W podróżowaniu nie jest ważne jak daleko się przemieszczasz. Ważne, jak BARDZO. Podróż, każda podróż, może być odkryciem. Podróżując, konfrontując z tym co nowe, poznajemy siebie i nabieramy koniecznego do życia dystansu. Dlatego tak cudownie jest się czasem zgubić, wyjechać i powracać. W walizce przywieść trochę wspomnień i zapach lasu.  To odmienia naprawdę. 


Historia Manufaktury, zaczęła się właśnie w podróży. Siedziałam na balkonie w miejscu tak tandetnie pięknym, że zapierało dech w piersiach i wiatr od morza przyniósł mi olśnienie. Chcesz pisać? To pisz! Jeśli nie zaczniesz, to nigdy nie będziesz. Nie ma innej drogi. W tym olśnieniu trwam już prawie 6 lat. 

Podróż odmienia, każda podróż. Ma w sobie potencjał powiedzenia nam nowej prawdy o świecie, ludziach i nas samych. Jedyny warunek to chcieć usłyszeć. Okazać otwartość. Chcieć zobaczyć, a nie tylko widzieć. 

Czy trzeba jechać daleko? Można, ale niekoniecznie. Nowe można znaleźć także w mieście czy regionie, w którym mieszka się od lat. Nowe może być tuż za progiem. 

"Podróż to rozwój" to mój nowy projekt, w którym będę Was zachęcać do podróżowania i rozwijania się w podróży. Oto pierwsza odsłona. Dziś Lubelszczyzna. 

Co widzieliśmy, gdzie byliśmy, co warto zobaczyć? Zapraszam!


To miejsce odwiedziliśmy już drugi raz, ku wielkiej radości Amelki. Magiczne Ogrody koło Janowca, to kraina czarów i zabawy. Dzieci będą zachwycone. 

Jak widać, nie tylko dzieci....
Kolor, wszędzie kolor :) 

Maj jest cudowny na podróżowanie. Przyroda zachwyca. 

Pływamy po stawie :) 

Krasnal w drzewie. Zachwyt :) I jeszcze śpiewał :)
Bycie w przyrodzie, z przyrodą, może być jak medytacja. Wystarczy się trochę zapatrzeć w to co nas otacza:) 
Było też trochę strasznie, ale uśmiech pokonał strach :) 

Janowiec. Miejsce, które bardzo lubię. Jeśli szukacie szlaków mało uczęszczanych, autentyczności, to to miasteczko jest dobrym wyborem!
Ktoś się poci, żeby patrzeć mógł ktoś :) 
Jeśli będziecie w Janowcu, zajrzyjcie do Knajpy i Marceli na dobrą zupę. Miejsce bez zadęcia, z ogrodem jak u babci. 

Uśmiech, radość, slow life:) 
Nałęczów. Dla mnie atrakcją była kąpiel w basenie z białą glinką, dla Amelki, głównie te oto kaczki:)

A w podróżowaniu i w codzienności i tak najważniejszy jest zachwyt nad tym, co nas otacza :) Więcej migawek z naszej podróży na manufakturowym Instagramie. Szukajcie TU.  


Czy jest jakaś recepta na sensowne podróżowanie? Tak. Jest nią z pewnością brak pośpiechu. Kapuściński pisał, że kiedy się spieszysz, nic nie widzisz, nic nie przeżywasz, niczego nie doświadczasz, nie myślisz! Szybkie tempo wysusza najgłębsze warstwy twojej duszy, stępia twoją wrażliwość, wyjaławia cię i odczłowiecza. To sprawdza się w codzienności i w drodze.

Co przywożę z tej podróży? W sensie materialnym prawie nic, bo wszystkiego spróbowałam, doświadczyłam na miejscu. Dużo słońca pod powiekami, mimo że padał również deszcz, trochę westchnień nad tym, że tak pięknie. Także odrobinę spokoju, którego bardzo mi potrzeba, kiedy gubię się w codzienności, a przede wszystkim wielki apetyt na podróżnicze WIĘCEJ, które już niebawem. 

Nadal szukam partnerów do projektu "Podróż to rozwój". Zapraszam do kontaktu!

Napiszcie mi o swoich podróżach, tych małych i tych większych. Czy coś w Was zmieniły? Czy dla Was też "podróż to rozwój"? 





Ta historia jest wspólna dla wielu tradycji filozoficznych i religijnych. Bohaterowie są wprawdzie różni, ale konkluzja zwykle ta sama. W życiu wcale nie chodzi o to by mieć więcej, ale o to, aby cieszyć się bardziej tym co się ma. Czy ta jednomyślność nie jest zastanawiająca? 


Wszyscy mamy tak samo. Doceniamy to co dostaliśmy tylko przez chwilę, a potem entuzjazm opada. Darowane szczęście przestaje błyszczeć, coś uwiera, chciałoby się spróbować czegoś innego, niby jest ok, ale fajerwerków nie widać. Mędrcy mówią, że dopóki nie nauczymy się naprawdę żyć tą chwilą, która jest teraz, dopóki nie będziemy potrafili wyłuskać radości jak pestki słonecznika, to nieważne gdzie jesteśmy i co mamy. Życie będzie smutne. Czy pod mostem czy w pałacu. 



Życie, które smakuje

Pamiętam mojego dziadka, który jedząc ziemniaki ze skwarkami i kwaśnym mlekiem, mówił, że to jedzenie królów. Obiektywnie można się z tego śmiać, ale taka była jego prawda, bo tak się nimi cieszył. Pamiętam mój własny zachwyt, nad bobem jedzonym w letni wieczór na ławce, gdy miałam może osiem, może dziesięć lat. Ten zachwyt będzie ze mną do końca życia, chociaż zdarzyło mi się później jeść wiele lepszych "delikatesów". 

A potem,  kiedy myśli krążą we wspomnieniach jak małe pszczoły, przywołuję w pamięci obrazy ludzi, którzy tak wiele doświadczyli, tak wiele próbowali i zamiast radości z tego, że było im dane to wszystko przeżyć, mają w sobie tylko zgorzknienie. I pretensje, że nie dostali więcej. 


Brak radości, tej małej, codziennej jest jak trucizna. Robi z nas cyników. Dzień po dniu. Jeśli nie powiemy STOP, będzie tylko gorzej. 



