niedziela, 21 września 2014

Projekt MATKA

Czy macierzyństwo, to tylko znój i pot? Gdyby tak było, gatunek ludzki dawno by wyginął. Nikomu by się nie chciało. Czy w rodzicielskiej drodze doświadczamy tylko szczęścia i radości? W życiu. Natura wyposażyła nas w mechanizmy, dzięki którym ciągle pragniemy mieć potomstwo i kochamy je przeważnie nad życie. Ale nie oznacza to wcale, że zawsze, wszędzie jest nam lekko, miło i przyjemnie. Bywa i trudno. I dobrze o tym wiedzieć już na samym początku. Dzięki tej wiedzy, bilans zysków i strat może być zawsze na plusie. 

Dorota Smoleń, dziennikarka, pisarka i blogerka, kilka lat temu, wymyśliła i sfinalizowała projekt, który zatytułowała Macierzyństwo bez Lukru. Cele były dwa: mówić o macierzyństwie językiem, w którym mieszka prawda, nie zawsze kolorowa i szkliście podrasowana w photoshopie, oraz pomóc chłopcu, Mikołajowi, który cierpi na rdzeniowy zanik mięśni. W projekt zaangażowało się wiele mam - blogerek - w tym ja. O MBL było głośno w mediach -  a im głośniej- tym lepiej, bo za rozgłosem szły pieniądze, których potrzebuje ciągle rodzina małego Mikołaja. 

Bibiana Chimiak, ponad rok temu urodziła córeczkę. Początki macierzyństwa, nie były różowe jak koszulka z konikiem, kupiona w rozmiarze xxxs, ale opakowane w traumatyczne porodowe historie, pełne łez, obaw i samotności. Wpisała w wyszukiwarkę "trudy macierzyństwa" i tak trafiła na akcję Macierzyństwo bez lukru, oraz blogi parentingowe, w których niekoniecznie wszystko gra i błyszczy jak w reklamie.



Tak, w skrócie powstał "Projekt Matka", wyreżyserowany przez Mateusza Przyłęckiego, w którym zagrała Bibiana, Marta Giers-Sanecka i Karolina Sabat. Tekst scenariusza powstał w oparciu o teksty blogowe, w tym jeden mój. 

Spektakl zaczyna się mocno, a potem wzrusza do łez, momentami do łez także bawi i rozśmiesza. Czy macierzyństwo jest proste? Nie, nigdy. Czy są recepty, które sprawdzą się wszędzie i u wszystkich? W życiu. Czy można się na to w pełni przygotować? Zapomnijcie. Czy warto przemilczeć to co trudne, smutne, pełne goryczy? Nie warto. Czy dobrze mówić prawdę o macierzyńskiej drodze i na jej podstawie budować swoją własną? Moim zdaniem tak. 

Aktorkom z Kany udało się z pełną autentycznością odegrać to, co zwykle dzieje się w zamkniętej enklawie naszych czterech ścian. Pewnie czasem jest mniej dramatycznie, czasem mniej dowcipnie: ale nie mam złudzeń, że tak właśnie często jest. Chapeau bas, proszę Państwa. Trzeba mieć odwagę, by mówić prawdę. Także tą niewygodną. Bez szminki i lukru.

Macierzyństwo to koktajl radości i zmęczenia, miłość doprawiona trudnościami i oczy, w które można patrzeć bez końca. 

Jeśli możecie, zobaczcie "Projekt Matka" w Ośrodku Teatralnym Kana w Szczecinie. Autorzy przedstawiania obiecują, że ruszy w świat. 

Ja czekam na powtórkę i dziękuję. Usłyszeć swój tekst ze sceny, to wielka przyjemność. Po raz kolejny czuję się wyróżniona i tak, trzeba to przyznać- to też zawdzięczam swojemu macierzyństwu. 









środa, 17 września 2014

Szanuj swój czas



Dni czasem pędzą, a czasem się dłużą, ale lata mijają zawsze szybko. 

Dziś spotkałam koleżankę z córeczką, która jeszcze niedawno prężyła nóżki po wewnętrznej stronie brzucha. Jej uśmiech przypomniał mi moją córkę, która przecież całkiem niedawno, jeszcze chwilę temu, była taka jak ona i z tą samą zapalczywością ssała mleko z maminej piersi. 

