Życie jest piękne. Tak. Jest. Nie bywa, nie czasami, nie od święta. Jest. Bo życie to święto. Jeśli nie wierzycie, spytajcie tych, których już nie ma, albo tych, którzy się z nim żegnają, którym zostało niewiele. 


Jeśli tego Wam mało, popatrzcie na dzieci, na ich radość życia, na ich pasję, na ich wiarę w to, że jeszcze wszystko jest możliwe. I nie marudźcie, nie traćcie czasu na dywagacje, na opowiadanie o tym, że wczoraj to może i było pięknie, ale dziś to już sam ugór i szarówka. 

Bo piękno świata i życia nie leży w samym życiu, ale w oczach patrzącego. Jeśli nie ma go w Tobie, niczego nie zobaczysz. Zawsze będziesz ślepy. 


***


Coraz częściej myślę o wakacjach. Przeglądam zdjęcia, śledzę mapę. I bardzo tęsknię za słońcem, za piaskiem pod stopami, za wodą, która unosi i za solą, która zostaje na wysuszonych klapkach.. 

Chciałabym Wam pokazać dziś zdjęcie, które nie jest ani piękne, ani dobrze zrobione. Nie ma w nim niczego szczególnego, ale jednak, jest wyjątkowe. Bo tam się wszystko zaczęło. Tam wymyśliłam Manufakturę i tam pomyślałam sobie, że jeśli zacząć to tak, po prostu, od początku. Bo inaczej się nie zaczyna. Nigdy. 





***


Wszystko to co nas czeka, wszystkie te rzeczy które musicie zrobić, pieśni, które musicie wyśpiewać, podróże, w które trzeba się wybrać i sprawy, których nie można odkładać, zawsze gdzieś mają swój początek. Niech będzie jak to zdjęcie. Wcale nie spektakularne. Wcale nie nadzwyczajne. Ale niech będzie. Niech się stanie. To może być dzisiaj albo jutro. Kluczem jest Twoja decyzja, wytrwałość. 


Zwykle zaczyna się od smutku i tęsknoty. I to jest świetne miejsce żeby zacząć. 


***


Dobrych wakacji.


Życie nie składa się z codziennych fajerwerków i emocji rodem z telenoweli. To co tak naprawdę się liczy to zwyczajne radości, małe przyjemności, to wszystko co złożone kawałek do kawałka sprawia, że budzimy się z radością i zasypiamy pełni życiowej sytości. 

Kiedy nieraz pytacie mnie o to, jak to jest, że jestem zadowolona, pełna energii i mimo zmęczenia, czy przeciążenia, które ostatnio mi się zdarza mój bilans jest zdecydowanie na plus, czasem nie wiem co powiedzieć. 

Myślę sobie wtedy, że oczekujecie tajemnej recepty, jakiegoś składnika, który cudem odmienia życie. Przyprawy, która dodana szczyptą do garnka może sprawić, że potrawa całkiem zmieni smak. Czegoś absolutnie nadzwyczajnego, efektu WOW. 

I co ja mam Wam wtedy powiedzieć? O miodzie? O tym, że lubię moje życie, bo nikt w nim na mnie nie krzyczy, bo kawa rano smakuje wybornie?  Że mimo bałaganu, którego nie ma kiedy brać w karby dobrze czuję się w swoim domu? Że lubię sobie robić maseczkę i kupować kwiaty i że to takie super uczucie usiąść z miską czereśni na balkonie i czuć jak słońce łaskocze w kolana? 

Nie ma magicznego składnika. To jest ta zła wiadomość. 

Ale są inne, które mogą sprawić dokładnie to samo. 

Jeśli naszej zwyczajność nie będziemy potrafili docenić, to całe lata przejdą nam na oczekiwaniu na coś co i tak nie przyjdzie. 

Bo w tym co zwykłe, ale zauważone i przeżyte ze świadomością jest właśnie magia. 


Co mnie zachwyciło w czerwcu? Oto moja złota siódemka małych radości i przyjemności. 


1. Kwiaty

Pisałam już o nich, więc nie będę się powtarzać. Zresztą kwiaty są od patrzenia i wąchania, a nie mówienia o nich. 

