Kiedy lata temu, jako studentka, pracowałam podczas wakacji w popularnej sieci fast food, sprzedającej panierowane kurczaki, zdarzyła się pewna pouczająca historia, z której płynie zaskakujący morał. 

Świetnie pokazuje, dlaczego tak często w życiu, nie dostajemy tego, na co czekamy i jak prosić o to czego nam potrzeba, aby zwiększyć szanse, że ktoś, albo coś zaspokoi nasze potrzeby. 

Bo czasami, naprawdę nie ma sensu się upierać. 


Pewnego dnia, dnia jak każdy, do restauracji w centrum Wrocławia wszedł pan, stanął przy kasie i oświadczył, że chce kupić kurczaka. 

Kasjer zaproponował różne opcje, ale pan zawzięcie kręcił głową. Nie, on nie chce udka, ani kotlecika z piersi, nie chce też nóżki.  Nic mu po frytkach do tego. Pan się nie wygłupia z tą kukurydzą. Ja chcę kurczaka. CAŁEGO. Nie w kawałkach.  W końcu kawałki robi się z całości, więc gdzie problem? Proszę mi podać. Płacę i wymagam. Sam sobie pokroję. Pan pakuje. 

Problem był. Nie było CAŁYCH kurczaków i nic nie dało się z tym zrobić. 

Z nami jest często tak samo. Wiemy czego chcemy, nawet mamy rację, że chcemy, idziemy, prosimy, ale nie przyjmujemy do wiadomości, że nie od każdego możemy dostać i nie wszędzie, wbrew temu, co się na pierwszy rzut oka wydaje, da się otrzymać to, czego nam potrzeba. 


Logika, nie zawsze działa


Bo nawet jeśli kawałki robi się z całości, to przecież nie da się zrobić całości, z tego co pokawałkowane. Całkiem jak w życiu. 

Ludzie mogą nam dać bardzo wiele rzeczy. Miłość, radość, opiekę, wsparcie, pieniądze, ulgę w codzienności... ale nie wszyscy i nie zawsze. 

Stoimy tak czasem, jak ten pan z opowieści i naciskamy na to, żeby jednak dostać. Nawet jeśli nie ma na to szans. 

Trudno przyjąć do wiadomości, że to co nam się należy, to czego pragniemy, może być dla innych czymś abstrakcyjnym. Jeśli nie mają, to nie dadzą. KROPKA.


Upór nie zawsze popłaca

Czasem prowadzi na manowce frustracji. Inni mają, a ja nie. Inni dają, a ja nie dostałam. Co to za świat!? Gdzie pukam, to mi nie otwierają, proszę, a nie jest mi dane otrzymać. 

Tak, twoja irytacja jest uzasadniona. 

Często jednak fakt, że nic się nie zmienia, wynika z tego, że pukasz w kółko do tych samych drzwi i z uporem maniaka wymagasz od ludzi, którzy ni w ząb nie rozumieją o co Ci chodzi. 

Tam nie dostaniesz. Ile byś nie walił, ile byś nie prosił. 


Skuteczniej

Nie szukaj uczty życia w fast foodzie, ani wyższych uczuć u tych, którym trudno nawet zdobyć się na lojalność. Nie wszyscy musimy być tacy sami. Nie wszyscy jesteśmy. 

Ani to dobrze, ani źle, tak po prostu jest. Mogłoby być lepiej, ale szkoda życia na pretensje.

Szukaj wśród swoich, szukaj swoich, próbuj różnych dróg, a jeśli ciągle nie wychodzi, to na początek zbadaj, czy nie powtarzasz w kółko identycznych schematów. 


Mózg jest rutyniarzem. Mózg uwielbia schematy. Nie zdajesz sobie sprawy, jak często Ci to robi. Jak często sam sobie to robisz. 

Jeśli sobie to uświadomisz, wiesz co zmienić. 
Jeśli  to nie schemat jest winny, być może prosisz nie tych co trzeba. 
Albo nie prosisz w ogóle. 

