Zwykło się uważać, że to jacy jesteśmy jest konsekwencją tego, co nas spotyka. Jestem jaki jestem, nic nie poradzę. Gdyby tak jednak odwrócić równanie i stwierdzić, że to co nas spotyka, wynika raczej z tego jacy jesteśmy? 

Nie masz wpływu na wszystkie okoliczności życia. Na pogodę, na pana w Sejmie, który 5 rok z rzędu gada bzdury (chociaż możesz na niego nie zagłosować) , na sąsiadkę, która mimo upomnień karmi makaronem gołębie, zaraz pod twoim oknem, na to czy ktoś się zmieni, albo przewartościuje swoje życie.  Masz jednak wpływ na siebie i na to, jak reagujesz na to, co Cię spotyka. 100 % wpływu. Co z nim robisz? 


Dwie grupy

Obserwując ludzi, można w pewnym sporym uproszczeniu, podzielić ich na dwie grupy: bohaterów i ofiary. Jedni zawsze szukają rozwiązań, drudzy uważają, że los ich skrzywdził i lepiej to już było, ale raczej na pewno nie będzie. Jedni widzą możliwości, inni przeszkody. Pierwsi szanse, kolejni zagrożenia. 

Oczywiście to, że stajemy się zgorzkniali, smutni i bez życia, jest związane także z trudnościami, których doświadczamy. Tylko kogo tak naprawdę one omijają? W ostatecznym rachunku, wszyscy mamy przesrane. 

Wszyscy też możemy skorzystać z sił i mocy, która tkwi w człowieku i przezwyciężać kłopoty, robiąc sobie z nich trampolinę do tego, aby skoczyć, dojść dalej. 


Poczucie winy, poczucie krzywdy 

Robert Dilts, coach i trener NLP pisze, że wszelkie ludzkie uczucia sprowadzają się w gruncie rzeczy do miłości i lęku. Maciej Bennewicz, coach – dodaje do tej wyliczanki jeszcze polskie specjalności w uczuciowym koszyczku: poczucie winy i poczucie krzywdy. 

Obie te emocje dotyczą nas wszystkich (w mniejszym lub większym stopniu) i obie, mają silną, trującą moc, która bezwiednie odciska się w naszym życiu.


Bardzo często bohaterstwo, albo sukces to tylko kwestia jeszcze odrobiny włożonego wysiłku. 



Znajoma psycholożka, pracująca z podopiecznymi Ośrodków Pomocy Społecznej, zauważyła u nich szereg prawidłowości.  Powtarzają się one bardzo często wśród grup ludzi szukających pomocy i ciągle powracających po kolejną, oraz u osób, które zdają się szukać odmiany w życiu, ale ciągle im coś nie wychodzi.  

Osoby te: 

  • nie szukają własnych rozwiązań lub oczekują „gotowców”. Jeśli trener, psycholog, coach, pracownik odpowiedzialny za udzielanie pomocy nie ma dla nich gotowego, pakietowego rozwiązania (tylko brać, nic nie musisz robić ), nie są zainteresowane taką pomocą 
  • w każdej chwili chętnie mówią o problemach
  • z lubością rozprawiają o przeszkodach i kłopotach, na które nie mają większego i bezpośredniego wpływu (służba zdrowia w Polsce, korupcja, braki w finansowaniu pomocy społecznej itp.)
  • im trudniejsze względem innych jest ich położenie tym bardziej (przewrotnie) są tym faktem usatysfakcjonowane (porównują krzywdy, zawsze wychodzi, że mają najgorzej)
  • „na zewnątrz” pokazują, że są zaradne i starają się jak mogą, tylko los ciągle rzuca im kłody pod nogi ("bo w tym regionie nie ma pracy, bo mąż mnie bije i co ja na to poradzę, bo nie radzę sobie z dzieckiem, ale przecież to nie moja wina" itp)

W społecznym przekazie, istnieje ogromne przyzwolenie na taki zestaw zachowań i często, bezwiednie, myślimy i postępujemy dokładnie w ten sposób. Jeśli nie odniesiesz ich do siebie, z pewnością z łatwością wymienisz pięć takich osób ze swojej rodziny czy  najbliższego otoczenia. 

Myśląc zgodnie z tymi schematami godzimy się na to, że życie nam się przydarza, albo my przydarzamy się życiu. Płyniemy z prądem zdarzeń i skarżymy się, że los rzuca nas na mielizny, albo kamienie. Trudno wtedy o satysfakcję i poczucie spełnienia. 

Zapominamy, że prądy prądami, rzeka rzeką, ale my mamy ręce i nogi, często także łódź i wiosła. I trzeba z tego korzystać. 


Ofiara i bohater

Czym różni się ofiara od bohatera? Mówi się, że bohater to taki sam tchórz, który się boi, wątpi, ale jednak wytrzymuje pięć minut dłużej. I wtedy odnosi zwycięstwo. 

Bohater, bohaterka, od ofiary różni się więc tylko nastawieniem i sposobem spojrzenia na świat. 

Tak jak tu: 

Bohater, a ofiara, zestaw przekonań.
Inspiracja do tabeli: Marta Waszczuk, "Mamy, wracamy"

Ofiary działają bardzo często niekonstruktywnie, tracąc przy tym czas i energię. Nie ruszają z miejsca, czują że coś je trzyma. Tym czymś są przeważnie przekonania na temat świata, ludzi i możliwej zmiany. Jeśli się nimi nie zajmą, prawdopodobnie nie dojdą nigdy tam, gdzie zamierzali. 

Bohaterowie robią to co mogą, działają w obszarze swojego wpływu i nie poddają się przy byle niepowodzeniu. Nie czekają na pakiet rozwiązań, bo wiedzą, że życia nie można dostać w pakiecie. 


Jakie jest twoje nastawienie? 

Przyjrzyj się uważnie swoim poglądom i nastawieniu.  Po której stronie jest ciebie więcej? Czy widzisz konsekwencje swoich przekonań, nawyków, przyzwyczajeń?  Czy jesteś w stanie przyjąć, że to jak podchodzisz do życia i swoich zadań, ma odbicie w tym, co Cię spotyka, co dostajesz, czego nie masz? 

Już sama świadomość tych faktów, sprawia, że stajemy się bohaterami swojego życia. 

