Człowiek działa trochę tak, jak maszyny, które sam wymyślił. Jeśli paliwo jest marnej jakości, urządzenie dławi się, krztusi i ledwo dyszy. Nie zajedziesz na nim zbyt daleko. Co jeść, aby wesprzeć się w swojej walce o dobry nastrój? Oto absolutny top 10 produktów, które poprawią twoje samopoczucie. Są na to dowody! 


1. Kardamon


Te niepozorne nasionka, mają wielką moc. Oprócz właściwości leczniczych, związanych z łagodzeniem problemów żołądkowych, a nawet hamowaniem rozwoju raka okrężnicy (badania z 2005 przeprowadzone na uniwersytecie w New Delhi), kardamon od wieków kojarzony jest z właściwościami ogrzewającymi, podnoszącymi poziom energii. 

Chińczycy i mieszkańcy Ameryki Północnej, którzy używają go od ponad 3000 lat, wierzą, że przynosi nadzieję i rozwiązania nabrzmiałych problemów, inicjuje ruch, odzwierciedla stabilność, pewność i radość życia. Jest także znanym afrodyzjakiem -  a jak wiadomo tak miłość jak i fizyczne w niej spełnienie, to okazja do prawdziwego wybuchu "hormonu szczęścia" serotoniny. 

Kardamonu dodaj do kawy, dosyć szczyptę do świątecznego pasztetu, połącz z cynamonem i przypraw nim szarlotkę. 


2. Orzechy brazylijskie

Mało znane w Polsce, przede wszystkim dlatego, że rosną wyłącznie w Amazonii i właściwie nie poddają się konwencjonalnym uprawom. Zawierają masę składników odżywczych, w tym przede wszystkim selen. Ponieważ jest on pobierany przez roślinę z gleby, a nasze ziemie na skutek intensywnej produkcji rolnej są w niego coraz mniej obfite, szacuje się, że wszyscy mamy niedobory tego pierwiastka. 

Selen przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego i ochrony komórek przed stresem oksydacyjnym, wspomaga system nerwowy, chroni nas przed powstawaniem komórek nowotworowych, wpływa na prawidłowy stan skóry i przebieg reakcji enzymatycznych. Orzechy te są świetnym źródłem energii i wcale nie trzeba ich jeść garściami. Już dwa dziennie wystarczą.

Orzechy brazylijskie- bezcenne w zdrowej diecie!


3. Czekolada

Nie mogło zabraknąć jej w tym zestawieniu. Ale uwaga! Czekolada, czekoladzie nierówna! Biała czekolada, to tak naprawdę tłuszcz z cukrem i aromatem. Nic wartościowego. Podobnie batonik z nadzieniem, czy "czekoladowy krem". Dodają energii tylko na chwilę, podnoszą szybko poziom glukozy we krwi, żeby za chwilę sprawić, że spadnie on na łeb, na szyję i wywoła uczucie znużenia i senności. Czytaj skład! W czekoladzie powinno być przede wszystkim kakao. Jeśli jest go tam 20 czy 30 % to nie jest to wartościowy produkt. 

Kakao, czyli to co w czekoladzie najwartościowsze, zawiera wiele substancji o działaniu psychoaktywnym i wpływającym na nastrój. Tyramina i fenyloetyloamina wykazują działanie podobne do amfetaminy, a fenyloetyloamina odpowiedzialna jest za pobudzenie ośrodków przyjemności.

Teobromina i kofeina działają stymulująco na układ krążenia, zwiększając dotlenienie mózgu. Jedz czekoladę z umiarem, zwłaszcza kiedy masz problemy z wyciszeniem się, słabo śpisz, lub dokucza Ci stres. 


Wybierając czekoladę szukaj tej z dużą ilością kakao.


4. Banany

Węglowodany mają dziś słabą prasę, ponieważ uważa się, że sprzyjają tyciu i epidemii otyłości.  Jest w tym wiele prawdy, ale także pewne niebezpieczeństwo, bo węglowodany węglowodanom nierówne. Banany to świetne i zdrowe źródło energii oraz składników odżywczych. Mózg potrzebuje ich aby utrzymać równowagę aminokwasów, potrzebnych do produkcji neuroprzekaźników odpowiedzialnych za nastój. Zbyt mała ilość węglowodanów w diecie, może prowadzić do nadprodukcji ciał ketonowych, które obniżają nasz nastrój. 

UWAGA! Niestety banany to jedne z najbardziej opryskiwanych owoców na świecie. Aby przetrwały transport i magazynowanie w Europie, poddawane są serii mało przyjaznych człowiekowi zabiegów. Jeśli możesz wybieraj te ekologiczne. Od niedawna dostępne także w sieci LIDL. 


5. Kapusta

Ten punkt być może Cię zaskoczył. Kapusta, jak i inne zielone warzywa liściaste, to źródło kwasu foliowego, który jest absolutnie niezbędny przy wielu procesach życiowych, w tym przy produkcji serotoniny. Już ponad 30 lat temu, dowiedziono, że  pacjenci z depresją w porównaniu z ludźmi zdrowymi, mieli znacząco niższe poziomy tego skąłdnika we krwi. 

Badania przeprowadzone w 2003 roku na prawie 3000 osobach wykazały, że uczestnicy, których dieta była uboga w kwas foliowy, mieli o  prawie 70 % wyższe ryzyko rozwoju depresji niż osoby, których dieta była w niego bogata.

Badacze odkryli również, że chorzy na depresję lepiej znosili objawy i szybciej zdrowieli, jeśli dostarczali organizmowi więcej kwasu foliowego w diecie.

Składnik ten jest wrażliwy na obróbkę termiczną, dlatego najlepiej spożywać zielone warzywa na surowo!


6. Awokado

Zawiera tryptofan – aminokwas, z którego powstaje serotonina, oraz witaminę E, która wspomaga serce, opóźnia starzenie się organizmu, zwiększa witalność. Tak, jest tłuste, ale nie dajmy się zwariować! To dobre tłuszcze! 

Awokado to owoc, który do tej pory nie doczekał się szczęśliwie wersji genetycznie modyfikowanej. Nawet takie z konwencjonalnej uprawy, zawiera małe ilości pestycydów. 


