Nie ma na świecie człowieka, któremu ktoś, kiedyś nie odebrałby wiary i chęci do życia. Dużo zależy od nas samych. Nie można jednak zaprzeczyć, że niektóre relacje pozbawiają nas siły. Bywa, że na długo. 


Kiedy prawie pół roku temu napisałam tekst o toksycznych osobach, na blogu i w sieci zawrzało. Podobnie jak w latach 90, kiedy Jacek Santorski wydał w Polsce "Toksycznych rodziców". Podobieństwa nie kończą się na tym fakcie. Tak Wydawnictwo jak i mnie zmęczył sukces "toksycznych". 

Mimo, że pisząc mój tekst ważyłam słowa i starałam się umieszczać w nim jak najmniej kontrowersyjnych sformułować, wiele osób i tak zrozumiało go na opak. 

Czasami mówimy do siebie w tym samym języku, a jednak nie ma szans się dogadać. Temat ten jest jednak tak ważny i tak społecznie obecny, że przy okazji ostatniej wizyty w "Pytaniu na śniadanie", zdecydowałam się poruszyć go raz jeszcze. Bo jakiejkolwiek nomenklatury byśmy się nie trzymali, to trudni, konfliktowi ludzie są wśród nas i elementem rozwoju jest niekoniecznie zmienianie ich na lepsze -  ale umiejętność radzenia sobie samemu w konfrontacji z ich trudnymi zachowaniami. 


Kim jest wampir emocjonalny, energetyczny jak działają toksyczni ludzie?

Dysponujemy wszyscy pewną, ograniczoną ilością energii i sił. Jesteśmy mniej lub bardziej odporni na zranienia, mamy różną skalę wrażliwości. Osoby o skłonnościach wampira emocjonalnego, można porównać do pasożytów bytujących na organizmach. Korzystają ze źródła energii, podłączają się pod nasze wewnętrzne "zasilanie", odżywiają się naszą witalnością, czerpią z naszych sił. Problem w tym, że tak naprawdę nie ratują tym siebie, bo dalej pozostają niespełnione, głodne i w środku samotne - ale skutecznie pozbawiają nas naszej tak niezbędnej do życia energii. Ich nastrój poprawia się na chwilę, aż do następnego podłączenia.

Wampiry czają się w środowisku rodzinnym, w pracy, w koleżeńskich znajomościach. Im bliższa relacja, tym mocniej czujemy ich toksyczne "ssanie". 

Często ich działania są z pozoru błahe i nie dotyczą niczego szczególnego, a jednak czujemy się po kontaktach z nimi jak balon, z którego uszło powietrze. Doświadczamy rozbicia, smutku, zdenerwowania i co charakterystyczne - poczucia winy. 

Wampir emocjonalny to osoba żonglująca naszymi emocjami, grająca na nas jak na czułej harfie. Nie zawsze robi to świadomie, ale efekty tego działania są zwykle opłakane. 


Wampiry energetyczne, emocjonalne i toksyczne relacje.
Rozmowa z Jackiem Santorskim i ze mną, w "Pytaniu na śniadanie" do zobaczenia
TUTAJ. 



Skąd biorą się wampiry energetyczne? 

Badania psychologiczne, w tym te przeprowadzone przez naukowców Uniwersytetu w Wisconsin-Madison, dowodzą że wbrew temu co do tej pory uważano, istnieje w populacji dość duża grupa osób o skłonnościach psychopatycznych, spośród których wywodzą się także osoby dla nas szczególnie toksyczne czy wampiry emocjonalne. 

Osobowości psychopatyczne nie są to jak do tej pory sądzono sami seryjni mordercy czy przestępcy, ale często zwyczajni, z pozoru nieszkodliwi obywatele. Szacuje się, że wśród liderów biznesu, odsetek osób z podobną przypadłością sięga nawet 25 %. 

W większej skali, psychopaci stanowią 1 procent całej populacji, ale wśród więźniów ten odsetek wzrasta już nawet do 20 procent. Przyczyną ich antyspołecznych zachowań są poważne zaburzenia funkcjonowania ich mózgów, często nie poddające się żadnemu leczeniu.


Jak pisze Robert D. Hare, w "Psychopaci są wśród nas", ludzie z tym zaburzeniem osobowości są w pełni świadomi konsekwencji swoich czynów, znają różnicę pomiędzy dobrem i złem, a jednak wykazują egocentryzm, brak skrupułów i niezdolność do troszczenia się o los innych. 


Mało inteligentni emocjonalnie

Oczywiście w rzeczywistości nic nie jest czarno - białe i nawet jeśli część społeczeństwa nie doświadcza tak poważnych zaburzeń to mimo wszystko i tak może być bardzo mało skłonna do empatii (współodczuwania), samolubna, skoncentrowana na sobie, czy zwyczajnie bardzo mało inteligentna emocjonalnie. 

Takiemu podejściu sprzyja chociażby wychowanie oparte na maskowaniu i tłumieniu emocji.  Osoba, która sama nie czuje, albo ma bardzo głęboko schowane własne uczucia (często z obawy przed zranieniem), nie jest także w stanie współczuć innym, czy wczuwać się w ich trudne położenie. Uczy się, czasem zupełnie nieświadomie, korzystać z arsenału środków, które poprawiają jej nastrój kosztem innych i często świetnie funkcjonuje w społeczeństwie. 

Mamy wpływ na siebie - na innych, bardzo ograniczony.
Mogą się nami inspirować, mogą wyciągać wnioski z kontaktów z nami,
ale to czy się zmienią, zależy tylko od nich.
Nie łudź się, że możesz kogoś zmienić.


Jak się wyplątać z relacji z emocjonalnym wampirem? 

