Znacie ludzi, którym nic nie pasuje? Takich, którzy wiecznie krytykują, umniejszają cudze zasługi? Z całą pewnością. Umniejszanie i krytykowanie bywa groźne i wcale, wbrew pozorom nie czyni nas lepszymi. 


To co nas wzmacnia, to uczciwa informacja zwrotna, zwłaszcza taka, o którą prosimy, a nie wytykanie błędów, niedociągnięć czy porównywanie z innymi. 

Ta zasada dotyczy dzieci i dorosłych. Sprawdza się w szkole i w pracy. Ba! Przy zmywaniu naczyń i zamiataniu podłogi też! 


Nie umniejszaj siebie! 

Umniejszaczami i krytykantami jesteśmy też sami dla siebie. Bywa, że nikt nam nie dokopie tak skutecznie jak właśnie ten człowiek, na którego patrzymy codziennie rano w lustrze. 

Jak z tym żyć? Jak sobie radzić? Czemu to ważne? 

O tym opowiadam w nowym, drugim filmie na You TUBE! 

Obejrzyj TUTAJ


Jeżeli nie widzieliście pierwszego filmu -  można obejrzeć go tutaj

Nie zapomnijcie zasubskrybować kanału! 

Dziękuję i do zobaczenia!! 


PS. Jeszcze tylko do JUTRA promocyjna cena na warsztat w KATOWICACH! Kto nie zdążył się jeszcze zapisać? 





Wczoraj, po walentynkowych miłosnych wyznaniach, świętowaliśmy podobno Dzień Singla. I chociaż świat się zmienił, to w pewnym wieku bycie bez pary jest trochę jak wstydliwa choroba, do której nie wypada się przyznać. Dlaczego kobiety boją się być same i trochę w popłochu (mniej lub bardziej uświadomionym) rozglądają za partnerem? Czy ma to jakieś konsekwencje? Ano ma. Często poważne. 

Wokół mnie epidemia rozstań. Gdyby się temu przyjrzeć z daleka można stwierdzić, że to jakiś zakaźny wirus, albo inna zaraza: coraz to nowi padają pokotem. 

Powodów tego stanu jest wiele i nie czas teraz to analizować, ale znam też kilka takich par, składanych na szybko, po wcześniejszym rozstaniu, które spotkały się i zeszły ze sobą, właściwie nie wiadomo czemu. Jedna z kobiet mówi wprost, że czuła absolutny przymus bycia z kimś już na stałe, bo przecież skończyła wtedy już (!!!!) 27 lat. Żyję już na tym świecie trochę i wiem, że nie jest jedyna. 

Kobiety boją się samotności bardziej niż mężczyźni i jest kilka powodów tego stanu. 

BIOLOGIA

Jak świat światem, bycie w parze było nie tylko pragnieniem, ale swoistą koniecznością. Kto się tam pytał naszych pra, pra babek czy chcą za mąż? To było oczywiste jak to, że słońce wschodzi rano, a zachodzi wieczorem. Ewentualnie mogły do klasztoru. Jeśli dziewczyna kończyła 20-25 lat i nie znajdowała kandydata na męża była dla rodziny wstydliwym balastem, bo to znaczyło tyle, że nikt jej nie chciał. 

W życiu plemiennym bycie z mężczyzną było gwarancją życia i przeżycia. Co prawda można się z tego śmiać i mówić, że nikt o tych zależnościach już nie pamięta, ale to nieprawda. Dobrze też sobie przypomnieć, że prawo do głosowania wywalczyłyśmy sobie ledwo niecałe 100 lat temu (zależy  jeszcze gdzie.. ) i że są ciągle miejsca na mapie świata gdzie kobieta nie może mieć własnego konta, czy bez zgody męża prowadzić samochodu. 

To wszystko zapisuje się w naszej biologii i chociaż wydaje nam się, że jesteśmy takie niezależne i wyemancypowane, że już nas to nie dotyczy, to ciągle wpływa na nasze losy. 