Zachwycać się życiem? To łatwe. Codziennie masz setki okazji. Tylko czy zdołasz je zobaczyć? 



W dupach się poprzewracało

Taka jest obiektywna prawda o nas. W czasach gdy większości z nas, NAPRAWDĘ nic nie zagraża, kiedy nie odczuwamy zimna, głodu, ani strachu o życie, nikt nas nie prześladuje z powodu naszych przekonań, wyznania, kiedy mamy wolny wybór w tysiącu kwestii dotyczących tego jak i gdzie będziemy żyć, odczuwamy irracjonalną pretensję do życia i świata o to, że daje nam tak mało. Zazdrość trawi nas od środka, a radość jest na wymarciu. 

Czy zdołamy sobie jeszcze przypomnieć, że mimo trudności, mimo kłopotów, chorób i tego wszystkiego w co obfituje i zawsze obfitował ludzki los ŻYCIE JEST PIĘKNE?


Dziel się radością, będziesz bogaty

Wypatruj jej i pielęgnuj. Okazuj wdzięczność, że możesz. Doświadczaj życia wszystkimi zmysłami. Poczuj jak naprawdę smakuje twoja kawa i poranna herbata. Jak miękkie są stopy dziecka, które jeszcze tak niewiele przeszły. Całuj je z miłością na dalszą drogę. Uśmiechaj się do ludzi. Mów im dobre słowa. Nie bój się dobrych życzeń. Przyjmuj z wdzięcznością, kiedy do Ciebie wrócą. Kolekcjonuj momenty. Kochaj. Odpuszczaj, gdy ktoś Cię skrzywdzi. Idź swoją drogą, gdy z kimś Ci nie po drodze. Nie bój się samotności. Patrz w niebo i dziękuj, że dostałeś kolejny dzień. 

Szczęście jest proste. Szczęście to przestać pragnąć codziennie więcej, ale cieszyć się bardziej. Nie komplikuj. Więcej przyjdzie. Albo nie. Radość zostanie. Jeśli tylko się jej nauczysz. 




Podziel się tym wpisem z tymi, którym może pomóc. Wierzę, że może pomóc nam wszystkim. Dziękuję:)


Jeśli ktoś zapytałby Cię, na który moment życia: przeszłość, teraźniejszość czy przyszłość masz wpływ, gdzie przebywasz najczęściej, co byś odpowiedział? Przeszłość już była. Drugiej nie będzie. Ale wielu z nas ciągle tam żyje. Co zrobić, żeby to co było, przestało straszyć nasze DZISIAJ? Jak zamknąć za sobą tamte drzwi? 


O przeszłości można mówić jak o ogrodzie. Ktoś zasadził tam wiele pięknych drzew, albo nawrzucał kamieni. Ktoś go pielęgnował, dbał o niego. Mogło też być zupełnie przeciwnie: latami nie stanęła tam ludzka stopa, nikt nie wyrywał chwastów. Ogród zarósł, zdziczał, kształty przestały być możliwe do rozróżnienia. Nawet granice się zatarły. Nic dziwnego, że kiedy się tamtędy idzie co chwila coś łapie za ramię, potykamy się i brudzimy w błocie.  Zanim się pójdzie dalej, dobrze to uporządkować. Należy jednak pamiętać, żeby nie spędzić na tym całego życia i nie ulec złudzeniu, że ten ogród może być idealny. 


Porzucić pretensje

Można się z tego śmiać, ale wielu z nas naprawdę tak żyje. "Pamiętasz, jak 30 lat temu powiedziałeś mi, że się nie nadaję, jak mnie zostawiłeś w parku, jak twoja matka mnie obraziła, a babcia (nieboszczka!) krzywo spojrzała i nie zrobiła mi herbaty, a dziadek to nawet do pokoju wyszedł!" Takich absurdalnych dialogów ( także wewnętrznych) pełnych pretensji i niewyrażonej kiedyś złości, toczymy w swoim życiu setki. Tracimy na to masę czasu i energii. 

Ile można żyć przeszłością? Pielęgnować urazy? Czy masz świadomość jaką krzywdę sobie tym robisz? 

Żyjąc w ten sposób, odcinamy się od "teraz" i zamiast uprawiać ogród pełen radości i życiowego zadowolenia podlewamy chwasty. Podsypujemy je beztrosko nawozem, a one rosną i rosną, tak że nie dają nam rozwijać naszego prawdziwego potencjału. W tym cieniu nie ma miejsca na prawdziwe, zdrowe życie. 

Rozpamiętywanie porażek, zranień, niepowodzeń i klęsk z przeszłości, grzanie się w ogniu ledwo żywej już chwały, to kiepski pomysł. 

Prawdziwe życie toczy się tutaj. Prawdziwe życie można przeżyć, albo utopić je w ogniu złudzeń i poczucia krzywdy. 

To zawsze jest TWÓJ wybór. 


Co zrobić z przeszłością? Jak się od niej uwolnić? Czy na pewno chcesz w kółko rozpamiętywać to co było?


Terapia, albo  (nie) życie

Jeśli Twoja przeszłość była bardzo trudna, latami zmagasz się z problemami, które wiecznie prowadzą Cię w to samo miejsce, to naprawdę szkoda czasu na to, aby za wszelką cenę próbować poradzić sobie z tym samemu. Ciągle pakujesz się w złe związki, spotykasz ludzi, którzy Cię wykorzystują, nie radzisz sobie z agresją, uzależnieniem, czujesz, że coś Cię trzyma i nawet jak ruszasz, to za chwilę znów jesteś w punkcie wyjścia? Można się z tym zmagać latami, ale czy na pewno zawsze warto? 

Jesteśmy absurdalnie uparci. Czy kiedy wysiądzie silnik w twoim aucie, to będziesz go sam naprawiał? Weźmiesz do ręki samouczek, instrukcję obsługi i z uporem maniaka będziesz dłubał w czymś na czym się nie znasz? 

Istnieje grupa osób, która świetnie da sobie radę bez terapii, oraz taka, której ona uratuje życie. 

Dlaczego więc ciągle wielu z nas z niej nie korzysta? Jedni ze wstydu, inni dlatego, że obrosła w masę mitów, jeszcze inni z źle pojętego poczucia, że w życiu ze wszystkim, a przede wszystkim z sobą samym, należy sobie radzić własnymi rękami. 

