Jak mieć szczęście w miłości, a nie tylko w kartach? Ja długo nie miałam ani w jednym, ani w drugim i winę na to zwalałam głównie na zły los. Z kartami nic Ci nie poradzę, ale o miłości posłuchaj!


Miłość jest bodaj najbardziej upragnionym uczuciem świata. Wszyscy chcą być kochani, a mit miłości romantycznej ma się świetnie: nieważne ile mamy lat i ile nieszczęśliwych związków udało nam się już zaliczyć. 

Nad receptą na miłość główkowało już bardzo wielu. W skrócie: nie ma jednej, 100% pewnej, ale mimo to jest parę reguł, które szczęściu pomagają. 

Bo w miłości wbrew temu co nam się wydaje, wcale nie warto stawiać tylko na "żywioł" i emocje. A już na pewno nie wtedy kiedy planujemy "długo i szczęśliwie". 


1. Nie goń za miłością!

Nie szukaj na siłę! Julian Tuwim kpił, że nikt jeszcze nie widział, aby pułapka goniła mysz. I moim zdaniem dotyczy to w równym stopniu mężczyzn i kobiet. 

Im bardziej jesteśmy w miłości "zdesperowani" tym więcej paniki nam się udziela.. i tym gorzej wybieramy. 

Wiele kobiet w swoim dorosłym życiu nie doświadczyło nigdy okresu, w którym nie były w parze. Kiedy kończą jeden związek, natychmiast wchodzą w następny. Często równie nieudany, bo nie starczyło czasu na żałobę, analizę czy zebranie myśli. Wiele z nas mimo zmian społecznych i światopoglądowych ulega presji bycia w związku, zakładania rodziny, posiadania partnera. 

Oczywiście, w naszym wypadku na niekorzyść działa biologia, ale związki, które tworzą się ze strachu przed uciekającym czasem, z pilnej potrzeby stabilizacji, albo dlatego, że nie jesteśmy w stanie wytrzymać w pojedynkę, sami ze sobą, bardzo często skazane są na niepowodzenie. 


Miłość to nie wszystko.
Pamiętaj, żeby nie stawiać całego życia na jedną kartę. 


2. Nie zmieniaj się za bardzo i nie oczekuj, że partner się zmieni!

Bardzo często wchodząc w związki bagatelizujemy wady czy trudne zachowania partnera, albo przycinamy się do jego wymagań w myśl zasady, że miłość jest najważniejsza. 

To prawie nigdy nie wychodzi. Nie sztuka udawać kogoś kim się nie jest (będziesz udawać całe życie?), rzadko też schemat "kocham więc się dla Ciebie zmienię" (wyjdę z nałogu, poradzę sobie z moją agresją, odetnę się od znajomych, bo ich nie lubisz, porzucę pasję) naprawdę się sprawdza. 

Miłość nie jest wszystkim ani antidotum na wszystko. Potrzebujemy w życiu różnych relacji, spraw i bodźców. Nie tylko tych miłosnych. Miłość nie rozwiązuje także naszych emocjonalnych (i żadnych innych)  problemów. Czasami je wycisza na jakiś czas, ale i tak potem będzie trzeba sobie z nimi poradzić. 


3. Nie oczekuj, że spadnie z nieba i samo się zrobi

Jedno z najmądrzejszych zdań o miłości, jakie przeczytałam brzmi: "Miłości się nie znajduje, miłość się tworzy". 

Podejście: znalazłem, znalazłam, teraz już mam i będziemy żyć długo i szczęśliwie jest niestety infantylne i prowadzi do serii mniej lub bardziej spektakularnych niepowodzeń. 

Miłość wymaga wiele starań i pracy. Bez tego nie wyjdzie. 


Miłości się nie znajduje. Nie spada z nieba.
O wielu innych miłosnych mitach czytaj też TU

4. Doceń pana Cześka i zwykłą Grażynkę!

Po internecie krąży następująca historia: Pewna para chciała wyswatać swoich samotnych znajomych. On był mechanikiem, dobrze po trzydziestce, mieszkającym z mamą, lekko łysiejącym, z brzuszkiem. Raczej introwertykiem. Czas wolny spędzał głównie przed telewizorem, czasem pojechał na ryby. Ona - księgowa w małej firmie, również po trzydziestce, trochę korpulentna, nieśmiała, dość kiepsko ubrana, bo zawsze uważała, że dla kobiety najważniejsza skromność. Nasza para zaprosiła tych dwoje samotnych na wspólną kolację, bez zobowiązań, po prostu, aby się poznali. Na drugi dzień on zapytał kolegę o wrażenia, a ten na to:

 - Coś Ty! Ona nie dla mnie! Ja to lubię takie kobiety co to mają prezencję! Wiesz! Żeby szpilki nosiła, seksowna była, odważna, żeby koledzy w zakładzie zazdrościli, żeby się można było pokazać! A ta.. no miła, ale taka zwykła! Nie, nie umówię się więcej, nie ma sensu! 

Ona też zapytała koleżankę o to samo i usłyszała:

- Kochana! Dziękuję Wam za dobre chęci, ale nie! Gdzie tam on dla mnie! Ani studiów nie skończył, ani nie wygląda! Jakby mama usłyszała, że ja z mechanikiem się spotykam to by chyba na zawał umarła! Ja to lubię takich postawnych, ładnych, jak ten aktor! Żeby gadanę miał, po świecie jeździł, jakąś firmę może... A ten, no cóż.. miły może, ale nie dla mnie! 

