A nawet jeśli można mieć wszystko, albo prawie wszystko, to nie warto. Stare indiańskie przysłowie mówi, że jeśli stoisz jedną nogą w łódce, a drugą w kajaku, to niechybnie wpadniesz do rzeki. Jeśli masz za dużo pragnień, to czegokolwiek byś nie dostał, jak wiele byś nie miał i tak nie będziesz syty. 


Żyjemy w dziwnych czasach.  Takich,  w których trawa jest zawsze zieleńsza u innych. Może zawsze tak było, tylko teraz wokół tyle pokus, tyle pragnień, które są możliwe do urzeczywistnienia, tyle okazji, które aż proszą się, aby je wykorzystać. 

Problem w tym, że przecież nie możesz być wszędzie. Nie da się zrobić wszystkiego. Nie można mieć ciastka i zjeść ciasta. Życie wymaga TU i TERAZ. Życie to sztuka wyboru. 


Dlaczego boimy się, że coś nas ominie?

Zrozumiałam to, kiedy zostałam matką i zaczęłam obserwować inne dziewczyny. Ten głód wrażeń, tą niestygnącą nigdy potrzebę parcia ciągle do przodu, ten strach, że wypadnie się z obiegu, że tego czasu, który dziecko "zabiera" już nikt nie wróci. Obawa, że coś się traci, mimo, że tak dużo się dostaje. Tak wiele z nas to ma. U kołyski, przesypując piasek na brzegu piaskownicy, pchając wózek przez pusty park, gdy inni walczą, gdzieś tam, w szklanym wieżowcu o lepszą przyszłość matki korporacji. 

Nie jest to jednak absolutnie przypadłość kobieca czy matczyna. Faceci doświadczają jej również i widzę, że niektórzy nie wyrastają z tego nigdy. 

Jeszcze awans, jeszcze nowe auto, jeszcze narty, bieganie, skok na spadochronie, podróż stopem po Afryce, a potem to zobaczę. Może kiedyś. Dorosnę. Zatrzymam się. Stanę w miejscu i pooddycham. Wtedy odpocznę, będę syty swoim życiem. Tylko jeszcze mam tyle do zrobienia, do spróbowania. 

Im więcej lat, tym głód większy. I strach łapie za gardło, bo a nuż, bo za rok będzie za późno, bo może to jeszcze nie ta, bo może nie zdążę...


Nie da się być wszędzie, nie da się zrobić wszystkiego


Trzeba to któregoś dnia przyjąć. Najlepiej na progu dorosłości. Uznać, że nie da się przeżyć dziesięciu żyć w jednym. Być w 4 miejscach na raz. Trzymać 30 srok za ogon. Nie da się. 


Wielu rzeczy doświadczysz, ale wszystkich nie warto. 

Im szybciej pogodzisz się z ograniczeniami, im mniej pozwolisz strachom i tęsknotom mieszać w swoim życiu tym łatwiej Ci będzie pogodzić się z tym, czego już nie będzie. 


Tego już nie zrobię


Nie polecę w kosmos. Raczej nie. Nie zostanę gwiazdą sceny, ani nie wystartuję na olimpiadzie. Już nie. Tyle rzeczy już mnie nie spotka, trudno. 

Kiedy decydowałam się na dziecko, wiedziałam, że kilka drzwi się przede mną otworzy, ale kilka także zamknie. Przez parę lat będę potrzebna dziecku. Nie porzucę siebie, ale także nie zrobię tego wszystkiego, co mogłabym zrobić gdybym dziecka nie miała. Będzie ktoś jeszcze poza mną. I chcę mu z siebie dać tyle ile potrzebujemy oboje. 

Kiedy dopada mnie żal, że nie mam tego, czy tamtego, że nie zrobiłam i nie robię rzeczy, których doświadczają inni, wtedy łapię się nitki mojego życia i przędę historię o TUTAJ. Opowieść, w której jestem przecież szczęśliwa, chociaż nie mam wszystkiego. Wiem, że gdziekolwiek bym nie była zawsze istniałoby coś, za czym mogłabym tęsknić. Tak już jest. Rodzimy się głodni i głodni kończymy. 


Jak wybierać, żeby nie żałować?