Pamiętajcie, że z pomocy psychologicznej można korzystać także bezpłatnie (poradnie psychologiczne działające na kontrakcie NFZ) i wcale nie musi to trwać latami. Często jedno czy kilka spotkań, pozwala umocnić się na tyle, że zaczynamy wchodzić do naszego ogrodu przeszłości z niezbędną pewnością siebie, porządkujemy co trzeba i nie tracąc bez sensu czasu idziemy dalej, nie grzebiąc się niepotrzebnie w przeszłości. Jeśli tego nie zrobimy, jeśli raz na zawsze nie zamkniemy tematu, ten będzie nas wołał, głośniej lub ciszej przez całe życie. 



Trudne doświadczenia mogą być cenną szkołą życia.  


Przeszłość? Z wdzięcznością!

Zamiast pretensji o to, że nie było jak trzeba, że nas życie dotarło, przytarło i zrobiło nam źle, można poszukać w sobie wdzięczności: takiej mimo wszystko. 

Zranienia można ciągle jątrzyć, można też je zaleczyć i nawet jeśli pozostawią blizny, czerpać z nich siłę. Clarissa Pinkola Estes pisze o kobietach, które doświadczyły trudności i przekuły je w złoto własnie jako o "Członkiniach Klanu Blizn". Silnych, mocnych istotach, które nie płaczą  już nad tym co było, bo wzięły sobie z tego to co najważniejsze, a reszcie pozwoliły odejść. 

Takie podejście do przeszłości pozwala zamknąć za sobą etapy, których czas już nadszedł i docenić swoją moc i hart ducha. W końcu było jak było, ale jednak przetrwałyśmy!  Jesteśmy wyjątkowe, mamy siłę i odwagę do życia. Możemy mierzyć się z przeciwnościami – z wiarą i nadzieją, że nawet jeśli nie będzie łatwo, to znów nam się powiedzie. 

Nigdy nie jest za późno na to, aby przepakować swoje walizki. Spojrzeć na to, co w nich jest, na bagaż, który niesiemy ze sobą latami. Coś możesz zabrać, większość lepiej już zostawić. Tak się lżej idzie, a w końcu przed Tobą jeszcze długa droga. Zadbaj o swój komfort. Nie nieś tego, co niepotrzebne. 




Jeśli ten artykuł jest dla Ciebie ważny, poleć go także innym:)  Dziękuję:)!







Podobno powszechne społeczne zachowania, podejmowane przez nas czynności, są odbiciem tego, co najżywsze i najbardziej istotne w naszej duszy. Jak na tym tle wypada zatem kult pięknego, perfekcyjnego ciała? Dążenie do sylwetki, która zawstydzi maluczkich? Te wszystkie "killer pośladki" i cała reszta? Im więcej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że ciało i nasz stosunek do niego, w którym tyle mechaniki i oczekiwań, to temat zastępczy. Co tak naprawdę maskuje? 


Profil Ewy Chodakowskiej - 1,5 miliona fanów. Anna Lewandowska - prawie 500 tysięcy. Kilka innych większych "fit" blogerek -  kolejne kilkaset tysięcy.  

Cudownie, że o siebie dbamy. Fantastycznie, że przy okazji promocji sportu mówi się o świadomym i zdrowym jedzeniu. Daj Boże, żebyśmy za 20-30 lat były sprawne, pełne życia, fit, nie potrzebowały torebki lekarstw i 2 wizyt u lekarza w tygodniu, bo tak w wielu wypadkach wygląda starość, a przecież wcale tak nie musi być. 

Całym sercem namawiam Was do aktywności. 

Bez ruchu nie ma życia. Mam jednak wątpliwość, czy prowadzą nas do zdrowia i dobrej formy te wszystkie kompulsywne działania w obszarze kształtowania swojego IDEALNEGO ciała. 

I czy rzeczywiście, jak w to wierzymy, będziemy szczęśliwsze, kiedy za miesiąc, sześć czy dwanaście, kolejny super program fitness, zrobi z nas boginię seksu o pośladkach, którymi można chwalić się na Facebooku.  


Ciało to mapa - co mówi Twoje?

Ciało odbija wszelkie wrażenia gromadzone i przetwarzane w umyśle. Wszystkie bodźce, wspomnienia, zdarzenia przyjemne lub nieprzyjemne. Pracując z ciałem w sposób świadomy, możemy oddziaływać na umysł i odwrotnie. Dlatego taka praca jest bardzo skuteczna i wykorzystuje ją wielu specjalistów. 

Ewa Klepacka - Gryz, terapeutka, w książce "Różowa rękawiczka", pisze że "nasze ciało na bardzo pierwotnym, podstawowym poziomie dąży do przyjemności i do unikania przykrości i bólu." W złości, strachu, miłości, napinamy lub rozluźniamy pewne grupy mięśni. Inaczej poruszamy się gdy czujemy się dobrze, inaczej wtedy gdy czujemy, że życie nas przygniata. To wszystko ma odbicie w ciele. Gromadzi się latami. 

Jaki komunikat zostawiasz swojemu ciału, kiedy wiecznie dążysz do ideału? Mówiąc w kółko o własnej nawet obiektywnej niedoskonałości? Co mówi Tobie ta warunkowa miłość? 

Jak ktoś inny ma kochać Cię bezwarunkowo, jeśli własnemu ciału, własnej fizyczności wiecznie stawiasz trudne do spełnienia warunki? 


Ciało -  czy nieidealne też ma prawo być??? Nie na wszystko masz wpływ. Możesz traktować je z nienawiścią i próbować zmieniać na siłę, ale gdzie Cię to zaprowadzi??? Foto: Jade Beall 


Pusty dom

Gunther Kruger, twórca metody pracy z ciałem "Body and Mind", mówi że czasem ludzie tak mocno wycofują się do jakiejś rzeczywistości, że przypominają pusty dom. Ten dom ma czasem piękną fasadę, ale w środku kryje problemy, których nie rozwiążą żadne perfekcyjnie wytrenowane pośladki, ani brzuch z mięśniami ze spiżu. Przeciwnie: im mocniej się na nich skupisz, tym bardziej zamrażasz swoje problemy, a ciało pozbawiasz właściwego mu czucia. 