Najważniejsza jest świadomość i uznanie, że mamy prawo uciekać od ludzi, którzy nas ranią, niszczą, czy odbierają nam całą chęć do życia. 

Czy warto dążyć do konfrontacji, próbować zmieniać człowieka, który nam szkodzi? Nie zawsze ma to sens i nie zawsze warto to robić. 

Jacek Santorski deklaruje, że nie wyraża swoich uczuć, złości, wobec osób z którymi nie widzi przyszłości relacji. 

Tłumaczenie osobie nieempatycznej i skupionej wyłącznie na sobie, zawiłości własnego życia emocjonalnego i stopnia osobistego zranienia jest jak mówienie do Marsjanina po chińsku. Niewielkie są szanse na to, że zrozumie. 

W większości wypadków, najefektywniejszym sposobem radzenia sobie z trudnymi ludźmi jest schodzenie im z drogi i dystansowanie się. 

W przypadku osób, od których nie da się, lub bardzo trudno jest się odciąć, działa przede wszystkim wzmacnianie siebie. Nauka asertywności, badanie własnych reakcji, przyjęcie odpowiedzialności za siebie i własne reakcje, czy wreszcie ograniczanie kontaktów do minimum. Masz prawo mówić "NIE" i rób to bez poczucia winy. 

Czy naprawdę musisz rozmawiać 2 razy dziennie z rodzicem, znajomą, która mówi Ci wyłącznie o swoich problemach i rani? 

Pamiętaj, że trucizna sączona latami, po kropelce, nie szkodzi mniej niż ta podana łyżką. Być może efektu nie widać od razu, ale to wcale nie oznacza, że go nie będzie. 


A może Ty jesteś wampirem energetycznym?

Bardzo często to co przeszkadza nam w innych, jest tak naprawdę tym, czego nie akceptujemy i nie widzimy w sobie. Każdemu z nas zdarza się zachowywać nieznośnie, nieempatycznie, w sposób raniący dla otoczenia. 

Jeśli zauważasz u siebie pewne prawidłowości,  często czepiasz się innych ludzi jak przysłowiowy "rzep psiego ogona", uważasz że to oni zawsze są winni twoich niepowodzeń, oczekujesz, że wszystko będzie kręciło się wokół Ciebie, to być może sam, dla otoczenia jesteś właśnie emocjonalnym wampirem. 

Lekarstwem na tą przypadłość jest budowanie swojej świadomości i uczenie się empatii. Na szczęście nad inteligencją emocjonalną można pracować tak samo jak nad nauką języka czy matematyki. Jeśli tylko zechcesz, na pewno się jej nauczysz - z zyskiem dla siebie i otoczenia. 

Im mniej krwi upuszczamy sobie wzajemnie, tym więcej krąży jej w naszych żyłach i tym większe szanse, że poradzimy sobie sami, a nie kosztem innych. 



Gdyby lata nie było, byłabym uboższa o te setki wrażeń, które zbierałam jak muszle na plaży. Moja skóra nie tuliłałaby się do słońca, a myśli nie brązowiały w cieniu. Gdyby nie lato, byłabym smutniejsza i mniej głodna jesiennych wrażeń. Nie czekałabym na więcej. A co Tobie dało to lato? 



Słowa mam jeszcze leniwe od upału, więc wyjątkowo niech mówią obrazy. Słowa zostawmy na chłody, wtedy nas ukołyszą i utulą. Ale na to jeszcze czas. Sporo czasu. Bo to lato zostanie z nami jeszcze przez chwile. Jeśli nie w pogodzie za oknem to w głowie, która ciągle jeszcze pełna letniej beztroski.



Tego lata Amelka skończyła 5 lat. Więcej o tych naszych wspólnych 
miesiącach i latach TUTAJ.












O podróżach i wrażeniach czytaj TUTAJ.




"Pytanie na śniadanie" ze mną i Jackiem Santorskim, do zobaczenia TU.
Na zdjęciu jestem razem z bardzo sympatyczną Marzeną Rogalską. 








Nawet jeśli Wam żal tego lata, które pomału odpływa, to pamiętajcie, że to co w nim najlepsze i tak zostanie w nas, w środku :)  

Dobrego września! Podzielcie się ze mną swoim latem :) 





Potrzebujemy na co dzień szczerych, autentycznych rozmów i relacji. Nie ględzenia o polityce i nie plotek z Pudelka. Brak takich kontaktów skazuje nas na wewnętrzną samotność. Nawet jeśli wokół tłum ludzi. 


O czym rozmawiacie ze swoimi przyjaciółmi, bliskimi, kiedy wreszcie udaje się spotkać? Co dzieje się kiedy wymienicie zwyczajową porcję komplementów, uprzejmości i narzekania?  

Nawet w bardzo bliskich związkach są pola minowe tematów, które boimy się poruszać. Rozmowa nie jest tak niebezpieczna jak nam się w środku wydaje. Nie urywa rąk i nóg. 


Porozmawiaj ze mną o sobie



I ciebie, i mnie gubi bracie, wstydliwość - pisał Cortazar w „Grze w klasy”.  Po domu spokojnie chodzimy nago, ku wielkiemu zgorszeniu niektórych dam, a jak idzie o rozmowę... Chwilami myślę, że mógłbym ci powiedzieć... Bo ja wiem, może nareszcie słowa posłużyłyby do czegoś, przydałyby się nam. Ale ponieważ to nie są codzienne słowa o życiu i o mate na patio, no, nie ta zwykła, dobrze naoliwiona gadanina - człowiek się cofa i właśnie z najlepszym przyjacielem najtrudniej jest rozmawiać.”

A rozmawiać trzeba, bo bez takiej autentycznej wymiany nie ma bliskości. 