Czy wiesz co jest dla Ciebie naprawdę ważne? Jakie elementy Twojego życia są fundamentem,  szkieletem tej konstrukcji, bez czego nie wyobrażasz sobie istnieć, egzystować?  Czy masz świadomość tego jaką cenę przyjdzie Ci zapłacić za twoje wybory? Czy możesz się z tą ceną pogodzić? Czy stać Cię na to? Czy jesteś świadom, świadoma? 

Życie, dobre, świadome życie to nie rollercoaster. Nie będzie w nim wszystkiego, chociaż doświadczysz nagłych zwrotów akcji, czasem krzykniesz z radości, albo ze strachu. 

Czy dojrzałeś już do tego, aby wybierać ze świadomością, że życie to nie serial, ani opera mydlana? 

To daje spokój. Wielki spokój. Wszystkiego nie będzie, ale będzie bardzo dużo. Jeśli dobrze wybierzesz, to wystarczy. W zupełności wystarczy. 

Goethe pisał, że to co ważne, nie może być na łasce tego, co błahe. Czy wiesz, jaka NAPRAWDĘ jest twoja hierarchia ważności? 

Czy potrafisz porzucić nostalgiczny smutek, który każe Ci pochylać się nad tym czego nie masz i docenić wreszcie to co masz?

Czy to już ten czas?




Jeśli tekst jest dla Ciebie ważny, jeśli Cię poruszył, zostaw ślad, że byłeś i podaj dalej. Dziękuję:) 





Mówi się, że aby odnosić sukcesy, nie trzeba wstawać rano, ale wstawać w dobrym humorze. Dobry poranek zaczyna zwykle dobry dzień. Jeden fantastyczny moment nakręca spiralę nastroju i powodzenia. Nawet jeśli wierzysz, że nie ważne jak się zaczyna, a ważne jak się kończy, to nie ma  znaczenia. Na jedno i drugie masz wpływ!


Jak dobrze zacząć dzień? 
 
  • Wstań 30 minut wcześniej niż musisz. 


To ćwiczenie zaleca między innymi Łukasz Jakóbiak.
 
Ten czas nie jest przeznaczony na to, żeby od świtu wytrwale pracować, ale aby mieć z poranków frajdę, pożytek i przyjemność. 

Dodatkowo, eksperyment ten wzmacnia Twoją wolę. Jeśli przez 30 dni uda Ci się wstawać o pół godziny wcześniej, pokażesz swojej głowie, kto tutaj rządzi. Będziesz mniej podatny na własne lenistwo i wymówki. To ćwiczenie nie tylko dla ciała, ale i dla ducha. 

Co można robić w tym czasie?  Pomedytować! Zastanowić się co jest do zrobienia. Poćwiczyć, porozciągać się. Wypić w ciszy i w spokoju kawę lub herbatę. Popatrzeć jak budzi się dzień. 

Te kilkadziesiąt świadomie spędzonych minut daje Ci ogromny wgląd w siebie i pomaga wejść w dzień z właściwym nastawieniem. 

Podejmiesz wyzwanie?


  • Napij się wody z cytryną / imbirem 


Rano, zaraz po wstaniu z łóżka jesteśmy przeważnie odwodnieni. Większość ludzi za mało pije - a nawet jeśli to zwykle nie to co trzeba. Sięgamy po kawę (może być zdrowa!!!) lub herbatę, ale te napoje posłużą nam odrobinę później. Na czczo, zaraz po otwarciu oczu, świetnie zrobi nam gorąca woda z sokiem z cytryny i plasterkiem imbiru. 

Jeśli się nie odchudzasz i nie masz problemów z cukrem we krwi do letniej wody ( nie gorącej!!!) dodaj również łyżeczkę prawdziwego miodu.

Taki koktajl mikroelementów pomoże Ci rozruszać metabolizm, obudzić układ trawienny, oczyścić się z toksyn, które zalegają w Twoich jelitach i wesprze układ odpornościowy. 

Różnica w samopoczuciu jest ogromna! Spróbuj!


Przegotowana woda z sokiem z cytryny i plasterkiem imbiru leczy i rozgrzewa od rana. Jeśli potrzebujesz orzeźwienia możesz dołożyć kilka liści mięty, lub łyżeczkę miodu.