To może być początek pięknej przygody. Czy odważysz się ją rozpocząć? 




Przyciągają wielotysięczną widownię, sprzedają się w setkach tysięcy egzemplarzy, wyświetlają w milionach. Wierzysz, że jeśli posłuchasz, zobaczysz, przeczytasz, zmienisz swoje życie. Nic z tego. Tego się nie robi cudzymi rękami. 


Mówcy motywacyjni, autorzy poradników, które mówią jak żyć, instruktorzy, autorzy blogów. Mogą być inspiracją. Ale mechanizm zmiany nie działa tak jak się nam wydaje. Nie wystarczy iskra z zewnątrz. To prawda: czasem się przydaje, ale niczego nie załatwia i przeważnie, niczego nie zmienia. Resztę pracy musisz wykonać sam. 


Z tęsknoty za zmianą ( łatwą)

Wszyscy to mamy. Ja też. Nawet jeśli zdajemy sobie sprawę ze złożoności życia i procesów, które w nim zachodzą, kusi nas wizja pracy nad sobą, którą wykonuje się cudzymi rękami. Okazji, która spada z nieba, a my chwytamy ją lekko, niczym obłoczek. A potem to już się samo dzieje. Ile razy w życiu wyświetlał Ci się ten film? 

Edison, wynalazca żarówki, zwykł mawiać, że ludzie przegapiają w swoim życiu setki okazji do tego, aby spełniać swoje marzenia, iść nową drogą, bo te okazje nie świecą jak szklane kule w środku nocy, nie lśnią wyjątkowością, ale ... noszą kombinezon roboczy. Trzeba się nad nimi pochylić. Wziąć za barki. Wykonać pewną pracę. 

A my tak strasznie chcielibyśmy, żeby nam spadło z nieba. I było całkiem lekko, miło i przyjemnie. 

Każda zmiana, absolutnie każda, nawet ta najbardziej upragniona jest wyjściem ze strefy komfortu. Kiedy się to robi, pojawia się niepokój, strach, trochę obaw, jak to będzie, pytania o to czy sobie poradzę? To nie jest do końca przyjemny stan. Nawet jeśli jest absolutnie upragniony! 

Trzeba sobie z tego zdawać sprawę i działać mimo wszystko. Jeśli będziesz czekał, aż każda wątpliwość, każda drobinka drżenia przed nowym Cię opuści... nigdy nigdzie nie wyruszysz. Stan absolutnej pewności jest mitem. Nie istnieje. 


Czy zmiana w życiu może być wyłącznie łatwa, miła i przyjemna? 


Jak działają mówcy motywacyjni? Jak pisze się poradniki? 

Autorzy bestsellerowych publikacji o zmianie w życiu, czy mówcy motywacyjni, gromadzący na salach i stadionach tysiące osób, działają w oparciu o nasze potrzeby zmiany łatwej, miłej i przyjemnej, najlepiej w wersji INSTANT. Zalewasz, czekasz minutę, jest gotowe. 
Wszyscy wiedzą, że to tak nie działa. Wszyscy wiedzą, że to nie jest zdrowe jedzenie. Ale jednak z jakiś powodów się po nie sięga. 

Emocje, których doświadczasz słuchając mówców motywacyjnych, lub czytając poradniki są autentyczne. Problem w tym, że można porównać je do iskierki, która na chwilę rozświetla mroki świadomości. Chwila mija, iskierka gaśnie, znów jest ciemno. 

Specjaliści od PR i marketingu wiedzą świetnie co się sprzedaje. Powinno być trochę śmiesznie, trochę strasznie, trochę smutno, żeby poleciały łzy. Tekst lub przemówienie, powinien poruszać. Wzbudzać emocje. Całość należy doprawić szczyptą " Ty też to potrafisz", "kto jeśli nie Ty", uścisnąć kilka dłoni, pokazać ze 3 autentyczne przykłady. Nie powinno być zbyt długo, ani zbyt mądrze, bo ludzie mają trudności ze skupieniem i koncentracją. 

Taki produkt lubią masy. Ale czy to naprawdę, trwale, autentycznie kogoś zmienia? 

Jeśli nawet to tylko na chwilę. 

Nie ma nic złego w tym, że ktoś  poradniki pisze, czyta, kupuje, czy wygłasza wykłady, które krzepią. Póki działa etycznie ( niestety nie wszyscy tak działają), nie gra tanimi sprzedażowymi chwytami, które mają za zadanie wykorzystać człowieka w emocjach, aby mu szybko i drogo sprzedać coś, czego normalnie by nie kupił, wszystko jest ok. Pamiętaj tylko, że w ten sposób nie zmienisz swojego życia. 

Motywacja i zmiana to nie iskra. To proces. 


Kiedy ludzie zmieniają swoje życie? Jak działa proces zmiany?

Sam nie dzieła, samo się nie robi. Dobrze wiemy, że czasem dopiero życiowy wstrząs: śmierć kogoś bliskiego, choroba, utrata pracy, rozwód czy poważny kryzys w związku, bywa punktem zapalnym do zmiany. Ludzie czekają latami, aż staną nad przepaścią i dopiero balansując jedną nogą nad pustką, która może ich pochłonąć, podejmują decyzję: "tak zmienię, tak wysilę się i spróbuję żyć inaczej". 

Czy warto czekać tak długo? Przeważnie nie. Życie bywa przewrotne i jeśli zmiana jest konieczna i tak nas do niej prędzej czy później doprowadzi. Tą pracę i tak trzeba będzie wykonać, a jeśli dojdziemy do kresu, będzie ona być może znacznie cięższa, niż mogłaby być, gdybyśmy zaczęli ją w pełni sił. 

Proces zmiany przebiega wieloetapowo i wymaga czasu. Dlatego iskry po drodze się przydają, ale na iskrze, jednej iskrze nie rozpalisz ogniska. Także tutaj pojawia się paradoks naszej ludzkiej natury: szukamy na zewnątrz czegoś co ledwie ogrzeje palce i zniknie najdalej na tydzień po lekturze, evencie, a bagatelizujemy fakt, że prawdziwy ogień, żywy płomień, mamy w środku. Żeby go zobaczyć i poczuć, należy nad sobą popracować, trzeba też go podsycać i pielęgnować, być na siebie uważnym i dokładać w porę do ogniska, kiedy czujemy, że gaśnie. 