Ludzie rzadko czytają w naszych myślach. Jeśli się komunikujemy, łatwiej wtedy NAPRAWDĘ się dogadać.

Powodzenia!



Podobało się? Znasz takich, którym może pomóc?  Zostaw ślad, że byłeś, a potem PODAJ dalej!!






Pojechałam do Gdyni na chwilę, żeby wziąć udział w SEEBLOGGERS.  Wróciłam z potężną dawką inspiracji i pytaniem, które trafiło do mnie skoro świt na gdyńskiej plaży. 

Where is your empire today?  Gdzie jest dziś Twoje królestwo? 

Nie wierzę w pytania, które padają przypadkiem. Ani w spotkania, co są ot tak, bez powodu. 

Wszystko jest po coś. Na przykład po to, aby czegoś się o sobie dowiedzieć. 


Zapraszam Was na spacer po plaży. 

I do odpowiedzenia sobie na pytania o to, gdzie, po co i jak budujecie swoje własne "królestwa".

Czym dla Ciebie jest imperium?  I wreszcie, kto jest twoim Imperatorem? Kto tym wszystkim rządzi? Czy widzisz swój wpływ? 

Świadomość. Świadomość głupcze. 

Dobrego tygodnia!










Czujecie ten wiatr od morza?????? Tak, to naprawdę Bałtyk :)  




Głos i słowa, które kierujesz do dziecka, stają się jego wewnętrznym głosem. Podobnie jak te, które słyszeliśmy od naszych rodziców. Ilu z nas jest dziś z siebie zadowolonych? Ilu potrafi po prostu powiedzieć, tak jestem fajna, fajny. Udałam się światu, udałem. Nie jestem idealny, ale za to nadzwyczajnie sprawdzam się w... Mam talenty, zalety, wady ale... jestem po prostu ok.

Ilu z nas jest ze sobą w zgodzie? A ilu się obwinia, oskarża, szuka dziury w całym? 

Spróbuj powiedzieć powyższe zdania sobie do lustra. 


Co czujesz? Jak wyglądasz? Jakie wrażenia budzi w Tobie ten człowiek naprzeciwko? 


Dorota Wellman, wydała niedawno książkę o przewrotnym tytule: "Ja nie mogę być modelką?!" Z właściwym sobie poczuciem humoru, inteligencją i przekorą, mówi o tym, że w życiu bariery stawiamy sobie głównie sami. Dajemy sobie wchodzić na głowę, bo nie znamy siebie i nie lubimy. Oblekamy się w kompleksy, jak w zbroję, a potem narzekamy, że niewygodnie.


Wszystko zaczyna się od Ciebie

Dobry stosunek do siebie, swojego ciała, fizyczności, zdolność do bycia uczciwie, czule autorefleksyjnym, jest absolutnie podstawową rzeczą, którą każdy, bez wyjątku każdy powinien posiadać i pielęgnować. Jeśli nie posiada, nie dostał, zabrali mu, na którymś etapie życia, to jest absolutnym priorytetem, aby pracować nad tym na samym początku. Nie uczyć się języków i kończyć kolejne studia. Pracować ze sobą. Swoim postrzeganiem siebie. Na wszystko inne będzie czas. 


Bez tego nie ruszycie z miejsca. Ani na krok. Będziecie kręcić się w kółko i wiecznie wracać do punktu wyjścia. 

Świat jest pełen niedokochanych, niedoakceptowanych dorosłych dzieci, które wiecznie szukają potwierdzenia tego, że są ok, że mogą się podobać, zasługują na miłość, przyjaźń czy wreszcie szacunek. Jako dzieci, bierzemy co dają. Nie mamy wyjścia. Jeśli sami nie mają, to nie dadzą. Nie ma czarów. 

Ale jako dorośli, mamy dostęp do innych możliwości i narzędzi, możemy, wreszcie możemy, dać sobie, pokochać siebie i potem, dawać dalej: swoim dzieciom, światu, partnerowi. Ważne, żeby nie czekać, aż spadnie z nieba. Aż ktoś inny nam da. 