STEREOTYPY

Tak, one też są wiecznie żywe i nie mówię wcale o zapyziałej prowincji, gdzieś 30 km za miastem wojewódzkim gdzie nie dojeżdża PKS, ale także o wyzwolonej Warszawce, Wrocławiu, czy Krakowie. 

Ciągle kobieta bez pary jest kimś "podejrzanym". Może nie tak jak 50 czy 200 lat temu, bo przecież możemy mieszkać, podróżować i żyć w pojedynkę, ale ciągle wzbudza to emocje - i to nie tylko starszych ciotek. 

Jest sama, bo pewnie nikt jej nie chciał. 
Jest sama, a to znaczy, że ma jakiś feler. 
Coś z nią musi być nie tak. 
Pewnie niezła z niej zołza. 
Może ma jakiś problem z seksualnością, pewnie taka z niej cnotka

Słyszeliście kiedyś podobne zdania o mężczyźnie? Ja nie słyszałam. Tymczasem w wypowiedziach na temat kobiet powtarzają się one nagminnie. 

Nawet jeśli nie przyznamy się do tego świadomie, to gdzieś w środku mamy takie obawy. 

Nawet moja bardzo odważna i świadoma koleżanka, która deklarowała publicznie, że jest w tym momencie życia sama bo tak wybiera, spotykała się z ironizowaniem, półuśmieszkami i niewybrednymi komentarzami - i chociaż nie brała tego do siebie, przyznawała, że gdy ma gorszy dzień, albo słabszą dyspozycję to po prostu boli. 


Czas kiedy jesteśmy same, może być bardzo ważną, niezbędną do rozwoju lekcją.
Wiele się można z niej nauczyć i to przyda się potem, w związku. 

Jakie konsekwencje ma strach przed byciem samą? 

Główną i najbardziej oczywistą jest wchodzenie w dość przypadkowe, niezbyt przemyślane związki. Oczywiście to nie znaczy, że wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć i że ktoś nam da gwarancję, że zawsze będziemy wybierać dobrze i z głową. W uczuciach nie wszystko jest logiczne, przewidywalne i do zaplanowania. Nie ma takiej opcji. 

Problem w tym, że związki które zawiązują się na swoistym głodzie (często po obu stronach), tracą rację bytu gdy troszkę się w sobie pozbieramy, zobaczymy sprawy z oddalenia czy po prostu dojrzejemy. Nagle może się okazać, że nic nas tak naprawdę ze sobą nie złączyło poza strachem przed samotnością, a to trochę za mało, żeby spędzić ze sobą całe życie. 

W związek łatwiej jest nie wejść, niż z niego wyjść. To jest uniwersalna zasada i dotyczy wszystkich. 

Ze strachu robimy głupie rzeczy. Jeśli go nie przepracujemy, zatrzymujemy się w tym miejscu i zamiast się rozwijać, wiecznie powtarzamy te same błędy. 

Ten strach pcha nas też często w ramiona podobnych do siebie osób i konfrontuje z tym samym problemem, co najwyżej o innej twarzy. 

Jeśli nic z nim nie zrobimy to można tak wpadać z kłopotu w kłopot do końca życia. 


Jak się nie bać bycia singielką? 

Strach przed byciem samą, to też strach przed odejściem ze związku, który nam nie służy, albo po prostu jest jałowy. Wcale nie tak łatwo jest go oswoić, bo chociaż nawet mamy zawód, pracę, własne konto i wspierających przyjaciół, to w tych najważniejszych życiowych decyzjach często pozostajemy same. 

Często też się zdarza, że kobieta która odchodzi od mężczyzny jest skazana na społeczny ostracyzm. Wszyscy się od niej odwracają. 

Jeśli wiesz, że powinnaś odejść, ale tego nie robisz, idzie to trudno - poszukaj terapeuty, pogadaj z kimś o tym. Często wystarczy strachy wypowiedzieć, wyciągnąć na światło dzienne i wtedy dokładnie widać, że to są takie "strachy na lachy". Okropne tylko wtedy gdy się je trzyma w zamknięciu i nie pozwala promieniom słońce ich prześwietlić. 