Motywacja jest instrumentem wewnętrznym. W gruncie rzeczy, w dłuższej perspektywie mało podatnym na magiczne sztuczki. Jeśli działasz na nią tylko tą iskrą, którą rozpala w Tobie drugi człowiek, możesz się od tego uzależnić, a efekty i tak będą marne. 



Motywacja i zmiana to nie iskra. To proces. 


Przeorać duszę

Ewa Błaszczyk, aktorka i pomysłodawczyni kliniki Budzik, mówiła w jednym z wywiadów o dobroczynności, że tak naprawdę działa na nas tylko taka, która porusza w nas najgłębsze struny. Nie tylko wyciśnie łezkę, ale przeora duszę. Przeorganizuje nasze pojęcia, wywróci do góry nogami naszą wiedzę o nas samych, nasze przekonania co do świata i ludzi, zrobi nam w głowie prawdziwą burzę, po której już nie jesteśmy tacy sami jak wcześniej. 

Marek Parzydło, coach i manager, pisze, że różnica pomiędzy mową motywacyjną, a motywacją jest mniej więcej taka, jak między wypiciem mocnego drinka a systematycznym treningiem biegowym. Drink daje szybkiego "kopa", po którym nastrój równie szybko spada. Systematyczne i długie bieganie sprawia, że czujesz się świetnie przez cały dzień.

Jeśli ze zmianami w swoim życiu zwlekasz latami i nic się nie dzieje, nie masz pomysłów, nie wiesz gdzie i dokąd pójść,  być może faktycznie potrzebujesz wsparcia w procesie dokopywania się do siebie i swoich rzeczywistych zasobów i możliwości. Niekoniecznie jednak znajdziesz to po lekturze modnego poradnika, czy na godzinnym evencie ze znanym mówcą. 

Jak odróżnić szarlatanów od osób, lektur, które naprawdę mogą Ci pomóc? Ci pierwsi obiecują cuda i gwarantują, że się nie napracujesz. Ci drudzy przyznają, że realizując marzenia, porządkując traumy, czy organizując na nowo swoje niedoskonałe życie, przyjdzie Ci czasem urobić się mentalnie lub fizycznie po łokcie. Im więcej ćwiczeń, prób, doświadczania na poziomie osobistym, tym lepiej. Im więcej gładkich słów, z których nic nie wynika, tym gorzej. 

Wszystko co Ci potrzebne do zmiany już masz. Nie musisz za to płacić wielkich pieniędzy. Inni ludzie mogą Cię wesprzeć w twoich dążeniach, ale robotę, musisz zrobić sam. Tymi rękami. Czy jesteś na to gotów? 




Masz własne doświadczenia w temacie? Zostaw je w komentarzu! Jeśli ten tekst jest dla Ciebie odkrywczy, interesujący lub wartościowy, podziel się nim z innymi :)  Dziękuję :) 





Ruch slow, rośnie w siłę. Mamy slow food, slow city, slow fashion, nawet macierzyństwo w wersji "wolniej". Czemu? Bo w tym całym kosmicznym pędzie, coraz mocniej czujemy, że tylko to, co przychodzi do nas gdy możemy się na chwilę zatrzymać, daje wytchnienie, odpoczynek i pozwala żyć bardziej świadomie. 


Wysiądź z tego rollercoastera, przynajmniej na chwilę. Bądź slow, chociaż w weekend. I nie mów, że się nie da. 


Danuta Wawiłow, napisała wiersz, piosenkę o pośpiechu. O hegemonii słowa "szybko", której poddajemy także dzieci:


Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj

Szybko, szybko, stygnie kawa
Szybko zęby myj i ręce
Szybko światło gaś w łazience
Szybko tata na nas czeka 
Szybko tramwaj nam ucieka
Szybko, szybko bez hałasu
Szybko, szybko nie ma czasu

Na nic nigdy nie ma czasu

Znacie? Na pewno. Pospieszamy się tak nieustannie i nie zauważamy, że w tym dzikim pędzie gubimy własne życie.


Mniej znaczy więcej


Chociaż często mówi się nam, że to "więcej" definiuje to kim jesteśmy. W życiu nie da się zmieścić wszystkiego. I tak naprawdę wcale nie warto. Pisałam o tym TUTAJ. 

To doświadczenie było zresztą jednym z kamieni milowych dla autora "Pochwały powolności" Carla Honore, który pewnego dnia zauważył, że całe jego życie zamieniło się w trening pospiesznego upychania jak największej liczby zajęć w każdą godzinę. Jestem Dickensowskim Scrooge’em ze stoperem w dłoni - pisał. Obsesyjnie próbuję zaoszczędzić każdy najmniejszy okruch czasu, kilka sekund tu, jedna minuta tam".

Zatrzymał się, kiedy uzmysłowił sobie, że opowiadanie dziecku 1-minutowej bajki, bo na więcej nie ma się czasu i ochoty, to idiotyzm.

Dokąd to prowadzi? Donikąd. Im bardziej oszczędzasz czas, im mocniej upychasz, tym mniej go masz. Tym mocniej czujesz, że krople minut uciekają Ci przez palce, godziny kapią jak z zepsutego kranu, a lata mijają wypełnione gonitwą, z której niewiele wynika. 

Tyle tracimy biegnąc tam, gdzie spokojnie można dojść spacerkiem! Dobra wiadomość jest taka, że ten pęd można  spokojnie zatrzymać. Nawet jeśli tylko na chwilę, to warto. 


Slow, znaczy jakość

I to nie tylko w odniesieniu do slow food, które oznacza jedzenie gotowane zgodnie z tradycyjnymi, wymagającymi czasu i cierpliwości przepisami, bez półproduktów i przyspieszaczy, ale także normalne, codzienne życie, w którym akceptujemy fakt, że nie liczy się to, jak wiele uda nam się w upchać w nasz przeładowany grafik, ale to, jak bardzo będzie to "quality time". Czas spędzony z sensem, z poczuciem, że nawet jeśli się nic nie robi, to nie marnuje się ani minuty. 

To da się zrobić, nawet jeśli pracujemy na pełen etat, mamy dzieci, obowiązki i kalendarz pełen terminów na przedwczoraj. 


Slow life ma sens. Także w drodze do sukcesu. 