7. Pokrzywa


Zaczął się już sezon na świeżą! Niewielkie liście pokrzywy możesz skubać w bardzo wielu miejscach, także w mieście ( byle nie przy autostradzie czy parkingu). Medycyna ludowa zaleca, aby przy wiosennym zmęczeniu, spadkach nastroju i poziomu energii, pić regularnie na wzmocnienie sok ze świeżo zerwanych pokrzyw. Kurację tę warto stosować również latem. Jeśli wyciśnięcie soku jest dla Ciebie niemożliwe ( potrzebna jest wyciskarka...), możesz także pić herbatkę z liści pokrzywy, lub dodawać sparzone liście do sałatki.  Oprócz wielu innych właściwości zdrowotnych, ta roślina pomaga także walczyć ze stresem. 


8. Kiszonki

Dostępne właściwie przez cały rok. Wspomagają florę jelitową, która ma zasadniczy wpływ także na to, jak się czujemy. Dowiedziono związku między nieprawidłową florą jelitową, a zaburzeniami emocjonalnymi, zaburzeniami nastroju, chorobami psychicznymi, w tym depresją. Organizm jest całością. Nie będziemy czuć się dobrze, tryskać energią, kiedy ciało choruje. 

9. Zielone liście, kiełki

To życiowa energia w pigułce! Najlepiej wyhodować je samodzielnie na parapecie. Listki mięty, natki pietruszki, szczypiorek, bazylia, to nie tylko kolejna dawka kwasu foliowego, ale także znakomita porcja składników odżywczych, które przydadzą się nam przez cały rok. Do spożywania codziennie! 


10. Woda

Bez niej nie ma życia, dlatego woda zamyka listę. Większość z nas regularnie się odwadnia. Pijąc duże ilości kawy czy herbaty, pogłębiamy ten stan, a wydaje się nam, że jest dokładnie odwrotnie. Pamiętaj o wodzie!



Masz za sobą doświadczenia z dietą, które wpłynęły na twoje samopoczucie? Co lubisz, co na Ciebie działa? Podziel się! Pozwól dowiedzieć się innym :) 
Dziękuję:)!



Są w życiu takie sytuacje, kiedy chciałoby się wszystko rzucić, zostawić, położyć się na ziemi i pozwolić by pokrył nas mech. Paradoksalnie są to często momenty próby. Jeśli się nie poddasz, sytuacja diametralnie się odmieni, a Ty wyjdziesz z niej mocniejszy. To jest właśnie taka historia.



Przytacza ją Jorge Bucay, terapeuta i lekarz, w "Pozwól, że Ci opowiem..." ale jak to z bajkami i historiami bywa, znana jest w wielu tradycjach.

Były sobie dwie żaby, które skacząc z ogrodowej grządki gdzieś na schody, lub parapet, wylądowały .... w śmietanie. Szybko zdały sobie sprawę z powagi swojej sytuacji.  Ciecz była gęsta i lepka, nie dało się w niej pływać. Machały łapkami, ale nie mogły poruszyć się nawet o krok. Kiedy tylko przestawały się ruszać, natychmiast zapadały się głębiej i głębiej, nie mogąc złapać tchu. 

Cel był bardzo blisko, miska mała, żaby widziały upragnioną wolność, ale nie mogły się ruszyć. Nawet o centymetr. 

 - Co za beznadziejne położenie!  - powiedziała pierwsza żaba. 

Szybko straciła nadzieję, poddała się. 

- Ile byśmy nie machały łapkami i tak w końcu umrzemy z wycieńczenia  - powiedziała. - Nie ma sensu się męczyć. Po co mam przedłużać swoje męki?  Po co mam się wysilać jeśli to i tak nic nie da? Śmierć nas nie minie!

Po chwili była już na dnie, a biała tafla śmietany wygładziła się nad jej głową. 

Druga żaba patrząc na to, była bliska takiego samego losu, ale pomyślała, że jeśli ma umrzeć, to przynajmniej spróbuje nie przyśpieszać tego momentu. 
Machała łapkami tyle ile mogła, aż w końcu, śmietana zamieniła się ... w masło. 

Żaba wyczłapała po tłustej powierzchni na brzeg naczynia i znikneła w ogrodzie.

***
Winston Churchill, brytyjski mąż stanu i jeden z najbardziej znanych polityków wszechczasów, który o porażce wiedział jeszcze więcej niż o zwycięstwach mówił, że jest tylko jedna recepta na sukces. NIGDY, nigdy, przenigdy się nie poddawaj. 


Cokolwiek by się działo, nie poddawaj się. Nigdy nie wiesz jak blisko jesteś od celu.


Jeśli ta historia jest Ci bliska, podziel się nią także ze swoimi przyjaciółmi :) 
Dziękuję!



Istnieją na tym świecie tacy, którzy mają dar rozpalania i podtrzymywania naszego wewnętrznego ognia oraz tacy, którzy ten ogień gaszą, choćby się mieli przy tym poparzyć. Czego nie zaczniesz, podepczą gołymi stopami. Pierwszych trzeba kochać i hołubić. Od drugich, lepiej trzymać się z daleka. 

Meryl Streep (patrz na wyjaśnienie poniżej tekstu), jakiś czas temu napisała: 


Nie mam już cierpliwości do pewnych rzeczy, nie dlatego, że stałam się arogancka, ale po prostu dlatego, że osiągnęłam taki punkt w moim życiu, gdzie nie chcę tracić więcej czasu na to, co mnie boli lub mnie nie zadowala. Nie mam cierpliwości do cynizmu, nadmiernego krytycyzmu i wymagań każdej natury. Straciłam wolę do zadowalania tych, którzy mnie nie lubią, do kochania tych, którzy mnie nie kochają i uśmiechania się do tych, którzy nie chcą uśmiechnąć się do mnie. Już nie poświęcę ani minuty na tych, którzy chcą  mną manipulować. Postanowiłam już nie współistnieć z udawaniem, hipokryzją, nieuczciwością i bałwochwalstwem. Nie toleruję selektywnej erudycji, ani arogancji akademickiej
(Czytaj dalej TU)


Nieważne ile masz lat, ile przeżyłeś i w którym momencie życia jesteś. Oto 5 typów toksycznych ludzi, którzy nie są warci twojej uwagi, czasu, a już tym bardziej twoich łez. 