Miłość jest cudownym elementem życia, ale to nieprawda, że rodzimy się tylko po to aby być w parze. Potrzebujemy też siebie poznać, zrozumieć i doświadczyć. Często w pojedynkę jest to łatwiejsze i są takie okresy życia, kiedy nam to po prostu służy i przydaje się bardzo potem, gdy wchodzimy w dojrzałe związki. 

W końcu, jeśli nie kochamy siebie, tak po prostu, jak ktoś inny ma nas pokochać? 

Odwagi dziewczyny! Singielki też mają tę moc! 


*****

11-12 marca w Katowicach będziemy razem z Wami szukać kobiecej mocy podczas warsztatu WOMEN POWER! Przedsprzedaż trwa tylko do najbliższego poniedziałku -  wszystkie szczegóły znajdziecie TUTAJ

Zapraszam w imieniu swoim i całej ekipy :) 


Women POWER KATOWICE







Nadeszła wiekopomna chwila... Pierwszy film na moim kanale już dostępny! O czym?  Tym razem o kawie i ... o życiu. Zapraszam Was do oglądania! 



Niewielu blogerów zostaje również youtuberami i ja to świetnie rozumiem. Po pierwsze tekst to dla mnie coś oswojonego i dobrze poznanego. Po drugie za tekstem można się schować. Zawsze można go poprawić, uciąć, przyciąć, nie pokazywać w nim całego siebie. 

Nie chodzi o to, że mamy coś do ukrycia, ale o zupełnie inny rodzaj twórczej ekspresji. W filmie, nawet takim, który się montuje, a więc wycina z niego potknięcia czy przejęzyczenia, nie do końca da się to zrobić, zmodyfikować. Widać nas czarno na białym.

Poza tym film to inne spektrum emocji. I chyba trzeba do tego dojrzeć. 


Zrobione jest lepsze niż perfekcyjne

O perfekcjonizmie było na blogu już kilka razy, a ja chociaż nie jestem perfekcjonistką, padam czasem ofiarą własnych wygórowanych wymagań wobec siebie.

Tu było tak samo. Chciałam bardzo, aby wszystko było super. Wiecie, jakość, montaż, pomysł, oświetlenie i cała reszta.  Aż wreszcie stwierdziłam, że zrobione, zaczęte, będzie lepsze niż perfekcyjne, którego nie ma, albo na które trzeba czekać następne 3 lata. 

I tak jest ze wszystkim. Pamiętajcie o tym! 


Aby obejrzeć kliknij TU. 


No to START! 

Mam więc dla Was pierwszy film na moim kanale. Już wiecie o czym, ale więcej nie zdradzę, bo w końcu nie po to nagrywa się filmy, aby o nich pisać. 

Czekam na Wasze wrażenia i opinie -  oraz propozycje tematów! Następne filmy już wkrótce! 

Nie zapomnijcie zasubskrybować kanału! Dziękuję :) 






Women Power tym razem na  Śląsku! Wiem, że wiele z Was czeka, więc nie zwlekajcie z decyzją! Namówcie koleżankę, weźcie przyjaciółkę i do zobaczenia! 


Kobieca moc obrosła w wiele mitów, a wiele z nich żyje w nas. Wydaje się nam czasem, że to "coś" co przypada w udziale tylko nielicznym, a to nieprawda. Każda z nas to ma.  Nie każda jednak o tym wie i umie to wydobyć. 

Jak to zrobić? Na dobry początek trzeba zrozumieć, że prawdziwa siła nie bierze się z udawania kogoś kim się nie jest, ale z odkrywania kim się naprawdę jest i czerpania z tego garściami. 

I to będziemy robić na warsztacie! 


Women POWER w Katowicach! 

Jeśli czujecie, że z różnych względów nie realizujecie pełni swojego potencjału, miewacie problemy z odmawianiem, wiecznie porównujecie się z innymi, chcecie więcej, ale jakoś nie wychodzi, a do tego czasem dopada Was niemoc, albo kompleksy, to ten warsztat jest dla Was. 