Szybko, wcale nie oznacza dobrze. Wie o tym prawie każdy kucharz. Wolno, wcale nie znaczy długo. Czasem po prostu chodzi nie o czas, odmierzany minutami, ale o zakorzenienie się w nim, o to by robić tylko jedną rzecz naraz. Koncentrować się na odczuwaniu i przeżywaniu, a nie na planowaniu. Na tym aby być w "teraz", a nie przeżywać "wcześniej" i "za chwilę". 

Wszystko to możliwe jest do wdrożenia: w sypialni, przy porannej kawie, w rytuale wstawania i kładzenia się spać, w planowaniu dnia pracy, czy ulubionych treningów. 

Kochając się i myśląc o projekcie, nie robisz dobrze tak naprawdę nic. Nie ma Cię ani w łóżku, ani przy biurku. Chcesz zyskać czas, ale tak naprawdę go tracisz. Czy to ma sens? Żadnego.


Gdzie tak pędzisz? Zatrzymaj się!

Ruch slow life, wyrósł na głębokiej ludzkiej tęsknocie za sensownym życiem. Wszyscy ja odczuwamy, nawet jeśli w pędzie za "więcej", nie czujemy już nic, poza zmęczeniem. 

Mówi się, że to świat nas zmusza do życia w takim, a nie innym rytmie. Prawda jednak jest taka, że większość presji, którą odczuwamy, narzucamy sobie sami. 

Wszyscy mamy tyle samo czasu. 24 godziny na dobę. Pędzimy tak nie dlatego, że musimy zmieścić w życiu te tysiące spraw, bez których świat się zawali, ale często po to, aby zagłuszyć naprawdę istotne pytania, które brzęczą w nas jak natrętne muchy. 

Dzisiejszy szybki świat, tak naprawdę daje nam narzędzia do tego, aby żyć wolniej i bardziej świadomie: nie musimy przemieszczać się miesiącami, nosić wody na plecach, prać ubrań w rzece. Oszczędzamy czas na setki sposobów i jeśli pozwolimy sobie na to, aby dobrze go wykorzystywać, odczujemy zyski z powolnego życia. 


Życie w rytmie slow life, to życie bardziej na Twoich warunkach


Dlaczego warto być slow?

Życie bez wiecznego poczucia bycia spóźnionym, popędzanym, popychanym przez terminy i pędzących z nami ludzi, to życie uważne, mniej wypełnione stresem, presją, a co za tym idzie także zdrowsze. 

Śpieszymy się, aby zdążyć ze wszystkim, a potem płacimy za to naszym samopoczuciem, chorobami, rozchwianymi emocjami  i wreszcie paradoksalnie także czasem, który i tak trzeba będzie poświęcić żeby zapłacić długi wobec siebie i świata, które zaciągnęliśmy, kiedy pędziliśmy na złamanie karku. 

Przykładów na to, jak praktykować slow life są setki. Powstają na ten temat blogi, książki i artykuły. Nie dorzucaj ich jednak pochopnie do listy "must read". Pamiętaj, że to Ty jesteś ekspertem od swojego życia. 

Możesz zacząć własne slow, od pieczenia chleba na zakwasie, od przydomowego ogródka, od spaceru z dzieckiem, które nigdzie się nie śpieszy, bo wcale nie liczy się dystans, ale zwyczajne bycie razem. Możesz namalować obraz, albo zjeść jabłko, patrząc prosto w słońce. 

Co jest dla Ciebie ważne? Czego brakuje Ci najbardziej w codziennej gonitwie?

Znajdź własne tempo i poczuj zyski ze slow. Czemu odkładać to na jutro? Przecież możesz zacząć TERAZ. 



Żyjesz w slow city, lubisz slow food, masz swoje własne przykłady na to, że wolno, znaczy dobrze? Podziel się nimi ze mną i z innymi. I daj się zainspirować innym, którzy być może też szukają pretekstu do tego, żeby żyć bardziej slow :) 

Dziękuję:)





Brak poczucia własnej wartości leży u podstaw większości ludzkich problemów. Jeśli nie czujesz się kimś wartościowym, z pewnością będziesz miał kłopoty w relacjach, w pracy, w stawianiu granic innym ludziom, a one pociągną za sobą inne życiowe niedogodności. To jest fundament. Bez niego nic nie ustoi zbyt długo. 


Mówi się, że aby zbudować poczucie własnej wartości, potrzebujemy szacunku i miłości ze strony innych ludzi. Przede wszystkim potrzebujemy jednak tego od samych siebie. Bo ludzie, jak to ludzie. Czasem mówią, że tombak to złoto, albo odwrotnie. 

Posłuchajcie. 


Ile tak naprawdę jestem wart? 

Do Mistrza, pewnego razu przyszedł młody człowiek skarżący się na to, że ludzie go nie szanują, a on sam jest niewiele wart, nie ma żadnych talentów, ani urody, ani wdzięku, ani bogactwa, ani właściwie niczego, czym mógłby ludziom zaimponować i zaskarbić sobie ich uznanie. Chciał się zmienić, chciał, żeby go szanowali. 

Mistrz obiecał pomóc, ale wcześniej potrzebował rozwiązać swój problem i zaproponował Młodzieńcowi, że jeśli ten go wesprze w jego kłopocie, to potem on, Mistrz zajmie się sprawą, z którą przychodzi. 

Młody człowiek pomyślał w duchu: "No tak, znów ja i moje potrzeby są spychane na dalszy plan.." , ale że nie miał innego pomysłu, zgodził się pomóc najpierw temu, do którego po pomoc przyszedł. 

Mistrz zdjął z palca pierścień i powiedział do Młodziana: jedź na targ i sprzedaj go. Pamiętaj jednak, aby nie przyjmować zapłaty poniżej jednego dukata. 

Chłopak pojechał, chodził od stoiska do stoiska, ale kiedy mówił ile chciałby otrzymać za pierścień wszyscy śmiali się, pukali w głowę, albo nazywali go idiotą. Jeden z handlarzy zaproponował mu za pierścień misę i porcję ryżu, a kiedy odmówił, pogroził pięścią i wysłał go do diabła. 