Życie, którego się nie opowiada, życie o którym się milczy, rośnie czasem w środku jak dziki las i staje się coraz mniej dostępne. Paradoksalnie także, coraz trudniejsze do zrozumienia: tak dla opowiadacza jak i dla tego, który słucha. 

Im dłużej to trwa, im dłużej ze sobą naprawdę nie rozmawiamy, tym trudniej potem znaleźć właściwe słowa i tę nić, która po kłębku doprowadzi nas do porozumienia. 


Jeśli słuchasz, to słuchaj. Nie musisz znać wszystkich odpowiedzi. 


Rozmowa to nie szukanie rozwiązań


Przynajmniej nie zawsze musi tym być. Czasem potrzebujemy być tylko wysłuchani, usłyszani. Podzielić się swoim smutkiem albo radością. Dać upust emocjom. 

Nikt za nikogo nie rozwiąże jego życiowych problemów, to się przeważnie robi własnymi rękami -  ale możemy dawać sobie wsparcie, inspirację i autentyczną obecność. 

Kiedy wiemy, że ktoś za nami stoi murem, wtedy mamy więcej sił do tego aby mierzyć się z tym czego i tak musimy doświadczyć osobiście. Rozmowa jest jak doładowanie i cudowna energia, którą potem możemy wydatkować tak jak nam potrzeba. 


Nie bój się mojego smutku


Nie bój się trudnych rozmów. Słów, które grzęzną w gardle. Czasami rozmową jest też cisza. Nic nie trzeba mówić, tylko być. I tak też jest dobrze. 

Jeśli pragniecie dobrego, autentycznego życia, nie zagadujcie tego, nie uciekajcie. 

To jest potrzebne i oczyszczające. 

Rozmowa jak słońce, potrafi rozgonić wiele chmur, najważniejsze jednak, żeby była prawdziwa, a nie sztuczna i wymuszona. Ta druga jest jak malowanie trawy na zielono. Nic nie zmienia. 

Szkoda na to czasu. 





Stereotyp Matki Polki, każe nam wszystko poświęcać. Myśleć o sobie dopiero wtedy, kiedy już o wszystkich innych dawno pomyślano. A potem zostajemy z niczym, często w samotności. I kto wtedy pomyśli o nas?


Kobiety bywają głupie. Piszę to jako kobieta z pełną premedytacją i świadoma znaczenia tych słów. Nie wyciągamy wniosków z doświadczeń naszych mam i babek, dajemy się nurzać w poczuciu winy, a najbardziej boimy się, że ktoś nam zarzuci, że myślimy o sobie i żeśmy egoistki.

W wielu polskich domach, egoistami mogą być wszyscy: od męża, dzieci, przez psa i chomika, a kobieta czuje się w obowiązku to wszystko ogarnąć, najlepiej oczywiście bez cienia protestu.  A kiedy w końcu pada na twarz, zakłada minę świętej męczennicy, którą w przyszłym życiu być może ktoś wynagrodzi za jej trud i poświęcenia. Albo i nie. Ale to już inna historia.


Madchen Zimmer - co się należy kobiecie?


Kilka lat temu, odwiedziłam moją siostrę, która mieszka w zachodniej części Niemiec. Wiele kobiet, młodszych i starszych, ma tam na poddaszu swoją przestrzeń – pokój albo i dwa, do których wstępu nie ma często nawet pani do sprzątania. Tam zaszywają się kiedy potrzebują chwili oddechu, zapraszają koleżanki na partyjkę brydża, albo po prostu wyglądają przez okno, nienagabywane przez nikogo.

Kiedy po powrocie do Polski opowiedziałam koleżance z zachwytem o tym zwyczaju, ta ze smutną ironią stwierdziła: „Dziewczyno! W polskich domach, większość kobiet nie ma nawet miejsca na torebkę, a co tu mówić o własnym pokoju!” 

I nie jest to wyłącznie kwestia braku miejsca, czy przestrzeni życiowej, ale naszej mentalności. 

Myślimy o wszystkich, ale nie o sobie. Co z tym zrobić?


Hotel u mamy - zawsze otwarte. Czy to naprawdę ok?
Czasem pomoc szkodzi. Więcej tutaj. 


Poświęcenie jest przereklamowane

I jeśli jeszcze o tym same nie wiecie, albo nie umiecie żyć inaczej niż poświęcając się, to powiedzcie to przynajmniej swoim dzieciom. Ludzie szybko przyzwyczajają się do tego, że jesteśmy na każde zawołanie. Dzieje się tak w małżeństwie, w rodzicielstwie i w pracy. Dasz palec, poproszą o rękę. Dasz rękę powiedzą że mało.

Twoje potrzeby są tak samo ważne jak te dziecka, męża czy teściowej. Chcesz pracować, ale wszyscy wokół mówią, że to bez sensu, bo co Ty zarobisz, a wszystkim będzie wygodniej kiedy zostaniesz w domu? Nie słuchaj ich! Masz dosyć wyręczania wszystkich we wszystkim, ale nie wiesz jak im to powiedzieć? Najlepiej od razu! Prosto z mostu. Myślenie o sobie to nie grzech. To przejaw zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego. Stawianie wszystkiego na jedną kartę bywa ryzykowne.  Nikt nie może wiecznie dawać, bo kiedyś te zasoby się wyczerpią. 

Bycie męczennicą nie służy tak naprawdę nikomu. Ani dzieciom, które nie uczą się samodzielności i szanowania swoich potrzeb, ani małżeństwu, ani karierze, ani Tobie. Na dłuższą metę, jest to droga donikąd. 


Jeśli dawać, to tylko z serca - i tylko tak, żeby nam samym też coś zostało.


Nie licz na spiżowe pomniki za poświęcenie. To miraż. Są nic nie warte. 