Dodamy Wam odwagi do tego, aby być sobą, mocy do mówienia "NIE" i "TAK", oraz pokażemy jak wydobyć piękno, które jest ukryte w środku. 

Jestem pewna, że to będą 2 wyjątkowe dni!


Co będziemy robić podczas dwóch dni warsztatu?

Nasze spotkanie będzie się składało z 4 segmentów: 

  • Trening asertywności
  • Samoobrona i stawianie granic
  • Bajkoterapia
  • Wizaż -  jak wydobyć z siebie to co najpiękniejsze? 


Kto poprowadzi spotkania?


Małgosia Dawid-Mróz, czyli ja. Blogerka,
pisarka, poszukiwaczka sensu w bajkach i w życiu.

Porozmawiamy wspólnie o asertywności i napiszemy od nowa 
Twoją bajkę o życiu. 


Monika Banach - Lechowska: psycholog, coach, kobieta,
która nie boi się wyzwań, nawet jeśli oznaczają podnoszenie sztangi na siłowni. 



Paweł Machoń - instruktor wschodnich sztuk walki, instruktor taktyki

 i techniki interwenci w służbach mundurowych, 
instruktor samoobrony kobiet z wieloletnim doświadczeniem



Małgosia Salawa - Kosmetyczka, propagatorka zdrowego podejścia do  dbania o siebie, zdrowego odżywiania, pielęgnacji i zdrowego ruchu. Zwolenniczka małych kroków prowadzących do dużych zmian. Autorka bloga "Zdrowa Kuchnia Sowy."



Czego się nauczę, co zyskam?

  • Jak odmawiać, kiedy to konieczne?
  • Jak wychodzić z roli ofiary?
  • Jak walczyć o swoje zdanie, rację?
  • Jak budować autentyczną pewność siebie w życiu prywatnym i w pracy?
  • Jak się bronić gdy coś, ktoś mi zagraża?
  • Jak odkrywać role, które gram i pisać nowe, sprzyjające scenariusze?
  • Jak wydobyć swoje naturalne piękno i cieszyć się sobą?


Opinie o warsztacie:

"Warsztaty były po prostu rewelacyjne! Najbardziej podobały mi się warsztaty z asertywności i uświadomienie sobie że mam wiele praw, o których nigdy nawet bym nie pomyślała! Na drugim miejscu stawiam warsztaty z bajkoterapii, które okazały się bardzo otwierające ale i motywujące do działania! Magia i moc to chyba dwa najlepsze słowa które odzwierciedlają to co zadziało się podczas tych dwóch pełnych wrażeń dni!"


"Szkolenie "Women Power" to najlepsza inwestycja jaką mogłam poczynić! Świetnie spędzony czas z Małgosią i Moniką - prowadzącymi warsztaty, dziewczyny bardzo dbały o atmosferę w grupie, a zarazem czułam się zaoopiekowana, mogłam wyrazić co myślę, bez uczucia bycia ocenianą, przekazana wiedza z zakresu asertywności,a późniejsze jej przećwiczenie bardzo mi się przydało. Pisanie swojej bajki jest dla mnie pomocne i zaskakujące, odkrywam samą siebie :) Samoobrona poprowadzona przez Pawła, była doskonałym elementem pasującym do układanki pt. Moc Kobiety. Paweł - doświadczony ekspert najpierw przedstawił "teorię" w sposób ciekawy, a potem pokazał bardzo przydatne triki, które później można było przećwiczyć i sprawdzić jak sama ze sobą zachowuję się w sytuacji ataku na swoje życie i zdrowie. Jako, że kobiety zawsze chcą czuć się piękne, więc część urodowa była pożądana, można było dowiedzieć jakie kolory pasują do danego typu urody oraz zobaczyć na co zwracać uwagę przy wykonywaniu makijażu. Udział w szkoleniu był bardzo dobrze spędzonym czasem i ogromnie cieszę się, że podjęłam decyzję, by wziąć udział w warsztatach. Bardzo dużo zyskałam dla siebie (...)."