Bo jakie to ma znaczenie, czego ono pragnie i potrzebuje, co dla Ciebie znosi, jaką pracę wykonuje utrzymując Cię przy życiu, jeśli chodzi tylko o to, że ma być IDEALNE, takie jak na zdjęciu w magazynie? Wpasować się w kanon i nie pieprzyć, że nie ma siły i chce żeby je ktoś utulił? 

Im więcej chcemy wyrwać ciału przemocą, tym bardziej tracimy z nim prawdziwy kontakt. 



Co się kryje za metamorfozą? 

Metamorfoza to słowo klucz. Efekty "przed i po", które mają zmotywować tych, co dopiero zaczynają. Dodać ognia, kiedy Twój własny przygasa.  Za pragnieniem metamorfozy kryje się potrzeba zmiany w  jakimś obszarze swojego życia. Niekoniecznie w obszarze ciała, ale ulegamy złudnemu poczuciu, że dobrze zacząć tutaj, a reszta sama się ułoży. 

Za niezadowoleniem z siebie stoją miliony powodów.  Niskie poczucie własnej wartości, poczucie nie panowania nad swoim życiem, potrzeba kontroli, udowodnienia innym i sobie, że potrafię, niewyrażone w inny sposób emocje i uczucia, problemy z przeszłością, potrzeba akceptacji i wiele innych. 

Dobrze, że chcemy zmiany. Całe szczęście! Pamiętajmy jednak, że praca nad ciałem nie rozwiązuje wszystkich problemów, które mamy w głowie i w sercu. A już z pewnością nie taka, która ciało traktuje jak przeszkodę i model do oszlifowania.


To jak traktujemy swoje ciało, jest pierwszym świadectwem tego, jaki można mieć z nim kontakt dla naszych dzieci. Co mówisz swojej córce o własnym ciele? Czego nie mówisz, ale ona widzi i tak? Foto: kampania DOVE


Kompulsywny trening? NIE!

Jeśli chcesz być zdrowa, w dobrej formie, pamiętaj o równowadze. W pogoni za często nierealnym celem, upragnionymi zmianami w swojej fizyczności, zapominamy o najistotniejszych sprawach. 

Na fali "fit szału", kobiety przetrenowują się. Ćwiczenia 5 razy w tygodniu to już jest bardzo dużo, a przecież są takie, które trenują codziennie. Ba! Rano i wieczorem! Od wszystkiego można się uzależnić. Od tego też. 

Czy uzależnienie od zdrowych i dobroczynnych ćwiczeń fizycznych może mieć negatywne konsekwencje? Może. Pierwszym znakiem ostrzegawczym są zaburzenia cyklu miesiączkowego. Zanik miesiączki. Stąd już tylko krok do rozchwiania bardzo skomplikowanej równowagi hormonalnej i katastrofy metabolicznej. Jeśli myśl o tym, że dziś nie poćwiczyłaś, nie wykonałaś "skalpela", nie zrobiłaś 100 brzuszków, czy nie przebiegłaś 5 km wywołuje w Tobie poczucie winy, spadek samopoczucia i chęć wylania na siebie wiadra pomyj, to prawdopodobnie przekroczyłaś już cienką czerwoną linię. Nie o to chodzi. 

Regeneracja w treningu jest tak samo ważna jak sam trening, a cel nigdy nie powinien przesłaniać zdrowia i rozsądku. 


Życie jest proste


Pod galerią zdjęć erotycznych z książki o seksualności ludzi z lat 20 i 30 ubiegłego wieku, jakaś kobieta napisała: "Urodziłam się w złym momencie. Wtedy wszyscy mieli taką figurę jak ja." 

Dziś, na fali tego, jak jest "sexy, idealnie, zgodnie z kanonem", wylewamy dziecko z kąpielą. Kobiety dostały jakiegoś kota - mówi Dorota Wellman - widzą w sobie tylko to co mają brzydkiego. 


A prawda o nas, droga przyjaciółko jest taka, że choćbyś się zaorała i do końca swoich dni rozciągała, ćwiczyła, modelowała, przycinała i korygowała, to jeśli zmiana w twoim myśleniu o sobie nie zajdzie najpierw w twojej własnej głowie, to NIGDY nie będziesz z siebie zadowolona. Z żadnym brzuchem, z żadnymi pośladkami, z żadną, najbardziej perfekcyjną figurą. 


Ewa Klepacka-Gryz pisze: "Życie to w rzeczywistości prosta sprawa. Wystarczy być tu i teraz, odczuwać, cieszyć się piękną chwilą, przeżywać ją w swoim sercu, brzuchu, swoich dłoniach i stopach. W końcu czas tak szybko płynie... Tymczasem my, ludzie, mamy tendencję do niezwykłego komplikowania swojej egzystencji: te wszystkie "chcę", muszę", "powinienem". Chcemy wciąż kreować obraz siebie przed innymi. (...) W efekcie żyjemy -nie żyjąc. Bez dostępu do prawdziwego "ja". Do siebie samych. Na szczęście czasami wystarczy jedno zdanie, jeden gest, jakiś pozornie mało znaczący rytuał, by obudzić się ze snu i doświadczyć stanu JA JESTEM." 

A kiedy wreszcie JESTEM, to jakie znaczenie ma to że wcale nieidealna? 



Jeśli tekst jest dla Ciebie ważny równie mocno jak dla mnie, puść go dalej, niech więcej kobiet dowie się, że fajnie jest być fit, ale najfajniej, to po prostu kochać siebie:)


Ps. Przy okazji, małe ogłoszenie, jak najbardziej w temacie. Charytatywny, projekt Macierzyństwo bez lukru, w którym miałam wielką przyjemność uczestniczyć już 3 razy, będzie miał kolejną odsłonę.  Będzie nią "Macierzyństwo bez Photoshopa". Narazie nie mogę zdradzić wielu szczegółów, ale będzie o nas głośno:) Jeśli chciałabyś być częścią tego projektu, wziąć udział w sesji zdjęciowej, która odbędzie się 31 maja w Warszawie i opowiedzieć o swoim nieidealnym, ale przecież pięknym ciele, napisz do mnie koniecznie:)  Szukamy także partnerów projektu. Zapraszamy!



