W zachodnim kręgu kulturowym, choroba jest postrzegana jako zrządzenie losu: dopadła nas bakteria, wirus, ktoś nas zaraził, przyniósł nam chorobę, los nas doświadczył, nic nie dało się zrobić. Na wschodzie, w Chinach, nie używa się zwrotów „zarazić się”, „zainfekować”. Chińczyk, który źle się poczuje, którego zmorzy choroba mówi często, że „zostawił otwarte drzwi”. W jakim stanie są Twoje drzwi i co je otwiera i zamyka? 


Cokolwiek by o tym sądzić, psychoimmunologia do spółki ze zdrowym rozsądkiem dowodzą, że coś w tym jest. Bo jak wytłumaczyć fakt, że stykamy się na co dzień z setkami złych bakterii, które dopiero pod wpływem jakiegoś czynnika sprawiają, że podupadamy na zdrowiu? 

Czemu w grupie dziesięciu osób, które miały do czynienia z wirusem grypy, tylko kilka zachoruje, a reszta nie doświadczy nawet kataru?  

Jak uzasadnić, czemu jedni pociągają nosem w sezonie zimowym co 3 tygodnie, a inni latami nie znają stanu „przeziębienia”?


Kto decyduje o moim zdrowiu? 

Trudno się do tego przyznać, zaakceptować, że tak jak w innych sferach życia, także tu, w domenie naszego samopoczucia i zdrowia to my mamy decydującą rolę do odegrania i od nas zależy jak będzie funkcjonowało nasze ciało

„Zostawiamy otwarte drzwi” bo jemy byle jak i byle co, trujemy się latami gniewem i urazami, nie śpimy tyle ile potrzebujemy, nie odpoczywamy dosyć, nie ruszamy się, za to spędzamy hektolitry godzin przed telewizorem, czy komputerem.

Choroba bardzo często wynika z przepracowania. Nasze umysły i ciała są mądrzejsze od nas samych. Jeśli miesiącami domagają się uwagi, strzykają, bolą, proszą i żebrzą o wysłuchanie, a my gramy złego pana co to pogania nieszczęśnika bacikiem, to w końcu nasz mózg stwierdzi, że nie ma innego wyjścia; musi nas rozchorować, musi nas zatrzymać, zanim zapędzimy siebie i swój organizm na śmierć.


Na czym jedziesz?! 

Jesteśmy całością: ciało to nie samochód, który jest narzędziem do realizacji zadań, czy komputerem, który ma działać sprawnie i się nie zacinać. Ciało czuje: ciało żyje. 

Czasami musi stanąć i odpocząć. Ma lepsze i gorsze momenty. Zamknięte drzwi to szansa na to, że unikniemy błahych infekcji, ale także ustrzeżemy się przed gorszymi chorobami. 

Dzisiejsze cywilizacyjne zmory: w tym rak, zawał, ciężkie choroby neurologiczne nie biorą się z powietrza. Jeśli już nas dopadną, to nie czas na to, aby się obwiniać i popadać w czarną rozpacz; ale moment na to, aby się zastanowić i zadać sobie parę pytań.  

Czemu jestem tu gdzie jestem, co mi szkodzi, co mogę zmienić, żeby pomóc mojemu wyeksploatowanemu organizmowi żyć lepiej, zdrowiej i wyjść z impasu?



W dbaniu o emocjonalny dobrostan pomoże Ci także ta książka.
znajdziesz ją TUTAJ.
Możesz ją również podarować komuś, kto bardzo tego potrzebuje. 



Jak zamknąć otwarte drzwi? 

Z moich obserwacji świata i samej siebie, oraz z doświadczeń i dowodów zbieranych przez terapeutów choćby w nurcie recall healing wynika, że źródłem wielu,  a może i wszystkich dolegliwości fizycznych i życiowych problemów są nieuświadomione konflikty emocjonalne. 