Tak to dwoje ludzi, którzy mogli się poznać, może pokochać, nawet nie dało sobie szansy. 

Agnieszka Osiecka podzieliła dawno temu mężczyzn na trzy grupy: wiecznych chłopców, dostojników i panów Cześków. Kobiety też można podzielić podobnie i wyszłyby nam wieczne dziewczynki, damy i panie Grażynki. 

Często nasze wyobrażenia o partnerze są wyidealizowane, zupełnie kosmiczne, a przede wszystkim nieprzystające do tego kim sami jesteśmy. 

Chcesz idealnego partnera? Najpierw sam się nim stań! Nie jesteś? W takim razie nie oczekuj księżniczki czy księcia z bajki! 

Pan Czesiek, to może nie ideał, ale za to ktoś z krwi i kości. Jak trzeba to przytuli, pogłaszcze po plecach, zrobi herbatę i powie "no już mała nie rycz". 

Pani Grażynka może nie jest modelką i nie będzie gwiazdą każdej imprezy, ale za to jest kimś na kim można polegać, przed kim nie trzeba udawać. Ugotuje zupę kiedy wrócisz styrany z roboty, poklepie po plecach, da buziaka i zaordynuje wieczór filmów przy winie, żebyście oboje mogli się odstresować. Stworzysz z nią spokojny, fajny dom. Czy naprawdę potrzebne Ci te fajerwerki? 

Dojrzałość w miłości, to przede wszystkim docenić zwyczajność, normalność. Wiem  to z doświadczenia :) 

Czy dziś Ciebie na to stać? 


Ps.


Już za tydzień we Wrocławiu mój warsztat! Zostały ostatnie miejsca i to naprawdę ostatni dzwonek aby dołączyć.  Bardzo Was zapraszam dziewczyny :) Szczegóły TUTAJ


Od zawsze wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Dlatego człowiek szuka przyczyn chorób i życiowych problemów. Czy skutecznie? To zależy. Mimo rozwoju nauk i ogólnej wiedzy, okazuje się, że to co wiemy w tym temacie od wieków jest ciągle najsensowniejsze i najmądrzejsze. 


Ćaraka samhita, najważniejszy tekst ajurwedy, starożytnej nauki medycznej, mówi o 3 powodach złego samopoczucia i chorób. Zadziwiające, że każdy z tych powodów można również rozciągnąć na całe nasze życie i przyczyny naszych niepowodzeń. 

Medycy, którzy w III wieku przed naszą erą stworzyli ten dokument musieli wiedzieć wiele o człowieku. Mimo, że minęło parę tysięcy lat, to wychodzi na to, że nic się nie zmieniliśmy. Niektóre punkty wydają się dziś nawet bardziej aktualne niż kiedykolwiek. 

Jakie są więc główne przyczyny naszych chorób i życiowych problemów?


1. Nieprawidłowe używanie zmysłów

Zmysłów mamy pięć: wzrok, słuch, smak, węch i dotyk. Możemy ich używać tak jak trzeba, za mało, za bardzo, albo w sposób, który jest dla nich po prostu niewłaściwy. 

Kluczowy jest tu zdrowy rozsądek i równowaga. 

Dziś, żyjemy w czasach ogromnych nadmiarów, ale przy okazji różnych niedoborów. Zajadamy problemy (często nieświadomie) , bo jedzenie jest łatwo dostępne i tanie, bo próbujemy zrekompensować sobie samotność, poczucie bycia niezrozumianym, czy brak miłości. 

Czegoś ciągle mamy za mało lub za dużo. 

Dobrze być smakoszem ale źle, być żarłokiem. Dobrze używać oczu, ale nie można ciągle patrzeć. Nie można żyć bez dotyku, bo prowadzi to do swoistej degeneracji, ale także nadużywanie np. seksu, czy bliskości, może być groźne i nieść smutne konsekwencje. 

Tak nadmiar jak i niedomiar w każdym ze zmysłów jest szkodliwy. Odbija się na naszym zdrowiu (otyłość, choroby cywilizacyjne, uzależnienia), ale też na relacjach, związkach, pracy. 

Aby prawidłowo ocenić własną życiową równowagę, musimy wiedzieć czego jest za dużo, czego za mało i świadomie wpływać na proporcje. 

To najlepsze lekarstwo. 


Człowiek wcale się nie zmienił przez wieki.
Przyczyny chorób i życiowych problemów są ciągle te same.
Więcej o zdrowiu i ajurwedzie u Macieja Wielobóba


2. Opór przed przemianą

Żyjemy w świecie, w którym wszystko się zmienia i sama przyroda jest najlepszym nauczycielem przemiany. Pory roku, okresy stagnacji i kwitnienia, zima, wiosna, lato - nic nie jest stałe - nie ma dnia, żeby nie ruszało z miejsca, nie cofało się, albo nie obumierało. 

Takie jest po prostu życie. To zmiana. Jeśli chcemy żyć w równowadze, zdrowiu, mieć mniej problemów, musimy za tym podążać. Nie stać w miejscu, nie łapać się kurczowo framugi, nie jeść cały rok pomidorów i sałaty, pogodzić się z sezonowością, odpowiadać na faktyczne potrzeby ciała, życia i zdarzeń. 