Planuj i nagradzaj się za sukcesy

Tą radę znajdziecie u bardzo wielu osób, które zajmują się szeroko rozumianym rozwojem osobistym lub prowadzą własny biznes. 
Wierzymy w moc spontaniczności, ale niestety brak planu oznacza często marnowanie czasu. Więcej w temacie TUTAJ.

Wyznaczenie sobie punktów milowych w swoim planie dnia, sprzyja ich realizacji. Zaprzyjaźnij się z zasadą, która mówi, że najważniejsze rzeczy, które mamy do załatwienia w danym dniu załatwiamy maksymalnie do 12. 

Między 12 a 14 poziom naszej motywacji jest najniższy w ciągu dnia, a odpowiada za to nasza fizjologia. Jeśli nie załatwisz czegoś przed 12, z dużym prawdopodobieństwem już się tym nie zajmiesz. 

Poranny sukces podnosi motywację, nawet jeśli jest nim tylko pójście na pocztę w celu wysłania listu, który czeka na biurku już od tygodnia.



Jak dbać o swoje samopoczucie i poziom energii w ciągu dnia? 


  • Zadbaj o tlen i trening


Jeśli większość dnia spędzasz w pozycji siedzącej w zamkniętych pomieszczeniach, to z dużym prawdopodobieństwem brakuje Ci tlenu i energii. 

Cały paradoks polega na tym, że dotleniając nasz mózg i "męcząc" ciało, podnosimy poziom energii, która będzie do wykorzystania i usprawniamy procesy myślowe. 

30 minutowy wysiłek to najlepsze remedium na problem nie do rozwiązania. Zaleca się go nawet jako wspomagacz matematykom albo szachistom, którzy wykonują ciężką umysłową pracę. 

Schowaj w kieszeń wymówki: naprawdę nie ma takiej opcji, abyś w ciągu 12-14 godzin swojej dziennej aktywności nie znalazł 30 minut na to aby się przejść, porozciągać czy pobiegać. 

Chcesz świadomie wpływać na swoje samopoczucie? Rusz się z miejsca!

  • Śmiej się, nawet jeśli nie jest Ci do śmiechu


Nasze ciało nie widzi żadnej różnicy pomiędzy śmiechem wywołanym świadomie i spontanicznym. Dorośli śmieją się przeciętnie do 10 razy dziennie, podczas gdy dzieci ponad 300. 

Śmiejąc się głęboko, z brzucha, dotleniasz się i masujesz narządy wewnętrzne. To naturalny, bardzo zdrowy fitness.

Doktor Kataria, indyjski lekarz medycyny, prekursor jogi śmiechu, mawia, że duchowośc tej formy aktywności jest bardzo prosta: uczymy się podnosić siebie na duchu by móc służyć naszym spokojem i radością ludziom wokół nas. 
Dbając o siebie, dbamy o innych. 

Jeśli masz problem ze śmiechem, czujesz, że się usztywniasz, a prostolinijne rechotanie przyprawia Cię o uczucie zażenowania, spróbuj przed lustrem. 



Życie jest za krótkie, żeby się usztywniać i brać je zbyt serio. 
Zresztą, zobacz sam. 



foto główne by Kaboompics.com




Zostaw ślad, że byłeś, podziel się ze mną swoimi sposobami na dobry dzień :) 

Dziękuję:)



Och jak ja ich nienawidziłam!! A im bardziej się przeciwko nim buntowałam, tym częściej słyszałam. W końcu przysłowia mądrością narodu, a starsi wiedzą lepiej. W końcu dzieci i ryby głosu nie mają. Wszystko gówno prawda. Wszystko. 

Powiecie, że to tylko przysłowia, ot powiedzenia, które wszyscy znamy. Ale ja Wam powiem, że to znacznie, znacznie więcej. I że te słówka, zapakowane w papierki z błyszczącej sztucznością pozorowanej mądrości to coś, co może zmarnować Wam życie. Schrzanić do imentu. Bo to w co wierzymy, zestaw naszych przekonań, który rezyduje w naszej głowie, jest absolutnym fundamentem tego na czym budujemy swoje życie. 