1. Manipulanci


Eksperci w robieniu Ci źle. Z zegarmistrzowską precyzją znajdą twój czuły punkt, żeby go potem wykorzystać. Manipulacja  to taka forma wywierania wpływu na osobę lub grupę, aby nieświadomie i z własnej woli realizowała cele manipulatora. Klasycznym przykładem manipulacji jest szantaż emocjonalny. "To ja Tobie...a Ty jesteś taki...". Tyle mi zawdzięczasz, a jesteś taki niewdzięczny. Może docenisz mnie po śmierci, gdy mnie zabraknie, za 20 lat gdy zmądrzejesz itp.". 

Na manipulację jesteśmy narażeni w życiu społecznym, w pracy, w rodzinie. Jeśli po fakcie, zdarzeniu, czujesz się jak kupka nieszczęścia i nawet nie wiesz do końca co się stało i dlaczego postąpiłeś w określony sposób, bardzo prawdopodobne, że trafiłeś na manipulatora. Co robić przy kolejnej okazji? Nie dać się. A najlepiej uciekać. 

2. Wiecznie niezadowoleni 



Jeśli świeci słońce, powiedzą że jutro spadnie deszcz, a nawet jeśli dziś jest pokój to jutro będzie wojna na świecie i nie ma się z czego cieszyć. Wiele z tych osób charakteryzuje się osobowością depresyjną. Nie robią nic, aby zmienić swoje położenie. Latami tkwią w znanym nieszczęściu i skarżą się, że los ich skrzywdził. Ciągną Cię do piekła, bo nie chcą być tam sami. Jeśli nie przejrzą na oczy, przeżyją smutne życie, w którym radości będzie jak na lekarstwo. 

Bardzo im współczuję, ale nie chcę ich dźwigać na swoich plecach. Jeśli chcesz zachować swoją pogodę ducha i dobry humor, lepiej też tego nie rób. 



Negatywni ludzie? To oznacza więcej problemów! Nie masz własnych?


3. Fanatycy 



Nieważne w jakiej sprawie. Czy chodzi o religię, ekologię, zdrowe jedzenie, czy służbowe zadania. Fanatycy patrzą tylko w jednym kierunku. Oni nie kochają ludzi, kochają idee. Dla niej podepczą Ciebie i twoja godność choćbyś był aniołem. Tylko spróbuj się nie zgadzać. Tylko odważ się powiedzieć, że przesadzają. Nie rozmawiam z fanatykami, nie udowadniam im własnych racji. Tam gdzie jest fanatyzm, nie ma miejsca na rozmowę. ŻADNĄ. Dziękuję, beze mnie. 


4. Kontestatorzy wszystkiego



Ich misją jest się nie zgadzać. Wietrzyć podstęp. Walczyć o rację. Za każdym razem kiedy wpadasz na świetny pomysł, znajdą jakieś "ale".  Choćbyś mówił, że białe jest białe, to powiedzą, że białe może być bielsze. I że widać w nim szarość. Na wszystko mają odpowiedź. Nie szukają rozwiązań, szukają przeszkód. Wietrzą podstęp, spisek i nieszczęście. Aż sapią z podniecenia, gdy się sprawdzi. Świat to dla nich pole miniowe. 

Oni walczą o gorsze jutro. Oto, żeby TYLKO mieć rację. Ta racja ich określa, daje im poczucie, że panują nad własnym życiem, że są ponad innymi. Chcesz walczyć razem z nimi? 



5. Żyjący przeszłością
Najczęściej tą, w której ktoś ich skrzywdził, albo coś im nie wyszło. Nie uwiedzie ich nawet najpiękniejsze dzisiaj. Dla nich liczy się to, co miało miejsce 30 lat temu, gdy ktoś powiedział, zrobił, lub nie zrobił tego, na co czekali. Pielęgnują urazy jak cenny skarb. Nie dadzą sobie odebrać ani okruszyny. Skrzywdzenie określa ich byt, bycie ofiarą to ich misja i przekleństwo jednocześnie. Nie zostawią tego, ile byś ich nie przekonywał. Prędzej zmarnują całe życie. 


Pamiętaj, masz prawo do własnego życia!


Masz prawo być traktowany z szacunkiem. Przez wszystkich tych, których spotykasz. 
Masz prawo  i obowiązek wobec siebie aby wyrażać swoje uczucia, opinie i potrzeby.
Masz prawo ustalać własne priorytety i wybierać po swojemu. 
Masz prawo do mówienia „nie” bez poczucia winy i wstydu. Nawet jeśli komuś się to nie podoba. 
Masz prawo mieć odmienne zdanie. 
Masz prawo i obowiązek dbać o siebie i chronić się przed fizycznym, psychicznym i emocjonalnym zagrożeniem, wykorzystaniem, nadużyciem.
Masz prawo tworzyć własne, szczęśliwe i zdrowe życie, nawet jeśli wygląda zupełnie inaczej niż życie innych ludzi. 

NIKT nie ma prawa Cię obrażać, lżyć, czy krzywdzić, tylko dlatego, że się z Tobą nie zgadza. 
NIKT nie ma prawa narzucać Ci własnego punktu widzenia. 
NIKT nie może żądać, abyś mu poświęcił mu całe swoje życie. 
NIKT nie ma prawa manipulować twoimi emocjami i wykorzystywać Cię do własnych celów. 
NIKT nie ma prawa niszczyć twojego poczucia własnej wartości, ani ciągnąć Cię w dół, tylko dlatego, że nie ma tam innego towarzystwa. 


Co z tym zrobisz? 



Jeśli ten artykuł Ci się podobał, puść dalej!


Ps. Okazuje się, że ten manifest, słowa, które cytuję w rzeczywistości wypowiedział ktoś inny niż Meryl Streep. Należą one do José Micard Teixeira – portugalskiego coacha. Jak to się stało, że internet je podchwycił i uznał, że są cytatem z aktorki? Odpowiedź TUTAJ. 

Jednakowoż, autor napisał u siebie, że są to słowa, z którymi pani Streep się utożsamia i nimi żyje. Więc pozostawmy tak jak jest. Ktokolwiek to powiedział, możemy sobie coś z tego wziąć :).


Wszyscy wielcy używali nie tylko głowy, ale i nóg.  A nam, nie wiedzieć czemu, ubzdurało się, że rozwiązania przychodzą do nas, od siedzenia na tyłku. 