Czy może być lepsza rekomendacja? 100% na tak.
Szczerze, naprawdę jestem wzruszona i bardzo się cieszę :) 


"Warsztaty dały mi możliwość zrobienia kolejnego małego kroku w kierunku, w którym chcę podążać. Był to dla mnie zastrzyk dobrej energii i serdeczności od innych. Myślę, że dzięki temu zyskałam odrobinę więcej pewności siebie. Bardzo podobała mi się część o asertywności, dowiedziałam się wielu nowych rzeczy, na kilka spraw spojrzałam też z zupełnie innej strony. Zaskoczył mnie fakt, że mówienie komplementów i (konstruktywne) krytykowanie innych również są elementami asertywności. Możliwość przećwiczenia sytuacji z życia w bezpiecznym otoczeniu i komentowanie na bieżąco, co robimy źle lub dobrze jest bezcenna. Monika jest doskonałym przykładem osoby, która wie o czym mówi – sama jest bardzo asertywna ;) Część o samoobronie pozwoliła mi wydobyć z siebie głos, o którym chyba już zapomniałam, że może zabrzmieć tak silnie i pewnie. Nie miałam wcześniej okazji uczestniczyć w tego typu zajęciach i cieszę się, że w końcu mi się udało. Paweł był świetnie przygotowany merytorycznie i okazał się facetem z fantastycznym poczuciem humoru i dystansem co jest niezbędne przy pracy z dużą grupą kobiet :) Wydaje mi się, że część bajkowa była dla mnie najważniejsza, ponieważ uwielbiam bajki i często doszukuję się w nich analogii do sytuacji z mojego życia. Małgosia opowiedziała nam swoje życie w formie bajki, którą zaczęła bardzo świadomie kształtować. Nie spodziewałam się, że tak dużym emocjonalnym przeżyciem będzie dla mnie opisanie mojej własnej bajki do chwili obecnej, a potem… dokończenie jej jak tylko sobie wymarzę! JA jestem Bohaterem mojej bajki! Fantastyczne i wyzwalające uczucie, ale też olbrzymia odpowiedzialność. Część wizażowa również była moim pierwszym zetknięciem się z tego typu zajęciami. Dowiedziałam się jaki mam typ urody, jakie kolory są dla mnie odpowiednie. Ewa objaśniła nam podstawowe zasady dotyczące ubioru i makijażu. Mimo, że nastawiłam się głównie na duchowo-psychologiczną-coachingową część warsztatów, wizaż też okazał się ciekawy. Wiele mówiłyśmy też na warsztatach o byciu tu i teraz. I ten czas, który spędziłyśmy ze sobą był właśnie taki – obecny, gęsty od emocji. Fakt, że miałyśmy tylko 2 dni żeby zmieścić tyle zajęć pozostawił pewien niedosyt, ale też rozpalił chęć, żeby obserwować i uczyć się siebie więcej. Co za wdzięczny obiekt do nauki – dostępny 24/7 ;) Dziękuję Wam jeszcze raz i czekam na kolejne równie inspirujące warsztaty! :) 





Gdzie, kiedy, za ile? 

Warsztat odbędzie się w Katowicach: Miejski Dom Kultury „Koszutka” Filia „Dąb” Ul. Krzyżowa 1, 11-12 marca (sobota i niedziela). 

W sobotę będziemy pracowały od 10 do 18, w niedzielę od 10 do 16. 

Koszt udziału w warsztacie (2 dni), to 350 zł. 

Przedsprzedaż: 

Do 20 lutego lub do wyczerpania miejsc: koszt biletu w przedsprzedaży: 299 zł. 


UWAGA: Bilety zakupione w przedsprzedaży nie podlegają zwrotowi. 


Zapisy: Mailowo: margot@manufaktura-radosci.pl

Po otrzymaniu zgłoszenia potwierdzimy dostępność miejsca i podamy dane do przelewu. Uwaga!  Tylko opłacone zgłoszenia gwarantują miejsce na warsztacie. 