Uczepiłam się jej jak rzep psiego ogona. Uważam, że jest w życiu niezwykle ważna. Czy gotujesz zupę, czy wychowujesz dzieci, czy rządzisz światem. Jeśli jesteś zupełnie "letni", nic Cię nie popycha do dalszego rozwoju, nie rozpala twojego ognia, nie sprawia, że oczy Ci się świecą, trudno będzie osiągnąć wyżyny i wieść po prostu życie pełne zadowolenia.  


Pasja jest istotna. Jacek Walkiewicz mówi, że to ona rodzi profesjonalizm i jakość, a to wszystko to luksus. Luksus wyborów, które są z nami zgodne, wynikają z naszych potrzeb i pragnień, nie wymagają obcinania pięty, żeby wpasować się w cudze pantofelki. 

Pasja obrosła w wiele mitów. Boimy się jej, boimy się wybierać z pasją, bo wydaje nam się, że jest dostępna tylko dla wybranych. Można kochać sztukę, ale nie każdy będzie od razu Picassem. Nie każdy pasjonat musi dążyć do tego, żeby go wpisać do Wikipedii. Zwykłe życie też może być jej pełne!

Dla mnie pasja to odkrycie swojej wewnętrznej natury. Tego co jest nam naprawdę bliskie. 

Pasja dotyka w końcu także przyziemnych spraw i wcale nie musi być czymś niezwykłym, na miarę podróży w kosmos. Warto żyć, pracować z pasją. A jednak niewielu się na to odważa. 

Wielu za to uważa, że pasja, to ciągle fanaberia. Przywykliśmy do narzekania. Do traktowania życia jako znojnej wędrówki w kierunku śmierci. "O czym Ty mówisz, życie jest jakie jest, trzeba pracować na chleb, w tym kraju nie ma miejsca na rozwój, trzeba zapieprzać, ile razy się wychylę to dostanę po głowie, chyba nie znasz życia, jeszcze cię los nauczy..". Tego typu komentarze powtarzają się prawie pod każdym tekstem o życiu z pasją, a internet puchnie od pełnego jadu i smutku ( anonimowego, a jakże!) przekazu. 

Teoretyzowanie nie ma sensu, dlatego postanowiłam od czasu do czasu zapraszać na bloga osoby, które poszły za tym co kochają i co ma dla nich sens. Nie bez wysiłku, nie bez wyrzeczeń, niekoniecznie najprostszą drogą. 

Poznajcie Emilkę i Patrycję, kobiety z pasją. Czy robią coś nadzwyczajnego? Tak, na swoją miarę! Wiodą życie, które wybrały, które sobie wypracowały, kochają to, czym się zajmują. Jeśli to nie jest prawdziwy sukces, to ja nie wiem czym on jest. 

Mam nadzieję, że Was zainspirują:). Przeczytajcie. 


Emilka w Rozkwicie


"Moja droga zawodowa zaczęła się kilkanaście lat temu i przebiegała dość harmonijnie. Można też powiedzieć: wiodła w górę. Stanowisko, zarobki, praca w sporej firmie, uznanie szefów – czego chcieć więcej...

Głos mojej duszy odezwał się na dobre po porodzie córki. Narodziłam się też nowa ja, a wewnętrzna prawda nie dawała o sobie zapomnieć. Własne doświadczenia z okresu okołoporodowego oraz czasu macierzyństwa pokazały wyraźnie nową drogę: zostałam doulą (osobą, która wspiera emocjonalnie, informacyjnie i fizycznie kobietę i jej rodzinę w okresie ciąży, porodu i połogu).



Emilka Jaworska jest doulą i promotorką karmienia piersią. Od ponad 7 miesięcy prowadzi Centrum Naturalnego Rodzicielstwa Rozkwit. 


W międzyczasie założyłam portal poświęcony porodom naturalnym, a temat porodu tak bardzo mnie porwał, że zaczęłam intensywnie dokształcać się w tej dziedzinie. W tamtym momencie zakładałam, że nie wrócę z urlopu wychowawczego do poprzedniej pracy, ale życie napisało inny scenariusz. Przez 1,5 roku pracowałam w starym zawodzie na 1/2 etatu, powoli, krok po kroku budując wizję własnej działalności i aktywnie działając w obszarze pasji. Przełom nastąpił, gdy dosłownie z dnia na dzień zostałam zwolniona przez pracodawcę.  To zdarzenie pokazało mi, że faktycznie nie ma tego złego...


Nie miałam wyboru – to było moje być czy nie być w pracy marzeń - w pracy na moich warunkach, w obszarze potrzeb serca. 
Od 7 m-cy prowadzę Centrum Naturalnego Rodzicielstwa ROZKWIT, gdzie oprócz szkoły rodzenia, są liczne spotkania tematyczne, grupy wsparcia, wykłady z tematyki holistycznej medycyny, warsztaty rozwojowe czy kobiece kręgi. 
Wolność, jaką mi dało bezrobocie otworzyła mnie też na kolejną zmianę zawodu. Odkryłam w sobie następną pasję, jaką jest masaż - uczę się na tym kierunku w szkole medycznej. Zakochałam się też w terapii Bowena i również jestem w trakcie edukacji. 

Prowadzenie własnej działalności to wielka lekcja w pigułce. Ani wykształcenie, ani dotychczasowe doświadczenie zawodowe związane z kierowaniem i zarządzaniem nie dało mi tak wiele wyzwań, jakie przynosi własna firma. 
Zupełnie się tego nie spodziewałam! Czy jest łatwo? Są różne dni... Zwątpienie miesza się z tęsknotą za ustabilizowanym trybem życia zawodowego, przemęczenie z potrzebą pewnych dochodów. Ale to rzadkie chwile. Na pierwszy plan wysuwa się poczucie wielkiej satysfakcji, spełnienia i radości. Poczucie sensu własnej pracy, wielka wdzięczność osób, które korzystają z oferty Rozkwitu oraz wewnętrzny spokój - takie życie w zgodzie ze sobą.Także zarobione pieniądze „smakują” inaczej, mają inną wartość. Absolutnie nie chciałabym tego zamienić na etat! Nie wyobrażam sobie już innego życia niż wolność, szczęście i podążanie własną ścieżką, jaką daje praca, która równocześnie jest pasją."