Tajemnice są jak trupy w szafie. Prędzej czy później wychodzą na jaw. Podobieństw jest zresztą znacznie więcej. Im dłużej są ukrywane, tym bardziej śmierdzą i tym trudniej je znieść. 


Jak to zwykle w życiu, lepiej było nie chować ich wcale, ale ludzie często nie mają odwagi stawać z prawdą twarzą w twarz. W konsekwencji, czasem z tajemnicą z przeszłości trzeba poradzić sobie dopiero pokolenie czy trzy dalej. 

Jak to zrobić? Przede wszystkim nie ma sensu dalej uciekać bo chociaż teoretycznie sekret jest bez życia, to będzie nas gonił ile w piersiach tchu. Aż do skutku. A skutki tej ucieczki bywają opłakane. 


Dziadek nazista

Jennifer Teege, urodziła się w 1970 roku i zaraz potem została oddana przez matkę do adopcji. Przypadkiem, zupełnym przypadkiem, dowiedziała się prawdy o swojej przeszłości i rodzinnej historii. Trudno wyobrazić sobie gorszą. Jej dziadkiem był Amon Göth, kat z Płaszowa, znany z tego że zabijał bez żadnych skrupułów i nigdy, nawet przed śmiercią nie okazał skruchy. 

Czy taka prawda o swoich własnych korzeniach może się do czegokolwiek przydać? Tak. Jennifer pisze, że od samego dzieciństwa towarzyszyła jej czarna chmura, która jakby ją przygniatała. Kiedy poznała prawdę, chmura się rozpłynęła. "Każdy człowiek chce wiedzieć, skąd pochodzi. Ja się w końcu dowiedziałam. Prawda jest okropna, ale i tak mi pomogła." 


Mama czyli kto? 

Michalina Wisłocka, autorka sławnej "Sztuki kochania", miała burzliwe i dość niekonwencjonalne życie osobiste. Wyszła za mąż, a następnie żyła w swoistym trójkącie miłosnym ze swoją przyjaciółką i mężem. Obie kobiety w tym samym czasie zaszły w ciążę i aby uniknąć skandalu i plotek, wszyscy - łącznie z dziećmi zostali okłamani. Krysia i Krzyś, byli przedstawiani jako bliźnięta - dzieci Michaliny. Ten niezdrowy układ funkcjonował aż do czasu kiedy Wanda, przyjaciółka Wisłockiej postanowiła odejść. Chciała zabrać ze sobą dziecko - Krzysia, który miał już 16 lat. 

Dla obojga dzieci to był szok, który zachwiał ich całym życiem. Krystyna wyszła z przeszłości silna i "poradzona". Krzysztof nigdy nie dał sobie z nią rady. Najpierw uciekał z domu, potem pił, pozostał samotny, pod koniec życia doznał wylewu i był sparaliżowany. 


Tajemnice z przeszłości wpływają na teraźniejszość

Nawet jeśli podejść krytycznie do teorii wielu psychologów i terapeutów -  w tym Berta Hellingera, który leczy pacjentów metodą ustawień rodzinnych, trudno stwierdzić z mocą, że przeszłość i tajemnice, które się w niej kryją nie mają znaczenia dla kształtu i jakości naszego aktualnego życia. 

Wpływu tego dowodzą choćby eksperymenty na myszach. Naukowcy z Zurychu, chcieli sprawdzić, jak trauma z wczesnego dzieciństwa wpływa na genetyczną ekspresję. Wykradali mysim mamom ich nowo narodzone dzieci na trzy godziny dziennie przez okres 14 dni. Nic więcej, nic mniej. 

Wnioski? Nawet tak błaha ingerencja miała genetyczne skutki. Naukowcy stwierdzili, że myszki wyrosły na istoty źle przystosowane. Miały problemy z oceną potencjalnie niebezpiecznych miejsc, częściej wpadały w kłopoty, w obliczu trudności zamiast podejmować walkę czy próbę obejścia problemu, wolały się wycofać. 

Najbardziej jednak zdumiewającym, jest fakt, że transmitowały te cechy osobowości dalej, nawet jeśli nie uczestniczyły w wychowaniu swoich dzieci! Trauma doświadczona w jednym pokoleniu, była obecna nawet 2 pokolenia później! 


Odkryj, uznaj, idź dalej

Jeśli więc trauma przodków zapisuje się w nas, nie możemy dłużej udawać, że to co im się przydarzyło nie ma dla nas i kolejnych pokoleń znaczenia. 

Tajemnice, rodzinne mroczne historie, wykluczenia, niesprawiedliwości, odzywają się w nas po latach i bolą bólem fantomowym. 

Nie zawsze da się naprawić, czy zadośćuczynić czemuś co miało miejsce dziesiątki lat wcześniej, ale zawsze można przynajmniej spojrzeć temu w oczy. 

Prawda uzdrawia, tajemnica tłamsi. Jest jak duszącą zmora, która leży na piersi.

Jeśli w waszych rodzinach również żyją takie historie, duchy o których nikt nie mówi, nie chowajcie ich na dnie szafy. 

Aby poradzić sobie z tajemnicą czy trudną przeszłością, wcale nie trzeba jej latami rozpamiętywać. Często, bardzo często wystarczy spojrzeć jej w oczy. Uznanie tego co było, świadomość, że się wydarzyło i miało miejsce - uzdrawia.

Potem można żyć dalej. I nic już nie wypada z szafy w najmniej spodziewanym momencie. 



Jeden, najlepszy ze wszystkich sposób na życie. Roszczą sobie do niego prawa wszystkie duże religie świata, małe też. Mówią o nim systemy filozoficzne, choć uczciwie przyznać, że z trochę większą powściągliwością. Znajdzie się jeszcze pewnie wielu mądrali, którzy podobno też go znają. Ten jeden. Jedyny. Bierzesz i masz. 


Wszystko rozwiązuje, pozbawia wątpliwości. 