Dziś, tak naprawdę nie pamiętam już tych trudów początku macierzyństwa, a przecież były. Bezsenne noce się odespały, brzuch wrócił na swoje miejsce, wszystko to co istniało, dotykało, wydaje się takie odległe. 

Tak samo jest ze wszystkim co nas spotyka. Czas leczy rany, czas sprawia, że to co kiedyś trudne, smutne, ale i wesołe i nadzwyczajne staje się tylko mniej lub bardziej sentymentalnym wspomnieniem. 

Dlatego mam na dziś dwa wnioski: 

1) Cieszmy się każdym dniem. Minie szybko i już nigdy nie wróci do nas taki sam. To co z nim zrobię, jest moje. Nie na wszystko mam wpływ, mam jednak na pewno, na siebie i swoje nastawienie. Mogę go przeżyć dobrze, mogę tak sobie. 

2) Nie bierzmy za bardzo do siebie tego wszystkiego co ciężkie, tego co nas spotyka. TO minie. Z perspektywy czasu będzie tylko mirażem. Albo lekcją. Tylko wspomnieniem. Wyblaknie, wytopi się w słońcu, odleci jak jesienne liście. 


Życie jak rzeka. Płynie. 
Codziennie. 
My też. 
Szanujmy nasz czas. Jest bezcenny. 
Mija tak szybko. 








wtorek, 16 września 2014

Zostawiam



O ile zdrowsi bylibyśmy, na ciele i na umyśle, gdybyśmy rodzili się dojrzalsi, lub po prostu, lepiej by nas socjalizowano. Gdybyśmy wiedzieli, co jest ważne, a co nie, umieli o siebie zadbać, stawiali granice, a nade wszystko wiedzieli, że głupim ludziom po prostu trzeba odpuścić, zostawić ich w ich własnym sosie, nie dać się wciągać w gierki i bitwy o kapustę. 
O ile piękniej by nam się żyło! O ile sensowniej!


W zeszłym tygodniu, po mediach społecznościowych, krążył ten manifest Meryl Streep: 
“Nie mam już cierpliwości do pewnych rzeczy, nie dlatego, że stałam się arogancka, ale po prostu dlatego, że osiągnęłam taki punkt w moim życiu, gdzie nie chcę tracić więcej czasu na to, co mnie boli lub mnie nie zadowala. Nie mam cierpliwości do cynizmu, nadmiernego krytycyzmu i wymagań każdej natury. 

Straciłam wolę do zadowalania tych, którzy mnie nie lubią, do kochania tych, którzy mnie nie kochają i uśmiechania się do tych, którzy nie chcą uśmiechnąć się do mnie. Już nie poświęcę ani minuty na tych, którzy chcą manipulować.Postanowiłam już nie współistnieć z udawaniem,hipokryzją, nieuczciwością i bałwochwalstwem.Nie toleruję selektywnej erudycji, ani arogancji akademickiej. 

Nie pasuję do plotkowania. Nienawidzę konfliktów i porównań. Wierzę, też w świat przeciwieństw i dlatego unikam ludzi o sztywnych i nieelastycznych osobowościach. W przyjaźni nie lubię braku lojalności i zdrady. Nie rozumiem także tych, którzy nie wiedzą jak chwalić lub choćby dać słowo zachęty. Mam trudności z zaakceptowaniem tych, którzy nie lubią zwierząt. A na domiar wszystkiego nie mam cierpliwości do wszystkich, którzy nie zasługują na moją cierpliwość.“ 

Ja wybieram podobnie, i już dawno, dawno temu, napisałam o tym, że nie gram w cudzym teatrze.  

Wiem jednak, jak ciężki to dla wielu wybór, wiem też doskonale, że wielu takiego wyboru nie widzi i napisze, że co wolno jakiejś hollywoodzkiej aktorce, to na pewno nie statystycznemu Kowalskiemu, który żyje w oparciu o "muszę, powinienem, kazali mi".

A jednak..

Masz, jako dorosły człowiek, ogromny wpływ na to, kim się otaczasz, co znosisz, na co pozwalasz, komu odmawiasz, a czemu mówisz "tak". Zasada jest prosta. Im mniej z tego wyboru korzystasz, tym mniej go masz. 

Wszyscy, absolutnie wszyscy jesteśmy egoistami. Dlatego, jeśli dajesz komuś palec, z dużą pewnością sięgnie i po całą rękę. Spróbuj odmówić: zwłaszcza po latach dawania, a usłyszysz lawinę pretensji. "Jak możesz! Co Ty sobie myślisz! Potrzebuję tego! Jak możesz być tak samolubny! Tak nie robią prawdziwi przyjaciele!" Nie będzie w tym żadnej troski o ciebie. Będzie walka o utrzymanie statusu quo.