Lubię. Mam na balkonie, upycham w wazony. Gadam do nich tak jak moje dziecko, które przemawia czasem do doniczki tak jak ja mówię do niej. 

I to jest piękne, bo ten czuły głos, który słyszę jest przecież moim głosem, która ona słyszy i bierze sobie na życie. I wiem, że robię to dobrze. 


Kwiaty, truskawki i czereśnie. Taaaaak!



2. Miód gryczany

To nie żadna nowa miłość, ale ze względów zdrowotnych (nie służą mi cukry...) omijałam miód w mojej diecie od dobrych kilku miesięcy. Ostatnio spotkałam na targu pana Andrzeja, od którego miód kupuję od kilku lat i wzięłam jeden słoiczek gryczanego, który u nas w domu jem tylko ja. 

Miód gryczany ma specyficzny, lekko goryczkowaty smak i piękny, karmelowo -bursztynowy kolor. Wystarczy nałożyć go na czubek łyżeczki i posmakować. Dla mnie? Niebo! 


Miód gryczany


3. Pielęgnacja: Hydrolat różany

Z pielęgnacją mam tak, że zawsze chciałam, ale jakoś mi się nie chciało ;). To się na szczęście zmienia, głównie dzięki temu, że zaczęło sprawiać mi przyjemność. Dzięki Gosi ze Zdrowa Kuchnia Sowy, odkryłam naturalne składniki kosmetyków i produkty - półprodukty, które cudownie sprawdzają się w pielęgnacji. 

Tak trafiło do mojej łazienki błoto z Morza Martwego, którym się regularnie okładam, a ostatnio hydrolat różany, czyli różany tonik, którym przemywam twarz. Pachnie jak prawdziwe letnie róże rozgrzane na słońcu, a twarz po jego zastosowaniu jest miękka i aksamitna jak płatki kwiatów. Bardzo fajne zmysłowe doświadczenie! 

Minusy? Ponieważ to produkt naturalny i bez konserwantów trzeba przechowywać  go w lodówce i dość szybko zużyć. 



Hydrolat różany można używać jako samodzielny produkt,
można też komponować z nim różne kosmetyki.
Na zdjęciu także perfumy, które mam dopiero od wczoraj,
ale które fajnie pasują na lato. Pachną świeżymi malinami i kobiecością. 


4. Rower


To jest never ending story, miłość która trwa i rozkwita zawsze między marcem a październikiem. Zimą nie jeżdżę, bo nie sprawia mi to specjalnej przyjemności. 

Ale latem.. latem to jest inna bajka.


Mój rower. Jeździmy ciągle z A. stąd fotelik z tyłu. 

5. Kawa

O kawie już było wiele razy, więc tylko w paru słowach. Poranny rytuał parzenia, mielenia ziaren, spieniania odrobiny mleka, które jak poduszka przykryje czarną kawę to dla mnie ciągle i nieustannie wielka frajda i przyjemność. 

Kto zna ten zrozumie. To nie nałóg, to miłość. 



Kawa, kawusia, bardzo lubię :) 

6. Prasa


Mam słabość. Może to pozostałość z czasów kiedy to wszystko co kolorowe i piękne było słabo dostępne, drogie? Wspominam przyniesione przez kogoś archiwalne numery "Twojego Stylu", które przeglądałam z mieszaniną fascynacji i zachwytu. To mogło być w 1995 roku, może chwilę wcześniej? To był dla mnie taki mały skarb, jakkolwiek absurdalnie to dziś brzmi...

Do niedawna gazety zbierałam i tylko zdrowy rozsądek sprawia, że już tego nie robię. Ale czytam. Pasjami. Potem na warsztatach dziewczyny wydzierają z nich swoje kolaże, a ja wcześniej zbieram myśli i inspiracje. Tak to się wszystko łączy. Od niedawna piszę felietony do Sielskiego Życia. Jeśli nie czytaliście to polecam serdecznie. 


Prasówka na balkonie? Taaaaak! 


7. Praca z wewnętrznym dzieckiem

Bardzo poruszająca i działająca na niesamowicie głębokich obszarach. Świat po, nie jest już taki sam. 

Ale o tym napiszę Wam innym razem. 