Życie płynie, ciągle płynie, jak rzeka, której nie da się zatrzymać. 

Tymczasem nasza potrzeba stabilizacji, niechęć przed tym co nowe, przybiera nieraz karykaturalne rozmiary. Nie chcemy się zmieniać, nie chcemy nawet, żeby inni się zmieniali, bo wytrąca to nas z naszych utartych torów.

Jedna z czytelniczek napisała w komentarzu

"Jakiś czas temu zmieniłam zawód i najbardziej rozbawiły mnie reakcje moich byłych klientów. Niektórzy mieli do mnie pretensje, jak "śmiałam" tak "im" namieszać w życiu tą swoją durną decyzją (sic!). Teraz będą musieli zmienić swoje przyzwyczajenia, a to tak boli przecież ;) Poszukać kogoś o takiej wiedzy i doświadczeniu i do tego najlepiej kogoś tak siebie niedoceniającego jak ja wtedy, żeby nie musieli płacić za dużo :) Dziękuję losowi, że postawił na mojej drodze kilka sensownych osób, które pomogły mi się chwilę zastanowić nad swoim postępowaniem, bo istniało spore ryzyko, że się zestarzeję i umrę nieszczęśliwa :)"

Życie i tak postawi Cię przed zmianą. Jeśli będziesz się opierać, porwie Cię, rzuci gdzieś na brzeg i tak będziesz musiał sobie z tym poradzić. 

Tak naprawdę nie ma sensu się opierać -  lepiej uczyć się elastyczności. 



Często pytamy wszystkich, ale nie siebie.. Brak uważności na reakcje własnego ciała,
na znaki, drogowskazy, oczywiste wnioski, często bywa zgubny.
#cytaty #inspiracje #motywacja

3. Brak uważności

Jest klasyfikowany jako jedna z najważniejszych przyczyn chorób, ale dokładnie tak samo jest z życiowymi niepowodzeniami. 

Jeśli nie zwracamy uwagi na nasze ciało, na to jak reaguje, nie słuchamy intuicji, nie obserwujemy znaków, ignorujemy przestrogi, działamy wbrew zdrowemu rozsądkowi, na oślep, bardzo często pakujemy się w kłopoty. 

To sprawdza się w miłości (ciągle ten sam schemat związków, taka sama kobieta, ten sam typ mężczyzny, a potem zdziwienie, że znów kończy się jak zwykle), w interesach, w wyborze życiowych dróg, jedzenia. 

Nie da się wyplenić wszystkich błędów, uczymy się całe życie, ale tak naprawdę wielu kłopotów: tych ze zdrowiem i tych w życiu unika się, kiedy jest się po prostu uważnym na siebie i na życie. 

Ciało wie bardzo wiele i wiele mówi. Trzeba tylko umieć słuchać. 

Ciało jest mądre, zawsze znajdzie sposób.
Kiedy jednak tak się stanie, to naprawdę nie czas na obwinianie się, ale na wyciąganie wniosków. 


Uwaga, nie obwiniaj się!

Jeśli te powody i przyczyny skłaniają Cię ku pewnej autodiagnozie to świetnie! Pamiętaj jednak, że kiedy wpakujesz się w problemy, albo rozchorujesz, to nie ma sensu siadać i się tym obwiniać. 

Samobiczowanie, tak samo jak poszukiwanie winnych to mało konstruktywny sposób na życie. Po prostu nie ma sensu. 

Ludzie, którzy ciężko zachorują, popadają czasem w poczucie winy. Myślą: "co ja narobiłem, do czego doprowadziłam, co teraz będzie". 

Te powody mogą pomóc znaleźć przyczynę problemu (żeby unikać go w przyszłości), ale przede wszystkim wyjście z sytuacji. 

Jeśli wiesz co spowodowało problem, możesz przeciwdziałać. 

Choroba, kłopoty, choć to niepopularny pogląd, mogą być wspaniałym nauczycielem życia. Oczywiście lepiej uczyć się taniej i prościej, zapobiegać, a nie leczyć, ale kiedy już się przydarzy, dobrze wyciągnąć wnioski. 

To może być wspaniały początek lepszego życia. Takiego w którym więcej równowagi, uważności i elastyczności wobec zmiany, która równa się życie. 

Spróbujecie? Ja próbuję!



To dla Ciebie ważne? Podaj dalej! Dziękuję!



Relaks jest nam niezbędny do życia i nie ma w tym ŻADNEJ przesady. Jeśli nie potrafimy odpoczywać, albo robimy to tylko "po wierzchu" grozi nam permanentny stres, a ten działa jak bomba zegarowa. Wreszcie coś wybuchnie i nikomu wtedy nie będzie do śmiechu. 


Niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że odkąd nie pracuję na etacie, nie mam stałych godzin pracy, odpoczywam znacznie mniej niż kiedyś i właściwie to ... prawie ciągle pracuję. Relaks przestał być oczywisty, weekendy nie są całkiem wolne, a bywa, że kiedy prowadzę warsztat to pracuję od 4 rano do 19 - bo podróż, przygotowania, rozmowy itp. Kiedy robi się coś co się kocha i kiedy praca jest przyjemnością, naprawdę łatwo zapomnieć o tym, że odpoczywać też trzeba. I że planowanie relaksu jest absolutnie niezbędne. Tym bardziej, jeśli masz zapełnione życie i kalendarz. 