Jeśli siebie lubię, akceptuję i uważam za wartościową, dobrą osobę, nie daję się krzywdzić, oskarżać, nie tkwię w złych związkach, w toksycznej pracy, nie zgadzam się na byle co, nie zajmuję tematami zastępczymi, jestem szczęśliwy, zadowolony, szukam w życiu satysfakcji i ją znajduję. Dlatego, to takie ważne. 


Nie mylić z pychą

Znajdziecie na pewno ludzi (może sami tak uważacie),  którzy powiedzą Wam, że chwalenie się sobą, zadowolenie z siebie, zdania, które proponuje Dorota Wellman, to przejaw jakiejś megalomanii, chorobliwego samozadowolenia, powód do szczerego obciachu, a nie chwalenia się. Wyślijcie ich do diabła. 


Wellman nie jest pyszałkowata paniusią. Osoby, które mają i pielęgnują w sobie poczucie własnej wartości, lubią siebie i mają świadomość własnych zalet, znacznie częściej niż inne mają także świadomość swoich ograniczeń i minusów. 

To, że siebie lubię, nie znaczy, że nie widzę tego co takie sobie. Że oceniam się od A do Z na 11 w 10 stopniowej skali. Po prostu wiem, co jest dla mnie, dla mojego życia ważne. Umiem stopniować to, co jest mi potrzebne. Umiem powiedzieć, że czegoś nie potrafię, nie osiągnę, ale to nie szkodzi.

Mogę coś innego. Kto powiedział, że nie mogę? Jakie on ma prawo mówić mi, że nie? Mam 53 lata, noszę rozmiar 44,  powierzchownością daleką mi do Ani Rubik ale "Ja nie mogę być modelką?!". A niby czemu nie? Dajcie spokój! Mogę! Kto mi zabroni?!

Bardzo gorąco zachęcam Was do tego, aby siebie naprawdę polubić i w razie potrzeby pracować nad poczuciem własnej wartości i zadowolenia z siebie. Będzie się Wam łatwiej funkcjonowało. We wszystkich aspektach życia. 




Wydawnictwo Pascal



Jeśli uważasz ten artykuł za ciekawy i przydatny, podaj dalej :)

Możesz udostępnić go na FB, lub wysłać mailem do znajomych. Niech dowiedzą się, że mogą i powinni być z siebie zadowoleni. Niezadowolenie z siebie to plaga. Bardzo potrzebujemy ludzi, którzy wiedzą, że więcej obwiniania, to więcej frustracji, a dopiero akceptacja i wiara w siebie jest przepustką do rozwoju. 

Dziękuję! 





Okłamujemy się codziennie. W porównaniu z banialukami, które opowiadają nam inni, te kłamstwa, które mówimy sobie sami, są znacznie bardziej niebezpieczne. Zwłaszcza, kiedy święcie w nie wierzymy. 

Pamiętaj! Nikt nie okłamie cię równie skutecznie, jak ty sam. I nikt inny, tylko właśnie ty, równie dotkliwie nie odczuje efektów tego zakłamywania rzeczywistości.


Oto lista 5 najczęściej powtarzanych zdań, które nie mają wiele wspólnego z prawdą, za to działają jak perfekcyjny autosabotaż. Znacie? Jestem pewna, że tak.

1. Nie jest tak źle

Mówią bite kobiety, smutni faceci, niespełnieni w związkach, sekretarki, tkwiące 15 rok w nielubianej pracy, wykorzystywane koleżanki i przyjaciółki z coraz większą nadwagą. Nie jest tak źle.  Co Ty tam wiesz. Zobacz ją, jego, tam to dopiero... ja to jeszcze nic! Wytłumaczenie stare jak świat. 

Jeśli jest źle -  to naprawdę na nic zda się poczucie, że Ty, właśnie Ty, nie masz jednak najgorzej. Zawsze będą tacy, którzy mają lepiej i inni, którym świat szczęścia poskąpił. Tylko jakie to ma właściwie znaczenie? 

Jeśli jest źle, trzeba działać. Nie szukać samousprawiedliwienia. Nie kolorować rzeczywistości. Nie patrzeć przez lakmusowe papierki. 