Wybór

Destrukcyjne relacje wciągają, plotkowanie wciąga, bycie w stanie wiecznej walki ze światem, potrafi stać się celem całego życia. 

Tak, ludzie są różni. Nie mam na to specjalnie wpływu, nie mogę nikogo zmienić jednym słowem, nie mogę nikogo nawrócić na pełen łagodności kontakt, kiedy żyje on w świecie złożonym z kłótni i wzajemnej wrogości. 
Mogę jednak wybierać, tak jak wybiera Meryl Streep. Mogę to zostawić, mogę ciąć relacje, które wnoszą więcej zamętu niż dobrych myśli, co więcej: mam moralny obowiązek to robić. Dbanie o siebie jest wpisane w nasz system bezpieczeństwa, stąd właśnie zrodził się egoizm, tu zresztą leżą też zalążki altruizmu. 

Jeśli nie będziesz umiał prawdziwie o siebie dbać, nie będziesz też potrafił z serca dawać. Ani miłości, ani czułości, ani opieki, ani dobrego słowa i serca. 
Ludzie żyjący na permanentnym, emocjonalnym głodzie, nie potrafią troszczyć się naprawdę o nikogo, a zaczyna się to od tego, że nie potrafią zadbać o samych siebie. 

Kto jak nie ja? 

Tak bardzo troszczymy się o "tych innych", tak mocno czujemy się uzależnieni od świata, w którym mówi i żyje się źle, że totalnie zapominamy o głównej, najistotniejszej rzeczy w naszym życiu: o obowiązkach wobec siebie samego

Kto o ciebie zadba, jeśli nie ty? Kto cię odgrodzi od konfliktów i porównań, kto postawi mur, między akademicką dyskusją, w której chodzi o dowalenie uczestnikowi, a nie obiektywną prawdę? Kto będzie tobą, zamiast ciebie? 

Na co czekasz? 

Kiedy poczujesz, że życie pełne hipokryzji, manipulacji, złości, konfliktów, udowadniania, że nie jest się wielbłądem, ranienia się nawzajem, walki o rację i o to, czyje będzie na wierzchu -  to życie męczące, trudne i trawiące nasze najlepsze energetyczne zapasy? 

Ile jeszcze będziesz tak żyć? 

Życzę nam wszystkim, abyśmy dojrzewali jednak przed 50- tką. Abyśmy nie czekali z mądrością na starość, abyśmy dbali o siebie sami i wzajemnie, oraz żyli tak, żeby chciało się żyć. 
Czemu? Bo to, w przeciwieństwie do hipokryzji, małostkowości i wojenek o pietruszkę,  ma po prostu sens. 




niedziela, 14 września 2014

Idź za FLOW

Najgorsze we współczesnym systemie edukacji, w podejściu do rozwoju osobistego, jest to, że usilnie walczymy z własnymi słabościami, a nie widzimy tego, co w nas jest nadzwyczajne i wartościowe. Dotyczy to i dzieci i dorosłych. 
Budować nie na słabości, ale na tym co w nas mocne.  Czy to nie jest oczywiste? Jeśli czujesz, że masz do czegoś powołanie, prawdziwy dar, jeśli coś cię porywa, to czemu na przekór temu, idziesz wiecznie w odwrotną stronę i udajesz, że tamto, to jakaś bzdura? 

Nikt nie jest mistrzem we wszystkim. Każdy ma jakiś talent, preferencję. Rozwijanie w nas tego co najbardziej nas obchodzi, co wypływa ze środka nas, to właśnie ta nasza misja, nasz sens, kierunek, w którym powinniśmy iść. 

Poza tym, to się po prostu opłaca. 

O Flow, czyli przepływie, pisałam już w kilku miejscach. Przeczytajcie o tym, czemu to w ogóle ważne, jak szukać Flow i jak unikać pułapek TUTAJ lub TUTAJ. 