Co więc robić, aby się NAPRAWDĘ relaksować?


1. Oddychaj. Świadomie!

Ćwiczenia oddechowe są naprawdę proste i nie musisz nigdzie iść, ani niczego czytać, aby zacząć je praktykować. Polegają po prostu na wykonywaniu świadomych wdechów i wydechów. Najprostszy sposób to nabieranie przez nos powietrza do przepony, trzymanie go przez chwilę i wypuszczanie ustami. 

Możesz położyć rękę na brzuchu (tam jest przepona, piszę o tym bo okazuje się, że wielu z nas nie wie, serio)  dłoń będzie się wówczas unosić i opadać. Skup się na tym. 

Wiele z nas jest permanentnie niedotlenionych - to wpływa na pracę naszego mózgu i właściwie każdej komórki ciała. 

Warto to świadomie nadrabiać, zwłaszcza że jeśli zaczniesz ćwiczyć oddech nawet od święta - to zaczniesz także inaczej oddychać w codzienności. 

Do świadomego oddychania warto wracać w chwilach stresu - pomoże nam się uspokoić przed trudnym spotkaniem, rozmową czy kiedy czujemy, że w środku jesteśmy jak "galareta". 


Czas relaksu, czas bycia ze sobą -  jest niezbędny. Tak jak powietrze. 

2. Opowiedz sobie... bajkę

Ponieważ piszę bajki i z nimi pracuję, także na warsztatach, wiem że nie doceniamy ich znaczenia i relaksującej mocy. Czytając bajki jako dorośli odbieramy je zupełnie inaczej. 

Jak się przy nich zrelaksować i dowiedzieć czegoś nowego o sobie? 

Polecę Ci najprostszy sposób. Przypomnij sobie ulubioną bajkę z dzieciństwa. Taką, którą lubiłaś, lubiłeś, którą ktoś Ci czytał. Wróć do niej teraz. Zastanów się jakie jest jej głębokie przesłanie. Czy mówi coś o Tobie samym? O Twojej sytuacji? O życiu, doświadczeniach? Może kryje rozwiązanie twojego problemu, takiego z którym się zmagasz? 

Wiem z doświadczenia, że ulubione bajki nie są przypadkowe i zwykle udaje nam się odnaleźć głęboki powód naszej sympatii do nich. 

Moją bajką z dzieciństwa była Królowa Śniegu, w której odnajduję wiele ze swoich doświadczeń. Za każdym razem kiedy ją czytam widzę coś nowego. 

Ciekawe co Ty odkryjesz w swojej!


3.  Medytuj!

Usiąść spokojnie i nie myśleć. Tak w skrócie można opisać medytację. Ale w istocie jest ona czymś więcej i czymś mniej. Medytacja to stan, w którym jesteśmy najmocniej, najbardziej namacalnie obecni. 

Skupiamy się na tym, że oddychamy, czujemy swoją dłoń, ubranie, powiew wiatru na twarzy. Medytacją może być picie herbaty, czy jedzenie mandarynki. Potrzebny jest tylko jeden składnik: uważność.

Medytacja porządkuje mózg i daje mu głęboki relaks. A co najlepsze, jak dowodzą badacze, po 12 tygodniach praktykowania medytacji, pozytywne zmiany strukturalne  w mózgu, stają się trwałe i utrzymują nawet w wypadku zaprzestania ćwiczeń. 

Warto próbować! Jak, po co i o tym, że medytacją może być także bieganie, czy ćwiczenia jogi, czytaj TUTAJ


Cudownym sposobem na relaks, albo wstęp do medytacji, wizualizacji jest obcowanie ze sztuką. Np. kolorowanki


4. Wizualizuj! 

Najprościej rzecz ujmując, wizualizowanie to korzystanie z własnej wyobraźni. Jak to robić? 

Jeśli czujesz się zdenerwowany, zestresowana i pełna napięcia, połóż się albo usiądź wygodnie i postaraj się w myślach przenieść w najbardziej dla siebie relaksujące miejsce: niech to będzie plaża, las, klif nad morzem. Poczuj jak tam jest, zostań tam tak długo jak Ci potrzeba. 

Moja ulubiona wizualizacja w obliczu kłębiących się spraw, problemów albo nawału wątpliwości, to przywoływanie w myślach balonu wypełnionego ciepłym powietrzem.  Pakuję do jego kosza wszystko to co jest mi zbędne. 

Opróżniam głowę, zapełniam kosz. A potem odplątuję sznurki i patrzę jak unosi się coraz wyżej i wyżej. Kiedy jest już ledwo widoczny na horyzoncie siadam i w ciszy patrzę w przestrzeń. 

To działa. Spróbuj!


5. Rób to co Ci sprawia przyjemność i nie myśl o tym, że to strata czasu!

Niestety bardzo często robiąc rzeczy, których potrzebujemy, czujemy się winni. To głupie i bez sensu. Jeśli zamiast odpocząć i zregenerować siły rzucimy się na ścierkę, bałagan, zaległości i obowiązki, to tak naprawdę zaczniemy kolejny tydzień na swoistym debecie. 

Powiększanie długu - tym razem wobec siebie, to kiepska strategia na życie. Powie to Wam każdy finansista. 