Gdybyś miał okazję spotkać Beethovena, Goethego, Dickensa, Darwina czy Steva Jobsa, pewnie zabraliby Cię na spacer. Pisze o tym Andrew Tate, pisarz i naukowiec, który świetnie sprawdził całą teorię. Twórca Apple, był znany z tego, że włóczył się po całej okolicy, nie szczędząc nóg. Z pewnością nie robił tego, aby oszczędzić na paliwie. 

Zaglądając w zakamarki historii, możemy dowiedzieć się, że wiele wybitnych umysłów, wspierało się spacerowaniem jako remedium na twórczą niemoc, sposób na kontemplację, szukanie rozwiązań i znajdowanie drogi do samego siebie. Jobs lubił także prowadzić spotkania w czasie marszu. Czy jest w tym przypadek? Nie. 

Jeśli chcesz być skuteczniejszy, szybciej i efektywniej myśleć, pracować, rozwijać swoje kompetencje i zdrowiej żyć, powinieneś codziennie chodzić na własnych nogach. Dlaczego warto spacerować? 

Są ku temu co najmniej trzy powody. 


1. Chodzenie podnosi twoją kreatywność

Jest tu zupełnie naturalne i oczywiste. Ciało wprawione w ruch to ciało, które samo szuka rozwiązań. W przeciwieństwie do tego, które aktualnie siedzi i rusza.. wyłącznie głową. Sztywne, nieruchome ciało = sztywny i mało skuteczny mózg. Chcesz pchnąć do przodu swoje sprawy, sprawić, że coś wreszcie się zmieni? Rusz z miejsca. Dosłownie. 

Dlaczego warto się ruszać? Będziesz bardziej kreatywny!

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi na Stanford University, kreatywność osób, które aktualnie są w ruchu, wzrasta o ponad 80%, i pozostaje na wysokim poziomie, nawet po zakończeniu spaceru. Za każdym razem, kiedy czujesz, że nie masz pomysłów, kiedy głowa jest pusta, a panika skrada się do drzwi, wyjdź. Dziesięciominutowy spacer, czy godzinna przebieżka sprawią, że dosłownie i w przenośni, wrócisz do swoich zajęć jako inny człowiek. 


2. Chodzenie podnosi twoją skuteczność

Jeśli działa na kreatywność, to działa także na efekt końcowy twoich wysiłków. Nie ma większej zbrodni na efektywności niż na siłę, wbrew ciału, umysłowi i zdrowemu rozsądkowi, upierać się przy pracy, gdy nic nie przychodzi do głowy. Planuj, działaj, odpoczywaj, a gdy czujesz, że umysł jest zmęczony i działa jak źle naoliwiony zawias, idź pochodzić.  

Cały system pracy, w wielu współczesnych firmach działa na zasadzie zmuszania się do wysiłku. Wysiłku, który ani nie jest skuteczny, ani przyjemny, ani nawet efektywny. Działamy jak drwal z kawału. Rąbiemy drewno, a nie mamy czasu naostrzyć siekiery. Przecież ostrą pracowałoby się znacznie szybciej, lepiej i przyjemniej! 

Chodzenie jest jak ostrzenie umysłu. Sprawi, że będzie cięty jak brzytwa i migiem upora się z tym, z czym w innym stanie męczyłby się godzinami. 

Chodzenie ułatwia porozumienie się. Ramię w ramię jesteście partnerami, a nie przeciwnikami. 


3. Chodzenie pomoże Ci się dogadać, rozwiązać konflikty, nie tylko wewnętrzne

Tak Jobs, jak i Mark Zuckerberg praktykowali spotkania w ruchu. Konwersacja w czasie spaceru, chodzenia, jest znacznie ciekawsza, mniej stresująca i znacznie bardziej naturalna niż ta, gdy siedzimy po dwóch przeciwnych stronach stołu, w otoczeniu ciężkich ścian. Nie jesteśmy przeciwnikami, ale idziemy ramię w ramię. To zupełnie zmienia punkt widzenia i podejście do wspólnej relacji! 

Jeśli jesteś z kimś w konflikcie, albo masz trudne, mało wdzięczne tematy, o których trzeba wreszcie porozmawiać, weź partnera rozmowy na spacer. Oboje będziecie bardziej rozluźnieni, oboje kreatywniejsi, każdy z Was poprawi swoją skuteczność i bardzo prawdopodobne, że to, co do tej pory wydawało się patem bez wyjścia, zmieni całkiem swój kształt i okaże się raczej bułką z masłem. 

Chodzenie obniża także poziom stresu -  więc jeśli bardzo denerwujesz się przed ważnym wydarzeniem, egzaminem, nie możesz opanować drżenia głosu i nóg, koniecznie wyjdź pochodzić. 



A jak już skończysz swój spacer, poleć ten tekst znajomym, których trudno oderwać od biurka. Na pewno ich zainspirujesz :)
Dziękuję :) 





Zawsze prędzej czy później w życiu przychodzi taki dzień, kiedy musisz nauczyć się walczyć o swoje. Inaczej Cię zjedzą. Koniec kropka. 


Wszyscy jesteśmy egoistami. Wszyscy. Nie patrz tak na mnie, Ty też. Ewolucyjnie, szansę na przetrwanie mieli ci najsilniejsi i bywa: najbardziej bezwzględni. Nic się nie zmieniło. Jeśli nie nauczysz się stawiać granic i walczyć o swoje, skończysz marnie. 


Dlaczego wychowanie do uległości nie ma sensu? 

Ciągle, mimo lat rewolucji i pochodów feministek chłopcom wolno więcej, a dziewczynki wychowuje się tak, żeby były miłe i usłużne. Nie umiemy mówić "nie", nie potrafimy być stanowcze. Jak z tym żyć w dzisiejszym świecie? Nie da się. 

Granice są konieczne, żeby mieć dobre relacje ze sobą i światem. Bez granic jesteśmy jak zwierzyna wystawiona na pustej polanie pełnej myśliwych. Ludzie nas zjedzą. 

Jeśli uczysz dziecko, że każdy może deptać jego granice ( bo wiesz lepiej czy mu ciepło, zimno, czy powinien dać buziaka nieznanej cioci i tańczyć na zawołanie), trudno mu będzie nauczyć się, że może innym ludziom mówić "nie". 