Jest tylko jeden problem. 

NIE MA I NIGDY NIE BĘDZIE jednego, jedynego, najlepszego sposobu na życie, który byłby dobry dla wszystkich. 

To się szyje na miarę. Własnymi rękami. 


***

Pewnego razu, gdzieś na pustymi, pewien mędrzec spotkał świetlistą postać, która powiedziała, że przybywa z kosmosu i szuka inteligentnej cywilizacji. 

- Nie mogłeś trafić lepiej -  rzekł mędrzec - Ziemia to wyjątkowe miejsce. 

- Gdzie zatem mogę się udać, aby dowiedzieć się o Was czegoś więcej? - zapytał przybysz - mogę to zrobić w jednym okamgnieniu. 

- Idź zatem do pobliskiej świątyni. Znajdziesz tam wiele bezcennych ksiąg. 

Po chwili postać wróciła i poprosiła o więcej: mędrzec odesłał ją do Biblioteki Kongresu i Aleksandryjskiej. 

Kiedy przybysz przeczytał już wszystko co napisano na Ziemi, wrócił i powiedział:

- Dowiedziałem się, że wszystkie religie i systemy filozoficzne, które stworzyliście mają jeden cel. Próbują Was przekonać, że powinniście się zmienić na lepsze i że ta zmiana jest możliwa. Nie rozumiem tylko jednego:  Dlaczego do tej pory tego nie zrobiliście? 

Inspiracja: J.Gibas, Życie następny poziom


***

Możesz się inspirować, wspomagać i wspierać, ale tą drogę musisz przejść sam. Wiedza i mądrość nie uwalnia od działania, a każdy gest, każdy krok, znaczy o niebo więcej niż teoria. 

Nie czekaj na oświecenie. Działaj. 



Chcesz zmieniać świat, czekasz na okazję? Nie czekaj, decyduj świadomie. Każde właściwie wydane 10 zł, to argument za tym co dobre, albo złe. Co wybierasz?
Większość z nas nie ma świadomości ekonomicznej. Tymczasem moc decyzji jednostkowej, pomnożona przez siłę społeczności jest ogromna. 

Gdyby co drugi, z 38 milionów Polaków wydał rocznie TYLKO o 500 zł więcej na lokalne zakupy, zamiast na te w sieciach handlowych, na produkty, które powstały obok, a nie za oceanem, dałoby to nam prawie 10 mld złotych krążących po naszej gospodarce. To dużo pieniędzy. Około 5 mld wynosi roczny budżet Krakowa, około 15 mld budżet Warszawy.


Jak kupujemy? Liczy się tanio czy fair?

Polacy, po latach komuny nie przyzwyczaili się jeszcze do obfitości wolnego rynku i bardziej niż świadomie - wybierają podświadomie - pchani do zakupów reklamą, przymusem medialnym i podszeptami ego.

Trochę tak jak dzieci - wybieramy to co bardziej kolorowe, ciekawsze, ładniej zapakowane i mocniej nagłośnione. Nasz gust i smak jest kształtowany gdzieś poza naszym świadomym umysłem - wybór jest dokonywany instynktownie - bez zagłębiania się w jego przyczyny i skutki. 


Czy Polaków obchodzi fair play w biznesie?  

Produkty firm dobrze traktujących klientów czy środowisko nie sprzedają się u nas lepiej – wynika z badania przeprowadzonego w 2010 roku przez GFK Polonia na zlecenie „Rzeczpospolitej”.

Społecznie odpowiedzialny biznes mimo że znany specom od marketingu i kształtowania wizerunku -  dla przeciętnego Polaka znaczy bardzo mało.

Aż  60 % z nas twierdzi, że zwraca uwagę na to czy firma, której produkt nabywa postępuje etycznie – ale nie ma zamiaru za taki produkt płacić więcej.

Tylko ok. 27 % Polaków jest gotowa za etykę w biznesie zapłacić -  mając przy tym świadomość, że wyższa cena przełoży się pośrednio na wyższą jakość życia, środowiska i lepsze traktowanie tak konsumenta jak i pracownika.

To wszystko zmienia się, ale zmiany zachodzą bardzo wolno.



To Ty masz wpływ! Nie czekaj aż ktoś zadziała za Ciebie!


Potępiamy wykorzystujących biednego człowieka pracodawców, przedsiębiorców nielegalnie lub na wpół legalnie niszczących środowisko naturalne, kiepskie traktowanie nas – klientów, jednocześnie swoją decyzją podkreślając, że liczy się tylko jedno – CENA.

Idealistami nie jesteśmy - jak słusznie stwierdza Bolesław Rok z Centrum Etyki Biznesu Akademii Leona Koźmińskiego. Co gorsza podwójni z nas moralizatorzy:  domagający się wysokich pensji, ludzkiego i przestrzeganego zawsze i wszędzie prawa pracy, miłych sprzedawców, przyjaznych firm – najlepiej przy okazji – bez naszego wsparcia i udziału.
Politycy powinni to załatwić! - krzyczy tłum! Korupcja i bezprawie! - dorzuci ktoś z tyłu, a reszta mu przyklaśnie.
A potem wszyscy jak jeden mąż pójdą do pobliskiego marketu, żeby zaopatrzyć się w parówki w promocji z ostatniej gazetki.
Upraszczając i podsumowując: gdybyśmy wszyscy strzelili konsumenckiego focha i przestali kupować tam gdzie nie przestrzega się zasad i wykorzystuje  - firmy nie miałyby innego wyjścia tylko zmienić swoją politykę.


Jak kupować fair i lokalnie?