Emilka Jaworska



A jak Animacja


Była wiosna. Obroniłam pracę magisterską i z nadzieją czekałam na pracę, która pozwoli rozwinąć mi skrzydła. Zawsze kochałam podróże, kontakt z ludźmi, języki obce, sport i oczywiście dobrą zabawę. Rozesłałam swoje CV do polskich biur podróży i innych instytucji i czekałam na dobrą ofertę. Niestety żadna nie spełniała moich oczekiwań, a rzeczywistość niespecjalnie śpieszyła się, żeby sprostać moim marzeniom. 

Nie chciałam robić czegokolwiek. Chciałam pracować tak, żeby to miało dla mnie sens. Pewnego dnia zupełnie przypadkiem natknęłam się na pewne ogłoszenie i moje serce mocnej zabiło. W końcu jest! Udało się! Wyjeżdżam! Moja przygoda życia właśnie się rozpoczęła. 

Dostałam pracę jako animatorka w Grecji. Roześmiani ludzie, kolorowe przebrania, głośna muzyka, sporty, scena, taniec, godziny prób, zmęczenie fizyczne, często nieprzespane noce... Ale to było to. Animacja przez duże A, czas który odmienił mnie samą. 



Zobaczyłam, odkryłam coś co dodawało mi energii, czułam jak zmienia się moje ciało, moja kondycja, moja pewność siebie, jak staję się osobą otwartą, obytą i zadowoloną a co najważniejsze niosącą radość innym ludziom. Po 8 miesięcznym kontrakcie wróciłam do Polski i już wówczas czułam w sercu misję - sprawiania by ludzie poczuli się szczęśliwi - by mogli tak jak ja choć na chwilę zakochać się w animacji. 

Patrycja Litwicka, animatorka i właścicielka Animator Center. 


Postanowiłam zgłębić temat podejmując pracę nad swoją pierwszą publikacją o animacji, a także wyjeżdżając na kolejne kontrakty oraz animując na eventach. 

Z każdym nowym doświadczeniem byłam bardziej pewna, że obrałam dobry kierunek na życie. Świeżutka publikacja szybko zyskała sobie sympatyków z branży i otworzyła drzwi na ciekawe oferty współpracy, co w rezultacie spowodowało rozpoczęcie pracy w charakterze szkoleniowca. 

Kolejne kroki to własna firma - Animator Center, rozpoczęcie studiów doktoranckich a co za tym idzie poszukiwanie informacji, zgłębianie wiedzy i umiejętności w mojej dziedzinie. We wrześniu mija pięciolecie mojej firmy, której prowadzenie jest niekończąca się przygodą. Do mojego teamu dołączyło wiele wspaniałych osób, które podobnie jak ja kochają swoją pracę. 

Szkolimy, dajemy pracę i dobrze się bawimy a naszą misją jest zainspirowanie młodych ludzi do otwarcia się na świat, ludzi, sport oraz rozrywkę na poziomie. Naprawdę kocham to co robię. Zwłaszcza, że praca szkoleniowca i prowadzenie firmy daje mi  także szansę na to, żeby łączyć pasję z wychowaniem córki. Zatańczyła już z nami na nie jednym flash -mobie. :) 



Patrycja Litwicka




Jeśli historie dziewczyn Was zainspirowały, chcielibyście aby takie wpisy pojawiały się częściej, dajcie znać. Może uda nam się organizować takie spotkania nie tylko w przestrzeni bloga, ale i na żywo? 




Są tacy, którzy lata liczą ze strachem. Bo tam zmarszczka, tam dysk wypada, tu oddech młodszego pokolenia na plecach. Na szczęście ja tak nie mam. Im jestem starsza, tym lepiej się ze sobą czuję. I jest to perspektywa naprawdę budująca, dająca nadzieję na kolejne lata. Jak tak dalej pójdzie, będę naprawdę pogodzoną ze sobą staruszką.  Już dziś się na to cieszę :) Czy też tak macie? 


Dziś są moje urodziny. Żadna to tajemnica, że nie 18. Mam wielką nadzieję, że to widać, słychać i czuć. Od kilku godzin mam 34 lata i nie czuję różnicy w porównaniu z wczoraj. Może mnie "ruszy" 40 -tka, chociaż szczerze wątpię. Lubię moje dojrzewanie, lubię każdy maj, który przynosi mi kolejną zmianę i dodaje lat. Dlaczego miałabym nie lubić?


Czas nas uczy pogody

I ze mną jest dokładnie tak. Oprócz dodatkowych lat, oprócz paru kilogramów i kurzych łapek dostałam morze spokoju. Takiego mimo wszystko. Nigdy nie zamieniłabym go na tą roztrzęsioną szumną młodość. Na morze wątpliwości, na strach, na złudzenia, na niepewność. Dziś, podobnie jak wtedy gdy byłam młoda i głupia, dalej nie wiem wszystkiego. Ale wiem, że sobie poradzę. Nie muszę się z losem sprawdzać ani próbować. Wiem doskonale czego nie chcę. Wiem, czego mi potrzeba. Nie szukam tam, gdzie wiem, że nie dostanę. Nie dobijam się do drzwi, których nie ma sensu otwierać. Coś tam o sobie wiem. Czegoś jeszcze się dowiem. Czuję, że jestem w drodze. I że idę w dobrym kierunku. Czasem trafi się jakiś drogowskaz, czasem bezdroża, ale bardzo się nie pogubiłam, idę w końcu w dobrym towarzystwie, chociaż oznacza to także, że wiele osób i okoliczności musiałam zostawić za sobą. 

Myślę, że to wielki przywilej, móc dorosnąć. A największa klątwa, to starzeć się, ale nigdy nie dojrzeć.


Dlaczego kobiety boją się starzeć?

Najbardziej chyba ze strachu, że coś bezpowrotnie tracą. Tylko czy tak jest naprawdę? Starzenie się jest najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem. Ucieczka przed tym faktem to nieuchronna frustracja. Można zamaskować objawy, ale czy to naprawdę odejmie nam lat? 

Młodzi jesteśmy tylko chwilę, ale gloryfikujemy ten czas przez resztę życia. Czy to naprawdę ma sens? 

Kiedy los coś nam odbiera, zawsze coś także daje. Mówią, że mądrość, dojrzałość, doświadczenie są przereklamowane. Co kto lubi, ale ja wolę je zdecydowanie bardziej niż perfekcyjne, młode ciało, które i tak nie każdemu jest dane. Młodość to tymczasowa moneta. Reszta to trwała lokata kapitału. 