Uważaj w co wierzysz, bo się spełni. 



video



1. Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał


Ach naprawdę? Oczywiście, że dobrze wchodzić w dorosłość dobrze wyposażonym. Nieść ze sobą mądrość, umiejętności interpersonalne, język co Niemcom, Anglikom czy Francuzom się nie kłania i bagaż pewności siebie, którego nikt i nic nie ruszy bez naszej zgody. Jest tylko jedno poważne "ale". Niektórych rzeczy uczymy się dopiero w dorosłości i całe życie jest po to, abyśmy się rozwijali. Nigdy nie jest za późno na naukę. NIGDY. Nawet na łożu śmierci można odrobić ważne lekcje i wielu to robi. Za późno będzie po śmierci, a nie po czterdziestce. Przestań chrzanić drogi Janie. Daj spokój tym wymówkom kochana Janko. 



2. Biednemu zawsze wiatr w oczy


Jak miło w to wierzyć, kiedy w kółko szuka się usprawiedliwienia! Gdyby wymyślono dyscyplinę olimpijską z narzekania i biadolenia, to my Polacy, bylibyśmy na podium. Nam zawsze ktoś pluje w twarz, depcze honor i dmucha prosto w oczy. Tacy jesteśmy biedni. 

Wiatr wieje tak samo wszystkim. Słońce świeci biednym i bogatym. Okoliczności życia w ostatecznym rozrachunku wypadają podobnie. Wszyscy mamy przesrane. 

Pytanie tylko, co z tym zrobić?



3. Co się odwlecze to nie uciecze


I tak odwleka się latami. Miesiące mijają, dni kapią z kranu codzienności. Nie ma czasu, jest czas, co się odwlecze, może nigdy nie wrócić. 

Marnowanie tego co bezcenne, swojego potencjału, okazji, które bywa że przychodzą tylko raz w życiu odbija się czkawką i doprowadza do niestrawności. Chwytaj dzień. Patrz co jest co. Korzystaj z tego co masz. Jutra może nie być, jutro może być zupełnie inne. 


4. Dzieci i ryby głosu nie mają

A gdybyś tak mądralo, posłuchał dzieci? Może przekonałbyś się jak wiele mówią i jak wiele możesz się od nich nauczyć. Dorosły na korepetycjach to słuszny projekt!


5. Głupi ma zawsze szczęście

I nie jest to pochwała głupoty, która bywa błogosławieństwem, ale raczej kolejny pretekst, żeby poczuć się usprawiedliwionym. Głupi mają szczęście, a ja jestem mądra i mnie prześladuje pech. Oj joj,joj. 

Gdyby tak rzeczywiście było, gdyby szczęście sprzyjało głupszym, nikt nie szukałby mądrości. A jednak, z jakiegoś powodu jej pragniemy. Być głupim, oznacza czasem mniej analizowania, a więcej działania. 

W ostatecznym rozrachunku, głównie to prowadzi do celu. Dlatego może czasem warto nie bać się śmieszności? Szczęście nie sprzyja głupszym, ale odważniejszym i tym, którzy próbują. 


6. Kto się czubi ten się lubi

Niby nic, ale otwiera furtkę do krzywdzenia. Bo przecież czepia się, bo mu zależy. Gdyby mu nie zależało, to by nic nie mówił. Nie ważne jaka uwaga, ważne, że nie ma obojętności.

Kto się lubi naprawdę ten się nie krzywdzi, a o siebie dba, szanuje i troszczy. Kolejne przysłowie przekleństwem narodu. 

7. Nadzieja matką głupich

I znów: och jak nie chcemy być głupi!!! Nawet za cenę utraty nadziei. Naprawdę nie wiem jak bez niej żyć. Życie bez nadziei musi być doprawdy beznadziejne. Straszne. Pielęgnuj ją jak skarb, a gdy tracisz, zadbaj o nią, obchodź się z nią jak z cennym skarbem. 

Nie wiem co począć bez niej. Póki życie, póty musimy mieć nadzieję. 


8. Żeby kózka nie skakała to by nóżki nie złamała

Złamana noga boli mniej niż złamane życie. Lepiej trochę pocierpieć niż wcale nie czuć, że się żyje. Każda próba czegoś nas uczy. Asekuranctwo nigdzie nie prowadzi. Nie uczcie tego swoich dzieci!


9. Siedź w kącie, a znajdą Cię

Moje najbardziej znienawidzone. I ciągle żywe, chociaż nie wiem czy ktokolwiek jeszcze szuka po kątach. Pokaż co umiesz, pokaż się światu -  mówi Dorota Wellman. Czekanie nie zbawia, czekanie odbiera czas. Bezcenny czas. Działaj. 




