Znowu w życiu Ci nie wyszło? To nic! Porażki, nawet te bolesne i dotkliwe są nieodłączną częścią życia i rozwoju. Na jeden sukces przypada podobno 6. Jak przez nie przebrnąć, jak nie przejmować się porażkami i nie dać się zniechęcaniu? 


Jest jedna, generalna i prosta zasada, której nie bierzemy pod uwagę. W życiu jest tak, że perfekcyjnie nie wychodzi nam nawet ciasto za każdym razem. 

Dlaczego więc oczekujemy, że w sprawach zawodowych, sercowych czy rodzicielskich będziemy nieomylni i zawsze wszystko nam się powiedzie?

To mrzonki. 

Im wcześniej się ich pozbędziemy, tym będziemy zdrowsi. 


Za pierwszym razem rzadko wychodzi

Cokolwiek robisz. Możemy wstawić tu jazdę na łyżwach, rower, gotowanie, małżeństwo, związek, seks, czy pierwszą kąpiel pierwszego dziecka. 

Ten pierwszy raz, bywa słaby i raczej nie ma sensu nastawiać się, że będzie jakoś idealnie. Albo będziemy ćwiczyć i doskonalić się, próbując i ucząc się, albo pozostaniemy w punkcie wyjścia. 

Jeśli w tym procesie uczenia się nie połamaliśmy wszystkich kończyn, nic nie wybuchło, dziecko żyje, a partner ciągle chce z nami być, to nie ma dramatu nawet jeśli efekt finalny jest daleki od zamierzonego.

Jeśli poszło gorzej i związek się rozpadł, a po gotowaniu trzeba odmalować kuchnię, biznes splajtował, a wymarzona podróż się nie udała, to też NIE JEST KONIEC ŚWIATA. 



Górki i dołki są normalne :) Obawiajmy się raczej linii prostych;) 

Tego nie rób z porażką! 

W tym stanie bardzo często robimy sobie najgorszą rzecz z możliwych: kopiemy leżącego. Jeszcze sobie dokładamy. 

Po co? 

Czy dla bliźniego, któremu nie wyszło, też bylibyśmy tak surowi jak dla siebie? 

Jedyna prawdziwa porażka to taka, z której nie wyciągamy żadnych wniosków i tylko takich trzeba wystrzegać się jak ognia.

Inne: mniejsze, lub większe, będą. Takie jest życie.


Zamień to w złoto

Porażka, czy rana, która po niej zostaje nie musi być czymś co nas niszczy i "psuje", wręcz przeciwnie. 

W japońskiej tradycji funkcjonuje technika naprawiania zbitej ceramiki, poprzez łatanie dziur cennymi kruszcami, np. płynnym złotem. Naczynie, które w ten sposób uzyskujemy, ma większą wartość niż pierwotnie. Nabiera cech dzieła sztuki, mimo że wcześniej było tylko zwykła miską czy dzbankiem na kwiaty. 



Kinstugi to japońska sztuka naprwy ceramiki -
filmik na ten temat do zobaczenia tutaj

Z nami jest podobnie. Swoją ranę po porażce, swoje rozczarowanie, smutek i ból możemy także wypełnić płynnym złotem. 

Jak to zrobić? Dając sobie uwagę, bazując na samoświadomości, troskliwie troszcząc się o swoje potrzeby i składając się do kupy z delikatnością: tak jakbyśmy byli drogocenną filiżanką. 

Czy to się uda? A czemu ma się nie udać? 

Wychodząc z porażki nie ma sensu myśleć o następnej. 

Głowa do góry!



Nie zawsze musi być hiper poważnie i z zacięciem moralizatorskim ;) Czasem wystarczy po prostu inspirująco. W końcu życie składa się z drobiazgów i małych przyjemności, a kto tego nie odkrył... ten GAPA! 



Zacytowałam ostatnio na FB pisarkę, Annie Dillard, która powiedziała kiedyś, że to jak spędzamy nasze dni składa się w istocie na to, jak spędzamy całe życie. 