A jeśli potrzebujecie ściągi, jak śledzić swój przepływ, jak badać, czy poruszacie się we właściwym kierunku, oto i ona. 



poczucie flow, poczucie przepływu droga do sukcesu

piątek, 12 września 2014

Rusz kamień

Uwielbiam wasze komentarze, przede wszystkim za to, że zaspokajają moją potrzebę wiedzy o waszych emocjach związanych z lekturą, oraz dają mi dowód na to, że to co robię, to co dla Was piszę, jest ważne i potrzebne. Nie mniej istotne jest to, że są też często niezwykle inspirujące! Tak jak ten, który zostawiła wczoraj Pani od Kotów. 

"Małymi krokami. Tak. Czasem, kiedy bałagan w wielu rożnych sferach robi się nieznośny, zaczynam od rzeczy zupełnie nieważnych. Poukładam skarpetki w szufladzie - i już jest poczucie sprawstwa. Albo zrobię jakiś drobiazg gdzieś, gdzie teoretycznie nie jest mi po drodze. Maja Lidia Kossakowska w kilku miejscach w książkach i opowiadaniach powtarzała: Rusz kamień, a wywołasz lawinę. Rusz kamień, a upadnie imperium. 
Idę zrobić sobie herbatę."

Rusz kamień, a wywołasz lawinę. Rusz kamień, a upadnie imperium. To zdanie powinno zostać wyryte na wszystkich szkolnych tablicach, w kalendarzach, które otwieracie co rano, na lustrze i na lodówce, aby pamiętać, aby mieć świadomość. 

Tak  -  moim zdaniem tu kryje się cała tajemnica tego, dlaczego ludzie tak trudno zmieniają swoje życie. Właśnie tutaj. Chcielibyśmy od razu przenosić góry, a trzeba zacząć od kamyka.Rodzi się w nas więc bezradność i poczucie osaczenia. Boimy się, że nic nie możemy. 

Nie podniesiesz góry, ale ruszysz kamyk. Działanie, które podejmiesz, będzie z pewnością brzemienne w skutkach. Jakich? To się okaże.  Jeśli jednak poruszysz właściwy kamień, jeśli wykonasz krok, to wystarczy. Znajdziesz też siłę do tego, aby zrobić drugi, a potem trzeci. Nie musisz jej mieć już na starcie. Idąc, działając, uczysz się i zdobywasz wiedzę do tego, aby iść dalej. To czego nie widać na starcie, będzie jasne za drugim zakrętem. 

Nie musisz być siłaczem. Siłacze udają. 

Nie szukaj mocy, która pozwoli ci przenosić góry. Przenieś kamień. Wywołaj lawinę. Niech powstanie imperium. 


wtorek, 9 września 2014

W kupie siła!


Chociaż jestem nieuleczalną indywidualistką, wielokrotnie doświadczyłam, jak wielką moc ma grupa. Taka, która, wspiera, która rozumie, która z racji swojej mnogości może po prostu więcej niż jednostka. 

Nie mówię rzecz jasna o grupie potakiwaczy, czy osób, które wspólnie zbierają się do biadolenia, ale o takiej, która aktywnie działa i szuka rozwiązań -  bo tylko to jest konstruktywne i sensowne, z punktu widzenia sukcesu każdej "misji". 

Ten minutowy filmik pokazuje to lepiej niż jestem w stanie opisać, dlatego zanim przeczytacie resztę, obejrzyjcie: 



Wnioski? Tylko kilka, dlatego w punktach:

1. Panika nigdy nie ma sensu. Panika nie prowadzi do rozwiązań, a nawet jeśli, to paniczne rozwiązania rzadko są skuteczne. Kiedy ogarnia cię to uczucie, oddychaj, skup się, myśl nieszablonowo. Wbrew pozorom stres może być potężnym motywatorem do tego, aby kreatywnie ruszyć głową. Często, zestresować się, znaczy zadziałać wyjątkowo skutecznie. 
2. Działanie wbrew sile, zwłaszcza gdy jest znacznie potężniejsza od nas, jest bardzo męczące i nieskuteczne. Jeśli myślimy trzeźwo i śmiało, możemy obrócić siłę, której używa przeciwnik przeciwko niemu. Nie zawracaj kijem Wisły, jeśli możesz gdzieś nią dopłynąć. 
3. Korzystaj z narzędzi jakie masz, nie oglądając się na to, czego nie posiadasz. Użycie tego co mamy, zwłaszcza przy wsparciu grupy, daje wspaniałe rezultaty. 
4. Inteligencja jednostki, połączona z inteligencją innych jednostek, prowadzi do genialnych pomysłów i fantastycznych rozwiązań. Nie zamykaj się na nie, nie szukaj na siłę sam. Praca w grupie bywa znacznie skuteczniejsza niż praca indywidualna, zwłaszcza wtedy, gdy liczy się szybka i błyskotliwa riposta. Nie wiesz co zrobić? Przeprowadź gremialną burzę mózgów. Wypiszcie 77 pomysłów na to, jak rozwiązać trapiący was problem. Niech będą różne: niektóre absurdalne, inne zwyczajne, działajcie bez cenzury, zapisujcie to, co przychodzi do głowy. Z 77 wybierzcie siedem, przedyskutujcie je, a ostateczną decyzję, pozostawcie zainteresowanemu.  
Warto brać życie we własne ręce. Warto też korzystać z cudzych rąk -  bo wzajemna życzliwość i wsparcie zawsze do nas wróci i zawsze może nam się w życiu przydać. 