Jeśli istnieją one w nieświadomości, nie zdajemy sobie z nich sprawy, albo spychamy je w czeluść bo nie umiemy, nie chcemy się nimi zająć, mózg rozwiązuje je, przekazując w wybrane miejsce w ciele. Choroba jest dla niego rozwiązaniem problemu, fizycznym umiejscowieniem tego, co wydaje się być ciężarem. 

Kiedy wiosną, a właściwie latem pojawił się u mnie guz, który został określony jako nowotworowy, nie byłam zdziwiona. Od jesieni zmagałam się z poważnym konfliktem, który został rozwiązany dopiero na chwilę przed operacją. Nie zdziwiłam się też, kiedy na stole operacyjnym usłyszałam od chirurga, że guz przez miesiąc, od ostatniego badania zmniejszył się o połowę. W tym czasie mój konflikt został rozwiązany, a ja naprawdę odczułam, że wreszcie decyzje są podjęte, a ja już nie muszę się wewnętrznie "szarpać". Nie miałam już powodu, aby "mieć" tego guza, zaczął się więc po prostu wycofywać, mimo że kilku specjalistów twierdziło, że może TYLKO rosnąć. 

Takich przykładów jest więcej i jeśli zmagacie się z problemami różnej natury, warto przyjrzeć się swojemu stanowi emocjonalnemu i nie ograniczać wyłącznie do konwencjonalnej terapii (wezmę tabletkę, to wszystko załatwi), ale poszukać przyczyn. 


TY, TY, TY

Manufaktura jest miejscem w którym od lat zachęcam do wzięcia życia w swoje ręce i do świadomego przyglądania się sobie, ale nie po to aby się docisnąć jeszcze bardziej, czy obwiniać o to co się stało, ale po to by siebie jeszcze bardziej POKOCHAĆ i zrozumieć. 

Świadomość uzdrawia, ale poczucie winy już nie. Człowiek chory nie potrzebuje dołujących morałów, ani obwiniania się. To są gwoździe do trumny. 

Jeśli zdarzyła Ci się choroba, trudność, potraktuj je jako lekcje -weź z nich co możesz, nie musisz dostać piątki ani szóstki. 

Każde otwarte drzwi można zamknąć, ważne tylko by nie czekać z tym zamykaniem na moment, gdy deski zbutwieją od deszczu, szpary w drzwiach zaczną świecić prześwitem, a zawiasy zardzewieją. 

Dbajcie o siebie kochani. Mamy siebie tylko raz, a szanse na "poprawkę" niewielkie :) 

DUŻO ZDROWIA! 



W każdej wymyślonej historii jest trochę prawdy, a w każdym życiu trochę innych żyć. Bo nic co się zadziało, nie pojawiło się w próżni, tak samo jak nic nie dzieje się przez przypadek. Człowiek, to jest kruchy towar. 


Anna to była miss szkoły, królowa wszystkiego. Nigdy nie miała połamanych paznokci, gdy wywróciła się na rowerze, to jakoś tak z gracją, nawet spódnica jej się nie pogniotła. Anna prasuje nawet majtki, a sok z malin wyciska przez sterylną gazę, bo inaczej traci składniki odżywcze. Anna wszystko robi najlepiej i tylko ona w środku wie, ile ją to kosztuje. Na zewnątrz niczego nie widać, na zewnątrz wszystko jest idealnie. 

Do czasu. Do tego czasu, gdy zbita szklanka wytrąci z chwiejnej równowagi i wszystko jak to w życiu bywa, pójdzie się rypać. 

***

Kiedyś był kimś i nie miał korby -  mówili przechodnie i mieli rację. Bo on faktycznie, kiedyś był. 

Kiedyś jest odległe jak cholera i tylko czasem, w przebłyskach świadomości co boli, czuje jak bardzo to wszystko dawno i nieprawda, chociaż prawda. 

Dlatego medytuje w przejściu i robi sobie z przechodniami fotki w różowych portkach. 

Barwnych motyli nie boli mniej, ale ucieczka w świat, który mieszka w środku uzależnia, i dla niektórych to jest droga tylko w jedną stronę, nie ma stamtąd powrotu. 