Dajcie znać, czy ten cykl się Wam podoba. Jeśli tak, będę go kontynuować w kolejnych miesiącach :) Jeśli nie... no cóż, mam o czym opowiadać. Zawsze też możecie mi napisać, o czym Wy chcielibyście przeczytać :). Serdeczności!





Łatwo jest ocenić drugiego człowieka. Łatwo jest powiedzieć, że jest zły, że wariat. Trudniej zobaczyć w nim kogoś takiego jak TY i ja. Kogoś komu nie wyszło. Kogoś kto cierpi. Granica naszego własnego cierpienia oddziela nas od ludzi, którym nie wyszło. Bo wiemy, że sami mogliśmy być na ich miejscu. Kto wie naprawdę co nas uratowało? Może ta odrobina współczucia i miłości? Może to, że ktoś nami tak do końca nie wzgardził?



Kiedy pociąg zatrzymał się na stacji, zrobiło się pusto. Wsiadł i zajął miejsce, bez słowa. Dopiero gdy podniósł oczy do góry zobaczyłam kropkę przy powiece. Ręka mu drżała i schował ją pod udo. Szczupły, zniszczony słońcem, w wyprasowanych spodniach. 

Dreszcz przebiegł mi po plecach i nie zdążyłam nic powiedzieć gdy wydukał cicho: 

- Pani siedzi, Pani się nie boi. 

Emerytka w rogu zamieniła się w słup soli, tylko oczy biegały w tą i z powrotem, jakby chciały uciec, tylko granice źrenic nie pozostawiały wyboru. Napięcie wisiało między nami i kiedy zapytałam gdzie jedzie i czy chce bułkę, popatrzył na mnie inaczej. 

- Za zabójstwo, 25 lat siedziałem. Za zabójstwo. Tak, Pani zostanie, Pani się nie boi. Ojca zabiłem. Pani zostanie. Tak się stało, nie ma co do tego wracać, ale wracam codziennie. 27 lat miałem. Mówili, że ze szczególnym okrucieństwem, ale przecież to nie tak. Nie broniłem się bo i po co. Pani, i tak by mnie nikt nie słuchał.  Kiedy to się stało, umarło i coś we mnie. Ojciec nas lał bez litości. Takie były czasy, ojciec wojnę przeżył, chyba mu się w głowie coś porobiło. Śniło mi się nieraz, że to sam diabeł przyszedł do domu, a to tylko ojciec wracał. I tak latami. 

Jak mnie zamknęli, przestałem mówić. Słowa we mnie umarły. Nie miałem siły nic powiedzieć, tak było z 5 lat, a potem to już mi było wszystko jedno. 

Jadę do domu, chociaż tam wszyscy dawno pomarli. Jadę, gdzie mam jechać?

Wie Pani co w tym jest najgorsze? Że ja nie żyję już 25 lat. I że muszę z tym żyć. 

***

Franek robi wszystko, żeby na niego patrzyli. Ostatnio znalazł na śmietniku dziecięcą maskę słonia, taką z trąbą. Zakłada ją wszędzie i prawie się nie rozstają. Chodzi w niej do Biedronki po dwie bułki za 68 groszy. Chodzi w niej na darmowe obiady. Nie żebrze, ale czasem ktoś coś wrzuci. 

- Chociaż dzieci się śmieją - mówi. - Wcześniej byłem niewidzialny. Odsuwali się ode mnie i patrzyli przez mnie jak przez powietrze. 

- Teraz chociaż mnie widać. Teraz chociaż się śmieją. Bo przecież jestem, zobacz, że jestem. Jeszcze jestem. 

Kiedy zdejmuje maskę i siada na murku żeby zjeść bułkę, widzę że wesołość go opuszcza.  - Nikt z własnej woli nie idzie na dno - mówi. A w jego oczach jest pustka. 


***

R. pije odkąd pamięta i między życiem, którego pragnął, a tym, w którym się dzisiaj budzi jest tylko czarna dziura tęsknoty. Nie do przekroczenia. Kiedy tam patrzy ogarnia go przerażenie i taki smutek, że musi się napić. Nie śpi od lat, bo kiedy zasypia ma wrażenie, że ta dziura podpełza do niego i gładzi go po skroniach. Jak się napije to nic mu się nie śni. 