Dlatego liczą się w nim małe przyjemności, inspiracje, cudowne momenty, które może z perspektywy czasu nie znaczą aż tak wiele, bo zacierają się i znikają, ale pozostawiają po sobie przyjemność i radość. 

Co się na nie składa? Drobiazgi. 

Upieczone ciasto, spacer w wiosennym deszczu, zapach nowych perfum, lekkie ukłucie serca przy lekturze czegoś co porusza. 


To wszystko zostaje z nami i sprawia, że po pewnym czasie mówimy: TAK! To był fajny dzień! To był cudowny rok, miesiąc, dekada! 

Oczywiście pamiętamy też te sprawy wielkie i ważne, kamienie milowe w naszym rozwoju, ale kiedy spojrzeć na życie z perspektywy, to okazuje się, że nie ma ich tak dużo. Za to codzienności: tak, tej mamy pod dostatkiem. 


Życzę Wam takich dobrych momentów jak najwięcej. Przyda się także umiejętność dostrzegania ich i cieszenia się -  tak po prostu. 

A na deser zostawiam filmik -  o moich ulubieńcach i inspiracjach. Sprawdźcie czy wasze nie są czasem podobne do moich! 

Do zobaczenia! 



Filmik do obejrzenia TUTAJ. 





Trudni, toksyczni współpracownicy to temat rzeka. Są w każdym biurze i każdej firmie. Zatruwają życie, a bywa że przyczyniają się do  naszej rezygnacji z pracy, czy poszukiwania nowej.  Nie ma szans, abyś w całej swojej karierze zawodowej nie spotkał któregoś z tych 5 typów. Jak z nimi egzystować?



Hania pracowała z Agatą od samego początku, ale dopiero po reorganizacji biura odczuła, jak bardzo koleżanka zatruwa atmosferę w pracy. Na open space jej krzyki i podniesiony głos było słychać trzy razy głośniej, a wybuchy złości z błahych powodów, terroryzowały kolegów nieraz na wiele godzin. Szef nie reagował, bo Agata była dobrą specjalistką, mówił tylko, że ma po prostu choleryczny charakter i radził schodzić jej z drogi.  

Hanka jest bardzo spokojna i cicha. Wydaje się, że nie ma związku, ale codzienne wybuchy Agaty przypominały jej rodzinny dom pełen awantur. Nie mogła skupić się na pracy, bolał ją brzuch, kiedy słyszała jak koleżanka zaczyna się "rozkręcać", miała ochotę uciec i schować się w mysiej dziurze. Kiedy po kolejnej nieudanej interwencji u szefa Agata nawrzeszczała na nią przy wszystkich i prawie doszło do rękoczynów, Hanka zdecydowała się działać. 

Wzięła 2 tygodnie zwolnienia, rozesłała CV, a za miesiąc pracowała już w zupełnie innym miejscu. Zanim podpisała umowę wypytała szczegółowo szefa i szefową HR o współpracowników. Nie było u nich żadnej "Agaty". Atmosfera była przyjazna, Hanka w nowym miejscu pracuje już 6 lat. 

Agatę podobno zwolniono dopiero kiedy wyzwała szefa od idiotów i rozbiła mu kubek na biurku.

Coś Ci to przypomina? 

Typów toksycznych ludzi w pracy jest więcej. Oto kilka z nich: 


1 . Awanturnicy

To pierwsza grupa toksycznych, trudnych współpracowników. Wbrew pozorom równie często spotyka się wśród nich mężczyzn co kobiety. To najczęściej cholerycy, którzy wybuchają szybko, nie kontrolują swoich emocji, a później nie bardzo pamiętają o co chodziło. Bywają bezpośredni i skuteczni, ale trudno się z nimi pracuje. 

Metoda na awanturnika? Nie wdawać się w pyskówki, nie reagować złością na złość, nie dawać się prowokować, ale także nie przyjmować roli ofiary. 

Jeśli awanturnik przekracza twoje granice reaguj stanowczo i żądaj reakcji przełożonych. Jeśli jesteś szefem, nie bagatelizuj wybuchów złości swojego pracownika, nawet jeśli wydają Ci się w pewnym sensie uzasadnione. Agresywne zachowania, wulgarne słownictwo, zagrywki rodem z placu budowy nie sprzyjają dobrej atmosferze w pracy - a ona przekłada się na skuteczność i efektywność zespołu.