***

"Najistotniejszy błąd - jeśli ująć rzecz najkrócej - pisze Danuta Danek w posłowiu książki Bruno Bettelheima -  polega na mylnym przeświadczeniu, że istocie ludzkiej do podjęcia życia wystarczy samo biologiczne narodzenie się. 

To znaczy, najistotniejszy bład wywodzi się z dogmatu, że rodzimy się wszyscy wyposażeni w przyrodzoną i przemożną chęć życia. 

Tymczasem (...) aby chcieć żyć, trzeba najpierw doświadczyć, że milo żyć, (...) zostać do niego przekonywująco zachęconym. 

Nie bądź łajdakiem i nie twierdź, że jest inaczej, bo każdy kto odrobinę zna życie wie, że nie wszyscy mają tyle szczęścia. 

***


Według Raportu Rzecznika Praw Obywatelskich „Ochrona zdrowia psychicznego w Polsce” u prawie 25 % Polaków rozpoznaje się przynajmniej jedno zaburzenie psychiczne w ciągu życia. 

Badania wykazały, że u około 20–30% osób w wieku 18–64 lat odnotowuje się obniżenia nastroju i spadek aktywności życiowej, drażliwość i przewlekły lęk, który jest najczęściej diagnozowanym zaburzeniem psychicznym. 

Depresja dotyka 1 na 10 osób i nawet jeśli jak sugerują niektórzy specjaliści mamy do czynienia z nadmiernym diagnozowaniem tego schorzenia to liczba osób, które na nią cierpią jawnie, lub w ukryciu, to kilka milionów osób. 

Drugie tyle balansuje na cienkiej linie pomiędzy "jeszcze nie jest tak źle", a "już nie wytrzymam"

Człowiek, to jest kruchy towar. 

***

Jeśli Ty także doświadczasz w życiu poważnych trudności, pamiętaj - PROSIĆ O WSPARCIE TO NIE JEST ŻADEN WSTYD. 

Więcej TUTAJ

***

Ps. Tak, u mnie wszystko w porządku. 



PODAJ DALEJ. 




Kochani, dziś Mikołajki i robimy dobro! Mikołaj to nie tylko ten jegomość z grafiki! Jest taki jeden Mikołajek, wcale niepodobny do pierwowzoru, który potrzebuje naszej pomocy! Nie dajcie się dwa razy prosić, zwłaszcza, że jest okazja, aby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu!


Mikołajek to chłopiec w wieku mojej córeczki, który właściwie od urodzenia ma pod górkę. Choruje na SMA I (rdzeniowy zanik mięśni), oddycha przez respirator, nie może chodzić, biegać, nie uczęszcza do szkoły… a jednak jest pogodnym dzieckiem, które wiele już w życiu widziało i które co w tej historii bardzo ważne, ma wspaniałą, kochająca rodzinę, która robi wszystko, aby jego życie było radosne, pełne i aby chłopiec uczestniczył w tym wszystkim w czym uczestniczą zdrowe dzieci.

Jak wygląda życie Mikołajka? 

Spodziewacie się tkliwej historii o chorym dziecku? Zaskoczę Was! 

Czy wiecie, że Mikołajek, chociaż mieszka w Będzinie, był nad morzem, a nawet widział na własne oczy wieżę Eiffla?! Był w Belgii! I w Krakowie! Pojechał na urodziny prababci i ku zgrozie niektórych członków rodziny (!!!!) nie został zamknięty w czterech ścianach, a doświadcza, widzi i z pewnością czuje ekscytację, kiedy opuszcza tak dobrze znane ściany i widzi, jaki świat jest piękny. Mikołajek lubi Nelę Małą Reporterkę i swojego młodszego brata. Lubi się przytulać i z pewnością ma jakieś mikołajkowe marzenia. 

Pewnie tak jak nasze dzieci też czeka na świętego i myśli sobie o tym, co jegomość w czerwonym w tym roku przyniesie...

Co ja Wam będę opowiadać -  zajrzyjcie i sami zobaczcie jaki to jest gość! 