Jeśli jeszcze się wahasz, więcej opinii, zdjęć, relacje znajdziesz TU i TU


Maksymalna ilość uczestniczek to 20. Zapraszamy Panie w każdym wieku - warunkiem uczestnictwa w warsztacie jest jedynie ukończenie 18 lat :) 


Zapraszamy Was serdecznie! 





Syndrom prymuski to nie jest nowa jednostka chorobowa, ale nie mniej niż katar, czy ból głowy, może uprzykrzyć życie. W dłuższej perspektywie może faktycznie doprowadzić do fizycznej choroby. W końcu ciało i umysł w jednym stali domku. 



Iza prymuską była od dziecka. Chyba od czasu kiedy wzorem babci szorowała na kolanach podłogę do czysta i widziała podziw staruszki, która wszystkim wokół opowiadała, że nikt nie jest tak dokładny jak Izunia. 

W szkole każde 4+ to był dramat i litry łez, oraz jeszcze większa zawziętość, że "ja Wam teraz pokażę". Jednak nawet gdy oceny miała najlepsze to i tak czuła się z siebie niezadowolona. Bo ktoś ładniej śpiewał albo malował, ktoś biegał szybciej, a ona, chociaż starała się z całych sił, nie mogła go dogonić. 

Perfekcjonistką była też na studiach (medycznych) i był to maraton wysiłku. Dopiero w pierwszej pracy trochę poluzowała sznurki od tego niewidzialnego gorsetu, kiedy stary profesor, patrząc na nią takim mądrym, lekko wodnistym wzrokiem powiedział, żeby nie brała wszystkiego tak osobiście, bo ten na górze też ma coś do powiedzenia. 

Poczuła wtedy odrobinę ulgi, ale do dziś do szału doprowadzają ją plamka na bluzce, rozsypane w aucie orzeszki czy chrupki dziecka, a źle układające się zasłony, nie dają jej spać. Musi wstać i poprawić. 


Pułapka perfekcjonizmu

Kiedy myślimy o perfekcjonizmie to widzimy przeważnie tylko dwie opcje. Albo coś jest zrobione absolutnie ekstra, bez zarzutu, tak że nie ma się do czego przyczepić, albo jest zrobione byle jak. 

A przecież między "super", a "byle jak" jest ocean możliwości. 

Problem perfekcjonisty polega na tym, że dla niego "super" to jest przymus i każde odstępstwo od tego stanu oznacza cierpienie. Odstępstwem jest jedna fałdka na tej powyższej zasłonie, albo przestawiona odrobinę w bok filiżanka w szafce. 

To jest wewnętrzny przymus, który trudno przezwyciężyć. A trzeba - przynajmniej trochę - bo życie nie jest idealne i nie może być. 



Nie tylko Ty nie masz idealnego życia. 


Nawet gdy nie jesteś perfekcjonistą...

Możesz mieć mgliste poczucie, że coś tu jest nie tak. Często jesteśmy niezadowoleni ze swojego życia, z tego co mamy, jak wyglądają nasze domy, ciała, bo wzorce i punkt odniesienia czerpiemy gdzieś z wyidealizowanej przestrzeni. 

Ciała spod photoshopa albo skalpela, domy w których zdaje się, że nikt nie mieszka i jedzenie, które tworzy się po to, by dobrze wyglądało na zdjęciu. Możemy tam dążyć, ok - ale czy nie wystarczy ciało, które cieszy i sprawia radość, dom który jest ciepły i mieści miłość, oraz posiłek, który odżywia i smakuje? 

Porzućmy to poczucie nieadekwatności. Naprawdę nie czyni nas lepszymi, a co najwyżej bardziej zestresowanymi. 

Prymusi, wbrew temu co się na pierwszy rzut oka wydaje wcale nie osiągają największych sukcesów. Za bardzo boją się popełniać błędy. A bez nich nie ma rozwoju. 

Idealne nie istnieje. 