Od "nie tak źle", nieskończenie daleko do dobrze. 



2. To za trudne

Na początku, gdy planujemy zmianę, czy jakąkolwiek małą, osobistą rewolucję, wszystko jest trudne. Naprawdę wszystko. Zacząć biegać?  Tylko po kawałku. Krok po kroczku. Nie z perspektywy maratonu. Rozwieść się?  Naprawić związek? Przerwać koło przemocy? Wyjść z długów? Tego nie robi się w jeden dzień, tego nie da się zrobić od razu. 

Na początku wszystko jest trudne. Im bardziej sobie to powtarzasz, im mocniej skupiasz się na owej trudności, tym mniej masz sił, do pierwszego kroku, do drugiego, do piątego. 

Zmiany, szczególnie na początku, nie są komfortowe. Ale dopiero wychodząc ze strefy komfortu, możemy zacząć się rozwijać i przekształcać to co trudne, w łatwe. 

Działanie zmienia perspektywę. Ma być łatwiej?  Zacznij działać. 



3. Na pewno mi się nie uda, więc po co zaczynać? 

Nie ma pewności, że cokolwiek, co zaczynamy się powiedzie. Raz się udaje, raz nie. Nawet porażka nas rozwija, nawet sytuacja w której z pozoru nie ma niczego konstruktywnego, bywa genialną nauką, na której budujemy potem swój sukces. 

Poza tym właściwie czemu miałoby się nie udać?  Tylu z nas jednak się udaje. Zmienić pracę, sposób odżywiania, swoje nastawienie do rzeczywistości, wyjechać w wymarzoną podróż, wydać książkę. 

Jeśli innym się udało, to może i mnie? 

To co najbardziej stoi nam na drodze do zmiany, to my sami. 

Jeśli spróbujesz, być może się uda. Jeśli tego nie zrobisz, na pewno się nie powiedzie. 


4. Zrobię to, ale może nie dzisiaj

Może jutro. Za miesiąc, za pół roku. Tak można przeżyć całe życie. Odkładając na wieczne jutro, na niegdysiejsze kiedyś. 

Jedyne co masz, to dziś. Co z nim zrobisz?

 

5. Nie mam dosyć czasu, ani pieniędzy

Czas i tak minie. Pieniądze i tak wydasz. Albo zarobisz. Prawie zawsze, jest to tylko wymówka. Prawie nigdy, czas i pieniądze nie są prawdziwą przeszkodą. Jeśli chcesz naprawdę, znajdziesz i pieniądze i czas.
 
Jeśli szukasz wymówek, na drodze stanie ci wiele innych rzeczy. Rozejrzyj się.

Szukaj tego, co masz, a ewentualne braki, da się naprawić.





Afirmacje, zaklinanie rzeczywistości. Powtarzanie po raz tysięczny, że jestem, mogę, potrafię. Programowanie mózgu, na inne myślenie. A co, jeśli to tylko pułapka? Czy afirmacje w ogóle działają? Czy to ma jakikolwiek sens? Zacznijmy od początku. 

Zrobiły oszałamiającą karierę i w formie zdań, formułek i cytatów, krążą po całym świecie. Wielu autorów, którzy je propagowali, zarobiło miliony dolarów na tym, że ich czytelnicy uwierzyli, że istnieje jeden, cudowny sposób na to, aby zmienić łatwo, miło i przyjemnie to co nam w życiu doskwiera. 

Zgodnie z definicją, afirmacje działają na zasadzie programowania naszej podświadomości. Stare, niekorzystne dla nas programy myślenia i działania, zastępujemy nowymi, takimi jakich nam potrzeba. Nasz umysł jest organem plastycznym, na który mamy wpływ. Wielbiciele afirmacji i pracy rozwojowej, twierdzą, że gdy powtarzamy wiele razy te same słowa, nasz umysł zaczyna w nie wierzyć i wcielać je w życie. Proste? Proste. Chociaż moim zdaniem, nie do końca. 