Jeśli jeszcze Ci mało, zajrzyj TUTAJ.  Ponieważ te powiedzenia i przysłowia funkcjonują w zbiorowej świadomości, warto aby więcej osób dowiedziało się, jak mogą nam szkodzić.
Podaj dalej! Dziękuję:)




Obejrzałam może 3 odcinki. Niespecjalnie wpasowuję się w ten target. Nie bardzo mnie interesuje jak Doda wygląda w kąpieli. Wielu gości po prostu nie znam, bo nie śledzę świata show biznesu i bardzo mi z tym dobrze. Ale ten chłopak z nosem jak klamka od zakrystii, może inspirować. I robi to. Naprawdę dobrze. 



Z Radomia po Wiktora

Łukasz Jakóbiak, bo to o nim mowa, jest twórcą internetowego talk show, 20 m2 Łukasza. Dla tych, którzy nie znają jego historii, krótkie streszczenie. Łukasz zawsze marzył o tym, żeby pracować w mediach. Był gotowy zrobić bardzo wiele aby to osiągnąć, ale wiele, w tym wypadku to było za mało. 

Kilkumetrowe cv na płocie przed wytwórnią płytową, wieczne pielgrzymki do działów HR, kilka spektakularnych akcji w stylu happening na Moście Gdańskim w dniu koncertu Madonny. Na nic. 


Wiecie jak to jest? Kiedy się na coś upierasz, a świat w kółko mówi: "nie, nie, nie". Ile sarkastycznych uśmieszków, ile krzywych min, ile dowcipów opowiadanych za plecami. 


Naprawdę świetny powód żeby się załamać. Żeby powiedzieć: kurde, tylu ludzi nie może się mylić, widać to nie moja bajka, trzeba zająć się czymś innym, nie ma sensu się upierać. 

A jednak się uparł. Miał 20 metrową kawalerkę i telefon komórkowy. Postanowił zrobić talk show.  Brzmi jak żart, prawda? A jednak, odniósł spektakularny sukces.

Zdobył statuetkę Wiktora, ponad 250 tysięcy fanów, dostał propozycje pracy od wszystkich stacji telewizyjnych, które wcześniej nawet nie chciały z nim rozmawiać. 

Udało się. Chociaż tak naprawdę to nic się w życiu nie udaje, bo wszystko to upór, trochę szczęścia, a przede wszystkim ciężka praca. 




Jak być szaleńcem

Tak już jest ze wszystkimi szalonymi pomysłami na tym świecie, że są takie, póki ktoś ich nie urzeczywistni, nie sprawi że staną się realne. Najpierw was ignorują, potem się z was śmieją, następnie z wami walczą, a potem wy wygrywacie. Tak mówił Mahatma Gandhi. 

Każdy uważny obserwator życia wie, że jest dokładnie tak. 

Łukasz Jakóbiak mówi wprost, że te wszystkie odmowy, które go spotkały, ta cała droga do miejsca gdzie dziś jest: to najlepsza rzecz jaka mogła mu się przytrafić. Bo nawet gdyby wtedy, lata temu, dostał angaż do telewizji, gdyby spełniło się to o czym marzył, to z dużym prawdopodobieństwem i tak mało kto by o nim dzisiaj usłyszał. 

Żeby iść swoją drogą, trzeba czasem być szaleńcem. I trzeba umieć przyjmować "nie", a potem robić z niego bardzo spektakularne "tak". 


Jeśli odmówią, to co z tego?

Tymczasem bardzo często boimy się nawet pytać.  Boimy się zaczynać. Bo co będzie jeśli się nie uda? Zrobię z siebie idiotkę. Powiedzą, że głupiam. 

No i co z tego? Jakie to ma znaczenie? 

Jedyna sensowna recepta na sukces jaka sprawdziła się  także u Łukasza Jakóbiaka, to upór, wiara, korzystanie z tego co jest dostępne, zamiast snów o tym czego i tak nie ma,  nieoglądanie się na innych, zaczynanie w kółko od nowa i próbowanie, choćby po stokroć. 


Odmowa nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko co z nią zrobisz. 


Jeśli zaintrygowała Cię ta historia i szukasz motywacji, obejrzyj wystąpienie Łukasza na Ted-x. Pigułka dobrej energii, która być może i Ciebie pchnie do wielkich wyzwań? 