Pozostawiając sprawy same sobie szkodzisz i firmie i pracownikom. 


2. Wiecznie niezadowoleni

Narzekanie to ich żywioł. Uczucie niezadowolenia w normalnych warunkach wyzwala kreatywność i chęć poszukiwania rozwiązań, ale nie dotyczy to sączących biurowy jad narzekaczy.

Ciągle coś im nie pasuje, tylko nie wiedzieć czemu nic z tym nie robią. 

Jeśli kolega lub koleżanka męczy Cię swoim negatywizmem, postaraj się szybko ucinać rozmowy. Narzekanie jest jak grypa. Szybko się rozprzestrzenia.


Spora grupa trudnych i toksycznych współpracowników to
umniejszacze i krytykanci.
Obejrzyj mój film na ten temat na Youtube! 


3. Plotkarze

Rozpowiadają niestworzone historie, dodają własne szczegóły, w firmowej kuchni prowadzą drugie życie. Łatwo stać się ich ofiarą, wystarczy jakiś szczególik z życia prywatnego, albo niezabezpieczone dokumenty na biurku. 

Z plotkarzami lepiej nie plotkować, bo to miecz obosieczny. Kiedy zaczynają snuć swoje niestworzone historie, najlepiej zmienić temat, albo przejść do służbowych zadań. 

Pamiętaj! Nie zwierzaj się biurowej plotkarze, ani plotkarzowi! Szybko obróci się to przeciwko Tobie!

4. "Pasożyty"

Nazwa nie brzmi dobrze, ale idealnie oddaje to jak funkcjonują osoby tego typu, więc może nie warto owijać w bawełnę? Osoby pasożytujące, tak jak robaki w przewodzie pokarmowym korzystają na potęgę z żywiciela. Czerpią z jego energii, pomysłów, dobrych rozwiązań. Kiedy pojawi się jakiś "smakowity kąsek", zbiegają się czym prędzej, są szczególnie miłe, uczynne, zgłaszają się do zyskownego projektu, mimo że wcześniej nie dawali się na niego namówić nawet perspektywą większych pieniędzy. Szybko kalkulują co się im opłaca. Kiedy uznają, że wszystko już wzięli, albo że "związek" z żywicielem przestał być zyskowny, porzucają go bez chwili wahania. 

Omijaj szerokim łukiem! Nie daj się podejść!Nie chodzi tylko o to, że zostaniesz wykorzystany, ale także o to, że po takim kontakcie tracimy energię i siły do działania. 

Denerwować się to katować siebie - często, przez głupotę innych.
Czy WARTO? 


5. Demony manipulacji

Manipulacja to taka forma wywierania wpływu na osobę lub grupę, aby nieświadomie i z własnej woli realizowała cele manipulatora. Osoby tego typu przekręcają informacje, wprowadzają zamęt, donoszą, dążą do konfrontacji, wtykają nos w nie swoje sprawy. 

Im bardziej "się dzieje", tym bardziej w to im graj. Jeśli po fakcie, zdarzeniu, czujesz się jak kupka nieszczęścia i nawet nie wiesz do końca co się stało i dlaczego postąpiłeś w określony sposób, bardzo prawdopodobne, że trafiłeś na manipulatora. 

Co robić przy kolejnej okazji? Nie dać się. Być bardzo uważnym. A najlepiej uciekać i nie utrzymywać kontaktu. 


Jak sobie radzić z toksycznymi osobami w pracy? Podsumowanie!

Przede wszystkim nie dać się i nie łudzić. Łatwiej i szybciej zmienić pracę niż człowieka. W korporacjach bardzo często istnieją procedury, które umożliwiają zastosowanie zmian w przypadku konfliktu czy trudności w komunikacji między pracownikami. Dobrze z tego korzystać. 