- Nie tak chciałem, przecież nie tak chciałem - mówi. 

***

Nikt z własnej woli nie idzie na dno. Czasem się tam budzisz, a to co było wydaje się wymyślone. Czasem nie wiadomo jak się tam doszło. 

Nie oceniaj. 








Najgłupsze rzeczy w życiu, robimy z trzech powodów: z bólu, ze strachu i z miłości. Jeśli uleczysz ranę i zrozumiesz swój ból, pokonasz własny strach i obłaskawisz miłość - wtedy będziesz wolnym człowiekiem. Zamiast ślepo walić w kolejne drzwi, sprawdź dobrze, co Cię boli. 


Ciągle gdzieś stukasz, dobijasz się i ciągle coś Ci nie wychodzi? Och napatrzyłam się na to latami i wiem, że można tak żyć całe życie. Wielu zresztą tak żyje.

Często problem z którym zaczynaliśmy po drodze został tak otorbiony, okopany innymi, że już naprawdę nie wiadomo o co chodzi. I często jest nam z tym naprawdę źle. 


Jak rozpoznać PRAWDZIWY problem?


Wchodzimy w dorosłe życie z różnym bagażem. Zamiast się nim zająć, na starcie posegregować i zobaczyć co jest co, zbędne odłożyć, dobre zabrać, dźwigamy na plecach wszystko i najczęściej zupełnie NIE WIEMY co tam naprawdę mamy. 

Ta niewiedza prowadzi do tego, że działamy po omacku. Trochę w myśl zasady z dowcipu: ktoś mnie gdzieś tam w życiu popchnął, nie pamiętam już o co poszło ani czemu jestem zły, ale chętnie bym komuś dołożył. Potem bywa tylko gorzej, bo dokładamy do tego bagażu kolejne doświadczenia i przeżycia.

Widzę takich ludzi, którzy niosą przez lata swój niewypowiedziany gniew, złość, rozczarowanie czy niedokochanie i ciągle pakują się w kłopoty. 

Albo uśmiechają i pod maską chowają swój ból. 
To też widać Kochani, naprawdę. 

I to z pewnością nie jest życie na pełnej petardzie, w pełni naszego potencjału, bo nie da się szybko biegać ze złamaną nogą, tak samo jak dobrze żyć ze złamanym sercem. 


Kiedy boli jest nam wszystko jedno

I ten ból popycha nas do bezsensownych działań, w nieodpowiednie ramiona, w poszukiwaniu ukojenia, które nie przyjdzie, póki nie zajmiesz się właściwą raną, a przynajmniej nie przestaniesz jej zaprzeczać. 

Na to nie ma innego lekarstwa niż współczucie do samego siebie i ... świadomość. Ona bywa trudna i od niej uciekamy, bo często kiedy patrzymy sobie w oczy widzimy, że przecież sami sobie robiliśmy krzywdę. Że zamiast leczyć owijaliśmy ból w pozłotka i chowaliśmy na dnie szafy. Że odpowiedzią na "boli" była kolejna butelka wódki, kolejny kochanek, albo ciastko z kremem, które zaraz po ostatnim kęsie ważyło tyle co nasze poczucie winy. 

Na ten ból nie zadziałają uśmierzacze,  a drugi człowiek nie może być lekarstwem

Ten ból fałszuje rzeczywistość i sprawia, że wybieramy naprawdę głupio. 


Jak sobie z tym poradzić? 

Wyleczyć, zobaczyć... i dać się temu zagoić. W bólu też się można zapomnieć i z niego zrobić sobie sztandar na nieudane życie. 

Nie rozdrapuj swoich ran. Nie zaglądaj w kółko do przeszłości. I nie czekaj, aż uleczy Cię jakiś niebiański dentysta. 