Całe szczęście Mikołajka

Mikołaj miał w życiu szczęście, bo chociaż dostał w bagażu podręcznym ciężką chorobę, to trafił także na cudownych rodziców. Ania, mama Mikołaja, mimo dyspozycyjności całą dobę, mimo ogromnego obciążenia jakim jest opieka nad chorym dzieckiem, zachwyca pogodą ducha i mądrością.Jestem pełna podziwy dla hartu i odwagi tych ludzi. 

Wszystko to brzmi trochę jak bajka, ale niestety, nie można zapomnieć o prozie życia. A ona istnieje i wpływa na życie tej cudownej rodziny. NFZ coś tam refunduje, ale koszty opieki nad chorym dzieckiem, rehabilitacji, czy choćby czegoś ponad siermiężny standard, to już zupełnie inna historia.

Pomóż ze mną! 

Dziś jest okazja, aby odrobinę im pomóc. Duzi influancerzy przeprowadzają czasem takie akcje: śledzę między innymi Mamę Ginekolog, która zbierała ostatnio pieniądze na laktator do swojego szpitala i w krótkim czasie sprzedała ponad 500 sztuk książki, z której część środków przeznaczyła na ten cel.

Od dawna ja i inne blogerki, dziennikarki, próbujemy pomagać Mikołajkowi i mówić przy tym o ważnych sprawach. Tak powstała między innymi akcja Macierzyństwo bez Lukru. 

Dziś jednak chciałabym zadziałać w pojedynkę, a właściwie to nie w pojedynkę, ale w grupie- razem z Wami! Mam 500 książek i mam wielkie serce. Wierzę, że wy też macie. Może nie uda się sprzedać aż tyle, może to będzie 100, może 150, może 200, ale chciałabym abyście dziś razem ze mną, zrobili coś dobrego dla Mikołaja!


Potrzebujecie prezentu dla kogoś komu dobrze życzycie? Chcecie sobie zrobić prezent? Kupcie moja książkę! Z każdej zarejstrowanej (i opłaconej) dziś i jutro transakcji przekażę na rzecz Mikusia 10 zł.

Książka dostępna jest TUTAJ. 


To idealny moment, aby zrobić zakupy na święta. Nie ma już na co czekać -  w okresie przedświątecznym przesyłki mogą się opóźniać, a więc kupując teraz zyskujesz święty spokój, fajny prezent i bonus w postaci dobrego uczynku!

Jeśli jeszcze nie wiecie zbyt wiele o książce, o mnie, zobaczcie filmik, który dla Was nakręciłam!


FILM obejrzysz na You TUBE - kliknij teraz


Jeśli nie możesz kupić książki, a mimo to chcesz pomóc Mikołajkowi swoimi 5, 7 czy 15 złotymi, możesz to zrobić również bezpośrednio. 

Dowolną kwotę można wpłacić na konto Mikołaja:


Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa

41 1240 1037 1111 0010 1321 9362
Bank PeKaO SA Oddział 1 w Warszawie

tytuł wpłaty: 

13401 Kamiński Mikołaj - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia



Liczę na WAS! I dziękuję! 


Marta uważa, że branie to konieczność i wstydzi się brać. Nawet pieniądze za swoją pracę przyjmuje z jakimś wyrzutem sumienia. Z drugiej strony twierdzi, że ludzie są niewdzięczni i że prawdziwej wdzięczności rzadko doświadcza. Oraz ciągle zmaga się z problemami finansowymi. Jak to jest z tym dawaniem i braniem i skąd się w nas i wokół nas bierze poczucie obfitości?! 


Ludzie w Polsce mają dziś w dużej mierze finansową schizofrenię. Widać ją nie tylko przed świętami. Z jednej strony większość narzeka, że ma za ciężko i że nie daje sobie finansowo rady, z drugiej gardzi ludźmi, którym wiedzie się lepiej. 