Jeśli dochodzi do sytuacji, które można zakwalifikować jako mobbing: warto reagować możliwie jak najszybciej i nie pozwolić na rozwój wydarzeń. Siła mobbera rośnie proporcjonalnie do spadku samopoczucia osoby mobbowanej. Im dalej w las tym trudniej coś zrobić. 

Pamiętaj: denerwować się to katować SWÓJ organizm przez głupotę innych. Nie ma takiej pracy, która byłaby tego warta. 


I na koniec...

Zanim dokonamy kwalifikacji kolejnych typów i stwierdzimy, że to ich wina, dobrze czasem także odwrócić lustro. 

Sami też bywamy neurotyczni, toksyczni czy choleryczni. Dla dobrej atmosfery, efektywności i skuteczności zespołu, dobrze przyglądać się też temu co innym w nas przeszkadza. Być może przyznamy im rację? Być może uda nam się coś zmienić? 

W końcu praca, to także rozwój!



Masz swoją historię w tym temacie? Podziel się i daj nadzieję innym! 


Wiosna w Polsce rozkręca się zwykle dość niemrawo, ale kiedy już ruszy.. to bucha kwiecień i maj i lato przychodzi cicho, boso, na palcach, właściwie nie wiadomo kiedy. Jak przetrwać do tej prawdziwej wiosny? Do czasu kiedy ciepło mamy na zewnątrz, w środku, a zielone pędy roślin przekonują, że teraz, właśnie teraz, wszystko jest możliwe? 


Nie wiem jak Ty, ale ja w marcu łapię się na łapczywości i niecierpliwości. Chciałabym JUŻ! Natychmiast! W tej chwili! Niechby ta wiosna już była, szalała i grzała! Żeby zrzucić czapki, schować szaliki, wyjąć kolorowe buty i udawać że tego chłodu i szarości nigdy nie było! 

Ale nie ma tak. Za oknem nadal więcej burości niż słońca. Pierwsze wiosenne kwiaty są nieśmiałe, a termometr pokazuje marne 6 i pół. 

Kiedy kolejny ranek wita mnie mgłą i chłodem, myślę sobie: cholera, nie wytrzymam! 

Ale przyroda to dobra nauczycielka. Pokazuje, że pewnych rzeczy w życiu nie da się przyśpieszyć. Że chociaż tupiemy nóżką i grozimy pięścią do nieba to i tak nic to nie da. 

Przyjdzie co ma przyjść. Wtedy kiedy będzie na to czas. 

O tym właśnie piszę w nowym felietonie dla "Sielskiego życia" i o tym mówię w nowym filmie na YouTUBE

Zapraszam Was serdecznie! 



Mój felieton możecie znaleźć w najnowszym numerze "Sielskiego życia".
Już w kioskach! 


Praktycznie, taktycznie, ale inspirująco! Zobaczcie na YOUTUBE!
KLIK! 




Czy kobiety czują się wolne w swoich wyborach, czy wreszcie po wielu wiekach, w których wybór był fikcją, wreszcie naprawdę możemy żyć po swojemu? I czy finalnie dajemy ten wybór nie tylko sobie, ale i innym? Dzień Kobiet to tylko pretekst do tych rozważań, bo przecież kobietami nie jesteśmy tylko od święta. 


Jesteśmy wolne, przynajmniej w teorii. Nikt nas raczej nie zamyka w domach, nie zmusza do niechcianych małżeństw, zgasły stosy, na których płonęły niepokorne, jesteśmy równe wobec prawa. 

To jednak nie koniec kobiecych dramatów. Niektóre się dezaktualizują, inne pozostają te same, zmienia się co najwyżej oprawa. 

Czy dziś możemy wyglądać tak jak chcemy i czuć się ze sobą dobrze? 
Czy mamy REALNE prawo do wyboru ścieżki swojego życia? 
Czy jesteśmy wolne od ostracyzmu i osądów? 
Czy faktycznie czujemy się bezpieczne w społeczeństwie? 
Czy my kobiety, jesteśmy dla siebie wsparciem? 

Pytań jest wiele i masa z nich to zdania smutno retoryczne. 


Kto komu wilkiem?