***

PRZYPOWIEŚĆ


Podaję co powiedział Meader i morał mam na celu.
Dokuczał mu niedźwiedź grizzly, tak śmiały i złośliwy,
Że porywał mięso karibu spod okapu chaty.
Nie tylko. Człowieka miał za nic i nie bał się ognia.
Aż którejś nocy zaczął walić w drzwi
I rozbił okno łapą, więc oni, skuleni,
Leżeli ze strzelbami i czekali ranka.
Wrócił nazajutrz pod wieczór. I Meader strzelił
Z bliska, pod lewą łopatkę. To był skok i bieg,
Nie bieg, huragan, bo nawet trafiony w serce
Grizzly, jak mówi Meader, biegnie aż upadnie.
Znalazł go potem po śladzie i wtedy zrozumiał
Skąd brało się dziwaczne zachowanie.
Pół szczęki zwierz miał zżarte wrzodem i próchnicą.
Ból zębów, latami. Ból z niepojętej przyczyny,
Który popycha nas nieraz do bezsensownych działań
I daje ślepą odwagę, bo wszystko nam jedno,
Aż wychodzimy z lasu, nie zawsze w nadziei
Że uleczy nas jakiś niebiański dentysta.


Czesław Miłosz


***


Nie zostawiaj tylko sobie. Podaj dalej. 


Jeśli każdy rok byłby jak ta jagoda, to miałabym już chyba całe pudełeczko. Każdy dzień czegoś tam nas uczy. Pytanie tylko, czy jesteśmy na tyle otwarci, by te nauki przyjąć. 


Spisywałam te punkty dłuższy czas i mogłoby być ich o wiele więcej. Nie dlatego, że taka jestem mądra, co to to nie ;). 

To nie są odkrywcze sprawy, przynajmniej nie dla większości z Was. Raczej obserwacje, ślady dojrzewania. 



Życie jest banalne... i co z tego?

Większość z nas to wszystko wie, ale czasem dopiero ubranie tego w materialne słowa, które błyszczą na papierze sprawia, że staje się to bardziej realne, rzeczywiste i... że się w to naprawdę wierzy. 

Dlatego zostawiam je tutaj i sobie i Wam. Tak z okazji urodzin (z pewnym poślizgiem). Dajcie znać, które się przydadzą :) 


Moja lista

1. Życie nie jest po to, aby je przeżyć, ale po to by się nim cieszyć. Życie dla przeżycia to o wiele za mało.

2. Kiedy prosisz o pomoc, bardzo często ją dostajesz.

3. Większość rzeczy, którymi się zamartwiamy nigdy się nie zdarzy. A nawet jeśli to i tak inaczej niż się spodziewaliśmy.

4. Świat jest w większości przyjaznym miejscem. Mimo wszystko.