Młodzian, chcąc nie chcąc wrócił do Mistrza bez pieniędzy, z pierścieniem w dłoni. Czuł się jeszcze gorzej niż wcześniej. Nie dość, że nie rozwiązał swojego problemu, to jeszcze nie był w stanie pomóc człowiekowi, który mu zawierzył. - Faktycznie jestem nic nie wart -  myślał. - Nic dziwnego, że byle handlarz nazywa mnie idiotą. 

Mistrz wcale nie zdziwił się, kiedy zobaczył chłopaka z powrotem. Nie skomentował problemów ze sprzedażą, ale kazał mu jechać jeszcze raz. Tym razem nie na targ, ale do jubilera. Powiedział chłopakowi, żeby nie sprzedawał pierścienia, tylko zapytał ile jest naprawdę wart. 

Kiedy młody człowiek dotarł na miejsce, jubiler długo oglądał klejnot pod lupą, badał, mierzył, ważył i oglądał pod światło. Wreszcie powiedział:  - Chłopcze, powiedz Mistrzowi, że jeżeli zależy mu na czasie, mogę odkupić od niego ten pierścień za 58 dukatów. Jeśli jest gotów poczekać na zapłatę, może uda  się uzyskać 70. Ale jeśli się śpieszy... 

Chłopak nie czekał dłużej, tylko pobiegł skąd przyszedł i uradowany przekazał wiadomość Mędrcowi. Policzki mu płonęły, a pierścionek wydawał się błyszczeć jak najprawdziwszy skarb.  - 70 dukatów wykrzykiwał! A tamci nie chcieli dać 1 i mówili, że jestem idiotą!

Mistrz uciszył go i powiedział: 

-  Widzisz, Ty też jesteś taki, jak ten pierścionek. Jesteś skarbem jedynym i cennym. Dlaczego jednak wymagasz, aby twoją wartość docenił byle kto? Jeśli chcesz dowiedzieć się prawdy, poszukaj eksperta, który umie ocenić to, czego od razu nie widać. Nie każdy to potrafi i nie każdy będzie Cię szanował. Nie ma to jednak nic wspólnego z Twoją prawdziwą wartością. 


Skąd się bierze poczucie własnej wartości? Ze świadomości siebie.


Prawdziwa wartość

Czy znasz swoją wartość? Czy nie pozwalasz jej dewaluować byle komu? Czy widzisz w sobie skarb, którym jesteś? 

Każdy z nas ma w sobie coś, co jest niepowtarzalne, wartościowe i jedyne w swoim rodzaju. Najpierw trzeba zobaczyć to w sobie. A potem tego strzec. I nie sprzedać za miskę ryżu. Nawet jeśli mówią, żeś idiota. 


Zainspirowany? Podaj dalej! Przeczytaj także tekst o tym, że ludziom nie dogodzisz :) 


Powyższa historia, opiera się na sefardyjskiej bajce, którą opowiada także Jorge Bucay, w książce, którą polecam tutaj. 


Paradoks dzisiejszych czasów zawiera się świetnie w następującym stwierdzeniu: "Większość ludzi robi na co dzień coś czego nie znosi, aby móc pozwolić sobie na rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebuje, a wszystko to po to, żeby zaimponować ludziom, na których nawet im nie zależy." Czy Ty też jesteś w tej grupie? 


W pracy spędzamy więcej niż połowę życia. Jeśli pracujemy 8 godzin, a śpimy drugie 8, to po odjęciu czasu na dojazd, jedzenie i inne około życiowe aktywności, zostaje nam w porywach 6 godzin. A przecież są tacy, którzy pracują godzin 10. Bywa, że dwanaście. I tak przez 30 lat. Jeśli dodać do tego czas szkoły i aktywności, której także większość dzieci i młodzieży nie lubi, wychodzi na to, że żyjemy za karę. 

Jeśli sfera pracy pozostaje przyczółkiem nielubianej, spychanej na margines aktywności, to nie ma szans na to, żeby dokonując ogólnego bilansu, być ze swojego życia zadowolonym. 


Dlaczego praca jest istotna?

Praca jest ważna. Bardzo ważna. Nie tylko dlatego, że dzięki niej zarabiamy na chleb, ale przede wszystkim dlatego, że może być okazją do wyrażania siebie, realizacji własnych pragnień, talentów i dzielenia się z ludźmi tym, co dla nas ważne. Jeśli robisz coś, co ma dla Ciebie sens, twoje życie wchodzi na zupełnie inny poziom. Staje się czymś więcej niż tylko nużącą, męczącą aktywnością, niewolniczym wyścigiem, który trzeba odbyć, żeby wreszcie doczłapać się do upragnionego urlopu, czy wybawicielki emerytury. 

Co zrobisz ze swoim bezcennym, jedynym życiem? Spędzisz w pracy, która nie ma dla Ciebie sensu? 

Pasja rodzi jakość

Dlaczego pasja i powołanie jest ważne w pracy? Ponieważ wszyscy doskonale wiemy, że czynią różnice! Dają olbrzymi jakościowy przeskok. Wszyscy znamy lekarzy, księży, piekarzy, czy właścicieli warzywniaków, którzy wkładają pasję i serce w swoją pracę. Mówimy o tych ludziach, że "robią coś z prawdziwego powołania". Robiliby to pewnie nawet wtedy, gdyby nie musieli pracować. 

U nich chcemy się leczyć, spowiadać, kupować chleb i pietruszkę. Jesteśmy w stanie zapłacić więcej, czy czekać dłużej, bo wiemy, że usługa czy towar, który dostaniemy w zamian, będzie jak szczere złoto. 

W drugim narożniku tego zawodowego ringu jest grupa lekarzy, księży, piekarzy i przedstawicieli wszelkich innych zawodów i aktywności (często znacznie liczniejsza), która wybrała swoją pracę czy zawód bez przekonania, często z przypadku, lub w wyniku chłodnej kalkulacji. To przeważnie przyzwoici "rzemieślnicy".  Robią co do nich należy. Nic więcej, nic mniej. Może nie zaszkodzą, ale serca nie poruszą. 


Czy twoje przekonania na temat pracy, nie stoją Ci na drodze do zmiany? 