Wszystkie zobowiązania będzie trzeba kiedyś spłacić, a prawda jest taka, że najlepiej się nie zadłużać, albo spłacać długi na bieżąco. 



To co? Odpoczniesz? Co wybierasz? Dobrego weekendu! 




Życie jest takie krótkie i takie... dziwne. Niczym w historii o motylu, który porusza skrzydłami na drugim końcu globu wywołując tornado na przeciwnym, ciągle dzieje się coś w jakimś wirze przyczynowo - skutkowym, a może całkiem bez niego. 


Cokolwiek jednak się wydarza to im bardziej się oddalamy od życia, tym chyba bardziej chce się żyć. 

W jednym miejscu ktoś się rodzi, płacz miesza się ze śmiechem, cisza poranka rozpada się wobec cudu. 

Gdzieś, może kilometr dalej, ktoś umiera i jest to tragedia. Szczególnie dla tych, co zostają. Ktoś podejmuje decyzję, ktoś mówi "tak", ale żadna to ulga.

Gdzieś dzwoni telefon i kolejne "tak" staje się początkiem nowego życia. Takiego, na które czeka się od dawna z mieszanką nadziei i strachu, nigdy nie wiadomo czego więcej. 

Ktoś siedzi obok i ma ściśnięte gardło, ktoś inny czuje, jakby pociąg, którym do tej pory jechał zostawił go na jakiejś pustej stacji, na której tylko hula wiatr. Nie wiadomo co robić, nie wiadomo gdzie iść, nie ma rozkładu jazdy. 

Cuda i tragedie, niespodzianki i smutki, radości i codzienność. 

Życie jest zbyt krótkie, aby wstawać rano i żałować czegokolwiek....


A w tym wszystkim zwykli my. Z kłótnią o to, że znów zabłocone buty i wycieraczka w piachu. Że się spóźnię, nie dotrzymam terminu, bo jak na złość katar i ból brzucha, co jutro minie. 


Komuś się mleko rozlało, ktoś się zwyczajnie wkurwił, bo znów go ktoś zawiódł, ktoś wrzeszczy i ciska się po pokoju, bo zapomniał co jest ważne i pierdoły weszły mu na głowę, przepychają się między uszami. Ktoś inny stłukł kubek. Zbierając kawałki szkła z podłogi ukłuł się w palec, kropla krwi przypomniała mu, że naprawdę jest. 

Znów: miłość, śmierć, życie, codzienność. Błyski świadomości. 

Czasem wydaje mi się, że widzę w tym wielki sens. Mimo wszystko. A może mi się tylko wydaje? 

Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale z całą pewnością warto żyć. 




Wydaje nam się, że stan bezruchu, błogiego spokoju, brak problemów i wyzwań nam służy. Ach słodkie dolce vita! W rzeczywistości jest jednak dokładnie odwrotnie. Chcesz komuś życzyć źle? Życz mu, żeby nic się nie działo. 


Kasia Miller, psycholożka i terapeutka, w jednym z wywiadów opowiadała o pewnym badaniu. Zaproszono do niego grupę uczestników, zaoferowano wynagrodzenie i zaproponowano im bezczynne leżenie w łóżku, przez określony czas, bez żadnych rozrywek, bez możliwości wyjścia na zewnątrz, ale jednak - za pieniądze. Taka "praca". 

Pewna grupa zgodziła się na takie warunki - no bo jak to! Czy to nie jest wymarzony stan? Nie muszę nic robić, nic mi nie zagraża, dadzą mi jeść, poleżę sobie i pomacham nogą, a oni mi za to jeszcze zapłacą!! 

Skoro z tych naukowców tacy idioci i nie mają co robić z kasą, to ja chętnie! A jakże!


Bezczynność nie taka znów wymarzona...

Wbrew tym optymistycznym przewidywaniom sytuacja okazała się jednak daleka od ideału. Na początku było tylko nudno i nieswojo, nic wielkiego. Ale potem zaczęły się dziać dziwne rzeczy: stany z pogranicza psychozy, zwidy, majaki, paniczny strach, apatia i prawie katatoniczny bezwład. 

W tym momencie znów do gry wkroczyli naukowcy i zaproponowali rozrywki: gazety, filmy, książki. I oni, uczestnicy badania, tego nie chcieli!

Bezwład i degenerująca moc bezczynności weszły tak głęboko w ich psychikę, że nie byli w stanie sami stamtąd wyjść. Nie obeszło się bez profesjonalnej pomocy. 

Z nami bywa podobnie i nawet jeśli nie bierzemy udziału w żadnych badaniach, a nasze życie w jakimś momencie osiada na mieliźnie, to trzeba wiedzieć, że nie ma tam na co czekać i trzeba się stamtąd zabierać czym prędzej. 

Nawet jeśli tylko do sprzątania czy pielenia ogródka. Aktywność może nas uleczyć, bezczynność zepchnąć jeszcze głębiej. 

Nie zostałyśmy pomyślani jako bezradne, apatyczne stworzenia, które nic nie robią.
Tak naprawdę stan długotrwałego  bezruchu nas degeneruje. 

Potrzebujemy "wrogów", potrzebujemy, żeby się działo

W stanie błogiej apatii, tam gdzie nie ma wyzwań, gdzie nic się nie dzieje, zaczynamy szaleć, odczuwać trudności adaptacyjne, a co najgorsze, zaczynamy w tym stanie grzęznąć niczym w bagnie. 