poniedziałek, 8 września 2014

Po kawałku


Więc chodź pomaluj mój świat
Na żółto i na niebiesko. 
 Niech na niebie stanie tęcza 
malowana Twoją kredką. 
Więc chodź pomaluj mi życie 
Niech świat mój się zarumieni, 
Niech mi zalśni w pełnym słońcu 
Kolorami całej Ziemi.

Tyle piosenki. Ale w życiu, może być tak jak w piosence, trzeba tylko chwycić za pędzel. 




***
Poczucie wpływu, buduje się krok po kroku, bo rzadko spada z nieba, rzadko dostajemy je w prezencie. Czasami trzeba zaczynać od elementarza i stopniowo iść dalej. 
Jeśli nie wierzysz, że masz wpływ na swoje życie, zacznij od zrobienia sobie herbaty. Poczuj jak ciepło rozlewa się po twoim ciele. Poczuj własne samopoczucie. Opuszki palców, obejmujące kubek, światło, które prześwietla kroplę. 

Jeśli nie wiadomo od czego zacząć, zaczyna się od początku. 

***
Podobno najwięcej ludzi zaczyna biegać w czasach zmian i rewolucji. W takim razie nie mam wątpliwości, że takowe przechodzimy. Na każdym kroku spotykam biegaczy. Jedni biją rekordy, inni własne lenistwo, a jeszcze inni nic i nikogo nie biją: po prostu się cieszą, że mogą biegać.

Bieganie wycisza i rozpala wolę. Zabiera energię, żeby chwilę po, oddać ją pomnożoną razy dwa. Oczyszcza głowę ze śmieci, pozwala pozbyć się napięć i stresu. 

Bieganie jest moją medytacją, tak samo wartościową jak ta w bezruchu. 





***

Jeśli brakuje Wam na co dzień radości, zacznijcie od małych rzeczy. Jeszcze nikt nie zbudował domu, od razu, w jednym kawałku, zawsze zaczyna się od małego, pojedynczego klocka. 




Dobrego tygodnia!


piątek, 5 września 2014

Trzy sita i szklany człowiek




Historię o trzech sitach i opowieść z życia wziętą, opisałam na Facebooku, ale ponieważ życie newsa w mediach społecznościowych jest tak krótkie jak to muszki owocówki, pozostawię ją jeszcze tutaj, ku potomności, bo warta jest tego, aby o niej pamiętać dłużej, niż dziesięć minut.

Właściwie to zostawię Wam dziś dwie opowieści. Mówiące o tym samym. O odpowiedzialności za słowo, o tym, że gdybyśmy byli bardziej świadomi tego, jak to co mówimy, to co komunikujemy wpływa na świat, być może bylibyśmy dziś w zupełnie innym miejscu, innym czasie, a prawdopodobnie także w innym nastroju.

Ten kto uważa, że słowa są bez znaczenia, nie zna ich mocy. Nie będzie potrafił z niej korzystać, ale co gorsza, zanim się o tym przekona, może niechcący wyrządzić wiele złego. 

Słowa leczą - słowa kaleczą. I chociaż to ty decydujesz o tym, co zrobisz ze słowem, które do ciebie trafia, to dobrze pamiętać, że nie wszyscy jesteśmy jednakowo odporni na to co dostajemy od drugiego człowieka. I nie wszyscy potrafimy dostrzec to, co kryje się za słowami.

Ważcie słowa. 
Na dobry początek przez trzy sita. 