W 100% zapewne się nie da, zresztą nie chodzi o to, aby popadać w przesadę. Zawsze jednak lepiej dać zarobić rolnikowi, pani na bazarze, niż dyskontowi, który sprowadza truskawki z Hiszpanii, kiedy na polu 2 km od naszego domu rosną prawdziwe, niewiele droższe, za to o niebo smaczniejsze.

Sprawa nie dotyczy zresztą tylko żywności, ale także mody, zabawek.. czy nawet książek, które z powodów ekonomicznych drukuje się coraz częściej w Chinach. 
Wiesz, że firma działa nieetycznie, przedłuża w nieskończoność terminy płatności, bezczelnie kłamie w reklamie, puszcza do konsumenta oko, stosuje słabe, seksistowskie chwyty, próbuje w sposób ordynarny grać na emocjach? Nie kupuj! Dziś, w dobie nadmiaru i ogromnego wyboru, na pewno znajdziesz inną.

Czy etyczne zakupy zawsze są droższe?

Bywają, ale wcale nie jest to regułą, wymaga po prostu trochę więcej zachodu. Wielkopowierzchniowe sklepy, pomyślane są tak, aby obudzić w nas coraz to nowe potrzeby. Przychodzimy po 5 produktów, wychodzimy z 10. Dwa w całości lub części pewnie wylądują w koszu. Finalnie, nawet gdybyśmy u lokalnego sprzedawcy wydali 20 % więcej, wyszłoby taniej.
Myśląc o świadomym kupowaniu dobrze po prostu rozejrzeć się za lokalnymi dostawcami np. owoców czy warzyw, czy przyłączyć się do którejś z kooperatyw spożywczych działających w wielu miejscach.

Nie potrzebujemy radykalizmu, potrzebujemy świadomości.
Konsumencki bunt ma ogromną ekonomiczną moc. Życzyłabym sobie, abyśmy wszyscy zdawali sobie z tego sprawę. Pieniądz ten wydany lub nie, ma ogromną siłę. Nic równie skutecznie nie zmienia złych praktyk. Chcemy innego świata, innych firm, chcemy być szczęśliwsi i traktowani z szacunkiem? Wymagajmy!!
Nikt inny tego za nas nie zrobi.
Jeśli ten tekst i temat jest dla Ciebie równie ważny jak dla mnie, puść dalej!
Dziękuję!



Wakacje to czas oddechu od pracy, ale nie od myślenia o niej. Zwłaszcza wtedy kiedy się jej szuka, chce zmienić, albo bije się z myślami co ze sobą począć. Od tych myśli uwalnia tylko realny plan działania. Może być na potem, ale nie na "wieczne nigdy". 


Jesteś niezadowolona ze swojego aktualnego zajęcia? Bezrobotny, bezrobotna? Myślisz o założeniu biznesu, ale nie wiesz od czego zacząć, skąd wziąć pieniądze? Chciałabyś zmienić zawód, podnieść swoje kwalifikacje? 

Pamiętaj, że samo się nie zrobi. W dziedzinie pracy jak w każdej innej, liczy się działanie. Rzadko coś spada z nieba. 


Jesteś tym co robisz, a nie tym co powiedziałeś, że zrobisz...


... a w rzeczywistości nigdy tego nie zrobiłeś. Tak mówił Jung, wybitny specjalista od ludzkiej natury. Samo planowanie to za mało. Samo narzekanie nic nie wnosi.

Każde podjęcie działania albo jego zaniechanie, to jest Twoja decyzja. Czy to Ci się podoba czy nie. 

Jeśli zdecydujesz działać -  z pewnością będzie to konstruktywne i z dużym prawdopodobieństwem da efekty w przyszłości. Jeśli skupisz się na tym, że się "nie da", najprawdopodobniej nic się nie zmieni. 

Planuj i realizuj plany, wtedy masz szansę na osiągnięcie swoich zawodowych celów. To żadne czary. 

Sam pomysł, to za mało. Trzeba działać. 

Strategia życia zawodowego. Masz własną? 


Żyjemy w czasach, kiedy absolutnie każdy marketingowy produkt: kubek, proszek do prania czy nawet papier toaletowy ma strategię. A wielu ludzi nie ma. Kompletnie żadnej. 

Spotykam się czasem z kobietami w okolicach trzydziestki, z młodzieżą, studentami i widzę, jak wielka grupa osób kompletnie siebie nie zna, nie odkryła w czym jest dobra, co chciałaby robić, nie opracowała żadnego planu na życie - także to zawodowe. 

Powiecie, że plan, strategia jest mało ważna bo i tak życie jest nieprzewidywalne i śmieje się z naszych planów? Ok, ale jeśli  kompletnie nie wiesz dokąd iść, jesteś bezwolnym liściem na wietrze przypadku. 

Nigdy nie wiesz, gdzie Cię zawieje. Czy taka wizja naprawdę Ci się podoba?



Jak szukać pracy, żeby ją znaleźć? Jak planować swój zawodowy rozwój?


Najlepiej zacząć od samopoznania i od weryfikacji własnych kompetencji. Nie potrafisz tego zrobić sam? Uważasz, że się nie da, potrzeba do tego pieniędzy, znajomości itp.? Nieprawda. 

Opcje? Wsparcie i pomoc specjalisty możesz uzyskać na przykład na Zielonej Linii, pod numerem 19524. Możesz także porozmawiać z konsultantem na dostępnym na stronie czacie. To nic nie kosztuje.

Jeśli twoja zawodowa droga, to pasmo przypadków i zupełnie nie wiesz co teraz robić aby coś zmienić, dobrze będzie skorzystać z poradnictwa zawodowego. 

Podczas spotkania będzie możliwość określenia twoich mocnych i słabych stron, wytyczenia strategii rozwoju. Nie jest to oczywiście konieczne, ale często pozwala zaoszczędzić masę czasu. 