Kiedy tkwisz w nim po kostki wiesz, że żeby wyjść, wystarczy tylko mocniej szarpnąć nogą. Kiedy jednak tkwisz tam po samą szyję, sam nie wyjdziesz, a może się zdarzyć, że się tam nawet utopisz.  W końcu pomoc może być za słaba, albo przyjść za późno. 

Ta zależność sprawdza się również w przyrodzie: okazuje się, że gatunki, które tracą swojego naturalnego drapieżnika, są bardziej narażone na wyginięcie! Osłabia się ich instynkt, ostrożność, a co za tym idzie zaczynają wpadać w różne inne pułapki i tracić swoje przyrodzone zdolności do ochrony własnego gatunku.

Czy nam się to podoba czy nie... też tak mamy.  


Dobrobyt... bywa zabójczy

Dowiodło tego chociażby badanie przeprowadzone przez doktora Calhouna, na myszach. 

Ośmiu osobnikom zapewniono idealne warunki życia. Miały bezproblemowy dostęp do wszystkiego co było im potrzebne. Jedzenie, spory wybieg, brak drapieżników i zagrożeń.  Liczebność populacji systematycznie rosła, aż w pewnym momencie zaczęła maleć, aż do całkowitego wymarcia. Eksperyment trwał cztery lata. Powtarzano go kilkukrotnie na myszach i szczurach, a wynik zawsze był ten sam. Nieograniczony niczym dostęp do pokarmu i brak zagrożeń powodował wymarcie populacji.

Mysi raj okazywał się po pewnym czasie zabójczy dla ogółu. 

Calhoun zaobserwował, że myszy na skutek braku wyzwań jakie niesie normalne życie, w którym się trzeba nabiegać choćby za jedzeniem, czas poświęcały wyłącznie na dbanie o futro, jedzenie i spanie. Nigdy nie interesowały się innymi osobnikami, nie miały ochoty ani na seks ani na walkę, nie były empatyczne, w pewnym momencie traciły zainteresowanie młodymi i ich los stawał się im obojętny.  

Przede wszystkim jednak  nie potrafiły poradzić sobie z nietypowymi bodźcami. Choć wyglądały na ciekawe życia, zdrowe i świetnie odżywione, w rzeczywistości były bardzo głupie i bezradne. 

Jeśli my żylibyśmy w podobnym, z pozoru idealnym świecie, bardzo prawdopodobne, że konsekwencje byłyby podobne. 

Brak wyzwań robi z nas życiowe kaleki. Nie ma więc do czego tęsknić. 

Czasami dokonanie złego wyboru jest lepsze niż nie dokonanie żadnego...
#cytaty motywacyjne #inspiracja


Rób coś! Rób!

Nie chodzi tu o nerwową aktywność, ale raczej o poczucie zakorzenienia w swoim życiu, o małe i duże cele, o rozwój i sens. 

Okazuje się, że osoby starsze, które mają pasję, hobby, czy przynajmniej zorganizowany, zapełniony aktywnością czas, żyją dłużej, są zdrowsze, bardziej pogodne i zadowolone ze swojego życia. 

Znów: nie chodzi tu o żadne wielkie sprawy, wyzwania z rodzaju wdrapię się na Mount Everest, albo przepłynę ocean. 

Pasją może być malowanie obrazów, hodowla gwarka, czytanie książek, udział w zajęciach jogi, drobne codziennie aktywności, które sprawiają, że czujemy się żywi. 

Bez względu na to ile mamy lat, stan bezruchu zbliża nas do śmierci, a aktywność ( byle nie przesadna), do życia. 


Idealne życie nie istnieje

I wynika z tego, że chyba całe szczęście. To, że natura, los, świat piętrzą przed nami pewne góry i pagórki, które czasem trzeba pokonać, ma sens. Dzięki temu możemy się rozwijać, uczyć nowych rzeczy i doskonalić. 

Kiedy następnym razem dopadną Cię marzenia o słodkim nicnierobieniu i ciepłej od beztroski zupie, w której pływasz nawet nie poruszając nogami, to  najpierw się temu poddaj, odpocznij, zrelaksuj, a potem pomyśl sobie o myszach, naukowcach i drapieżnikach, dzięki którym ciągle możemy pamiętać jak się biega, ucieka i myśli. 

A potem rób! Rób swoje!



Jeśli robisz rzeczy, które Cię unieszczęśliwiają, nie łudź się że nagle z nieba spadnie coś co Cię odmieni. Dobra wiadomość jest taka, że nawyki można zmienić. W końcu to my mamy mózg, a nie mózg ma nas. 


Gdyby zebrać do kupy to wszystko co nam się przydarza to okazałoby się, że o tym jak nam się żyje nie decydują okoliczności, trudności, ani jak lubimy myśleć inni ludzie, ale głównie my sami. Trudności mamy wszyscy. Pytanie tylko jak radzimy sobie z nimi na co dzień, jakie strategie i repertuar zachowań podejmujemy. 

8 najbardziej unieszczęśliwiających nawyków to nie są wielki sprawy, ale właściwie błahostki, które łatwo zmienić. 

Na wszystkie masz wpływ. 