Uległe, posłuszne, nie znaczy szczęśliwe. Granice to podstawa.  Dla chłopców i dla dziewczynek. 


Dlaczego inni ludzie nadużywają naszego zaufania, depczą nasze terytorium? 

Z tych samych powodów, z których my to robimy. Ponieważ załatwiają w ten sposób swoje interesy. Stąd już tylko krok do mobbingu, molestowania, psychicznej łupieży, która straszliwie rani i bardzo wiele nas kosztuje. 

Nie da się wyplenić ze świata i z ludzi tych cech. Tak już jest. Zawsze się znajdą tacy, którzy zapragną spełnienia nikczemnych zachcianek, a potem powiedzą jeszcze, że to wina ofiary, bo była za ładna, za miła i sama się prosiła. 

Możemy się jednak uczyć dbać o siebie i zachowywać tak, aby w razie naruszenia granicy nietykalności fizycznej, psychologicznej, czy każdej innej umieć mówić stanowcze "nie". 


Jak walczyć o swoje? 

Przenieśmy się na chwilę do Afryki i spójrzmy w oczy lwicy. Czy wiecie, że samice z tego samego stada opiekują się wspólnie małymi lwiątkami i chronią je przed niebezpieczeństwami? Tak, także cudze dzieci. 

Jeśli chcesz stawiać jasne i klarowne granice, czasem musisz zaryczeć. Pokazać zęby i pazury. Nie przebierać w arsenale środków. 

Tak, czasem wystarczy stanowcze "nie" i przeciągłe, pełne mocy spojrzenie prosto w oczy. Ale czasami sytuacja wymaga tego, abyś pokazał lub pokazała do czego jesteś zdolny. To nie czas na konwenanse i półśrodki.

Często właśnie tak matki walczą o swoje dzieci, np. w kontekście karmienia piersią o którym pisała niedawno Hafija.  Niestety bywa i tak, że brakuje im już sił, aby zawalczyć również o siebie. 


Nie bądź miła, bądź zdecydowana!

Kobiety,  bo głównie nas to dotyczy, są ZA MIŁE. 

Jeśli nie wprawimy się w sztuce stanowczości i jawnego komunikowania swoich granic, zawsze się znajdzie ktoś, kto je przekroczy. 

Czy umiesz dbać o siebie? Czy potrafisz nauczyć tego swoją córkę i syna? Jeśli nie, to z pewnością najwyższy na to czas!

Kiedy trzeba, musisz umieć zaryczeć. Musisz, po prostu musisz. Spojrzeć tak, żeby przeciwnikowi przebiegł po plecach dreszcz. Powiedzieć "tylko spróbuj", z całą powagą i mocą, na jaką Cię stać. 

Kobiety są słabsze tylko w teorii. Kiedy trzeba, potrafią walczyć jak lwice. Nie wierzysz? Musisz to tylko w sobie obudzić. 


Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!



Wpływamy na swoje życie małymi rzeczami. Tymi, o których decydujemy codziennie. Tym co robisz i tym, czego robić Ci się nie chce. Tymczasem wiosna na progu, a mokra ziemia pachnie nowym życiem. Czas zebrać się w sobie. Uruchomić arsenał wiosennych przyjemności i sprawić, że z marcem, tak jak cała przyroda, zaczniemy budzić się do życia. Kto wie, co z tego wyniknie?


Co można zrobić właśnie teraz, na progu wiosny, żeby mimo zmiennej aury za oknem, poczuć, że to prawie już? Co sobie dać? Czego odmówić? Oto 5 prostych rzeczy, które może zrobić każdy. Gwarantuję, że wywołają wasz uśmiech. Do dzieła!


1. Kup sobie kwiaty!

Nie czekaj, aż je dostaniesz! Wiele kobiet tak robi, a potem skarży się, że ich nie otrzymuje. Frustracja, niezadowolenie, żal. Tylko po co? 

Mój mąż nie kupuje mi kwiatów. Upominałam się wiele razy, ale jakoś nie trafia. Ma inne zalety, więc szkoda mojego czasu i energii na to, żeby dopominać się o to, co mogę sobie spokojnie dać sama. Kolorowe pąki miękkie od zapachu dają mi masę radości. Czemu miałabym sobie ich odmawiać?

Kwiaty przestały być dobrem luksusowym. Cudownie, że w większości marketów można na co dzień kupić bukiet w bardzo rozsądnej cenie. Kilka goździków czy tulipanów to wydatek rzędu 5-7 zł. Tyle co batonik i soczek. Świetnie sprawdzają się storczyki. Kosztują trochę więcej, ale jeśli wybierzecie roślinkę z pąkami, będzie kwitła i cieszyła oko nieprzerwanie nawet przez 2-3 miesiące. 

Kwiaty działają odprężająco, pozwalają nam uspokoić myśli, wpływają na nasz ośrodek przyjemności. 
Mała terapia kwiatowa? Jestem na TAK!


2. Chodź na spacery

Regularnie, najlepiej codziennie, choćby po to, żeby tropić ślady wiosny. O dobroczynnym wpływie aktywności fizycznej pisałam wielokrotnie, choćby tutaj. Wiosenne spacery to także wielka lekcja uważności i okazja do tego, żeby obserwować, jak szybko zmienia się przyroda. 

Człowiek żyjący w zaklętym kręgu "praca, dom, zakupy, samochód", nie widzi tego wszystkiego co dzieje się obok. Pączków, które tryskają energią, kwiatów, które z takim mozołem przebijają się przez ziemię nie bacząc na ostatnie przymrozki. 

To wszystko jest nam potrzebne. Choćby po to, żeby odnaleźć nadzieję. Jeśli ziemia potrafi się odradzać co roku, to przecież my też!!


3.  Wyhoduj sobie kiełki

Nie kupuj gotowych, zadbaj o własne. Ustaw na parapecie słoik, zasadź na talerzu rzeżuchę. Naprawdę nie trzeba żadnego specjalistycznego sprzętu. To nie tylko bomba witamin, tak potrzebnych nam po długiej zimie, ale także przyjemność patrzenia na wzrost, na zieleń, na zalążki życia, które rodzą się z małego nasionka. 