*****

Pewnego razu, do Sokratesa przebiegł człowiek i zanim jeszcze otworzył usta i złapał oddech, mędrzec, widząc że szykuje się długa opowieść, poprosił: 

-  Zanim cokolwiek mi powiesz, przesiej to proszę przez trzy sita. Zastanów się najpierw, czy to co masz mi do powiedzenia, jest na pewno, bez żadnych wątpliwości prawdą? 

- Cóż słyszałem jak o tym mówiono - powiedział zmieszany przybysz. - Ale nie mogę powiedzieć, że jest to na pewno prawda. 
- A może zatem - zagaił Sokrates -  jest to przynajmniej dobre? 
- Nie, nie - zakrzyknął przybysz - wręcz przeciwnie! 
- To może chociaż jest to przynajmniej pożyteczne? Czy jest konieczne aby to powiedzieć?  
- Hm - nie powiedziałbym, żeby to było pożyteczne, a tym bardziej konieczne. 

- Jeśli więc - powiedział Sokrates - nie jest to ani dobre, ani prawdziwe, ani konieczne - to po co o tym gadać??



****

Szedł raz po świecie Szklany Człowiek. Był wielki jak góry, i bardzo dobry, a do tego mądry. Mimo, że wiedział wszystko, nigdy nie puszył się swoją wiedzą, ale mówił: "myślę, że jest właśnie tak, ale pewności nigdy mieć nie można". 

Pewnego dnia, ktoś głupi i nierozsądny, rzucił w niego złym słowem, słowem ciemnym i ciężkim jak kamień. Dziś nie wiadomo już, czy stało się to ze złości, czy z przypadku, ale dość powiedzieć, że stało się nieszczęście. 

Szklany Człowiek zadźwięczał jak szklanka, która spadła na podłogę. A potem pękł i rozsypał się na setki maleńkich kawałków.

Nikt nie był w stanie ich pozbierać, nikt nie mógł już niczego naprawić. 

Uważaj na słowa, które rzucasz w drugiego człowieka, bo przecież nigdy nie wiesz do końca, które z nich okażą się ciężkie jak kamienie i kto z nas, może być w środku właśnie takim Szklanym Człowiekiem. 


Opowieść o Szklanym Człowieku, na podstawie "Bajki" - Beata Krupska -Warszawa 1989.



środa, 3 września 2014

Radości codzienność: pogoda!

Czy wiecie, że nawet 90 % kobiet i  75 % procent mężczyzn w Polsce stwierdza, że są meteopatami lub przynajmniej osobami mającymi skłonność do meteopatii? Liczba "chorych na pogodę" rośnie też w Europie Zachodniej, gdzie przez ostatnie 50 lat, uległa podwojeniu. Czy my czasem nie poszaleliśmy?


Nabici w (nie) pogodę

Pierwsze prognozy biometeo  zaczęto publikować w latach siedemdziesiątych zeszłego wieku i ze względu na ich wielkie powodzenie, na stałe wpisano je do pogodowego repertuaru. Tymczasem, nauka dowodzi, że zwalanie naszego samopoczucia na biomet, niewiele ma wspólnego z twardymi, mierzalnymi dowodami. Mówienie, że przy niskim ciśnieniu zacznie nas łupać w krzyżu, boleć głowa i spadnie nasza koncentracja, to zwyczajne bujdy... no chyba, że lubimy w nie wierzyć. 

Nauka nie potwierdza takich zależności, a badania, między innymi wykonane na zlecenie Komisji Europejskiej, pokazują, że pogoda nie ma szczególnego związku z  realnym samopoczuciem poszczególnych narodów. Najlepiej  w rankingu zadowolenia z życia wypadli Skandynawowie (przypominam: wieje, zimno i szaro;), a najgorzej... Grecy. Słońce nie jest remedium na dobre życie. Wszystko dzieje się bowiem nie w przestrzeni biometu, ale... w naszej głowie. 


Uśmiechnij się

Pogoda, jaka by nie była, może być źródłem fajnych, wzmacniających doznań. Natura wymyśliła to naprawdę wspaniale: jest czas wzrastania, czas owocowania, czas odpoczynku, czas stagnacji i znów wszystko wraca cudownym kołem do wiosennej zieleni, do świata, który pachnie świeżością i sprawia, że chce się tańczyć na mokrej trawie. 