Jeśli ktoś bierze to wszystko dosłownie, zbyt dosłownie, może wyrządzić sobie więcej szkody niż pożytku.

Afirmacja nie jest magiczną formułką, która wszystko załatwia. 


Samo obwieszanie domu, biura, czy  samochodowego lusterka sentencjami w rodzaju: "jestem piękna, mądra i bogata", nie sprawi, że w ciągu roku schudniesz 20 kg, przybędzie ci inteligencji, a portfel pęknie w szwach. Nie stanie się tak także wtedy, kiedy ograniczysz zmiany w swoim życiu do klepania 3 razy dziennie formułek, za którymi nic nie idzie. 

Spłaszczanie tematu, to jedna z większych bolączek całego nurtu rozwoju osobistego. 

Wiele osób wierzy, że życia można nauczyć się na pamięć. Że istnieją proste sposoby na to, aby wszystko się udawało. Recepty w rodzaju, mów 27 razy dziennie: Ja, Małgosia, Kasia... jestem zdrowa i piękna, otacza mnie dobrobyt i spełnienie. 

Afirmacje nie leczą depresji. 
Afirmacje nie ratują małżeństw. 
Afirmacje nie sprowadzają na dobrą drogę zbłąkanych partnerów. 
Nie załatwiają pracy, ani nie rozwiązują konfliktów. 

Mogą być skutecznym narzędziem zmiany naszych przekonań i podejścia do życia, ale nie liczcie na czary i na to, że coś zrobi się SAMO. 

Kiedy pada deszcz, a tobie źle i przykro, to nie sztuka usiąść i powtarzać 2000 razy:  "Otacza mnie słońce i piękna pogoda." Prawdziwie sensowne działanie, to takie, które sprawi, że poczujesz wewnętrzne światło, mimo deszczu. Że deszcz przestanie być twoja przeszkodą do dobrego życia. Bo przecież jaki tak naprawdę masz wpływ na to, czy on pada? Masz wpływ na siebie. I na tym warto się skupić. 

Jeśli czujesz opór wobec afirmacji, czy pozytywnych stwierdzeń, które chciałbyś widzieć w swoim życiu, to nie zmuszaj się do powtarzania ich mimo ścisku w gardle i smutku w głosie. Przyjrzyj się im, przyjrzyj się sobie. 

Głębokie zmiany w życiu wymagają czasu, naszej pracy, świadomości i wysiłku. 

Nie wierzę w magiczne, cudowne afirmacje. 

Nie wierzę, że cokolwiek dzieje się samo. 

Że życie może dziać się obok nas. 

Że można oszukać samego siebie. 

Nie na dłuższą metę. 

Afirmacja, za którą nie idzie nic więcej niż czcze gadanie, to strata czasu. Działaj, nie klep. 




Jeśli wolność to, możliwość decydowanie o sobie i rzeczowego oglądu świata, to uzależnienie jest zupełnym przeciwieństwem wolności. Skala zjawiska jest ogromna. Nie tylko alkohol i narkotyki są źródłem nałogów. Uzależnić się można od wszystkiego, nawet od rzeczy relatywnie dobrych i pięknych, takich jak miłość czy drugi człowiek. Efekty tego nigdy jednak nie są pozytywne. Cudownie pokazuje to ten krótki filmik. 


Mały ptaszek,  idąc przez świat, napotyka żółte "coś".  Najpierw omija, ale ciekawość zwycięża. Dzięki temu przypadkowemu spotkaniu z "cosiem", może latać, a świat nabiera kolorów. Potem oczywiście się spada, ale początkowo te upadki nie są szczególnie dotkliwe. Problem w tym, że świat który do tej pory nie zachwycał, ale i nie uwierał, nagle robi się coraz bardziej szary. A tęsknota za kolorem i możliwościami, które daje "coś" coraz bardziej dojmująca. 


 


Istnieje kilka mitów, związanych z uzależnieniami i mechanizmem ich powstawania. Oto kilka z nich: 



Uzależniają się tylko słabi. Ja mam mocny charakter, mnie to nie grozi.