Nie musisz lubić Jakóbiaka, żeby coś sobie od niego wziąć. Szczerze mówiąc, to wystąpienie na Ted-x nie wzbudziło we mnie przesadnego entuzjazmu. 

Jednak osobiście, Łukasz jest niezwykle ciepłym, otwartym i autentycznym facetem. Kimś kto wie o czym mówi. 

Kimś kto naprawdę to wszystko zrobił. Kimś z naiwną wiarą dziecka i uporem, który każe ciągle się podnosić od nowa i próbować tysiąc razy. Kimś kto mówi, że nie ważne jak długa i okrężna była droga, która doprowadziła Cię na miejsce -  ważne, że dotarłeś tam gdzie chciałeś i ciągle jesteś sobą. Kimś, kto dobrze wie, że tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak trwały sukces, który spada z nieba.

Bo na każdy musisz zapracować sam. Tymi rękami. 





Chińscy astrologowie zajmują się stawianiem horoskopów i przewidywaniem przyszłości od ponad 5 tysięcy lat. Nie chodzi tu tylko i wyłącznie o to, aby ślepo wierzyć, w to co nas spotka, ale o to by widzieć pewne zależności, szanse i możliwości, które niesie nam życie. Czy z nich skorzystamy, czy przeciwnie pozostawimy je za sobą, to już nasza sprawa. 


Co niesie rok Kozy dla Ciebie?

Koza to zwierze łagodne, ale także uparte i dumne. Chiński rok Kozy (Owcy) rozpoczyna się dnia 19 lutego 2015, a kończy się 7 lutego 2016 r. Przed nami więc standardowo 12 zupełnie nowych miesięcy. 

Koza nie jest tak szybka jak poprzedzający ją koń, ale ma wiele zalet. Rok, któremu patronuje będzie okazją do tego, aby dokładniej się sobie przyglądać, szukać porozumienia, budować mosty i drogi między ludźmi, a także szukać większej społecznej jedności. 

Ten rok, będzie dla wielu świetną okazją do tego, aby pogodzić się z samym sobą. Koza pomoże nam zaakceptować to kim jesteśmy, przyjąć nasze zalety, ale i wady, oraz przekształcić to wszystko czym dysponujemy w źródło siły. 

Będzie nam łatwiej się dogadać. Ego się uspokoi, kontrasty zmiękną, a światło będzie oświetlać cienie, dzięki czemu wszystko będzie wydawało się łagodniejsze i prostsze. 


Co przyniesie rok Kozy na arenie społecznej?

Wszystko wskazuje na to, że pokój, więcej pokoju. Nasilą się naciski grup chcących łagodnego rozwiązywania konfliktów, władza trzymana mocną ręką zacznie być postrzegana gorzej, a ludzie zatęsknią za porozumieniem, spokojem i prawdziwą sprawiedliwością. 

Podobno Koza umocni te ruchy i doda im swojego wigoru. 


Kto może w tym roku zyskać najwięcej?

Koza szczególnie wpiera artystów, osoby kreatywne, korzystające z mocy własnego umysłu i wyobraźni. Dlatego warto postawić na korzystanie właśnie z tego, a nie uparte dążenie starymi, ogranymi do znudzenia torami.

Koza pomoże tym wszystkim, którzy mają odwagę by marzyć. Jeśli postawisz na innowacyjność, zaufasz sobie i swoim pragnieniom, a przy tym obłaskawisz ego i dostrzeżesz, że świat jest dobry, a w około wiele możliwości, z dużym prawdopodobieństwem to będzie twój wygrany rok. 


Po co o tym piszę?

Pewnie wielu z Was zastanawia się po co w ogóle o tym piszę, skoro wszyscy racjonalnie myślący ludzie wiedzą, że horoskopy i przepowiednie to bzdura. 

Możesz w to wierzyć, albo nie, możesz coś z tego wziąć, możesz nic nie brać, ale jestem pewna, że wszyscy jak tu siedzimy: smutni i weseli, z nadzieją i bez nadziei, grubi i chudzi, odważni i tchórze, potrzebujemy jednego. Dobrych wróżb, które sprawią, że łatwiej nam będzie uwierzyć w to, że los naprawdę NAM SPRZYJA. 

Bo właściwie czemu miałby nie sprzyjać? 