Każda pora roku coś nam daje. Wiosna, lato -  to oczywiste. Jesień? Kolory opadających liści, miękkie i gładkie kasztany, powietrze pachnące nostalgią, chłodne poranki i ciepłe od słońca popołudnia. Zima? Śnieg, długie wieczory, okazje do zaszycia się pod ciepłym kocem, do rozpalenia w kominku, do chodzenia po wyludnionych parkach, do jazdy na nartach, do tańca na lodzie. 

Jak bardzo ograniczamy swój repertuar, mówiąc i myśląc, że pory roku, które właśnie nadchodzą to wyłącznie słota, smarki i zapalenie oskrzeli! 

Jak bardzo upraszczamy świat, nie widząc darów, które niesie nam każdy miesiąc! Ile tracimy gdy odrzucamy te prezenty, tą świadomość, ukrywając się za meteopatycznymi skłonnościami i wieczną pretensją do świata, że nie jest taki jaki powinien być! 

Dbaj bardziej!

Wszystko zależy od nastawienia, wszystko zależy od tego jak bardzo o siebie dbamy. O wiele łatwiej znieść jesień i zimę, gdy wiosną i latem naładujemy akumulatory. Znacznie prościej przejść suchą stopą i spokojną głową przez deszcz i szarugę, gdy w środku mamy własne słońce. Do energetycznego pieca łatwo dołożyć: chociażby rozgrzewającym, pożywnym jedzeniem, które da nam moc i zapewni zdrowie i dobre samopoczucie. 

Ze wszystkiego możemy czerpać, do wszystkiego mamy dostęp. Może czasem łatwiej ukryć się pod płaszczykiem meteopatii, ale zapewniam:  ani tam ciepło, ani sucho, ani przyjemnie. Zresztą, sami wiecie. 

Pogoda, każda pogoda, może być naszym sprzymierzeńcem. Aby z niej korzystać, wystarczy tylko otwartość, dobre oko i pozostawienie własnej skłonności do narzekania na nią daleko za sobą. 

Ta jesień będzie dobra. Spójrzcie na nią przychylnym okiem, a sami zobaczycie. 


Zdjęcia do tekstu: cc by: kaboompics.com


poniedziałek, 1 września 2014

Do szkoły marsz!



Wrzesień -  początek szkoły, początek przedszkola. Pytam znajome i nieznajome dzieci, o to, czy się cieszą, z powrotu do szkoły? Czy lubią swoją szkołę? Odpowiedzi? - Nie, no co Ty! O Matko, nie lubię! Masakra! Czemu - dopytuję? - Bo trzeba do niej chodzić. Bo jest nudno. Strasznie głupia. Nic się nie dzieje. Nienawidzę klasówek. Trzeba odrabiać lekcje. Nie lubię się uczyć. 

Odpowiedzi układają się w długi ciąg opowieści o tym, jak szkoła zdaje się być stratą czasu, jak młodzi ludzie startujący dopiero w podróży jaką jest życie, uczą się, że nauka, rozwój, dowiadywanie się nowych rzeczy o sobie i świecie, jest czynnością nużącą, smutną i przede wszystkim pełną znoju. 

To jest porażka. Sromotna porażka systemu edukacyjnego. Nie tak powinno to wyglądać. 

Kolejną porażkę widać w statystykach. Z danych konsultanta krajowego w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży wynika, że nawet około miliona dzieci ma za sobą tzw. epizod depresyjny (lęki, obniżony nastrój, utrudniony kontakt z rówieśnikami), związany z nauką. Milion to około 25 % wszystkich aktualnych uczniów, na wszystkich szczeblach edukacji. 

Jeśli nasze dzieci, dostają taki start w dorosłość, czemu mamy się potem dziwić depresyjnym, nie radzącym sobie z życiem dorosłym? 


Czego Jaś się nie nauczy...

To jakimi jesteśmy ludźmi, to wypadkowa wielu czynników, nie tylko szkoły. Ale to w niej uczymy się o sobie i świecie najwięcej. Bywa, niestety, że jest to wiedza bezużyteczna, bezsensowna, wielkim kołem omijająca to co zasadniczo najważniejsze i najistotniejsze.  Na przykład ten arcyważny fakt, że nauka, życie, może być dobre, fajne i przyjemne. 

Polska szkoła skupia się na programie, na zasadach, na równaniu pod linijkę. Tępi indywidualność. Kiedy lata temu zobaczyłam ten obrazek, pomyślałam sobie, że jest właśnie tak. 