Tak, wiele się zmienia, ale worek tematów, które trzeba poruszać wcale się nie zmniejsza.  Kobiety mają wolność wyboru, ale często to wolność iluzoryczna, za którą się słono płaci. 

Ciągle jest na świecie wiele osób, które uważają, że cały feminizm to tylko kobieca fanaberia - i jest wśród nich także masa samych kobiet. 

Pamiętajcie, że feminizm, to nie tylko palenie staników, aborcja czy walka o pigułkę "dzień po", ale także sprzeciw wobec przemocy wobec kobiet, dopominanie się o równe traktowanie w pracy, prawo do godnego porodu, czy "nie" dla kultury seksizmu i gwałtu, której doświadcza o wiele za dużo z nas. 

Ostatnie czasy i wydarzenia pokazują, że cokolwiek na tym polu zdobyłyśmy NIE JEST dane raz na zawsze. Wystarczy mrugnięcie powieką i nagle wracamy do punktu wyjścia. Bo przecież znów pojawi się ktoś kto powie: "WIEM LEPIEJ. TO TYLKO KOBIECA FANABERIA. Pokrzyczą i pójdą do domów". 



I can't believe too :(  To zdjęcie krąży po FB - nie znam autorki,
ani Pani, która jest na zdjęciu, ale to prawda: od minimum
 100 lat kobiece tematy ciągle wracają od nowa i od nowa. 



Wolność dla innych

Myśląc o kobiecej wolności wyboru, nie sposób nie napisać o tej, którą dajemy, albo nie, innym kobietom. To prawdziwy sprawdzian naszej kobiecości, tolerancji i wrażliwości. 

Zobaczcie dziewczyny: mężczyźni są różni i wszyscy to akceptują. Nie ma jednego kanonu męskiego piękna, a nawet gdyby się uprzeć, że jakiś jest to mało kto się nim specjalnie przejmuje. Nie ma jednego męskiego, idealnego sposobu na życie. Jest duże pole dla wolności i wyboru, które kończy się w momencie gdy zaczynamy mówić o przeciwnej płci. 

Dla kobiet wymyślono natomiast jeden, dość uniwersalny scenariusz, który zawiera się w kilku słowach. Być piękną i ponętną, mieć jednego partnera, urodzić dzieci, spełniać się w pracy, ale nie za wiele, bo najważniejsza jest rodzina - poświęcać się, nie chcieć od życia zbyt wiele.

Nawet jeśli ten scenariusz Ci odpowiada to czy akceptujesz to, że nie wszystkie chcą tak żyć? 

Czy bierzesz pod uwagę odstępstwa od tego scenariusza? Czy jesteś w stanie bez oceniania i przyklejania etykietek dać wolność innym kobietom? 

Jesteśmy różne: grube i chude, bezdzietne z wyboru lub z konieczności. Z gromadką dzieci, z partnerem, partnerką, albo same -  znów z wyboru, albo dlatego, że tak wyszło. Jedne chcą być fit i zawsze jak z żurnala, inne nie golą nóg albo nie farbują siwych włosów. 

Czy dajemy sobie nawzajem prawo do takich wyborów? Czy się w nich wspieramy? 
Czy przeciwnie: zbijamy w grupki wzajemnej adoracji i akceptujemy tylko jedno, najbliższe nam stronnictwo?

Nie, nie chodzi o to, żebyśmy się we wszystkim zgadzały, bo to nierealne. Bardziej o to, o czym pisał Voltaire: Nawet jeśli nie zgadzam się z tym co mówisz, to oddam życie, abyś miała prawo to powiedzieć i wybrać po swojemu. 

Kim w końcu do cholery jestem, żeby mówić Ci jak masz żyć?!




Dlaczego kobiece wsparcie jest ważne?
GIF: Libby VanderPloeg


Czego życzyć kobietom?

Ja nam życzę kobiecej solidarności. Tej, o której tutaj. Pamiętajcie, że kiedy będziemy dawały sobie wolność i wsparcie to ono będzie rosło w świecie i przynosiło owoce. To wszystko sprawi, że zmiany będą realne i namacalne. I że być może: nasze córki nie będą musiały już walczyć o to, o co my dziś walczymy. 