Ciągle nie rozumiem, czemu tak bardzo upieramy się przy tym, aby robić wszystko własnymi rękami, wtedy kiedy można skorzystać z porady i wsparcia eksperta, który może nas w wielu kwestiach wyręczyć. 

Co ważne, wcale nie musisz być bezrobotnym, aby takie darmowe wsparcie uzyskać. Z usług poradnictwa zawodowego w centrum informacji i planowania kariery zawodowej mogą skorzystać wszystkie osoby pełnoletnie. Takich centrów jest w Polsce kilka - informacje o adresach znajdziesz oczywiście w Internecie. 


Zielona Linia to wiele ciekawych opcji pomocy:
 szkolenia on line, oferty pracy, pomoc w tworzeniu aplikacji


Jak napisać dobre CV?

Kiedy już wiesz, czego chcesz i decydujesz: "SZUKAM", czas na życiorys zawodowy. Taki, które podkreśli to co potrafisz, a nie zdyskwalifikuje na starcie. 

Sześć lat temu, kiedy prowadziłam rekrutacje, dostawałam często aplikacje ze zdjęciem kandydata z wakacji, własnego ślubu, błędami, czy tańczącą w oczach czcionką. Nie, nie od studentów, czy maturzystów. Były to niejednokrotnie zgłoszenia osób, które miały dość bogate doświadczenie zawodowe, wyższe wykształcenie i spore oczekiwania względem nowej pracy. Wiem, że  w tej materii niewiele się zmieniło i dalej wiele osób takie właśnie niedopracowane CV rozsyła. 

Pierwsze wrażenie robimy tylko raz i jeśli nasze CV zniechęca do kontaktu, to nie mamy szans na pracę czy choćby rozmowę kwalifikacyjną. 

Często z powodu niewiedzy zamykamy sobie drzwi, które przecież tak bardzo chcemy widzieć otwarte. 

Także tutaj mogą Was wesprzeć specjaliści z Zielonej Linii. Przejrzą aplikację, podpowiedzą co zmienić, a nawet bezpłatnie przetłumaczą CV na angielski. Wiele porad w tej materii znajdziecie także w FABRYCE CV

W dobie ciągłej rywalizacji konkurencyjnej naprawdę nie warto przez niedopatrzenie tracić własnej szansy na sukces. 



A może własna firma? Jak zdobyć dofinansowanie na założenie działalności?

Własna działalność gospodarcza bywa antidotum na zawodowe niespełnienie czy bezrobocie. Fakt: nie jest to łatwa droga, ale jeśli masz pomysł, chęci i zapał, dobrze przynajmniej przyjrzeć się możliwościom np. pozyskania funduszy na założenie działalności gospodarczej. 

Więcej informacji o źródłach finansowania działalności i procedurach znajdziesz TUTAJ. 


Nie rezygnuj z udanego życia zawodowego!

Cokolwiek postanowisz, czegokolwiek o sobie się dowiesz, bardzo Cię proszę: nie traktuj pracy jako "dopustu bożego", czegoś co po prostu trzeba przetrwać. 

Tak, większość z nas musi pracować, żeby żyć, ale jeśli zawodowa aktywność to poza pieniędzmi źródło wyłącznie frustracji, stresu, obaw, konfliktów i niespełnienia, to warto szukać możliwości zmiany. 

Życie jest całością. Albo działa, albo nie działa. Nie zaczyna się i nie kończy kiedy przekraczasz próg biura, czy "odbijasz kartę". Warto patrzeć na nie kompleksowo i dążyć do tego, żeby zmieniać to na co mamy wpływ. 

Na wiele rzeczy mamy. Trzeba tylko spróbować i działać -  a nie wyłącznie myśleć o działaniu. 



Artykuł powstał we współpracy z serwisem ZIELONA LINIA
www.zielonalinia.gov.pl



Gdyby dziś, właśnie teraz, ktoś stanął przed Tobą i powiedział: TO KONIEC. Zamykamy. Więcej nie będzie. Jak byś ocenił to co było? Czy wskazówka przesunęłaby się w prawo, w górę skali, może zadrżałaby lekko i stanęła w połowie, a może ledwo odbiła od zera? Życie łatwo przegrać. Trudniej wygrać, ale wbrew temu co myślimy to wcale nie takie skomplikowane. 


Większość z nas jest w stosunku do siebie i swojej przeszłości bardzo krytyczna. Myślimy głównie o tym, co nam nie wyszło. Sukcesy maleją w cieniu porażek, a potknięcia urastają czasem do rozmiarów góry. 

Wyolbrzymianie tego co złe, nie pozwala doceniać tego co dobre. A przecież właśnie to, a nie niepowodzenia, ma kardynalne znaczenie. 

Uważasz, że Ci w życiu nie wyszło, że idzie tak sobie? Sprawdź najpierw 7 dowodów na to, że jest dokładnie odwrotnie. 


1. Idziesz własną drogą, żyjesz swoim życiem

Nawet jeśli to życie wcale nie jest doskonałe, to i tak czujesz, że jest twoje. Nie ciągniesz nikogo za rękaw, bierzesz odpowiedzialność za swoje decyzje. Wybierasz, chociaż czasem się mylisz. 

2. Strach nie ma nad Tobą władzy

Co wcale nie oznacza, że się nie boisz. Boisz się, ale robisz swoje. Nie dajesz się pogrążyć lękom, nie żyjesz w cieniu obaw. 


3. Porażki Cię nie zatrzymały

Może Cię wzmocniły, może osłabiły, ale idziesz dalej. Wiesz, że raz się wygrywa, raz przegrywa. Takie jest życie. Trzeba się podnieść, otrzepać i iść dalej. 

4. Każdego dnia uczysz się czegoś nowego

I jesteś otwarty na życie. Nie twierdzisz, że wiesz wszystko i śmiejesz się z tych, którzy uważają, że wiedzą. Masz dystans. Do siebie i do innych. 