5. Ludzie, którzy nie potrafią się szczerze uśmiechać, nie są przeważnie dobrymi kompanami do życia.

6. Jeśli ktoś ciągle nie ma dla Ciebie czasu, prawdopodobnie nie jest wart twojego.

7. Ludzie są przeważnie ok. Resztą nie należy się przejmować.

8. Próba zadowolenia wszystkich wokół jest z góry skazana na porażkę

10. Przeważnie nie uda Ci się nawet zadowolić w pełni samego siebie ;)

11. Zrobione jest lepsze niż perfekcyjne, którego nie zdołałam zacząć

12. Planowanie zajmuje więcej czasu niż robienie

13. Za dużo planów = przeważnie mało działania

14. Zawsze są co najmniej 3 opcje. Jak nie widać trzeba się oddalić i spojrzeć z dystansu.

15. Dzieci są nieprzewidywalne. Tak jak życie.

16. Nie warto poświęcać wszystkiego dla miłości.

17. Miłość, która wymaga aby wszystko jej poświęcić jest najczęściej najmniej warta tych poświęceń.

18. Jeśli możesz, a nie musisz, pójdzie Ci łatwiej.

19. Jeśli coś wymaga mniej niż kilku minut twojego czasu nie należy tego zapisywać tylko załatwić od razu.

20. Pierwsze wrażenie rzadko kłamie.

21. Trzeba marzyć śmiało, ale nie trzymać się niczego zbyt kurczowo. Życie jest bogatsze niż nasza wyobraźnia.

22. To co najprostsze zwykle jest najlepsze.

23. Lepiej obgadać,niż się obrazić.

24. Lepiej się pokłócić niż przemilczeć.

25. Spokój jest lepszy niż racja.

26. Ludzie, którzy ze wszystkim mają problem, będą tymi z którymi będziesz również miał problem Ty.

27. Jeśli ktoś mówi źle o innych, będzie także mówił tak o Tobie.

28. Praca jest fajna. Pod warunkiem, że się robi to co się lubi.

29. Zmuszanie się działa tylko na krótką metę.

30. Zmiana jest motorem rozwoju. Jak nic się nie zmienia, to znaczy że się nie rozwijasz.

31. Błądzić jest rzeczą ludzką. Błędem jest tylko taka sytuacja, która Cię niczego nie nauczyła.

32. Nie myli się tylko ten kto nic nie robi.

33. Zawsze jest dobry dzień, żeby sobie kupić kwiaty.

34. Życie jest fajne. Po prostu.

35. Jeśli nie masz w nim radości, zacznij od najprostszych rzeczy. Kiedy nauczysz się cieszyć tym że wstał nowy dzień, świeci słońce, albo pada ciepły deszcz i kawa smakuje cudownie, wtedy będziesz umiał cieszyć się wszystkim.




Nawet jeśli to banały to wolę je od nadętych mądrości. 

Dodasz coś od siebie? 



Pewien psychiatra zapytany o to jak odróżnić pacjenta w szpitalu psychiatrycznym od lekarza, odpowiedział, że chyba tylko po fartuchu, ale nie jest to zbyt pewna metoda, bo fartuch łatwo wyrwać. W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy trochę wariatami. I większość z nas jest mniej lub bardziej neurotyczna. 



Neurotycy to ludzie o bardzo wyostrzonej wrażliwości układu nerwowego, która jeśli nie wziąć jej odrobinę w ryzy i nie opracować rozsądnego planu działania, bardzo daje się we znaki. Przede wszystkim samemu neurotykowi, który cierpi i nie bardzo wie czemu, ale także całemu jego otoczeniu.


Znacie ludzi, którzy są jak rozedrgana kula? Którzy wiecznie pakują się w jakieś tarapaty? Wiecznie drżą przed czymś, przed czymś uciekają, albo nadmiernie ekscytują się, żeby po chwili totalnie stracić zapał? Boją się, albo nie boją wcale, w kółko coś zaczynają i przerywają, ostatnie słowo jakim można by ich opisać to "spokojny"? To zapewne neurotycy.  Nawet jeśli są cisi i stoją w miejscu to w ich towarzystwie czujesz się jakby coś latało Ci koło głowy i masz ochotę machać rękami, żeby się od tego "czegoś" opędzić. 

Jorge Bucay, psychiatra i terapeuta Gestalt, mówi, że neurotyk to taka osoba, która przez połowę życia zastawia pułapki, a przez drugą połowę w nie wpada. 

Dziś nie o tym jak wyjść z neurotyzmu, ale o tym, że życie z neurotykiem może być bardzo trudne i to z kilku powodów. 


Cechy neurotyków

Według wspomnianego już wyżej J. Bucay neurotycy to osoby przede wszystkim niedojrzałe (i nie chodzi tu oczywiście o ich wiek, bo można być niedojrzałym 70 latkiem), mające problem z odczuwaniem przyjemności a czasami zupełnie niezdolne do niej, charakteryzujące się słomianym zapałem i mające problem z rozróżnieniem świata zewnętrznego od wewnętrznego. 

Neurotycy żyją w świecie chaosu, ten chaos jest ich częścią stałą i udziela się wszystkim wokół. Jeśli do tego dodać nadmierną emocjonalność (w różnych obszarach), wyolbrzymianie albo bagatelizowanie problemów, krytykanctwo, dążenie do władzy i kontroli (bo daje pewne złudne poczucie bezpieczeństwa, panowania nad sytuacją), dochodzimy do obrazu prawie kompletnego. 

Neurotyczna chwiejność, labilność emocjonalna wynika z lęku i pragnienia miłości, ale paradoksalnie prowadzi w zupełnie inne miejsce i rzadko ma szansę zaspokoić te nieuświadomione potrzeby. Trudno dostać prawdziwą miłość kiedy rzucamy się na kogoś z okrzykiem "kochaj mnie bezwarunkowo" i prawie dusimy go swoim ciężarem. 