Społeczny przekaz o pracy = negatywny przekaz


Jaki jest społeczny przekaz na temat pracy? Jeśli ją masz to szanuj, bo możesz jeszcze za nią zatęsknić kiedy ją stracisz. Kolejny: nie narzekaj, możesz mieć gorzej, skoro inni mają. Następny: jest kryzys, bezrobocie, nie można wybrzydzać. Jeszcze jeden: wybieraj rozsądnie, zgodnie z zapotrzebowaniem, nie ważne co lubisz, czego pragniesz, jak siebie widzisz, ważne co daje pieniądze, co przynosi zysk i zapewnia bezpieczeństwo. 

Niestety nie ma tu miejsca na pasję, a takie podejście wcale nie gwarantuje bezpieczeństwa ani stabilności finansowej. Strach w ogóle rzadko gwarantuje cokolwiek poza ... jeszcze większą dawką strachu. Pisałam o tym więcej TUTAJ. 


Świadomy wybór czy praca z przypadku?

Wydaje mi się potwornym nieporozumieniem fakt, że mimo iż jesteśmy coraz bardziej świadomi znaczenia tego, jak ważne jest odkrywanie indywidualnych predyspozycji i ich wykorzystywania w życiu i pracy, wychowujemy i edukujemy kolejne pokolenia ludzi, którzy czasem dopiero za bramą uniwersytetu, albo po kilku latach harówki, która wyciśnie ich jak cytrynę; ściskając pod pachą dyplom i zwitek dokumentów, zastanawiają się co też chcieliby naprawdę w życiu robić? 

To równanie powtarza się w wielu systemach filozoficznych. Praca bez pasji = marne szanse na trwały sukces. Z niewolnika nie ma pracownika. Z kogoś, kto pracuje tylko dlatego, że musi, nie narodzi się geniusz. 

Przymus nie podtrzymuje wewnętrznej motywacji. Im bardziej się zmuszasz, tym bardziej będziesz musiał stawiać opór sam sobie. Z tej mąki nie będzie chleba. A jeśli nawet, to nie będzie to naprawdę dobry chleb. 


Nie bój się zmian. Zmiany są dobre. 


Jak odkryć i znaleźć swoją pracę marzeń?

Najprościej: idąc za Flow. Jest to taki stan, w którym działamy, ale tak jakbyśmy nie działali. Doznajemy głębokiego poczucia sensu. O pracy i znaczeniu tego, jak ważne jest to, aby to była naprawdę NASZA praca, cudownie pisał Steve Jobs: 


Czasami życie uderzy cię cegłą w głowę. Nie trać wiary. Jestem przekonany, że jedyną rzeczą, która dawała mi siłę by iść ciągle naprzód było to, że kocham to co robię. Jest to tak samo prawdziwe w pracy, jak i w stosunku do ukochanych osób. Praca wypełni dużą część twojego życia, zatem jedyną możliwością, by być w pełni usatysfakcjonowanym, jest dobrze pracować. Jedynym sposobem, by dobrze pracować, jest robienie tego, co uważasz za wspaniałe zajęcie. Jeżeli jeszcze tego nie znalazłeś, szukaj dalej. Nie spoczywaj. Jak ze wszystkimi sprawami serca, będziesz wiedział, kiedy to odnajdziesz. Tak jak z każdym dobrym związkiem, będzie ci coraz lepiej w miarę, jak będą upływać lata. Zatem szukaj, dopóki tego nie znajdziesz. Nie odpuszczaj.


A jeśli nie praca, to co? 

Jakkolwiek by nie było, nie zawsze przejście od pasji do pracy, usłane jest od razu różami i pieniędzmi. Czasem więc punktem wyjścia jest po prostu hobby, prywatna pasja, która dopiero po latach przekształca się w pracę. 

Nawet jeśli nie od razu wszystko wygląda tak, jakbyś tego chciał, czy chciała, jeśli coś ma dla Ciebie sens, nie poddawaj się, nie rezygnuj. 

Czas i tak minie. Każdy dzień, w którym próbujesz, zaczynasz i kończysz jest okazją do tego, aby się doskonalić. Umiejętności, które zdobędziesz na pewno się nie zmarnują. 

Czy wiesz już, co dla Ciebie ma sens? Czy odkryłeś swoją pasję? Jeśli nie, to szukaj. Nie odpuszczaj. Czas i tak minie. 



Jeśli ten artykuł coś w Tobie poruszył, porusz i innych - podaj dalej!
Dziękuję:) 



Zdradzę Ci dziś drogi Czytelniku i Czytelniczko, największy sekret udanego życia. Zrozumienie go, przyjęcie naprawdę, od środka, nie po wierzchu, daje wolność, która aż zapiera dech w piersiach. Niby to wiesz, ale i tak się przejmujesz. Toczysz wewnętrzne dialogi. Domyślasz się. Bijesz z myślami. 

To bez sensu. Są dwie wiadomości. Jedna dobra, druga zła. Chociaż właściwie tylko jedna, w swojej jedności i dobra i zła. Choćbyś się wspiął, lub wspięła na wyżyny świadomości, stanęła na palcach i zgarniała pyłki spod milionów stóp, choćbyś była najlepszym, najmądrzejszym człowiekiem na świecie, ideałem niedościgłym masom, ikoną dobroci i wzorcem z Sevres cnót wszelkich: wszystkim nie dogodzisz. Znajdą się tacy, którzy i tak powiedzą, że jesteś głupia, pusty i naplują Ci pod nogi. 

Czekanie na to, że nas docenią, że nas zaakceptują, wezmą z całym dobrodziejstwem inwentarza i jeszcze poklepią po plecach, to największa strata czasu, jaką możemy sobie zafundować. Niektórzy w tym miejscu spędzają całe życie. Zanim się tam zadomowisz, zastanów się, czy aby na pewno warto?


Dlaczego nie ma sensu czekać na opinię innych?

Jarosław Gibas, w "Życie następny poziom" - pisze, że dziś jak nigdy wcześniej, przejmujemy się opiniami innych. Głównie w internecie. "Łatwość umieszczenia w nim komentarzy powoduje, że czynią to nie tylko dzieci, ale też kompletni idioci". W życiu jest podobnie. Jeśli masz pomysł na siebie, na swój rozwój, podejmujesz decyzje, które uzależniasz od zdania innych na ten temat, usłyszysz opinie od Sasa do Lasa. 