"Nie można się uczciwie dorobić", "wybił się na kombinatorstwie", "odziedziczył po rodzicach co handlowali badziewiem z polowego łóżka", "miał plecy", "na pewno ukradł", "głupi ma szczęście".

Znacie?! Na pewno. 

Tymczasem pieniądze to energia i zwykle nie przychodzą do tych, co ich nie lubią, oraz do ludzi, którzy z dawaniem i braniem są wiecznie na bakier. Bo żeby w życiu nam rosło i obradzało, to ta energia musi krążyć oraz nieść przynajmniej dobre skojarzenia. 

Nigdy nie przyjdzie do Ciebie i nie zostanie z Tobą coś, czym w głębi duszy gardzisz. 


Co jest nie tak z dawaniem i braniem? 

A co to ma do rzeczy zapytacie?! Co dawanie, branie, ma wspólnego z obfitością, z pieniędzmi? Ma i to całkiem sporo. 

Ludzie, którzy nie mają równowagi w dawaniu i braniu: którzy albo wszystko ściskają i ściubią, bo przecież im zabraknie, albo rozpieprzają bez rozmysłu i rozdają z mniejszą lub większą szczodrobliwością, nie mają wielkiej szansy na to, aby doświadczyć poczucia obfitości i takiego momentu, w którym czują, że naprawdę jest tyle ile trzeba i można się obejść bez poczucia pretensji. 

Dawanie ma sens, jeśli jest z prawdziwego serca. Inaczej nie jest darem, ale ciężarem: DLA WSZYSTKICH. 

Branie z poczuciem winy, z poczuciem, że muszę ODDAĆ - też nie jest braniem. Jest zaciąganiem długu. Dług oddaje się z odsetkami, a te bywają wyższe niż w providencie. 


Najpierw dawaj sobie! 

Ach, już widzę jak co wrażliwsza i bardziej oświecona część publiki przewraca tutaj oczami! Bo jak to najpierw sobie?! Jak można myśleć o sobie, kiedy świat w niedosycie i wszyscy wyciągają ręce? 

Jeśli nie nauczysz się sobie dawać  -  tyle ile trzeba- tyle ile potrzebujesz -  tak żeby poczuć przyjemną sytość, a nie przejedzenie czy przesyt, nie będziesz umiał dawać innym. 

Dawanie z poczuciem "sam mam mało, a tu jeszcze ktoś mi każe się dzielić", prowadzi nie do szczodrości, a do ściskania. 

Dawanie z wdzięcznością i poczuciem, że wszystkim, także mnie, wystarczy, to zupełnie inna bajka. 

Tu pojawia się także kwestia płacenia, wydawania i pewnej finansowej uczciwości. Jak z tym jest u Ciebie? Czy wiesz i czujesz, że za pewne rzeczy trzeba płacić? Jeśli nie, to nie dziw się, że ktoś inny nie chce płacić Tobie. 

Ciągle spotykam takich "finansowych dusigroszy", którzy narzekają, że szef to wyzyskiwacz, a sami podkradają z firmowej kuchni herbatę, a muzykę czy filmy ściągają z "chomika". BO ZA DARMO. 

To tak nie działa. Póki Ty okradasz świat, nie licz na to, że on przyniesie Ci coś absolutnie przeciwnego. 



Manufaktura Radości na święta  -  KLIK


Jak dogadać się z pieniędzmi? 

Jak mieć poczucie, że przychodzą, że nam służą, że czynią przez nas dobro w świecie? 

1. Przede wszystkim szanuj je. Jeśli nimi gardzisz, jeśli uważasz za podejrzanych ludzi, którzy je mają, wróć do początku tego tekstu i rozpraw się z tym. Pieniądze nie są ani dobre, ani złe. Można za nie wykarmić głodnych, albo kupić truciznę. To nie w nich tkwi siła, a w tym co się z nimi zrobi. 