Życie z osobami o skłonnościach neurotycznych bywa trudne


Jak żyć z neurotykiem? 

Wiele lat temu miałam koleżankę, która zachowywała się tak, jakby żyła na rollercoasterze. Potrafiła z dnia na dzień wszystko rzucić, mimo że tydzień wcześniej zdawała się być zachwycona, zakochana, w pełni spójna ze swoimi wyborami. Nagle zmieniała zdanie i zaczynała coś kompletnie nowego, z kimś innym, w innym miejscu, na dokładnie odwrotnych zasadach.  To była jazda od chmur do samego piekła. Raz tutaj raz zupełnie gdzie indziej. Jeździłam tak z nią, jako towarzystwo, bo wtedy wydawało mi się, że tak wygląda przyjaźń i że jestem jej to winna. Na początku to było nawet zabawne, ciekawe i wciągające. Poza tym czułam się potrzebna - też coś z tego miałam. Któregoś dnia jednak, tak jak na prawdziwej kolejce bez hamulca poczułam, że jeszcze chwila i nie wytrzymam. Mówiąc kolokwialnie (pardon le mot) po prostu się porzygam. 

Wysiadłam. Życie z neurotykiem bywa trudne, bo może to być związek szalenie destrukcyjny. Nie ważne czy mówimy o partnerze, rodzicu czy znajomym z pracy. 


Sposób na neurotyka

Nie mogę Ci doradzać, kimkolwiek jesteś, nie mam prawa, ani nawet ochoty, ale mogę Ci napisać, co z pewnością nie poprawi Twojej relacji z neurotykiem i nie ulży Ci jeśli tak jak ja kiedyś jedziesz na kolejce, która nie chce się zatrzymać i czujesz mdłości. 

Staranie się bardziej z pewnością nie pomoże. Neurotyk nie zna pojęcia "DOSYĆ", a już z pewnością empirycznie go nie rozumie. Dziś może być do rany przyłóż, a jutro zamieni Twoje życie w piekło. 

Ze względu na stale towarzyszący mu lęk, wrażliwość czy nadwrażliwość na odrzucenie, daleko posuniętą potrzebę miłości oraz bezwarunkowej akceptacji, neurotyk, który nie ma świadomości problemów i nie chce z nimi pracować, zazwyczaj nie jest w stanie nawiązywać stałych i dobrych związków. Taka osoba w parterze widzi rodzica. Dlatego za jego pośrednictwem i często jego kosztem kompensuje sobie wszelkie braki i podwyższone napięcie.

W związki z neurotykami wchodzi dość szczególna część z nas. To osoby, które z różnych względów dobrze czują się w roli "pomagacza", tego, który nawróci na właściwą ścieżkę, ogarnie i zabezpieczy neurotyka przed nim samym. Oczywiście w praktyce to nie działa, a bywa że niszczy nam życie. Zwłaszcza kiedy dajemy się wpędzać w poczucie winy, że nie dość się staramy. 


Czy neurotycznych zachowań można się pozbyć? Czy neurotyk może się zmienić? 

Oczywiście nie ma uniwersalnych recept, ale większość neurotycznych zachowań można kontrolować, albo niwelować, np. poprzez pracę z lękiem i ... przez zwykłą świadomość. 

Każdy z nas prawdopodobnie jest w jakimś obszarze swojego życia mniej lub bardziej neurotyczny. U jednej osoby to będzie 3 %, a u innej 30. 

U mnie bardzo neurotycznym zachowaniem było zamartwianie się i wpędzanie w lawinę złego nastroju z byle powodu.To wpływało na mnie i moje relacje.  Kiedy coś mi się nie udało, albo coś poszło nie po mojej myśli, np. spóźniłam się na pociąg i musiałam czekać godzinę na następny, wręcz fizycznie czułam, jak narasta we mnie wściekłość i trudna do opanowania burza. W środku aż się trzęsłam. Z biegiem czasu nauczyłam się to kontrolować. Kiedy winda z nastrojem zaczyna niebezpiecznie szybko zjeżdżać w dół i wiem, że za chwilę już jej nie zatrzymam, wciskam STOP. Głęboko oddycham, odwracam moje myśli od złości, staram się skupić na czymś innym, zrobić coś miłego. To prawie zawsze działa. 