Czego sobie życzę na urodziny? 

Żebym nawet stara była młoda duchem. Żeby marzenia i cele, które dziś wiszą na mojej lodówce stały się rzeczywistością. Z rozkoszą przyjmę trochę szczęścia, takiego pod rękę z fartem, bo czemu nie? Z radością spotkam wielu dobrych ludzi na swojej drodze i jak najmniej takich, którzy mają problem na każde rozwiązanie. Nie chce mi się z nimi wadzić, nie chce mi się nikomu niczego na siłę udowadniać. 

Słońca na niebie i w myślach. Jeszcze więcej pewności, że jestem tam gdzie mnie potrzeba. Przyjemności. Bo bez niej życie jest nie do zniesienia. 


A teraz tylko słodycze, szampan i dobre słowa. Jeśli macie ochotę zostawcie je tu dla mnie.  Dziękuję:) 





Jedni nazywają to wychowaniem, inni tresurą. Pierwsi mówią o koniecznym obyciu, socjalizacji, a drudzy o hegemonii kija i marchewki. Poniższa opowieść pokaże Ci, że i jedni i drudzy mają trochę racji. Może się jednak okazać, że też zostałeś wytresowany. Konsekwencje są zasadnicze. Co z tym zrobisz?  


W wielu krajach, tam gdzie żelazna cywilizacja nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i gdzie do ciężkiej pracy lub transportu wykorzystuje się zwierzęta, nadal tresuje się słonie. Sposobów jest kilka, ale stosuje się głównie jeden. Małego słonia należy przywiązać do dużego palika. Takiego, którego nie może wyrwać z ziemi. To może być też stabilny płot, niewielkie drzewko, które nauczy zwierzaka, że nie ma sensu się szarpać, nie warto się wysilać. 

Słonie to inteligentne zwierzęta. Odczuwają żałobę, są zdolne do empatii, prowadzą iście "ludzkie" życie społeczne. Udzielają sobie wzajemnie bezinteresownej pomocy, mówi się też, że długo pamiętają zniewagi. 

Słonik, który od dzieciństwa stoi na uwięzi, dość szybko wyciąga wnioski. Czuje, że nie może. Wie, że nie może. Im mocniej się szarpie, tym bardziej go boli. Porzuca więc bezsensowny wysiłek. A potem dorasta i dalej stoi przy drzewku, czy kołku, który mógłby bez większego problemu wyrwać jednym pociągnięciem trąby. 

Zresztą, to nie kołek stanowi problem. "Problem" zamieszkał już dawno temu w jego głowie. Chociaż mógłby, to wierzy, że nie może. Bo kiedyś, lata temu, kiedy był małym słoniątkiem nie udało mu się uwolnić. 


Czy Ty też zostałeś wytresowany?

Zostawmy zwierzęce sprawy, wróćmy do ludzi. Czy Ty też nie stoisz przy paliku? Czy nie było z Tobą tak, jak z tym małym słoniątkiem? Ktoś, kiedyś dawno temu powiedział Ci, że się nie nadajesz, że jesteś zdolny, ale leniwy, kiepski z matmy, że najważniejsze to się nie wychylać. 

Może dostałeś parę razy po głowie: wtedy kiedy byłeś jeszcze całkiem mały i nie mogłeś nic zrobić? Może ta bezradność rozrosła się w Tobie jak dziki krzak? 

Ktoś zasadził w ogrodzie twoich myśli o sobie samym rośliny, których ani nie znasz, ani nie lubisz, ani się z nimi nie utożsamiasz. Ale one tam są. Kiedy masz gorszy moment, kiedy coś Ci się nie uda, spada na nie lawina deszczu, która je zasila, podlewa. Rosną tak, bez przeszkód, a Ty przyglądasz się im i znów czujesz tą dziecięcą bezradność. 

Znów czujesz, że nie możesz. I że nigdy nie będziesz mógł. Nie widzisz jednak zasadniczej rzeczy. Tego, że w międzyczasie dorosłeś. I że dziś masz inny arsenał środków, możliwości i jesteś kimś zupełnie innym niż wtedy, gdy te wszystkie przekonania powstały w Twojej głowie. 



Jak radzić sobie z wątpliwościami? 


Co zrobić, żeby wyzwolić się z niemocy?

Spróbować. Ten jeden raz. A potem kolejny. Sprawdzić swoje siły. Zweryfikować własne przekonania. Czy jesteś absolutnie pewien tego, że są prawdziwe? Jeśli nie, to czemu ciągle w nie wierzysz? 

Czemu nie wyrwiesz ich z korzeniami i nie zaczniesz żyć po swojemu? To Twoje życie. Co z nim zrobisz? 

Zamierzasz dalej stać przy paliku, jak słoń, któremu lata temu nie udało się uwolnić? 

Kiedy konfrontujemy się oko w oko z absurdalnością własnych przekonań i wymyślonych ograniczeń, wtedy dzieją się rzeczy niebywałe. Okazuje się, że możemy. 

Jeden krok. Tylko jeden krok. Spróbuj. 



Czujesz się poruszona, zainspirowany? Zostaw ślad, że byłeś, podziel się z innymi. Dziękuję. :)



Uwielbiamy etykietki. Przyklejamy je z lubością, a o ile możemy to robić bezkarnie, anonimowo, często także wrednie, złośliwie i ze sporą dozą okrucieństwa. Dlatego istnieje hejt, plotka, pomówienia, czy zwykła ludzka nieżyczliwość. Czy jest sens z tym dyskutować? 


Pewnego razu, pewien człowiek wykopał studnię przy drodze. Ponieważ służyła wielu spragnionym podróżnym, nazwano ją Błogosławioną Studnią. Którejś nocy, jakiś mężczyzna wpadł do niej i się utopił, na skutek czego studnia przestała być Błogosławioną, a stała się Przeklętą. Kiedy po kilku dniach okazało się, że mężczyzna ten był zabijaką i złodziejem uciekającym przed patrolem policji, ludzie zaczęli mówić o Studni Sprawiedliwości. Co na to studnia? Zgadnijcie...


Ludzie mówią, że...

Ludzie mówią różne rzeczy i każdy ma swoją prawdę. Czy jest sens z nią dyskutować? Zawracać kijem Wisłę? Podstawowa zasada komunikacyjna, stosowana między innymi w dyplomacji mówi, że konflikty wartości między dorosłymi, nie są właściwie możliwe do rozstrzygnięcia. 