2. Spójrz na swoją finansową historię. Co za nią stoi? Jakie błędy popełniasz? Co możesz poprawić?

3. Przyjrzyj się swoim przekonaniom, np. na temat pracy. Co o niej sądzisz? Czy ją lubisz? Czy to co robisz, jest w zgodzie z Tobą, z Twoimi wartościami? Jeśli nie, to prawdopodobnie na drodze do finansowej obfitości i spełnienia, stoi Ci pewien ważny konflikt. 

4. Zobacz generacyjne przekonania na temat pieniędzy. Jaki stosunek do nich mieli, mają, twoi rodzicie, dziadkowie, inni członkowie rodziny? Sporo z tego odziedziczyłeś, czy chcesz czy nie. 

5. Zobacz jak wygląda w Twoim życiu kwestia poczucia bezpieczeństwa. Czy czujesz się bezpiecznie, czy wręcz przeciwnie, w kółko wypatrujesz zagrożeń? 





Pieniądze lubią ludzi, którzy lubią pieniądze

Tak samo jak ludzie lubią ludzi, którzy lubią ludzi. Nie ma to nic wspólnego z niewolnictwem, ani gonieniem za kasą, której boją się ludzie, którzy... pieniędzy nie lubią, albo mają z nimi jakiś problem. 

Większość wynaturzeń związanych z tym tematem wiąże się właśnie z sytuacją, w której nie bardzo "ogarniamy" temat i dlatego idziemy w przesadę. 

Prawdziwa obfitość, to poczucie, że przychodzi tyle ile trzeba i że nie muszę ani przesadnie ściskać, ani szastać, bo zawsze przyjdzie do mnie tyle ile trzeba, bo mam kompetencje, zdolności i możliwości aby o to zadbać. 

Wielka szkoda, że nikt nie uczy tego w szkole. Może czas zacząć?! 


Nie róbmy z niedostatku religii

Ostatnia rzecz o jakiej warto powiedzieć mówiąc o obfitości i pieniądzach, to aspekt cierpiętnictwa i gloryfikowania niedostatku, który się u nas pojawia. 

W krajach, w których większe znaczenie miało nie średniowieczne, chrześcijańskie chłostanie się w imię umartwiania, a protestanckie podejście do życia, szanuje się ludzi, którzy doszli w życiu do bogactwa i najczęściej wcale się z nim nie obnoszą. Uważa się, że są "błogosławienie", warci naśladowania, nie ma tak wyraźnej zazdrości, rozmawia się wprost o pieniądzach, nie robi się z nich tabu. 

W naszym katolickim kraju - pisze ksiądz Jacek Stryczek, który jako jeden z niewielu przedstawicieli tego środowiska, próbuje w rozsądny sposób temat pieniędzy odczarować, - jeśli ktoś kupi sobie nowy samochód, z którego jest dumny, to koniecznie musi zacząć od opowieści o przybrudzonej tapicerce, że auto wcale nie jest aż takie dobre, na jakie wygląda. Jeśli ktoś był na wycieczce, to koniecznie taniej, a ciuchy kupuje na wyprzedaży. Gdy Polak to mówi, to sam w to nie wierzy, a gdy tego słucha, to wie, że jest robiony w balona. Zdaje sobie jednak sprawę, że czułby się jeszcze gorzej, gdyby samochód naprawdę był piękny, wycieczka ekskluzywna, a ciuch z najnowszej kolekcji. Nawet jeśli takie myślenie odchodzi już powoli do lamusa, to opinia publiczna i tak wie lepiej. Wciąż stara się utrzymać obowiązującą normę podejrzliwości”. 

To nie jest postawa, która sprzyja życiu w obfitości i poczuciu, że mogę dawać sobie i brać dobre rzeczy.

Nie ma nic nobilitującego w byciu biednym, tak samo jak w byciu bogatym. Różnica jest w czymś zupełnie innym. 
Co byś wybrał, gdybyś miał wybór? No właśnie. 

Reszta to całkiem inna historia. 

Jaka będzie Twoja? Czym za nią zapłacisz? 

Jak sprawić, żeby żyło nam się lepiej? Jak radzić sobie z problemami? Jak frustrować się mniej, a cieszyć bardziej i w końcu jak sobie ułatwiać, a nie utrudniać? Mam dziś dla Was prostą ściągawkę! 