1. Nawyk wstawania w złym humorze

Za karę to życie, nie? Tak się nie chce, tak bardzo chciałoby się jeszcze poleżeć, obrócić na drugi bok, a tu trzeba! Od narzekania i jęczenia niestety nie będzie Ci lżej. 

Pamiętaj: mózg to rutyniarz. Łatwo nastawia się na określone tory. Oczywiście raz nam łatwiej, raz trudniej, nastroje i forma to raczej sinusoida niż linia ciągła, ale jeśli wstajesz w złym humorze i od rana potęgujesz ten stan, to nie może być dobry dzień. 

Co z tym zrobić? Jak zaradzić? Chodź wcześniej spać. Nie siedź do późna w nocy. Przed snem wyjdź na spacer, albo poćwicz przy otwartym oknie, nie jedz przed spaniem. To wszystko sprzyja lepszemu wypoczynkowi, a wypoczęte ciało to także umysł w lepszym humorze. 

Wstawanie lewą nogą na zawsze odłóż do lamusa. Nawet jeśli naprawdę Ci się nie chce, to nie potęguj tego stanu. Będzie Ci się lżej żyło! Gwarantuję!

Ludzie nie potykają się o góry, wielkie rzeczy, ale o kretowiska, o codzienność.
Dlatego tak ważne jest, żeby zajmować się tymi wszystkimi małymi nawykami,
 na które mamy wpływ, a które nas po prostu unieszczęśliwiają. #cytatymotywacyjne #inspiracja

2. Nawyk narzekania na wszystko i wszystkich

Autobus się spóźnił, stróż jest niemiły, pani w sklepie nie wydała dwóch groszy, szef to gbur, pogoda do dupy, dzieci rozlały mleko na czysty blat, a do tego zima! No niech to się już skończy!

Znacie? Znacie na pewno! 

Ten niepozorny nawyk narzekania na wszystko i wszystkich naprawdę ma moc zatruwania życia. Nie tylko nam, ale i innym. I uwaga: jest bardziej zaraźliwy niż grypa!!

Chciałabym abyśmy zamiast narzekać, nauczyli się tak chwalić i cieszyć jednym tchem!! 

Spróbujcie! To serio odmienia! Żadne czary!


3. Nawyk mówienia źle o innych ludziach

Jakoś tak mamy, że o tym co dobre się milczy, a o tym co złe mówi pełnymi zdaniami. Czy to nie powinno być na odwrót? 

Kiedyś, rozmawiając z grupą mam, stwierdziłam, że nie powiedziały o swoich dzieciach niczego dobrego, było za to dużo o tym jakie są bałaganiarskie, niezorganizowane i męczące. Podobnie wyglądają rozmowy koleżanek o koleżankach, znajomych z pracy, mężach, żonach i kochankach. 

Plotkujemy, krytykujemy, a nie potrafimy doceniać i chwalić. A gdyby tak odwrócić te komunikacyjne proporcje? Czy nie było by nam wszystkim milej?

Spróbujecie?

4. Nawyk wyolbrzymiania, robienia z igły wideł

Poplamiona bluzka?! Olaboga! Złamany paznokieć?! No nie! Ryska na zderzaku? Stłuczona szklanka, niepodlane kwiatki, nierozwieszone pranie, pięć minut spóźnienia, czyjeś niedotrzymane przez nieuwagę słowo?

Szyjemy sobie tragedie na miarę, a naprawdę czasem warto machnąć ręką. Nie, nie po to, aby innym odpuszczać i uczyć ich lenistwa czy lekkomyślności, ale po to, żeby odpuścić sobie i darować niepotrzebne, męczące i zabierające radość życia emocje. 

W życiu mamy dość prawdziwych dramatów i trudności. Pierdołami się nie zajmujmy, przechodźmy nad nimi do porządku dziennego, bo inaczej można oszaleć. 


Gretchen Rubin bardzo pragmatycznie pisze o nawykach.
Dobry nawyk wymaga trochę pracy i wysiłku, ale czy zły też nas nie kosztuje? 

5. Nawyk analizowania wszystkiego

Sprawdzania w necie, wypytywania wszystkich znajomych, konsultacji z lekarzem, farmaceutą i wróżką ;) . Serio, tracimy setki minut na decyzje, które powinny być podejmowane od ręki. 

Ostatnio moja znajoma spędziła prawie tydzień nad wyborem nowej pralki. A co jeśli przepłacę, albo kupię nie taką? A co jeśli dokonam złego wyboru? 

Nasz czas kosztuje, tak samo jak nasze emocjonalne zaangażowanie. 

Większość decyzji nie wymaga dogłębnej, wieloetapowej analizy i rozpisania na 3 stronach za i przeciw. Kropka. Po kropce nic nie ma. NAPRAWDĘ. 


6. Nawyk zamartwiania się opiniami innych

O tym już było dużo, więc jeszcze tylko słowo. Naprawdę nie jesteś pomidorową, ani słoikiem kremu czekoladowego, żeby Cię wszyscy lubili. 

Uczmy się autonomii. Uczmy tego nasze dzieci. Jeśli coś jest dla Ciebie ważne, istotne, a przy tym nie jest zabronione prawem i nie krzywdzi nikogo innego, to rób to, bez względu na opinie. 