To nie rzeczywiste zdarzenia wpływają na nas i nasze samopoczucie, ale to co sami z nimi robimy i jaką rangę temu nadajemy. 

Trudno oczekiwać, że neurotyk z dnia na dzień porzuci zestaw swoich rujnujących życie praktyk i przyzwyczajeń, ale na pewno może nad sobą pracować. Jeśli jest cholerykiem, nie stanie się flegmatykiem, ale może się z powodzeniem nauczyć kontrolować swoją złość i wyrażać ją w sposób konstruktywny, a nie rzucając przedmiotami czy obelgami. 

Kluczem do zmiany jest jednak świadomość i wola. Jego - a nie Twoja. 

Zapamiętaj raz na zawsze: Nie ma takiej mocy, która zmieniłaby drugiego człowieka, jeśli on sam tego naprawdę nie zechce. 

Ostatnie zdanie dobrze stosować także do siebie. Uświadamiamy sobie wtedy dobitnie, że nikt nas za nas sam z siebie nie naprawi. Tylko my sobie możemy to zrobić. 



Bądź sobą. Wszyscy inni są już zajęci. Brzmi jak banał? Niech tak będzie, ale to szczera prawda. Dziś mam dla Was opowieść o tym, dlaczego to takie ważne. 


Pewien władca miał piękny ogród, który od jakiegoś czasu zamierał. Drzewa marniały i schły. Bujność zieleni traciła na intensywności, mimo że to nie była jesień ani zima. 

Król długo szukał rozwiązania, aż pewnego razu natrafił na maga, który dał mu napój dzięki któremu rozumiał mowę drzew. Poszedł do ogrodu i zapytał:

- Drogie drzewa, czemu schniecie? Czemu nie jesteście takie piękne jak dawniej? 

Drzewa zaszumiały, pochyliły się i powiedziały: 

 - Nie mogę rodzić owoców tak jak winorośl - odparł świerk
 - Nie mogę zakwitnąć kwiatem tak jak róża - odparła winorośl
 - Nie mogę być silna i mocarna jak dąb - odparła róża
 - Nie mogę być smukły i lekki jak brzoza - odparł dąb. 

Nagle król spostrzegł małą frezję, która wbrew temu wszystkiego rosła i kwitła najpiękniej na świecie. 

- Jak to możliwe, że tak pięknie rośniesz w tym miejscu pełnym żalu, smutku  i rozczarowań? - spytał

Frezja odpowiedziała:  

 - Nie wiem. Zawsze wiedziałam, że posadziłeś mnie bo chciałeś mieć w ogrodzie frezje. Nie dęby, czy brzozy, bo gdyby tak było to posadziłbyś właśnie je. I pomyślałam sobie, że jeśli chcesz właśnie mnie, to postaram się być najpiękniejszą frezją na świecie. 

Na podstawie: J. Bucay "Droga do samozależności". 


***

Czy frezja jest gorsza niż dąb? A dąb gorszy niż róża? Albo mniej piękny? Czy wilk jest ładniejszy niż kot, albo pies gorszy niż wilk? Z tych porównań nic nie wynika. 
Nic poza rozczarowaniem. 

*** 

Możesz marzyć o tym, że będziesz kimś innym niż jesteś, że urodzisz się jeszcze raz, w innej rodzinie, w innym miejscu, z innym ciałem. Możesz aspirować do bycia kimś zupełnie innym. Ale to daremne. Nikim innym nie będziesz, możesz być tylko sobą. Nie urodzisz się gdzie indziej, nie będziesz mieć innych rodziców, nie przeżyjesz od nowa swojej młodości. 

To co możesz to cieszyć się tym kim jesteś i rozkwitać we właściwy sobie sposób, albo skazywać się na obumarcie będąc wiecznie z siebie niezadowolonym. 

***

Zapraszam Was na rozmowę ze mną, właśnie o byciu sobą i o docenieniu tego kim się jest w radiowej Trójce, do odsłuchania TUTAJ.  

Mówię też o Macierzyństwie bez photoshopa, które do kupienia do 3 czerwca ze specjalną zniżką: KLIK 

×