Wiele miłości do siebie: nie tylko w Dniu Kobiet! Dbajcie o siebie siostry! 



Czy książki mogą zmienić czyjeś życie? Są takie, które mogą, a przynajmniej pozostawiają trwały ślad. Które zostały we mnie? Zobaczcie! 

Większość książek to "towar jednorazowy", raczej nie do czytania po wielokroć. Zwykle dlatego, że przy kolejnej lekturze nie wnoszą nic nowego. Mam jednak takie, które brałam do ręki nie dwa czy trzy ale naście czy kilkadziesiąt razy i zawsze znajdowałam w nich coś nowego. 

Jakie to pozycje? Co w nich znalazłam? 

O tym opowiadam w nowym filmie na moim kanale na YOU TUBE



Filmik znajdziecie bezpośrednio TUTAJ. 


3 książki, które zmieniły moje życie

O książkach piszę także w zakładce CZYTAM -  i znajdziecie tam więcej polecanych pozycji. Życie bez czytania byłoby smętne i ubogie, obdarte z inspiracji i zamknięte na widzenie świata dostępne innym ludziom. Kto czyta, ten ma większy wgląd -  nawet jeśli czyta tylko książki kucharskie. 

Polacy czytają coraz mniej i to mnie martwi. Dlatego tym bardziej warto pokazywać swoją czytelniczą miłość - zarażać nią swoje dzieci. Może dzięki temu wreszcie statystyki drgną? 

A Ty? Masz takie własne tytuły, bez których nie wyobrażasz sobie biblioteczki? 
Dlaczego są dla Ciebie ważne? 

Podziel się proszę, tutaj lub na You TUBE! 

Dziękuję! 




Są takie rzeczy, które sprawiają, że pod koniec dnia jesteśmy jak wydrenowany pień drzewa. Nie ma w nim ani życia, ani energii, jest za to masa napięć. Coś z nimi trzeba zrobić, no chyba że chcemy do reszty oszaleć. 


Zaczęło się od tego, że przyglądając się swoim aktywnościom dojrzałam takie, bez których spokojnie można żyć. Zaobserwowałam też z boku reakcje własne i innych ludzi na to, co nas powszechnie otacza. 

Kiedy kolejny dzień skończyłam z bólem głowy i poczuciem, że jeszcze trochę i oszaleję, zmniejszyłam liczbę bodźców. Odcięłam się od informacji i dyskusji. Wypisałam z forów, grup, wyłączyłam powiadomienia, wyciągnęłam z kontaktu wtyczkę od telewizora, oraz zmieniłam stronę startową w przeglądarce internetowej. 

Od tego momentu naprawdę lepiej mi się żyje. Co nas, co mnie tak drenowało? Te 3 małe rzeczy...


Powiadomienia

To jest zło. Zło wcielone, które odrywa nas od życia i powoduje, że naprawdę nie potrafimy się skupić, skoncentrować na zadaniach, odpoczynku czy choćby spokojnym jedzeniu. 

Zobaczcie ile rzeczy nas zewsząd atakuje: dźwięk włączony w komputerze, który powiadamia gdy przyszła nowa wiadomość, trzeba zainstalować aktualizację, czy gdy "wykryto zagrożenie". 

Powiadomienia z Facebooka, Instagrama czy innych aplikacji. 

Dzwonek w telefonie. Sygnał SMS. Kalendarz, który pika. Ekspres do kawy, który musi poinformować 8 razy, że niedługo skończy się kawa. 

Tysiąc innych, które sprawiają, że jesteśmy ciągle poddenerwowani, albo w stanie permanentnej gotowości. 

Trzeba mieć świadomość, że to się prawie nigdy nie kończy. Kilkanaście godzin na dobę spędzamy "w pogotowiu". To koszmarnie rozprasza i stresuje. 

Odłączyć się nie da, ale można przynajmniej wyłączyć dźwięk, powiadomienia i wyrobić w sobie nawyk sprawdzania istotnych dla nas informacji kilka razy na dobę, a nie za każdym razem gdy zabrzęczy powiadomienie. 