Body balance to ćwiczenia, które powstały z połączenia jogi, tai chi i pilatesu. Ćwiczy się do łagodnej, klimatycznej muzyki, a układ ćwiczeń zmienia się raz na kwartał. O co w tym chodzi i czy warto? 


"Kiedy regularnie staję na macie - pisze joginka Agnieszka Passendorfer -  w moim życiu wszystko samo doskonale się układa. Mam więcej pewności siebie, podejmuję lepsze decyzje, a moje ciało czuje się i wygląda lepiej. Kiedy przestaję ćwiczyć, sprawy zaczynają się komplikować. Dlatego nie powinnam przestawać." ( "13 lekcji jogi" - więcej tu

Mogłabym podpisać się pod tymi słowami, bo chociaż nie praktykuję jogi, to jeśli wstawiłabym w jej miejsce aktywność fizyczną jako taką, byłoby dokładnie tak samo. 

Zawsze byłam aktywna i jeśli zdarzają mi się momenty w życiu kiedy regularnie nie ćwiczę, po tygodniu, miesiącu, dwóch natychmiast czuję, że ta przerwa nie przyniesie niczego dobrego. Moje ciało potrzebuje ruchu. Tak samo jak tlenu, jedzenia i wody. 

Tak trafiłam w listopadzie na zajęcia body balance, które są uzupełnieniem mojego treningu. 


Body Balance skąd się wzięło i o co chodzi? 

Program Body Balance pochodzi z nowozelandzkiej szkoły Les Mills. 

Ćwiczenia opierają się na budowaniu elastyczności i wytrzymałości, pozostawiając ćwiczącemu uczucie spokoju i skupienia. 

Program wydaje się niewymagający i niespecjalnie trudny, ale zapewniam Was, że to tylko pozory. Kiedy zaczynamy ćwiczyć, okazuje się, że nawet te z pozoru proste pozycje mogą sprawiać nam sporo trudu. Nie zależy to wcale od poziomu wytrenowania w innej dyscyplinie, od wagi, czy typu sylwetki. Po prostu nie wszyscy jesteśmy jednakowo rozwinięci. Dzięki Body Balance wzmacniamy wszystkie grupy mięśni, poprawiamy koordynację i postawę, nabieramy elastyczności, wyciszamy się i niwelujemy stres. 


Dla kogo jest Body Balance?

Moim zdaniem dla wszystkich, nawet jeśli nie ćwiczyliście do tej pory. Warto się wybrać, spróbować i praktykować, a na początek podejrzeć tu

Jeśli tylko traficie na rozsądnego i mądrego nauczyciela (a takich warto szukać!), będzie on podpowiadał różne warianty pozycji, które każdy może wykonać. 

Nie będziesz mistrzem na pierwszym treningu, dlatego warto korzystać z sugestii prowadzącego i słuchać swojego ciała. Postęp będzie! I to szybciej niż Ci się wydaje! 


Co jeszcze można zyskać? 

Dla mnie osobiście najistotniejsza jest wartość dodana do ruchu, a ta dzieje się... w głowie. 

Chociaż ćwiczenia czujesz ciałem, to przecież wszystko się łączy! 

Mocne nogi, na których pewnie stoisz przydają się nie tylko w pozycji wojownika, ale i w życiu. Wiesz, że możesz na sobie polegać. 

W pozycji tancerza czujesz jak trudno być czasem w równowadze i balansie. A przecież w życiu tak samo jak stojąc na jednej nodze ciągle musimy ją łapać! Ćwiczysz mięśnie, swoją wytrzymałość, czujesz jak nogi się trzęsą, a jednak stoisz! Nawet gdy upadniesz, to się podniesiesz! 

Czy to nie jest wspaniała lekcja zaufania do siebie i polegania na własnej mocy? 

Ćwiczcie Kochani i budujcie swoją pewność siebie także przez ciało. To cudowny i skuteczny sposób. 

A gdyby mnie, znów, kiedyś przyszło do głowy zaprzestać treningów, kopnijcie mnie proszę w cztery litery. 



×