Żyjemy w dziwnym czasie zamętu komunikacyjnego. Wielu z nas wydaje się, że wiedzą lepiej od innych co trzeba, jak trzeba i którędy tam dojść. Tymczasem naprawdę nie ma i nigdy nie będzie jednego sposobu na udane życie, który odpowiadałby każdemu. Dlaczego? Bo różnimy się między sobą, jak dwie krople czystej wody. 

Pytanie mieszkającej w kurniku kury, czy warto lecieć do Afryki na zimę gdy jest się łabędziem nie ma żadnego sensu. Jeśli będziesz liczył się z jej zdaniem, albo czekał z decyzją aż wszyscy naokoło radośnie przyklasną pomysłowi, który wynika i wypływa z twojego naturalnego instynktu, zima zastanie Cię w letnich butach. Tak w przyrodzie, jak i w życiu. 




Dlaczego ludzie oceniają innych i jak sobie z tym radzić?

Większość z nas, wychowała się w systemie nieustannych ocen. Rodzice od niemowlęctwa mówili nam co jest dobre, złe, pożądane, brzydkie, fajne i godne pogardy. Później przyszła szkoła, która także, w każdym aspekcie opiera się na tym samym kluczu. Dobry uczeń, zły uczeń, zdolny ale leniwy, bystry ale humanista. Etykietami możemy wytapetować spory pokój. 

Ocenianie to nasz wdrukowany mechanizm. Schemat, który stosujemy i którego nie sposób do końca zatrzymać. Nie ma i nie będzie świata bez ocen, etykiet, ale może istnieć taki, w którym nie będą one miały aż takiego znaczenia. 

Wagę temu, co mówią i myślą o nas inny ludzie, nadajemy sami. Biorąc to albo nie. Jaka prawda o mnie kryje się w anonimowym komentarzu, w którym ktoś napisze o mnie, że jestem samolubną idiotką? Niech sobie myśli co chce, ale przecież tak naprawdę to ja decyduję czy zamknę się z tymi słowami w przysłowiowym kącie, czy pójdę dalej, co najwyżej wzruszając ramionami nad biednym, sfrustrowanym człowiekiem, który wylewając na mnie wiadro pomyj przez chwilę poczuł się lepiej. 

Ludzie oceniali i będą oceniać. Jeśli nasza świadomość będzie rosła, będziemy to robić coraz mniej natarczywie i boleśnie, ale nie da się całkiem wyplenić ze świata myślenia w kategoriach "wiem lepiej i nawet jak nie pytasz to i tak Ci powiem!". 

Niemiecka fundacja występująca w obronie praw kobiet, stworzyła taką właśnie wspaniałą kampanię, pokazującą, jak różni ludzie oceniają kobiety. Wszystkie te przymiotniki mają wydźwięk negatywny. Za krótko? Dziwka. Za długo? Pruderyjna, staromodna paniusia. Nie da się dogodzić wszystkim. Czy na pewno chcesz czekać na ich akceptację?


Kobiety szczególnie podatne na oceny

Z mojego doświadczenia  i obserwacji wynika, że o ile mężczyźni w społeczeństwie, także są oceniani, to robi się to znaczenie łagodniej, z większym zakresem tolerancji i co najistotniejsze, nie wyrządzając tym większej szkody ocenianemu. Mężczyźni generalnie lepiej radzą sobie z krytyką. Mają twardszą skórę. Kobiety łamią się  nieraz pod tym orężem jak cienkie gałęzie.  

Należy też zauważyć, że istnieje w języku zupełnie inny kaliber określeń na podobne zachowania osób różnych płci. Kobieta, która lubi seks jest puszczalska, a mężczyzna to ogier. Dziewczyna rezygnująca z macierzyństwa dla pracy i kariery to zimna, wredna karierowiczka, która z pewnością pożałuje, a facet? No cóż: facet jest po prostu ambitny. 

Przykładów jest wiele i bardzo trafnie, o systemie oceniania kobiet, wiele lat temu pisał Wojciech Eichelberger:


 Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. Gdy się na coś nie zgadza, to jest wredna i cyniczna. Gdy się cieszy, to się wygłupia, albo jest pijana. Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy, a gdy się kimś zainteresuje, to się puszcza. Gdy się wstydzi, to jest głupia, a gdy się nie wstydzi to jest bezwstydna. Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie upiera, to nie wie czego chce. Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha, to jest zimna. Gdy ma ochotę na seks, to jest suką, a gdy nie ma ochoty na seks, to też jest suką. Jeśli chce być kimś – to znaczy, że przewróciło się jej w głowie, a jak nie chce być kimś, to jest głupią kurą. Jeśli jest sama, to znaczy, że nikt jej nie chciał, a jeśli jest z kimś, to znaczy, że cwana. Wtedy też będzie wiedzieć, że gdy dostaje furii – to jej się tylko tak zdaje. W każdym razie, może być pewna, że nie ma żadnych prawdziwych powodów do gniewu i powinna udać się po poradę do psychoterapeuty.


Nie można także nie powiedzieć o tym, że robimy to sobie same. Kobiety kobietom. Koleżanki, innym koleżankom. Liczba podziałów, które można na tym tle zaognić i medialnie rozdmuchać, zbliża się niebezpiecznie do nieskończoności. Grube, przeciwko chudym, chude przeciw "pasztetom", matki "cesarkowe", przeciwko tym, co siłami natury i odwrotnie, intelektualistki kontra blond lale z siłowni. 

Zanim wydasz swoją opinię, zanim przystąpisz do tego podziału, pamiętaj, że działa jak miecz obosieczny. Uderzy i w Ciebie. Nie dziś, to jutro. 

By Marta Frej


Każdy mówi co innego

Dlatego nie ma sensu żyć tak, aby dogodzić wszystkim. Mnożyć paradoksy w czasie i przestrzeni, docinać sobie stopę, niczym siostra Kopciuszka, żeby za wszelką cenę wpasować się w schemat ludzkich oczekiwań. To się prawie nigdy nie udaje ( krew kapie z trzewika, ból zostaje, książę nie daje się nabrać) i zwyczajnie nie ma żadnego sensu. 

Ludzie i tak Cię ocenią. Nie masz na to wpływu. Nie dogodzisz wszystkim, więc może przynajmniej dogodzisz sobie? Pójdziesz za tym co dla Ciebie ma sens, co wypływa z Ciebie, jest ważne dla twojego życia, gra w tobie od dzieciństwa? 