Dobrego Roku!






"Dajcie mi punkt podparcia, a poruszę Ziemię" - mówił Archimedes. Miał rację. Czasami wystarczy wiara, coś czego można się chwycić i to co wydawało się totalnie niemożliwe, poza naszym zasięgiem, samo ląduje w otwartych dłoniach. Czasami wystarczy się tylko odrobinę wysilić, a reszta dzieje się sama. 


Jak działa dźwignia? W fizyce i w życiu

Pojęcie dźwigni, być może pamiętacie jeszcze ze szkoły. Dźwignia przydaje się wtedy, kiedy mamy do wykonania sporą pracę, a ograniczone siły. Potrzebny jest wtedy drąg, belka, oraz właśnie punkt podparcia. Zapewne często wykorzystywaliście tę zależność w życiu. Uważa się, że była ona używana między innymi podczas budowy piramid w Egipcie. Jak bowiem ludzie bez pomocy skomplikowanych maszyn mogliby dźwigać i transportować kilkutonowe bloki? Tak, właśnie dźwignią!

Obrazek za: http://maszyny-proste.blog.onet.pl/

Obiektywnie, nie tylko na budowie, ale i w życiu, rzadko dysponujemy mocą, która może przenosić góry, a nawet jeśli taką chwilowo mamy, to też nie po to, aby marnować ją na przechwałki męstwem. Dlatego tak bardzo liczy się w życiu siła podparcia. 


Skąd brać w życiu oparcie i co robić, gdy go nie ma? 

Najlepszy pomysł i najprostsza rada to: szukaj swojej wioski, swoich ludzi, takich, którzy naprawdę Cię rozumieją. Szczęściarze znajdą ich obok, w osobie rodziców, rodzeństwa, ukochanej babci, czy tych właściwych przyjaciół. Inni, będą musieli trochę mocniej poszukać. Nic w tym złego. Jak świat światem, ludzie szukali sprzymierzeńców. Pamiętacie Kolumba? Gdzie by dopłynął bez wsparcia koronowanych głów? To była jego dźwignia i punkt podparcia, tego się złapał. 

Postawa: "zrobię wszystko SAMA, SAMA" jest  bardzo często nieskuteczna i głupia. Jeśli korzystamy z oparcia i wybijamy się dzięki niemu wyżej, wtedy jest szansa na to, że dolecimy dalej i z większym zapasem sił na kolejne wyzwania. 

A jeśli nie ma? Ciągle nie ma na kim się oprzeć? Indianie Navajo, żyjący w Ameryce Północnej, mieli następujące przysłowie: "Byłem na krańcach ziemi, byłem u krańców wód, byłem na krańcach niebios, byłem na krańcach gór i nie spotkałem NIKOGO, kto nie byłby moim przyjacielem." 

To, że nie widzimy naszych sprzymierzeńców, nie oznacza wcale, że ich nie ma. Oznacza tylko, że nie mamy WSPARCIA w sobie i dlatego nie widzimy tego całego dobra, które mimo wszystko po drodze nam się przydarza. 


Dlaczego tak ważne jest dawanie wsparcia naszym dzieciom, innym ludziom?

Nie, wcale nie dlatego, że bazując na zasadzie wzajemności liczymy, że się nam odwdzięczą. Tym co robimy "wychowujemy" świat. Sprawiamy, że się zmienia, że idzie dalej i zamiast w kierunku "oko za oko", zmierza ku wzajemnemu wsparciu i pozytywnej transformacji. 

Dając swoim dzieciom bezinteresowne, bezwarunkowe oparcie w tym kim są i gdzie idą, dajemy najpiękniejszy dowód miłości. Skarb, jakiego nie kupią nawet za milion dolarów. Z taką dźwignią, z takim oparciem, można dolecieć nawet do chmur. 

Pamiętajcie o tym. Proście o wsparcie i ofiarujcie własne. W końcu co nas kosztuje pytanie: "Co mogę dla Ciebie zrobić?". 




Wierzę, że Manufaktura Radości jest dla wielu z Was małą dźwignią, która centymetr po centymetrze podnosi Was do góry, wtedy gdy potrzebujecie wsparcia. Wy też możecie mnie wesprzeć :)  Podajcie dalej, powiedzcie o mnie znajomym. Dziękuję:) 



×