Czy to naprawdę ma znaczenie co ktoś o nas powie, pomyśli? Jedni powiedzą: WOW super, inni, że to obciach. Gdzie jest prawda? Każdy ma swoją. Ty też miej. Więcej TU


7. Nawyk zajadania problemów.. cukrem

Może powiecie, że się czepiam, ale to naprawdę jest problem. Kiedy nasz nastrój spada, sięgamy po ciasteczko, czekoladkę, słodką kawę z bitą śmietaną i syropem. Nastrój się poprawia, ale tylko na chwilę. 

Badania pokazują, że spożycie cukru powoduje zmiany chemiczne w mózgu, które warunkują nasze samopoczucie i zachowanie. Wpływa na neuroprzekaźniki i gospodarkę hormonalną. To wszystko ma zasadnicze znaczenie. Słodycze i węglowodany paradoksalnie nie poprawiają, ale obniżają nastrój. Kiedy osoba przygnębiona czy w złej formie sięga po batoniki i ciasteczka, to zamiast sobie pomóc wpływa na spotęgowanie się złego samopoczucia. To takie błędne koło. Bo potem znów zje ciasteczko.

Nie rób tego, skończ z tym. Dla własnego dobra. 


Nie zajadajmy problemów cukrem, ciastkami, słodyczami. To nie pomaga, wręcz przeciwnie.
Jeśli potrzebujemy chwili przyjemności z czymś pysznym, warto szukać rozsądnych i zdrowszych zamienników. 


8. Nawyk pretensji do świata, innych, zrzucania odpowiedzialności

Na swój stan zdrowia, na jakość swojego życia, na związek, okoliczności, miejsce zamieszkania, politykę, korporację. 

Kiedy słucham czasem co ludzie mówią o swoim życiu, mam ochotę spytać, gdzie w tym wszystkim są oni sami?  Czy naprawdę są taką ofiarą, jaką z siebie robią i czy to nie dzieje się przypadkiem na własne życzenie? ( więcej KLIK) Tak uczciwie? 

"Nikomu nic się nie należy - pisze  amerykański psycholog Philip Zimbardo -  Mamy to, co sobie wypracujemy. Dobrymi uczynkami, współczuciem, pracą nad sobą. Bycie ofiarą lub bohaterem to wyłącznie kwestia świadomości, a nie okoliczności. To prawda, trudno pogodzić się z faktem, że przytrafiło nam się coś złego, że mamy pod górkę, a inni mają lepiej. Ale takie myślenie to trucizna. (...)" ( więcej TU

Jak więc być bardziej zadowolonym z życia?


Porzuć bycie marionetką, nie marudź, rób to co możesz, nie skupiaj się na negatywach, doceń to co masz, mów dobrze o sobie i o innych, wstawaj w dobrych humorze. 

To naprawdę jest proste i większość tych rzeczy da się zmienić od ręki, tylko za pomocą jednej świadomej decyzji, którą się potem kontroluje i umacnia. 

Żadna magia. Samo życie. 

No więc? Co z tym zrobisz? 



Kiedy spotyka się ze sobą kilkanaście kobiet, w różnym wieku, z różnymi doświadczeniami, potrzebami i intencjami, to można być pewnym, że będzie energetycznie, wzruszająco i że z garnka z emocjami na pewno spadnie pokrywka. Tak było też w ten weekend w Krakowie. 


To było drugie spotkanie w konwencji "Women Power" i z każdym kolejnym przekonuję się bardziej, że ten pomysł ma potencjał i trafia w ważne kobiece potrzeby. Chociażby tą, aby być razem. Bez mężów, bez dzieci, bez obowiązków, dla siebie samej. 

W codzienności nie mamy czasu i warunków do tego, żeby się ze sobą spotykać, często brakuje uważności i empatii na głębokie rozmowy, a przecież tematy, problemy i potrzeby są w nas i nie znikają tylko dlatego, że nie ma kto o nich słuchać. 

Tu jest przestrzeń na to wszystko co było, ale przede wszystkim na myślenie o tym, co będzie. Od Kobiet, które spotkały się z nami tym razem wiem, że dostały obie z tych rzeczy. I wielka to dla mnie radość :) 



Spotkałyśmy się w siedzibie stowarzyszenie Nowa Psychologia.
Miejsce jest fantastyczne!


Był czas na poważne gadanie..

No i na to, żeby się pośmiać :) 


Trochę pracy..

No i trochę o tym, jak zachować się w różnych, 
czasem trudnych sytuacjach, nie tylko tam gdzie ktoś nam zagraża, ale także kiedy narusza nasze granice.  





Za książki dla uczestniczek dziękuję serdecznie Wydawnictwu SENSUS

O "Zen to done" napiszę wkrótce.


Naprawdę: DZIAŁO SIĘ!!




Bardzo Wam wszystkim dziękuję za te dwa wyjątkowe dni. Mam nadzieję, że wasze bajki będą zmierzały prostą drogą do happy endów :)  Emocje były!!

Za zdjęcia bardzoooo dziękuję Agacie Famielec, która mnie uratowała w tym temacie :) 


W lutym Women Power zawita do Wrocławia. Wszystkie szczegóły znajdziecie TUTAJ

Tylko do końca tego tygodnia obowiązuje specjalna first minutowa cena. Śpieszcie się, bo miejsc zostało już tylko 8. 

Do zobaczenia!

Małgosia
×