Bzdura. Mechanizm, który można zaobserwować na filmie, działa zawsze tak samo. Czasem mocniej, czasem lżej, nieraz szybciej, innym razem wolniej.

Nikt z nas nie jest nadczłowiekiem. Chociaż faktem jest, że nie wszyscy się uzależnią. Najprawdopodobniej pewna grupa osób ma szczególne predyspozycje genetyczne do ulegania uzależnieniom, ale uzależniają się także ci, którzy takich predyspozycji nie mają. 

Nie ma to jednak wiele wspólnego z silnym charakterem, tendencja może być nawet zupełnie przeciwna.

Bardzo często nałogowcami są osoby manifestujące bardzo mocną wiarę w swoje możliwości kontrolowania własnego życia i postępowania. Potrafią bardzo długo i skutecznie okłamywać samych siebie i otoczenie, że problem nie istnieje. 
Kiedy stają oko w oko z nałogiem, okazuje się zwykle, że jest już bardzo późno i droga z powrotem jest niezwykle trudna.



Żeby wyjść z nałogu, trzeba mieć po prostu silną wolę.

Dobrymi chęciami, jest piekło wybrukowane. Myślę, że mają tam także specjalny kocioł na silną wolę. I tych, którzy z taką dumą o niej mówią. Szczególnie wzgardzając tymi, którzy jej rzekomo nie mają. 

Mechanizmy, które prowadzą do nałogu są niezwykle silne i nie dotyczą defektu woli, ale zmian w ludzkim mózgu. 

U osób uzależnionych dochodzi do zaburzenia procesów głównie w korze czołowej i nieprawidłowego wydzielania neuroprzekaźników. Są to zmiany trwałe, bardzo często nieodwracalne, dlatego tak trudno jest je kontrolować.

Nałóg nie bierze się z próżni i nie leczy się w próżni. Jest też tworem bardzo złożonym. Nie bez powodu Ci, którzy pod wpływem silnego ciosu, wydarzenia czy przypadku zrywają czasem z nałogiem, potem do niego wracają.

Silna wola z pewnością się przydaje, ale mówienie o tym, że leczy nałogi jest tak samo absurdalne jak wiara w to, że samą siłą mojego postanowienia nie dopuszczę do rozwoju grypy po kontakcie z wirusem. Pewnie komuś się udało, ale wcale nie stanowi to dowodu na to, że to działa.


Nałogowiec to dopiero osoba żyjąca na ulicy, leżąca pod płotem, margines społeczeństwa.


Takie myślenie o nałogach to pułapka, często także świetne samousprawiedliwienie. Znam z doświadczenia wielu niezwykle skutecznie funkcjonujących menadżerów wyższego szczebla, niewątpliwie uzależnionych od alkoholu.

Nigdy by się nie przyznali do tego, że mają z nim kłopot. W końcu piją dobre wino i whisky. Nie chodzą w zasikanych spodniach. 

Nałóg nie zawsze rujnuje życie w tym najbardziej widocznym aspekcie, ale trzeba podkreślić, że rujnuje je zawsze. 

Straty są ogromne. I nawet jeśli uda się wyjść na prostą, to nikt nie ma władzy cofania czasu ani wymazywania tego, co już zdążyło się wydarzyć. Nie warto. Bardzo nie warto. 



Pokażcie filmik swoim nastoletnim dzieciom. Zastanówcie się szczerze, czy coś nie ogranicza waszej wolności wybierania, czy nie stało się przymusem? Czy nie jesteście gdzieś, gdzie istnieje pokusa sięgania po coś, co czyni świat bardziej kolorowym i czy to kolorowanie nie jest tylko mirażem, który trwa zaledwie chwile? 

Prawdziwa radość i prawdziwe spełnienie nigdy nie wiąże się z nałogiem. Jeśli przyjdzie Wam się kiedyś z nim zmierzyć, poszukajcie wsparcia i rady.


I najważniejsze: bądźcie uważni na swoje przywiązania, apetyty i przyzwyczajenia. Wszystko jest dla ludzi, ważne tylko albo człowiek w tym co wybiera był wolny. 


×