Ja ocuciłam się i pozmieniałam ustawienia aplikacji gdy po raz kolejny przerwałam zabawę z dzieckiem, albo ważne zadanie bo telefon poinformował mnie, że "Magda Gessler prowadzi transmisję na żywo" i "XYZ właśnie polubił Twoje zdjęcie". Naprawdę można żyć bez tej wiedzy. Więcej: Żyje się lepiej. 



Informacji może być za dużo. Od informacji można się uzależnić...

FOMO


FOMO – z angielskiego: „fear of missing out” to strach przed tym, że ominie nas ważna informacja czy wydarzenie. W wolnym tłumaczeniu to ogromny lęk przed utratą ważnej informacji. I tu zaczynają się schody: bo co jest naprawdę ważne? 

Większość informacji, które przyswajamy każdego dnia nie ma bezpośredniego związku z nami i jest nam w gruncie rzeczy niepotrzebna. To tak zwany chaos informacyjny, który nas zalewa i obciąża. Czasem wydaje się nam, że MUSIMY to wiedzieć, że bez szczegółowej orientacji w polityce, życiu innych osób, czy nawet szeroko rozumianym świecie zawodowych zainteresowań zostaniemy niedoinformowani i powiększymy rzeszę ignorantów. 

Coś Wam powiem: nie potrafię wymienić więcej niż 3 nazwisk obecnych ministrów, ani nie wiem co istotnego zdarzyło się przez ostatni tydzień w europejskiej polityce. Nie znam też najnowszych plotek ze świata szołbizu, a czasem z zaskoczeniem konstatuję, że ktoś z moich dalszych znajomych ma 2 czy 3 letnie dziecko, a ja o tym nie wiedziałam. 

I wiecie co? Da się z tym żyć. Nie musimy wiedzieć wszystkiego. 

Informacja o tym, że w USA z 7 piętra spadł samochód osobowy (autentyk) obecna w polskich mediach nie dotyczy tak naprawdę NIKOGO z nas. Ilu z nas ją jednak konsumuje? 

Jeśli chcemy przeżyć w jako takim zdrowiu psychicznym nasze życie, musimy odłączać się od większości informacji, które się nam serwuje. 




Chcesz mieć rację czy relację? Nie ma sensu nawracać całego świata na siłę...


Udowadnianie swoich racji

O tym już było, więc tylko w paru słowach. Udowadnianie wszystkim wokół: w internecie, w życiu, w pracy, że jesteśmy najlepiej poinformowani, znamy się na wszystkim i zawsze mamy coś do powiedzenia na każdy temat to prosta droga do tego, aby wiecznie żyć w stanie konfliktu i stresie. 

Nie mogę uwierzyć, że ciągle są ludzie, którzy spędzają godziny na tym, aby udowadniać innym swoje racje. Tacy "nawracacze" za wszelką cenę. To mało istotne w jakim temacie: czy chodzi o religię, politykę, aborcję, wychowanie, karmienie piersią, noszenie w chuście, jeżdżenie na łyżwach, wychowanie kota czy wegetariańską kuchnię. 

Jesteśmy różni i nie ma takiej prawdy, która byłaby "strawna" dla wszystkich. Mogę przedstawić swoje stanowisko, ale szkoda mi życia na bieganie tam i z powrotem po to aby przekonywać tych, którzy nawet nie chcą słuchać, a gdzie tam do usłyszenia. 

Pamiętaj: daj sobie spokój z nawracaniem na siłę innych i unikaj dyskusji z osobami, które to robią. Wiem, że nie ze wszystkimi jestem w stanie się spotkać w moim rozumieniu świata -  nie marnuję więc czasu i energii na czcze dyskusje. 

Świat ma nam do zaoferowania wiele rzeczy, które dzieją się poza konfliktem, poza światem niedotyczących nas informacji, poza FB, Instagramem i aplikacją do liczenia kalorii. Jeśli dajemy się temu opanować zbyt mocno, tracimy całą radość. 

Nie daj się. Nie dajmy się. Szkoda życia. 


×