4. Kup sobie wiosenny płaszcz!

Najlepiej kolorowy, taki w którym chce Ci się tańczyć. To co nosimy wpływa na nas zasadniczo. Jeśli do tej pory nie nosiłeś/ nosiłaś kolorów, a w twojej szafie dominuje szarość i czerń, wybierz przynajmniej kolorową apaszkę, albo buty. To wszystko nie musi kosztować majątku. 

Możesz się wybrać do sieciówki albo lumpeksu. To żaden wstyd. W erze nadmiaru, gdy zewsząd zalewają nas rzeczy, ich recykling, wymienianie się, puszczanie dalej, zdaje się być jedyną rozsądną opcją. 


5. Zaplanuj wakacje, ułóż wakacyjny budżet

To wcale nie za późno, ani za wcześnie. To właściwie w sam raz. Poza nieliczną grupą osób, która planuje wszystko z dużym wyprzedzeniem, większość z nas plany i ich formalną kwestię odkłada na ostatnią chwilę. Perspektywa wiosennego, lub letniego urlopu jest niesamowicie motywująca. Masz na co czekać!

Tydzień w fajnym miejscu to często wydatek około 1000-1500 zł od osoby. Większość z nas spokojnie jest w stanie odłożyć taką kwotę, pod warunkiem, że weźmie się za to odpowiednio wcześnie. Od marca do sierpnia jest 6 miesięcy. Jak planować, żeby oszczędzać i już dziś cieszyć się na przyszłe wakacje? Może podpowie Wam Michał. 



Jeśli wpis Was zainspirował, zainspirujcie też innych :) Dziękuję!

Ps. Kochani, od pewnego czasu Facebook, który jest jednym z głównych źródeł waszego przybywania na blog, zasadniczo zmienia swoje algorytmy. Fakt ten uderza przede wszystkim w firmy i strony firmowe. Moje posty docierają aktualnie do max. połowy z Was, a wiele z nich tylko do 5-7 % lubiących stronę! 

Problem w tym, że im mniej z Was je widzi na swojej ścianie, tym mniej także w nie klika. A im mniej klika, tym mniej widzi. To zamknięte koło. Jeśli nic z tym nie zrobimy będzie coraz gorzej. Pewnym wyjściem jest płatna reklama w serwisie. Niestety, trzeba by to robić cały czas, ponieważ po zakończeniu promowania postu/ strony, algorytm automatycznie obniża zasięgi. Wszystko leci na łeb na szyje... po to aby znów promować...

Manufaktura Radości nie jest wielkim przedsiębiorstwem, z ogromnym budżetem, dlatego takie rozwiązanie nie wchodzi w grę. Mogę to robić od czasu do czasu, ale nie stale.

Do tej pory aktywnie funkcjonowało na Fb prawie 90 % z Was. Jeśli chcecie, żeby tak zostało, musicie mi pomóc dotrzeć do Was. Algorytm będzie Wam pokazywał moje posty jeśli będziecie w nie klikać, lubić, komentować i udostępniać. Wejdźcie teraz na stronę i wykonajcie jakąś reakcję. Zawsze też jestem bardzo wdzięczna jeśli polecanie stronę i Manufakturę znajomym. 

Żyjemy w świecie, w którym liczą się liczby. Dla mnie liczy się przede wszystkim człowiek, ale żeby do niego dotrzeć, jak widać trzeba myśleć także o nich :) 

Dziękuję :) 





Przychodzi weekend, upragnione wakacje, a Ty zaczynasz czuć się źle. Boli głowa, dostajesz kataru, czujesz się zupełnie roztrzęsiony. Jesteś w raju, a czujesz się jakbyś trafił do piekła. To może być syndrom odstawienia pracy, czyli leisure sickness. 

Sprawdź czy też Ci grozi i co na to możesz poradzić. 


Zgodnie z badaniami przeprowadzanymi na uniwersytecie w Tilburgu, istnieje spora i stale powiększająca się grupa osób, która w czasie wolnym zaczyna uskarżać się na szereg dolegliwości fizycznych i psychicznych, w tym bóle mięśni, głowy, uczucie rozbicia, niepokoju, infekcje, a nawet kołatania serca i ucisk w klatce piersiowej, kojarzony z problemami kardiologicznymi. Dotyczy to szczególnie perfekcjonistów i ludzi bardzo mocno przeładowanych pracą.


Dlaczego niektórym "szkodzi" czas wolny? 

Żyjemy w czasach, kiedy pracować można właściwie bez przerwy. Komputer i telefon z dostępem do internetu są zawsze w pogotowiu. Na plaży czy w kawiarni, w pociągu czy na pokładzie łodzi, możemy być zawsze on line. 

Prowadzi to do sytuacji ciągłego stymulowania naszego układu immunologicznego i zachwiania równowagi w sytuacji kiedy decydujemy się świadomie lub z przymusu zająć czymś innym niż pracą. 


Pod presją: adrenalina i kortyzol


Długotrwały stres, którego doświadczamy zmagając się z wyzwaniami, czy nawet kochaną, ale wymagającą pracą,  podwyższa poziom hormonów  stresu: adrenaliny i kortyzolu. To z kolei prowadzi do sytuacji, w której system immunologiczny pracuje na pełnych obrotach

Adrenalina ma "złą prasę", ale jest nam niezbędna, ponieważ chroni przed niebezpieczeństwami, daje nam motywację, pomaga myśleć konstruktywnie, działać szybko i skutecznie, dotrzymywać terminów i wykonywać pracę nawet pod dużym obciążeniem. 

Problem powstaje wtedy gdy żyjemy pod wieczną presją, nie dając naszemu ciała szansy na odpoczynek od ciągłego uwalniania adrenaliny, albo gdy jest jej za dużo. 


Gdy stres ustępuje i włączamy tryb "odpoczynek" intensywna praca systemu immunologicznego stabilizuje się. Adrenalina spada i mówiąc obrazowo, organizm idzie spać, wycisza się, a rośnie nasze ryzyko infekcji.


Pracujesz w weekendy? Zabierasz pracę do łóżka? Zastanów się czy warto. Odpoczynek to nie luksus, a konieczność. 


Do czego prowadzi życie w ciągłym stresie?

Syndrom „choroby czasu wolnego” ma ścisły związek ze stresem i z brakiem codziennej regulacji jego poziomu. Ludzie przeciążeni pracą, wieloma obowiązkami, ambitni ponad miarę, perfekcjoniści, którzy wszystkiego muszą dopilnować, znajdują się na prostej drodze do wypalenia zawodowego. 