5. Dziś ktoś uśmiechnął się dzięki Tobie

Tak po prostu. Nie chcesz nic w zamian. Lubisz ludzi. Ludzie lubią Ciebie. Nie wszyscy - Ci na których Ci zależy. Wiesz, że nie jesteś pomidorowa, żeby Cię wszyscy lubili. 

6. Pokonujesz przeszkody, przeszkody nie pokonują Ciebie

Chociaż czasem zedrzesz sobie przy tym ręce i duszę do krwi. Wiesz, że czasem inaczej się nie da, ale wiesz też kiedy lepiej ustąpić i pójść inną drogą bo cena jest za wysoka. 

7. Kochasz i masz obok siebie ludzi, którzy Ciebie kochają

I wiesz, że gdyby dziś naprawdę był KONIEC, to miałby kto po Tobie zapłakać. 



Odnalazłeś siebie w tych punktach? W jednym, w trzech, we wszystkich? Cudownie! Nie? Masz jeszcze prawdopodobnie czas, aby coś w swoim życiu zmienić. 

Pamiętaj tylko, że: 






Nie jesteśmy w stanie kontrolować tego co czujemy, bo emocje wyprzedzają myślenie. Długo sądzono, że jest odwrotnie. Dziś wiadomo, że impulsy, które odpowiadają za czucie, znacznie wyprzedzają jakiekolwiek analizy i reakcje. Możesz kontrolować ekspresję tego co się w tobie dzieje, ważne byś nie robił tego za bardzo. Trzymany w karbach smutek, radość, nadzieja, zazdrość czy pożądanie, to mieszanka znacznie bardziej wybuchowa niż dynamit. 


Była sobie raz matka, która nie mogła patrzeć na cierpienie swojego jedynego syna. Mężczyzna stracił ukochaną osobę. Smutek, niezgoda na utratę, rozpacz i łzy mieszały się w nim tak mocno, że rozdzierało to serce każdego, kto na niego spojrzał, a serce matki paliło żywym ogniem. 

Kobieta była czarownicą, postanowiła więc mu ulżyć i zamieniła go w kamień. W skałę, która wystaje z morza. A swój smutek, tęsknotę, wątpliwości zamknęła w słoikach, które układała na strychu. 

Znalazło się tam miejsce dla "obrzydliwego gniewu", dla nostalgii, żalu, wszystkich tych uczuć, których nie chciała już więcej doświadczać. Nie wiadomo kiedy,  w tych słojach, na tym strychu, utknęło całe życie. Bo pozbawianie się tych "negatywnych", zawsze skutkuje tym, że tracimy wszystkie. Nawet te, bez których nie sposób żyć.  

Czy emocje można zamknąć w sobie jak w słoiku?
"Sekrety morza" pokazują, że to zły pomysł.
Foto: materiały filmowe

Lepiej cierpieć i czuć, niż nie żyć wcale

Ta historia to jedna z wielu, które pojawiają  się w filmie "Sekrety morza". Słoje zostają w końcu rozbite, a pieśń kruszy skały i daje nowe życie. Wnioski? Lepiej przecierpieć i czuć, niż być kimś kto niczego nie czuje, kto w istocie wcale nie żyje. Zamrożone emocje niszczą nas i próbują się wydostać. 

Pozbawienie się czucia to okrutne okaleczenie. Nie można zrezygnować z gniewu i mieć w  tym samym życiu radość, tkliwość, nie można tak ustawić swojej wrażliwości, aby czuć tylko to, co nam pasuje, a resztę trzymać w piwnicy i udawać, że nic nie słychać i nie widać. 


Trupy w szafie

Wszyscy je mamy. Każdemu, absolutnie każdemu zdarzyło się utracić coś, kogoś, albo "tylko" nadzieję. Ludzie nie są z żelaza. Nawet zaklęci w kamień, chodzą po świecie i wiodą życie, które straszy po nocach. Emocje budzą się w nich w najmniej spodziewanych momentach, wylewają się falami, bywa że topią wszystko to co wokół. 


Nie czekaj za długo z wyrażaniem tego co czujesz

Jeśli i Ty, tak właśnie Ty, masz w swojej szafie, na strychy coś, o czym powiedziano Ci kiedyś, że tego czuć nie można, nie wolno, coś z czym nie próbowałeś sobie poradzić, dobrze przynajmniej tam zajrzeć. Zaśpiewać pieśń z serca, spróbować rozmrozić to, co od dawna stoi w bezruchu. Mogą pojawić się łzy, ale przyjdzie też ulga. Nic tak nie niszczy człowieka jak zamknięte na klucz tajemnice i emocje, których nie wolno odczuć i pożegnać. 


Zombie zona

Co jeśli nie? Ryzykujesz, że życie, które będziesz wieść będzie przypominać strefę zombie. Jak pisze Clarissa Pinkola Estes chodzisz, ruszasz się, pracujesz, może nawet wchodzisz w związki, wychowujesz dzieci, ale nie jesteś już w stanie odczuwać negatywnych skutków tego, co się z tobą stało. 

Na Bahamach mówią o takiej osobie, że dusza ją opuściła, jest jakby nierzeczywista. Brzmi znajomo?

To są konsekwencje odcięcia emocji i własnych potrzeb. 

Czy warto? Rozważ sama, sam. 

I pamiętaj, że nawet to co najtrudniejsze zawsze minie, zmieni się. To czemu nie pozwolisz wypłynąć będzie z Tobą już na zawsze. Czy chcesz się z tym wiązać?


W temacie emocji bardzo polecam "Sekrety morza". 
Jeśli tekst Wam się podobał, podzielcie się nim ze światem! 
Dziękuję :) 



×