cieszyć się bardziej:) 

Na przykład tym, co teraz na straganie :) Uwielbiam!
Tak samo jak morze :)  

Dajcie sobie dużo dobrego czasu w te wakacje. Naprawdę dużo :) 
 Podróżując, kochając i po prostu ciesząc się tym co jest :) 

Dużo uśmiechu na co dzień :) 


Ps. Wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego Instagramu :) Żeby zobaczyć więcej i być na bieżąco z tym, co się u nas dzieje kliknij i dodaj: TUTAJ. 
×