Czas wolny nie stanowi dla nich odpoczynku - raczej trudną przerwę w szalenie wciągającej aktywności. Nie dysponują oni trybem "stop", dlatego ich samopoczucie i kondycja fizyczna w czasie wolnym pogarsza się zamiast polepszać.

Cierpią na tym nie tylko oni, ale także ich otoczenie. Bywają koszmarnie drażliwi, kłótliwi, obrażają się o byle co. Rodzina nie ma lekko. Długotrwałe działanie w trybie braku odpoczynku, na granicy wypalenia, może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych ( rak, zawał serca, choroba wrzodowa żołądka), a  także niszczyć związki z bliskimi. Tak rozpadają się przyjaźnie, miłości czy małżeństwa. 



Jak uniknąć problemów z odstawieniem pracy i wypalenia?


Absolutną podstawą jest profilaktyka i nie odkładanie odpoczynku na wieczne nigdy. Minimum raz w roku należałoby zadbać o wakacje trwające dłużej niż 12 dni. Dopiero po takim czasie nasz poziom stresu zaczyna się stabilizować, a organizm naprawdę odpoczywa. 

Nie musisz jednak czekać tak długo. Każdy weekend to okazja do tego, aby złapać dystans i uspokoić organizm. Jeśli już w sobotę rano dopada cię potrzeba włączenia komputera i sprawdzenia maila, jeśli całą niedzielę myślisz o poniedziałkowym spotkaniu, o odpoczynku nie ma mowy. 

Antidotum na zawodową "bieżączkę" jest przebywanie w otoczeniu przyrody i ruch fizyczny. Już 20 minut dziennie pomaga przerwać zaklęty krąg myślenia w kółko o zawodowych obowiązkach i analizowania tego co jest do zrobienia.

Umysł opiera się zmęczeniu przez 5-10 minut, ale sesja zumby, bieganie czy szybki spacer sprawią, że w końcu wpadniesz w rytm kroków i przestaniesz myśleć. 

Redukcję stresu należy wpisać w swój grafik tak samo jak każdy inny zawodowy obowiązek. 

Oddech i poszukiwanie równowagi ( także dosłownie) pomaga porządkować nasz mózg.


Jak pracować zdrowiej?

Możemy zadbać o swój odpoczynek jeszcze w czasie tygodnia pracy. Regularne przerwy w aktywności mogą pomóc organizmowi pozbyć się stresu, poprawić koncentrację i zapobiec problemom z leisure sickness w czasie wolnym.

Za każdym razem kiedy skończysz coś co robisz, nawet małą, niezbyt istotną rzecz: odpocznij!  Wstań, pospaceruj, zrób kilka skłonów.  Rozciągnij się, spróbuj wyczyścić głowę, zaczerpnąć świeżego powietrza lub po prostu wziąć kilka głębokich oddechów. Już takie błahe czynności przyczyniają się do redukcji stresu i pomagają dojść ciału do równowagi. 

Bardzo ważne jest także oddychanie. Ćwiczenia oddechowe przyczyniają się do naturalnego obniżenia poziomu napięcia i stabilizują nasze emocje. 

Dbanie o higienę pracy i czasu wolnego to inwestycja w przyszłość. Kapitał, który na pewno nam się przyda.


Jak odpoczywać, żeby odpocząć?

Zanim weekend się zacznie, zastanów się nad tym czego najbardziej Ci potrzeba. I zaaplikuj to sobie tak, jak się aplikuje konieczne lekarstwo. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ. 

Dbaj o siebie! Kto inny miałby to zrobić?



Podobał Ci się ten tekst? Podziel się swoją opinią, prześlij znajomym! :) 






Czy cudze spełnione marzenia mogą być tak samo inspirujące jak własne? Czy można się z nich tak samo cieszyć? Można! Podczas tegorocznej gali Bloga Roku przeżyłam nie mniej wzruszeń i radości, niż rok temu, kiedy sama odbierałam statuetkę. Cudownie widzieć i słyszeć, że marzenia po prostu się spełniają.


Wszyscy Ci, których wczoraj spotkałam, którzy wyszli na scenę, jeszcze nie tak dawno temu byli w zupełnie innym miejscu. Każdy z nich kiedyś zaczynał. 

Pomyślcie o tym, jeśli latami zwlekacie z realizacją własnych, upragnionych projektów. 

Karol Lewandowski, z "Busem przez świat" , powiedział ze sceny, że usłyszał chyba tysiąc razy, że nie da się przejechać starym busem dalej niż za rogatki miasta. A jednak zjechał nim świat. 

Agata, znana szerzej jako Hafija, Matka Karmiąca, jeszcze kilka lat temu pracowała jako urzędniczka i pewnie nie wyobrażała sobie nawet, że dojdzie do miejsca, w którym wczoraj stanęła. A jednak się udało! 

Zrobiła to, a właściwie zrobili, bo tych spełnionych marzycieli było więcej! 

Agata: Hafija i ja. Agata, dobra robota! Piersi górą :) 


Ania, z Czosnek w Pomidorach, mówiła mi wczoraj w czasie warsztatów, że tak marzyła o wyjeździe do Londynu, do szkoły Jamiego Oliwiera i wiecie co? Wieczorem okazało się, że pojedzie. 

Kolejna Ania, z Fashionable, popłynie z mężem w rejs, o którym też mówili wcześniej i który był ich wielkim marzeniem. 

Z Agnieszką Durską, która również spełniła swoje marzenie. Nie wiem czy już mogę o tym mówić, może sama powie:)


Nagrody dostały także dziewczyny z My pink plum i Haart, którym bardzo kibicowałam i wielu innych, których znajdziecie na stronie Bloga Roku. 

Najbardziej pozytywna dziewczyna w sieci :) A właściwie to dwie;) Z My pink plum:) 
Blogerki i telefony ;) Nie róbcie tego w domu:) fot. K. Mirkowicz / nawlasneoczy.pl


Cokolwiek chodzi Wam po głowie, jakiekolwiek nie byłyby wasze plany i marzenia, droga do nich zawsze wiedzie od pierwszego kroku. 