Przy okazji ostatniej przeprowadzki wpadł mi w ręce mój kalendarz sprzed 11 lat, a w nim zapiski zatytułowane: życiowe zasady. 

Nie pamiętam skąd je wzięłam, ani co mnie do nich zainspirowało, ale postanowiłam je spisać i tutaj -  z modyfikacjami i małym komentarzem, bo jestem pewna, że i Wam się przydadzą! 

Co sobie z nich weźmiesz?!

Zaczynamy! 


1. Nigdy nie wpadaj w panikę. Zatrzymaj się, oddychaj, myśl. Panika nie pomoże podjąć żadnej decyzji, zwiększy za to prawdopodobieństwo, że coś schrzanisz.

2. Pamiętaj, że nikt o Tobie nie myśli. Wszyscy myślą o sobie, tak samo jak Ty. Takie życie, nie czyni to z nas egoistów, raczej ludzi mniej lub bardziej skoncentrowanych na sobie.  

3. Nigdy nie zmieniaj fryzury ani koloru włosów przed ważnym wydarzeniem. Nie używaj też nowego kremu, ani nowych perfum. Będziesz się czuć jak w obcej skórze, a to nie pomaga i nie dodaje pewności siebie. 

4. Nigdy nie jest aż tak dobrze, ani aż tak źle jak się wydaje, a wszystko w gruncie rzeczy jest tymczasowe. 

5. Lepiej kupić jedną drogą rzecz, która Cię uskrzydla, niż kilka takich, które nie wywołują w Tobie żadnych emocji. 

6. Jeśli chodzi o rzeczy, którymi się martwimy, najczęściej są to tylko pierdoły. Jeśli nie możesz pozbyć się jakiegoś zmartwienia, zapytaj siebie, czy to jest naprawdę ważne? Czy byłoby takie np. gdybyś Ty, albo ktoś Ci bliski miał umrzeć jutro? Zmień perspektywę, a zmartwienia też się zmienią. 

7. Klucz do sukcesu tkwi w sposobie w jaki podnosisz się z porażki. Chcesz zwiększyć szansę na sukces? Zwiększ ilość ponoszonych porażek. Nie ma opcji by w kółko przegrywać. 

8. Bądź uczciwa i dobra. Nie dlatego, że ktoś Ci kazał, ale dlatego, że to długoterminowo po prostu najlepsza opcja. 

9. Kupuj tylko takie buty i ubrania, na widok których chce Ci się tańczyć. 

10. Ufaj swojemu instynktowi, a nie rozbuchanej wyobraźni. 

11. Kiedy spotka Cię jakaś tragedia, sprawdź czy aby na pewno jest ona taka straszna. Jeśli się da, powiedz: ach pieprzyć to. Spróbuj znaleźć dobre strony tej sytuacji, albo coś zabawnego. Jeśli się nie da, wróć do punktu pierwszego i pamiętaj: to też minie. 

12. Nie spodziewaj się, że świat będzie bezpieczny, a życie fair. Nie jest, nie będzie, ale i tak warto żyć.

13. Nie żałuj niczego. Pamiętaj, że biorąc pod uwagę to kim jesteś i byłaś, to w jakiej sytuacji się znalazłaś, zrobiłaś co mogłaś. Gdybyś mogła, to postąpiłabyś inaczej, ale widać się nie dało. 

14. Gdy zaczynasz czegoś żałować i mówisz: Powinnam była, to albo tamto, pomyśl sobie: a może wtedy spotkałoby mnie coś złego, może obiektywnie to co się zdarzyło, to było najlepsze rozwiązanie? Przeszłości nie da się zmienić, można się tylko z niej uczyć. 

15. Uśmiechaj się zawsze, kiedy masz do tego okazję i póki masz zęby. Potem może być trudniej, a implanty to drogi sport ;). 


Które z tych zdań bierzesz sobie najbardziej?! 


×