Zamiast wzmacniać to co dobre w każdym z nas, równamy do średniej, opisanej w programie. Słoń nie nauczy się wspinać na drzewo, nie jest to kwestią jego dobrej, czy złej woli, szkoda wysiłku, szkoda zachodu, szkoda czasu. Może za to, to drzewo, albo przynajmniej spory konar dźwignąć własną trąbą -  wyczyn, którego na darmo oczekiwać po małpie, czy foce. 

Każdy z nas - absolutnie każdy -  ma jakiś talent, predyspozycję, coś co warto rozwijać, promować i co powinna wzmacniać w nas prawdziwa, sensowna edukacja. 

Na ten fakt, zwraca uwagę chociażby profesor Zimbardo, który podkreśla, że nauczyciele, system szkolny powinien szukać mocnych stron ucznia i starać się je rozwinąć, a nie wyśmiewać czy napiętnować jego niepowodzenia. 


Idzie nowe..

Wiele autorytetów w temacie, podkreśla, że szkoła, w dzisiejszym kształcie musi się zmienić, bo zwyczajnie nie kształci ludzi gotowych do życia w nowych czasach. To co liczy się przede wszystkim dziś, to elastyczność, umiejętność szybkiej konwersji swoich umiejętności, zdolność do przystosowania się do nowych warunków, kreatywność, otwartość, gen współpracy. Wcale nie akademicka wiedza, wcale nie wkuwane na pamięć formułki. 

Oceny, systemy ewaluacyjne, nie są tak naprawdę  potrzebne uczniowi. Zmuszanie do pracy, wdrażanie w system prawie niewolniczy, nie uczy wewnętrznej motywacji, nie daje energii do rozwoju: wręcz przeciwnie, osłabia i zniechęca. 

Jeśli znienawidzimy szkołę, z dużym prawdopodobieństwem znienawidzimy też pracę, każdy rodzaj wysiłku. Z takich dzieci wyrastają często galernicy, którzy czują, że życie to znój, męka i wieczna walka o przetrwanie. 

Najtrafniejszą analizę aktualnego systemu edukacyjnego, przedstawił jakiś czas temu Sir Ken Robinson. Bardzo zachęcam do obejrzenia tego krótkiego materiału:



Warunki

W szkole, nie chodzi o to aby było miło, tylko dla samej atmosfery. Stoi za tym coś znacznie więcej. Im mniej przyjazne, spokojne, serdeczne jest środowisko, w którym przebywamy tym trudniej jest nam czegokolwiek się w życiu nauczyć. Zwraca na to uwagę znakomity duński pedagog Jesper Juul. Im bardziej się nas poniża, w pracy, w szkole, im bardziej się kwestionuje nasze kompetencje, umiejętności, tym bardziej tracimy wiarę w siebie i w to, że jesteśmy cokolwiek warci, tym głupsi się czujemy. Obawa przed ciągła ewaluacją, przed oceną, naprawdę rzadko nas rozwija. W strachu nie możemy się sprawnie uczyć, poznawać ani wzrastać. Strach - mówiąc kolokwialnie, mało kiedy, na dłuższą metę motywuje-  częściej zwyczajnie odmóżdża. 

Jeśli mamy się rozwijać, my i nasze dzieci -  musimy eksperymentować, musimy mieć wolność do samodzielnego wyciągania wniosków, próbować, konfrontować się z rzeczywistością, a nie zamykać na nią w akademickich rozważaniach o czasach, które dawno odeszły. 

Zmiany..

Na szczęście, coraz więcej ludzi widzi świat i edukację we właściwym świetle. Na szczęście, pomału, sporo zaczyna się zmieniać. Nowym trendem jest choćby edukacja domowa, szkoły demokratyczne, czy rosnąca popularność szkół waldorfskich czy w nurcie pedagogiki montessori. 

Jak zwykle, wszystko zaczyna się od świadomości.

 Sama świadomość jednak nie wystarczy: trzeba działać, trzeba wspierać dzieci i wymagać od systemu, aby brał pod uwagę także nasz głos. 

Napiszcie o swoich doświadczeniach ze szkołą. Co się zmieniło? Co jeszcze, waszym zdaniem wymaga pilnej naprawy? Jakie życiowe umiejętności powinien wspierać system edukacji? 

Warto mówić o tym co ważne: warto także szukać konstruktywnych rozwiązań. 
Bez nas nic się nie zmieni. A zmieniać warto: przyszłość jest w końcu w naszych rękach. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...