Od Ciebie zależy czy go zrobisz, czy znajdziesz w sobie wiarę i odwagę.

Czasami nie trzeba wielkich rzeczy, wystarczy  tylko powiedzieć coś na głos. Czasami wystarczy otworzyć się na to, że w ogóle może się spełnić i dzieją się cuda. 

Jeśli nie do końca wierzysz, znajdziesz tutaj kilkanaście dowodów na to, że jednak mam rację. Spróbuj. Warto. Naprawdę warto. 


Z Anią Zając z Fashionable.com.pl / zdjęcie by Fashionable

Od lewej: Konrad Kruczkowski, Bogna Gozdowska, Hafija, Agnieszka Durska, Michał Szafrański i ja :)





A nawet jeśli można mieć wszystko, albo prawie wszystko, to nie warto. Stare indiańskie przysłowie mówi, że jeśli stoisz jedną nogą w łódce, a drugą w kajaku, to niechybnie wpadniesz do rzeki. Jeśli masz za dużo pragnień, to czegokolwiek byś nie dostał, jak wiele byś nie miał i tak nie będziesz syty. 


Żyjemy w dziwnych czasach.  Takich,  w których trawa jest zawsze zieleńsza u innych. Może zawsze tak było, tylko teraz wokół tyle pokus, tyle pragnień, które są możliwe do urzeczywistnienia, tyle okazji, które aż proszą się, aby je wykorzystać. 

Problem w tym, że przecież nie możesz być wszędzie. Nie da się zrobić wszystkiego. Nie można mieć ciastka i zjeść ciasta. Życie wymaga TU i TERAZ. Życie to sztuka wyboru. 


Dlaczego boimy się, że coś nas ominie?

Zrozumiałam to, kiedy zostałam matką i zaczęłam obserwować inne dziewczyny. Ten głód wrażeń, tą niestygnącą nigdy potrzebę parcia ciągle do przodu, ten strach, że wypadnie się z obiegu, że tego czasu, który dziecko "zabiera" już nikt nie wróci. Obawa, że coś się traci, mimo, że tak dużo się dostaje. Tak wiele z nas to ma. U kołyski, przesypując piasek na brzegu piaskownicy, pchając wózek przez pusty park, gdy inni walczą, gdzieś tam, w szklanym wieżowcu o lepszą przyszłość matki korporacji. 

Nie jest to jednak absolutnie przypadłość kobieca czy matczyna. Faceci doświadczają jej również i widzę, że niektórzy nie wyrastają z tego nigdy. 

Jeszcze awans, jeszcze nowe auto, jeszcze narty, bieganie, skok na spadochronie, podróż stopem po Afryce, a potem to zobaczę. Może kiedyś. Dorosnę. Zatrzymam się. Stanę w miejscu i pooddycham. Wtedy odpocznę, będę syty swoim życiem. Tylko jeszcze mam tyle do zrobienia, do spróbowania. 

Im więcej lat, tym głód większy. I strach łapie za gardło, bo a nuż, bo za rok będzie za późno, bo może to jeszcze nie ta, bo może nie zdążę...


Nie da się być wszędzie, nie da się zrobić wszystkiego


Trzeba to któregoś dnia przyjąć. Najlepiej na progu dorosłości. Uznać, że nie da się przeżyć dziesięciu żyć w jednym. Być w 4 miejscach na raz. Trzymać 30 srok za ogon. Nie da się. 


Wielu rzeczy doświadczysz, ale wszystkich nie warto. 

Im szybciej pogodzisz się z ograniczeniami, im mniej pozwolisz strachom i tęsknotom mieszać w swoim życiu tym łatwiej Ci będzie pogodzić się z tym, czego już nie będzie. 


Tego już nie zrobię


Nie polecę w kosmos. Raczej nie. Nie zostanę gwiazdą sceny, ani nie wystartuję na olimpiadzie. Już nie. Tyle rzeczy już mnie nie spotka, trudno. 

Kiedy decydowałam się na dziecko, wiedziałam, że kilka drzwi się przede mną otworzy, ale kilka także zamknie. Przez parę lat będę potrzebna dziecku. Nie porzucę siebie, ale także nie zrobię tego wszystkiego, co mogłabym zrobić gdybym dziecka nie miała. Będzie ktoś jeszcze poza mną. I chcę mu z siebie dać tyle ile potrzebujemy oboje. 

Kiedy dopada mnie żal, że nie mam tego, czy tamtego, że nie zrobiłam i nie robię rzeczy, których doświadczają inni, wtedy łapię się nitki mojego życia i przędę historię o TUTAJ. Opowieść, w której jestem przecież szczęśliwa, chociaż nie mam wszystkiego. Wiem, że gdziekolwiek bym nie była zawsze istniałoby coś, za czym mogłabym tęsknić. Tak już jest. Rodzimy się głodni i głodni kończymy. 


Jak wybierać, żeby nie żałować?

Czy wiesz co jest dla Ciebie naprawdę ważne? Jakie elementy Twojego życia są fundamentem,  szkieletem tej konstrukcji, bez czego nie wyobrażasz sobie istnieć, egzystować?  Czy masz świadomość tego jaką cenę przyjdzie Ci zapłacić za twoje wybory? Czy możesz się z tą ceną pogodzić? Czy stać Cię na to? Czy jesteś świadom, świadoma? 

Życie, dobre, świadome życie to nie rollercoaster. Nie będzie w nim wszystkiego, chociaż doświadczysz nagłych zwrotów akcji, czasem krzykniesz z radości, albo ze strachu. 

Czy dojrzałeś już do tego, aby wybierać ze świadomością, że życie to nie serial, ani opera mydlana? 

To daje spokój. Wielki spokój. Wszystkiego nie będzie, ale będzie bardzo dużo. Jeśli dobrze wybierzesz, to wystarczy. W zupełności wystarczy. 

Goethe pisał, że to co ważne, nie może być na łasce tego, co błahe. Czy wiesz, jaka NAPRAWDĘ jest twoja hierarchia ważności? 

Czy potrafisz porzucić nostalgiczny smutek, który każe Ci pochylać się nad tym czego nie masz i docenić wreszcie to co masz?

Czy to już ten czas?




Jeśli tekst jest dla Ciebie ważny, jeśli Cię poruszył, zostaw ślad, że byłeś i podaj dalej. Dziękuję:) 



×