Ucząc się słuchać głównie głosów innych, stajemy się zupełnie głusi na słuchanie samych siebie.  To strasznie grząska ścieżka. A przecież w środku doskonale wiemy, co jest dla nas dobre, a co nie. Nawet jeśli zdarzy nam się pomylić, to jest właśnie nasza droga i nasza nauka. Wyciągniemy z niej konsekwencje. Nikomu nic do tego. 

I to jest druga tajemnica szczęśliwego życia. Sekret, który może Cię ozłocić. Jeśli chcesz mieć dobre, szczęśliwe życie, słuchaj bardziej siebie niż innych. Ten głos w środku powie Ci więcej niż 1000 opinii na twój temat. 

Jeśli coś ma dla Ciebie sens - idź za tym. Nie ważne co mówią, nie ważne jak to ocenią. 




Ten tekst jest dla mnie osobiście bardzo ważny. Jeśli jest także taki dla Ciebie, podziel się nim z innymi. 
Dziękuję :) 



Pierwsze trzy miesiące roku już za nami. Jak mają się wasze postanowienia noworoczne? Jednym z moich było pisać tutaj trochę mniej. Ale chyba się nie udało. Tematy łażą za mną jak koty i trącają łapką. Co robić, co robić? 


Oto lista 5, moim zdaniem najciekawszych, które poruszałam w tym roku. Sprawdźcie, czy coś Wam nie umknęło. 



1. Początek roku? Przereklamowane!


Ten tekst pomoże Ci pogodzić się z faktem, że znów nie dotrzymałeś tego, co zaplanowałeś w przypływie posylwestrowego zapału. Tak naprawdę zaczynać od nowa można zawsze. Choćby teraz. Czytaj TUTAJ. 



2.  Ja to się światu udałam. Czyli jak być z siebie zadowolonym? 


Tekst inspirowany książką Doroty Wellman. Jeśli ciągle uważasz, że niespecjalnie udałeś się światu, przeczytaj koniecznie TUTAJ. 


3.  7 oznak dojrzałości i jak się z nich cieszyć



Wieczna młodość? Nie dziękuję. Dojrzałość ma swoje plusy. Jakie? Czytaj TUTAJ


4.  6 prawd o miłości, które musisz znać, żeby kochać naprawdę



Wszyscy chcą kochać, ale większość pada ofiarą nieporozumień i niedomówień co do miłości. Jakich? Czytaj TUTAJ.




5. 9 najgłupszych polskich przysłów, które ciągle trzymają Cię w miejscu



Przysłowia mądrością narodu? Czasem głupotą! Zanim uwierzysz, przeczytaj TUTAJ. 



Jeśli czujesz się zainspirowany, nie bądź samolubem, podziel się z innymi :)  
Dziękuję :)  



Zapędzeni, zagonieni, stajemy na te 3 dni trochę tak, jakby ktoś zaciągnął nam ręczny. Tymczasem Wielkanoc, oprócz tego, że przypomina o historii sprzed wieków, może być świętem radości i nowego początku. Nie tylko dla Katolików. Nie tylko dla tych, którzy wierzą, że naprawdę można zmartwychwstać.




Nie przez przypadek zdarza nam się wiosną, gdy zima jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa, a zielone listki nieśmiało przebijają grubą skórę gałęzi. Teraz szczególnie potrzeba nam nadziei i wiary w to, że słońce znów ogrzeje grządki i doda werwy ledwo żywym pędom. Odrodzą się tak samo jak co roku. I my również możemy. Razem z nimi. Nawet jeśli ledwo zipiemy po tej zimie.


Poza symbolami

Idąc za chrześcijańską symboliką, albo przeciwnie, zupełnie ją abnegując, można dojść do podobnych wniosków. Wiosenne święta Wielkanocy to czas przejścia, czas transformacji. Zmiana czasu, zmiana pór roku, zmiana krajobrazu za oknem, zmiana tego co w środku. To co było wczoraj, przestaje być aktualne. Tak jak w życiu. Kończy się czas odrętwienia, zimowej stałości, dzieją się cuda.

Jeden dzień, jedna noc wszystko odmienia. Z małego jajka rodzi się życie. Na grządce z nasionka kiełkuje roślina. Życie toczy się czy tego chcemy czy nie, trochę obok nas, trochę z nami, dając nam ważną lekcję.

Co z niej weźmiemy?





Święta są po coś

Dawniej czas świat, był czasem naprawdę świętym. I samą instytucję świąt wymyślono po coś, nie ma w tym wszystkim przypadku.

Czy wierzymy czy nie, wszyscy potrzebujemy zatrzymania, chwili sacrum, która oderwie nas od profanum, znaku stop, dzięki któremu na chwilę zwolni kołowrotek codzienności. 

Po co? Żeby żyć lepiej, świadomiej, żeby nie zwariować.

Pędząc na co dzień po autostradzie zdarzeń, często gubimy to co najcenniejsze.

Nasza własna dusza ma problem, żeby nas dogonić. Zapominamy o tym na czym nam zależy, mieszają nam się priorytety, równowaga niebezpiecznie się kolebie.

Trzy świadomie przeżyte dni, mogą zmienić więcej niż 3 długie, przehasane miesiące. Właśnie po to są święta.


Jak przeżyć te święta?

Jeśli Wielkanoc jest dla Was przeżyciem religijnym - to zatrzymajcie się w ciszy i zaplanujcie oprócz duchowych doznań, także te proste, a tak bardzo potrzebne: spotkania z rodziną, chwilę dla siebie, uważność, zwykłe bycie, w którym nie ma pospiechu, a jest refleksja.

Potrzebujemy tego nie mniej, niż kościelnej celebracji. Pomyślcie nie tylko o Bogu, ale i o sobie i pojednajcie się ze sobą – w końcu takie też jest znaczenie tych świąt.

Jeśli religijność jest Wam obca, zróbcie właściwie to samo. Poszukajcie ciszy. Znaków, które świadczą o tym, że po zimie rośnie trawa i człowiek - ten sam który upadał, teraz może się podnieść.

Wystawcie twarz do słońca, poczujcie krople deszczu i bądźcie! Małe nasionko nadziei niech kiełkuje i rośnie.

Tak przeżyte święta mogą być prawdziwym nowym początkiem. I tego Wam życzę.

Wesołych Świąt!
×