Wierzysz, że świat jest zły, a ludzie głupi? Masz rację! Uważasz, że jest dokładnie przeciwnie i żyjemy mimo wszystko w pięknym czasie i miejscu? Tak! Dokładnie. Świat jest i taki i taki. Każdy ma swoją prawdę. Czy jest sens, żebym przekonywała Cię do mojej? Jeśli mnie zapytasz, mogę Ci o niej opowiedzieć, ale nie mam żadnego wpływu na to, co z nią zrobisz. 

Aby cokolwiek przyjąć, potrzebujemy odrobiny otwartości. Jeśli jej nie ma, nie ma też o czym dyskutować. 

Wykorzystaj siłę przeciwnika

We wschodnich sztukach walki istnieje zasada mówiąca, że nie warto opierać się ogromnej sile, która na nas napiera. Lepiej zrobić unik i wykorzystać siłę natarcia przeciwko przeciwnikowi. To wcale nie jest tchórzostwo, to inteligencja. Jeśli ktoś na Ciebie biegnie, a Ty odsuniesz się i napastnik z całym impetem uderzy nie w Ciebie, ale w ścianę, z pewnością uderzy się boleśniej, niżbyś użył całej siły swoich mięśni. 

Podobnie jest z dyskusją, etykietowaniem i przekonaniami. Nie zajmuj się tym, co mówią Ci inni, nie walcz z tym, nie przekonuj za wszelką cenę.  Zastanów się jakie są twoje wartości i przekonania i czy aby na pewno Ci służą? 




Rób swoje

Wolność od zabiegania o akceptację wszystkich naokoło jest naprawdę fantastyczna. Spróbuj, a zobaczysz.

Robić swoje i nie czekać na poklask, fanfary albo gwizdy szyderstwa, to najlepsza metoda przekonania nieprzekonanych. Nie myśl jednak o tym, że utrzesz im nosa, skup się raczej na tym co chcesz osiągnąć. 

Ludzie najbardziej wrażliwi na ocenę, to przeważnie osoby z niskim poczuciem własnej wartości . Dla nich kluczowym jest, aby pracować nad tym, by czuć się ze sobą dobrze, bez względu na to co mówią inni. I pamiętać, że chociaż każdy może wyrazić swoje zdanie, to nie z każdym zdaniem musimy się liczyć i od razu brać je sobie do serca. 




Jakie są Twoje doświadczenia z ocenianiem, z etykietami naklejanymi wszystkim i z każdego powodu? Podziel się! Jeśli tekst Ci się podobał, podaj dalej! 





Długi weekend? START! Znów będzie wyjazd, grill, może ognisko, a może wyprawa. Jezioro, las, góry, działka sąsiada. Co zrobić, żeby w te kilka dni, NAPRAWDĘ odpocząć, nie roztrwonić tego czasu jak pieniędzy w supermarkecie? Nie skończyć z kacem, tym prawdziwym, lub tym mentalnym? Tylko 3 proste recepty. Zastosujcie, a sukces murowany. 


Podstawowy błąd, który popełniamy planując nasze aktywności, nawet całe życie, to brak łączności z naszymi prawdziwymi potrzebami. Bez wielkiej przesady można stwierdzić, że komercja i moda opanowały także długie weekendy. Wypada wyjechać, wypada bywać, trzeba COŚ robić, a najlepiej coś takiego, czym przed i po, a najlepiej w trakcie, można się pochwalić. Wstawić zdjęcie na portal społecznościowy, dumnie oznaczyć status znaczkiem samolotu i opisem w podróży do... Tylko czy zawsze tego naprawdę nam potrzeba? 


1. Zapytaj siebie, jakie są Twoje PRAWDZIWE potrzeby? 

Czy faktycznie są nimi wyjazd, wyjście, powrót w korkach, dzika impreza do rana, po której kolejny dzień przesypia się bo nie ma siły wstać z łóżka? Czy o to Ci chodzi? 

Czy aby na pewno potrzebujesz tych spektakularnych i drogich form wypoczynku, którymi można się pochwalić? A może wcale nie? Może twoje ciało marzy o tym, żeby poleżeć w łóżku, zjeść szparagi z masłem, poczytać książki, na które w normalnym, aktywnym czasie nie ma ani minuty? 

Może Twoja rodzina nie chce tak naprawdę kolejnego dalekiego wyjazdu, który pochłonie naście godzin wyczerpującej podróży, ale chce być po prostu RAZEM? Bez pośpiechu, bez przymusu, w piżamie i kapciach? 


2. Wybierz: praca, albo odpoczynek

Pamiętasz przypowieść o łódce i kajaku? Kto stoi jedną nogą tu, a drugą tam, niechybnie wpadnie do rzeki. 

Marek Adamik, w swojej książce "Sensu sens" pisze, że zawsze zmęczony pracoholik, to bodaj najbardziej akceptowany status w społeczeństwie. 

To absurd. Wierzymy, że aby odnieść sukces trzeba pracować ciężej, a tak naprawdę trzeba pracować mądrzej. Elementem mądrej pracy jest także odpoczynek od niej. Albo - albo. Wybierz, daj sobie czas, zrób w życiu chwilę na życie. 

Droga do odpoczynku jest prosta :)  Więcej TUTAJ. 

3. Zachowaj umiar

We wszystkim. To bodaj najtrudniejszy punkt, bo mamy tak, że jeśli już coś robimy, to często w nadmiarze. Za dużo jedzenia, za dużo picia, za dużo jeżdżenia rowerem, za dużo biegania, bo tak się bardzo na to czekało; za dużo odwiedzonych miejsc, bo może już nie będzie okazji, o jeden most za daleko, o jedną godzinę, o jeden dzień. 

Słuchaj tego, co mówi do Ciebie Twoje ciało. Bądź czujny na sygnał: "już wystarczy". 

Nie potrzebujemy za dużo, nie zaspokoi nas za mało, ale przeważnie świetnie da się wyczuć, kiedy jest w sam raz. 





Życzę Wam wspaniałego weekendu i wiele pozytywnych wrażeń :)  Podzielcie się tekstem ze znajomymi, niech też odpoczną naprawdę :) 
Pozdrawiam serdecznie,
Małgosia 



×